fbpx
BlogO wszystkimOpinie

Hobbit po białostocku czyli jak teatr wygrywa z kinem

dodany przezKamil Timoszuk 10 grudnia 2019 0 Komentarzy

Usiądź, pomyśl i powiedz mi proszę, kiedy ostatni raz byłeś w teatrze? Jeśli znasz przynajmniej przybliżoną datę tego wydarzenia. to muszę ci pogratulować bycia w mniejszości ludzi w tym kraju. Ja ostatnio postanowiłem sobie przypomnieć jak to jest obcować z tą formą rozrywki.

Nie ma co ukrywać, że gdy większość z nas ma jakiś wolny wieczór, i chce go spędzić w fajny sposób, to teatr nie jest naszym pierwszym wyborem. Szybciej wygrywa już kino, impreza, spotkanie ze znajomymi czy Netflix w domowym zaciszu. Czy to źle? Tak bym na pewno nie powiedział. Warto jednak czasem wyjść poza utarty przez siebie schemat i spróbować czegoś, czego nie robi się na co dzień. I teatr stety/niestety w obecnych czasach stał się taką alternatywą. Bardziej na swój sposób ekstrawaganckim pomysłem wydaje się być wyjście w taki wieczór do opery lub galerii sztuki.

Dlaczego tak się dzieje? Nie czuję się na tyle kompetentną osobą aby to oceniać. Śmiem jednak twierdzić, że generalnie rozrywka w obecnych czasach stała się często bardziej płytka. I w efekcie tego, teatr poniekąd wypadł przez to z powszechnego obiegu. Na szczęście jest jeszcze spora grupa osób, które o teatrze nie zapomniały i chętnie wypełniają sale, a do tego bawią się przy tym świetnie. Tak jak ja się bawiłem minionej niedzieli.

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Sztuka na jaką wybrałem się z dziewczyną chodziła za mną od dawna. Trochę w podjęciu decyzji pomógł mi swoisty ostatni dzwonek w postaci ostatniego przedstawienia w tym roku. Do tego też nie ma co ukrywać pomogła mi unikalność wystawianej sztuki, którą jest „Hobbit”. Na czym polega owa unikalność słynnego dzieła Tolkiena? Choćby na tym, że przedstawienie wystawiane na deskach Białostockiego Teatru Dramatycznego to jedyna okazja w Polsce, i jedna z niewielu w Europie, aby obejrzeć to przedstawienie. Jak mówią osoby za to odpowiedzialne, walka o prawa autorskie trwała niespełna rok i obowiązują one przez 3 lata z możliwością przedłużenia na kolejne. I wiedząc o tym, nie ukrywam, że łechtane jest moje ego „lokalnego patrioty”, a także utwierdzane po raz kolejny w tym, że Podlasie/Białystok to miejsce wyjątkowe na różne sposoby 😉

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Jednak mieć prawa do takiego dzieła to jedno, a druga sprawa to je dobrze wykorzystać. Oto aby jednak obyło się bez klapy zadbał reżyser całego przedsięwzięcia czyli Grzegorz Suski. Pod jego okiem w obsadzie pracuje przy tej sztuce 33 aktorów, a na ich swoistym czele stoi odtwórca głównej roli Króla Krasnoludów czyli Piotr Szekowski. Człowiek którego miałem okazję poznać już kilka dobrych lat temu, kiedy to spotkaliśmy się w CrossFit Białystok i nie raz czy dwa wylewaliśmy ramię w ramię siódme poty 🙂 Tym razem zobaczyłem Piotra w jego drugim, a może tak naprawdę pierwszym żywiole, czyli na deskach teatru. I mówię to z pełnym przekonaniem, że grany przez niego Thorin jest postacią dla której warto zawitać na to przedstawienie.

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Oprócz niego jest też cała masa innych postaci, które wciągają widza w świat magii, czarów, stworów czyli jednej wielkiej przygody. Słowo wciągają nie jest też tutaj do końca przypadkowe, ponieważ niektórzy widzowie jeśli mają trochę szczęścia, mogą równie dobrze stać się integralną częścią tej całej opowieści. W jaki sposób? Tego zdradzać bym nie chciał, bo myślę, że to mogło by odebrać sporo frajdy wybierającym się do teatru ludziom. To jednak jest coś takiego, czego zwykłe kino nie będzie w stanie zapewnić widzowi nigdy.

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Hobbit” ma jednak wiele innych atutów dla których warto to zobaczyć osobiście. Tym czymś jest na pewno charakteryzacja, kostiumy, muzyka oraz cała reszta oprawy audiowizualnej. To wszystko jest na najwyższym poziomie. Jak mówią sami twórcy, wszelkie zmiany czy pomysły musiały być zaakceptowane przez właścicieli praw autorskich, a ci jak się domyślam nie pozwolili by na jakąś fuszerkę. I co najważniejsze to wszystko widać i wręcz czuć idealnie na scenie. Scenie, która w przypadku tej sztuki jest określeniem mocno umownym, bo akcja całej tej opowieści dzieje się dosłownie… wszędzie. Scena, schody pomiędzy rzędami foteli, same przejścia pomiędzy rzędami czy nawet balkon – w żadnym z tych miejsc widz nie może czuć się do końca „bezpiecznie”. Tak więc trzymajcie się swoich krzeseł moje drogie krasnoludy 😉

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Wielkim atutem i zarazem mocą tego widowiska jest też to, że nie jest ono tak bardzo na serio. Jest w nim przemycony fajny humor i sprawne przymrużenie oka w stronę widza. Zarówno dorośli jak i ich pociechy, znajdą coś dla siebie w tej trwającej niespełna półtorej godziny fantastycznej podróży. I tu niestety też dochodzimy do największego minusa całego tego przedsięwzięcia, a mianowicie długość sztuki. Jeśli ktoś oglądał filmową trylogię Tolkiena, ten doskonale wie, że trzy filmy ekranizujące tę książkę, to było lekkie przegięcie, lub też jak kto woli typowy „skok na kasę” i często niepotrzebny pokaz efektów specjalnych. W przypadku teatralnego Hobbita, człowiek wychodzi z teatru z poczuciem niedosytu, i to całkiem sporego, tak jak to było choćby w moim przypadku. Chciałoby się jeszcze wrócić do tego świata choćby na chwilę, choćby na 15-20 minut więcej…

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Czy to jednak sprawia, że można ocenić tę sztukę źle? No nie bądźmy zabawni – nie ma takiej opcji! Brawa widowni zebranej niemal w komplecie na stojąco, trwające kilka minut po ostatnim w tym roku przedstawieniu, mówią chyba wszystko. Nikt chyba nie chciał w tamtym momencie wychodzić. Ba, ja wiem już teraz, że gdy tylko w lutym 2020 zostanie wznowione wystawianie Hobbita w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku, to ja chciałbym tam jeszcze raz wrócić. I wiem, że porównania typu „Co jest lepsze – film vs. książka vs. sztuka” nie mają większego sensu, ale w tym przypadku, nie ma takiego tematu. Dzięki tej interaktywności sztuki oraz kunsztowi teatralnemu połączonemu z dystansem, „białostocki Hobbit” przykrywa czapką przesadzoną wersję filmową.

fot. Bartek Warzecha / Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Dlatego jeśli tylko będziecie mieli okazję to nie wahajcie się i idźcie być może pierwszy raz od dawna do teatru. Gwarantuję, że nie będziecie żałować tej decyzji.