fbpx
O wszystkim

I to by było na tyle

dodany przezKamil Timoszuk 4 października 2013 7 komentarzy

Wiedziałem, że ten czas kiedyś nadejdzie. Nie sądziłem jednak, że będzie to tak szybko i tak bardzo będzie on boleć. Zostało mi jeszcze wprawdzie parę dni z których mogę i chyba będę korzystał, ale to już zdecydowanie finisz. Mój rowerowy finisz lata.

Niestety żyjemy w takim kraju gdzie niestety tylko przez kilka miesięcy można korzystać z wszelkich uroków przebywania na świeżym powietrzu. Przez kolejne 9 miesięcy mamy zimę 😉 A tak bardziej poważnie to w tamtym roku zima trwała miesięcy dokładnie 6 i to już nie jest zabawne jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kolejne pół roku właśnie się zbliża. Ciągła szarówka, brak słońca, zaspy śnieżne, notorycznie odmrożone różne części ciała i inne tego typu przyjemności czekają nas już niebawem. Mnie jednak w tym roku, przynajmniej na początku będzie bolał fakt, że będę musiał wrócić do komunikacji miejskiej od której się najnormalniej w świecie odzwyczaiłem.

Rower to w dużej mierze odpowiednik wolności. Wychodzisz z domu, wsiadasz i jedziesz gdzie cię tylko nogi poniosą, a głowa poprowadzi. Z komunikacją miejską tak łatwo już jednak nie będzie. Rower to też czas, a dokładniej jego oszczędność. Nawet mieszkając w dużym ale nie aż tak wielkim mieście jak Białystok zaoszczędzone minuty są odczuwalne w dość mocnym stopniu. Głównie za sprawą tego, że na rowerze na nic ani na nikogo nie czekasz. Wsiadasz kiedy chcesz i jedziesz gdzie sobie zażyczysz. Rower także dociera w takie miejsca do których komunikacja miejska nie zawsze ma dostęp. Nie musisz nigdzie iść na piechotę, a możesz większość ludzi po prostu omijać, którzy być może zmierzają z przystanku w podobnym kierunku, ale na pewno nie będą pierwsi.

Doceniając te oraz parę innych zalet jednoślada, którego odkryłem na nowo po 15 latach przerwy, pokażę parę wyników jakie udało mi się z nim osiągnąć. Na początek może jednak pokażę o jakim sprzęcie mowa.

rower

Zdjęcie to było zrobione w dniu kiedy go kupiłem. Od tamtej pory uległ małym zmianom, naprawom czy innym modyfikacjom. Zaczynając od dodania nowych błotników czy lampek, poprzez czterokrotną wymianę dętki w tylnim kole, a na jednokrotnej wymianie zużytych zębatek oraz siodełka kończąc. Jak na jeden sezon całkiem sporo. Jednak teraz gdy patrzę na ten rower to wiem, że każda wydana na niego złotówka czy spędzona na nim godzina to była nie tyle dobra, co wspaniała inwestycja. Na pewno w sporej mierze to właśnie rower pozwolił mi łatwiej i przyjemniej gubić kilogramy w ostatnich miesiącach. Poza tym zobaczyłem sporo miejsc z pozycji rowerowego siodełka jakich bym pewnie nie zobaczył. Zdecydowanie też bardziej efektywnie spędzałem czas niż gdybym to robił bez roweru. Bo aktywny wypoczynek to zawsze lepszy wypoczynek, prawda?

Przejdźmy może jeszcze do paru faktów, które znam dzięki aplikacji Endomondo.

Endomondo zestawienie

Najważniejszy dla mnie wskaźnik to liczba kilometrów, a tych w dniu wczorajszym pękło 3 tysiące. W sumie nie miałem żadnego założenia ile chcę przejechać w tym roku ale wydaje mi się, że to całkiem przyzwoity wynik. Jeśli ktoś uważa inaczej niech mnie wyprowadzi z błędu w komentarzach 🙂 przejechanie takiej trasy trwało w moim przypadku 7 dni oraz 7 godzin ciągłej nieprzerwanej jazdy. Innymi słowy tydzień z życia wyjęty. Za to te wszystkie kilometry przekładają się na spalonych aż ponad 140 tysięcy kalorii. Nie wiem na ile jest to wiarygodny przelicznik ale tak czy siak liczba robi wrażenie. Co ciekawe tych kilometrów, a co za tym kalorii w tym sezonie nabiłem więcej ponieważ nie zawsze miałem ze sobą telefon lub nie zawsze pamiętałem, żeby go włączać. Teraz jednak opieram się na samych faktach. A te wyglądają też na przykład tak.

Endomondo wykres

Jak widać pierwsze zachłyśnięcie się jazdą dało w rezultacie ponad 800 natrzaskanych kilometrów w ciągu miesiąca. Lipiec i sierpień był do tego także zbliżony. Jedynie wrzesień się wyłamuje ze średniej, ale to głównie za sprawą mego wyjazdu na Słowenię oraz paskudnej pogody po moim powrocie. Jeszcze długo będę pamiętał te jazdy w deszczu jakie trochę musiałem ale tez i chciałem uskuteczniać 😉

Tak więc na tych przykładach widać jak na dłoni, że w Polsce nie ma zbyt wiele czasu aby korzystać z rowerowych uroków. Dlatego może też i tym bardziej trzeba je doceniać kiedy jest na to odpowiedni czas i pora. Dlatego też gdy prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu, odwieszę rower aby przezimował kilka najbliższych miesięcy, zacznę poszukiwania nowego sprzętu. Dlaczego? Ponieważ już wiem, że tegoroczna przygoda nie była chwilowym wybrykiem pod wpływem jakiejś chwili, a świadomą decyzją. I tak też będzie za rok, kiedy postaram się na przykład zrealizować swój tegoroczny plan i pojeździć też po innych miastach niż tylko Białymstoku czy okolicach. A do tego przydałby się już sprzęt z innej, raczej wyższej półki.

A tak poza tym to może ktoś chce kupić mój rower? 😉