fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Jak za dawnych lat

dodany przezKamil Timoszuk 27 października 2013 2 komentarze

Dziś będzie notka trochę inna niż wszystkie poprzednie. Trochę wspominkowa bo po wczorajszym wieczorze naszła mnie pewna refleksja, którą chciałbym się dziś podzielić. A to w dużej mierze wszystko przez jeden mecz na który wczoraj się wybrałem i była to świetna decyzja.

Odkąd w moim życiu pojawił się sport, czyli mniej więcej od połowy lat 90-tych, weekend to było prawdziwe święto. To właśnie podczas tych dni jako młody człowiek chłonąłem ze sportu wszystko co miał do zaoferowania najlepszego poprzez obcowanie z nim na różnych halach czy boiskach. Pomimo, że od moich pierwszych meczów, walk czy innych zmagań widzianych na żywo minęło już tyle czasu to niektóre wspomnienia są we mnie na tyle silne, że pamiętam je dziś w taki sposób jakby wydarzyły się niemal tydzień temu. Pierwszy mój mecz bokserski zespołu Hetmana Białystok, wielokrotnego mistrza Polski, pamiętam na przykład dlatego, że ostatnią walką tego wieczoru był pojedynek, który wygrał niejaki Szumiło poprzez wspaniały nokaut. Żeby było śmieszniej to na walce byłem razem z swoim kolegą-sąsiadem zza płotu oraz jego tatą. To właśnie też po tej walce pojawiła się u mnie chęć pójścia na jeszcze jakieś widowisko.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy co będzie następne ale wiedziałem już, że cos musi być. Pamiętam, że bardzo fascynowały mnie reakcje ludzi na zawodach sportowych w postaci okrzyków radości i napadów wściekłości, które pojawiały się naprzemiennie bardzo często. I tak się złożyło, że akurat w podobnym czasie w Białymstoku miała zagrać reprezentacja Polski koszykarzy w ramach eliminacji do EuroBasketu 1997. Jako jeszcze mocno niepełnoletni człowiek musiałem sobie znaleźć towarzystwo do tego aby na taki mecz pójść. I z paru różnych kandydatur, które wtedy były brane pod uwagę padło na Marcina, starszego kolegę z osiedla. I całe szczęście, że wtedy udało się kogoś znaleźć bo gdybym nie dotarł na ten mecz to moje życie mogło by dziś wyglądać zupełnie inaczej. To właśnie na tym meczu złapałem bakcyla sportu, uczęszczania na widowiska sportowe i generalnie chłonięcia tego wszystkiego z czym to się wiąże. Po latach takie obrazki jak te poniższe oglądam z dużym sentymentem.

Od tego momentu się tak naprawdę zaczęło. Cotygodniowe chodzenie na mecze ówczesnych Dojlid Białystok, które występowały w koszykarskiej męskiej ekstraklasie, poznawanie nowych ludzi, wiele śmiesznych sytuacji, wyjazdy w Polskę i wiele wiele innych. Wraz z rozwojem sytuacji zacząłem też chodzić nie tylko na ten zespół ale i na niższe ligi. Podział był przeważnie taki, że na wyższą ligę chodziło się aby obejrzeć sport, a na niższą, żeby spotkać znajomych, pogadać, pośmiać się. To był mój ale pewnie i nie tylko mój sposób na spędzenie wielu weekendów.

A dlaczego o tym piszę? Głównie dlatego, że od wielu lat w Białymstoku takie spędzanie wolnego czasu stało się niemal niemożliwe. Wszystko przez to, że sport w tym nie tyle podupadł co praktycznie stoczył się, z koszykówką na czele. Jest jedynie Jagiellonia Białystok na którą można chodzić od lat ale dla mnie to nie to samo, nie ten klimat, nie ta bajka, nie moja bajka. Dzisiejszy potencjalny widz sportu w Białymstoku nie ma problemu na co i gdzie iść ale bardziej taki czy jest możliwość pójścia na cokolwiek. Tu zaczyna się problem, ponieważ odpowiedź na tak postawione pytanie bywa często negatywna.

Na szczęście w tym roku, a dokładniej w niedawno rozpoczętym sezonie pojawiła się iskierka nadziei. Iskierka w postaci powrotu do rozgrywek centralnych po 3 latach nieobecności zespołu Żubrów Białystok. Jest to jedynie 3 liga męska okręgu mazowieckiego ale dobre i to. Idąc 2 tygodnie temu na mecz tego zespołu spodziewałem się garstki osób na trybunach, generalnie przaśnej atmosfery i nienajlepszego widowiska sportowego. Ku mojemu zdziwieniu było praktycznie odwrotnie. Niezbyt duże ale jednak pełne trybuny, fajna meczowa atmosfera tworzona przez młodych ludzi z klubu kibica, szybkie i momentami ciekawe widowisko sportowe składały się w całości na obraz, który mógł się podobać. I chyba spodobał bo wczoraj było praktycznie tak samo, a nawet lepiej.

Mecz pomiędzy Żubrami Białystok a UKS Zielonka Przyszłość na swoim twitterze „reklamowałem” starcie zespołów, którym loga wykonał „mój człowiek” czyli Kamil Doliwa z Lunatic Agency.

Żubry Białystok UKS Zielonka

Moim pobożnym życzeniem było to, żeby mecz choć w niewielkim stopniu dorównał poziomowi oprawy graficznej obu zespołów 😉 I jak się okazało moje prośby zostały chyba gdzieś tam wysłuchane. Cały mecz trwałą walka, którą oglądało się dobrze bez nieustannego brania poprawek, że jest to tylko 3 liga. Młode zespoły starały się jak mogły i to było niemal czuć na trybunach. Nie brakowało fajnych dla oka akcji, ostrej walki, małych kontrowersji sędziowskich czy tego co najważniejsze w sporcie czyli emocji. Te pojawiły się w największych ilościach tam gdzie mało kto się tego spodziewał czyli w końcówce meczu. Żubry w 4 kwarcie prowadziły różnicą już kilkunastu punktów i wydawało się, że będą kontrolować przebieg meczu do końca. Wydawało się. Hasłem przewodnik tej ekipy po meczu wczorajszym powinno być powiedzenie, że „nie ma takiej przewagi jakiej nie można by roztrwonić”. W ciągu paru chwil z nudnego widowiska zrobił się horror. Na kilkadziesiąt sekund do końca Żubry przegrywały 85:86 i wtedy stało się to.

Dawno na żywo nie widziałem takiego zakończenia meczu, a dokładniej rzecz biorąc regulaminowego czasu gry. W dogrywce Żubry docisnęły rywala i ostatecznie wygrały 100:95 po widowisku, które oglądało się świetnie. Stwierdzenie oglądało jest tu pewnym nadużyciem bo dużą jego część przegadałem z Kamilem, którego macie okazję słyszeć na filmie kiedy pozdrawia rodzinę 😉

Jednak taki sposób spędzania sobotnich wieczorów bardzo lubię. Bardzo się też cieszę, że znowu pojawiła się okazja aby to robić w Białymstoku. Sport, emocje, fajne widowisko, fajni ludzie – połączenie niemal idealne, które zdecydowanie polecam.