fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Jest progres, jest dobrze!

dodany przezKamil Timoszuk 21 października 2014 6 komentarzy

Po co ludzie trenują różnego rodzaju sporty? Co człowiek to motywacja. Dlaczego ja trenuję? Bo daje mi to ogromną satysfakcję i sprawia, że czuję się lepiej. I to nie tylko fizycznie, ale także i psychicznie. Szczególnie wtedy, kiedy widzę, że czasami mozolna praca przynosi jakieś wymierne skutki. Tak jak na przykład wczoraj.

Przez ostatnich kilkanaście miesięcy zdążyłem się już nasłuchać pod swoim adresem wielu różnych opinii. W większości przypadków są to przychylne głosy, które czasami są potrzebne do tego aby dać kopa do dalszej pracy. Zdarzają się jednak i tacy, którym z niezrozumiałych do końca dla mnie względów przeszkadza to, że staram się coś robić. Na początku chciałem z takimi osobami wchodzić w merytoryczną rozmowę. Jednak gdy zobaczyłem, że w większości przypadków się nie da tego zrobić, to po prostu odpuściłem. Skoro ktoś wie lepiej to dlaczego ja mam na siłę go przekonywać? Nie czuję już takiej wewnętrznej potrzeby. Utwierdzam się tylko dzięki temu w przekonaniu, że jedyną osobą dla której powinienem codziennie starać się robić choćby mały krok do przodu jestem ja sam. Bez względu na to czy komuś się to podoba czy nie. Ludzie zawsze przychodzą i odchodzą, a sam ze sobą będę jeszcze mam nadzieję dobrych kilkadziesiąt lat i fajnie by było aby po prostu żyć w zgodzie ze sobą.

Przyjemnie jest też od czasu do czasu dostać realny dowód na to, że praca przynosi wymierne efekty. Pewnie wiele osób twierdzi, że wystarczy być po prostu sprawnym, a nie dbać o konkretne wyniki, ale nie oszukujmy się. Niemal w każdym z nas jest taka cząstka próżności, która czasami lubi być połechtana dobitnym przykładem, że jest całkiem dobrze. Ja jeden z takich przykładów dostałem wczoraj, kiedy przyszło mi zmierzyć się z jednym z podstawowych ćwiczeń w podnoszeniu ciężarów – martwym ciągiem. Pamiętam jak gdyby to było wczoraj, kiedy zaczynałem się uczyć tego ćwiczenia pod podstaw i wyczynem dla mnie było robienie tego ze sztangą ważącą 50-60 kilogramów. Od tego czasu się jednak sporo zmieniło i pewne bariery zostały przełamane. Tak jak tutaj.

150 kilogramów to od wczoraj mój nowy prywatny życiowy rekord. Jak widać na filmie, technika wykonania nie była perfekcyjna bo można doszukać się kilku błędów. Jednak dramatu oraz jakiegoś zagrożenia zdrowia także nie było. Mało kto robi swoje życiowe powtórzenia nienaganną techniką. Ja jednak wczoraj byłem niemal od samego początku niemal pewien, że to stalowe maleństwo da się poderwać z ziemi. Dwa weekendowe dni kompletnego niemal odpoczynku zrobiły swoje. Do tego nastawienie mentalne, które nie brało pod uwagę tego dnia niepowodzenia. Mając na sztandze 130 kilogramów tylko przez chwile przemknęła mi myśl, czy próbować 145kg i bić swoją życiówkę o marne 2,5kg czy nie szczypać się i iść na całość. No więc poszedłem 😉

I takim też sposobem dostałem porządnego kopa i niejako potwierdzenie tego, że jest dobrze. Każdy kto trenuje cokolwiek, co jakiś czas ma lekkie obawy, że coś jest nie tak, skoro forma stoi w miejscu zamiast iść do przodu. Dobitny dowód na progres zawsze jednak stawia człowieka do pionu i uzmysławia jak ważna jest też wytrwałość. Być może czasami dojście do jakiegoś wyniku zajmuje mi więcej czasu niż wielu moim znajomym ale już wiem, że to nie ma znaczenia. Każdy idzie swoją drogą, swoim tempem i ściga się tylko ze swymi słabościami. I to tego wyścigu warto by było nie przegrać.