Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Futbol na małym i dużym ekranie

dodany przezKamil Timoszuk 3 sierpnia 2015 0 Komentarzy

Futbol Amerykański to jeden z tych sportów, który pomimo tego, że jest bardzo popularny w USA, to z przyjęciem się w innych zakątkach świata ma spore problemy. Amerykanie podejmuję różnego rodzaju próby popularyzacji tej dyscypliny poza swoim kontynentem, jednak skutki tych działań na przestrzeni lat są można by powiedzieć że mizerne.

Tego faktu być może nie zmieni też to o czym chcę dziś napisać, ale jest szansa, że przynajmniej kilka osób przekona się, że ten cały futbol nie jest taki straszny. Wszystko to za sprawą dwóch produkcji – filmowej i serialowej – które ukazują kulisy tego wydawałoby się, że odległego świata. Robią to jednak w taki sposób, że każdy kto wykaże choćby odrobinę zainteresowania tym tematem, pozostanie poprowadzony w taki sposób, aby jak najmniej bolało.

Draft Day plakat

Film pod tytułem „Draft Day”, który w Polsce jakiś geniusz tłumaczeń przekształcił w „Ostatni Gwizdek”, to produkcja opowiadająca o wielkim wydarzeniu. Jest bowiem w realiach zawodowego sportu w USA taki jeden dzień w roku, kiedy to wszystko wydaje się możliwe. To właśnie tego dnia, najsłabsze zespoły w lidze czy to futbolu amerykańskiego, koszykówki czy innego hokeja, stoją przed szansą odmiany swojego losu. Wszystko to jest możliwe, bowiem podczas wydarzenia zwanego Draftem, mogą oni pozyskać młodego perspektywicznego gracza z jakiegoś Uniwersytetu, który zapewni im świetlaną przyszłość. Jak jednak odróżnić przyszłą gwiazdę od kogoś, kto może okazać się sportowym niewypałem, nietrafioną inwestycją czyli po prostu tak zwanym bustem? Na tak postawione pytanie odpowiedzi szuka każdego roku wiele całych sztabów ludzi, dla których często jest to „być albo nie być” w zawodowym sporcie. I o tym też mniej więcej opowiada właśnie „Draft Day”, gdzie na przykładzie menagera zespołu Cleveland Browns czyli Sonnyego Weavera, granego przez Kevina Costnera, pokazane są kulisy, a dokładniej ostatnich 13 godzin, tego wielkiego wydarzenia. Ukazane jak wiele zależności powoduję, że dany zawodnik w końcowym rozrachunku trafia do tego, a nie innego zespołu. Raz jest to czysta kalkulacja, raz jest to przypadek, a jeszcze innym razem zwykłe wyrachowanie i efekt różnego rodzaju zakulisowych gierek. W cały film wplecione jest też tło obyczajowe, które moim zdaniem zostało dość mocno spłycone. Dla fanów NFL będzie to raczej zaleta, a dla poszukiwaczy w sportowej produkcji filmowej odrobinę więcej kinematografii, jak najbardziej minus. Ja zdecydowanie ustawiam się w tej pierwszej grupie.

Oprócz samego Costnera w filmie swoje mniej lub bardziej znaczące role grają także Jennifer Garner, Denis Leary, Terry Crews czy też Sean Combs znany bardziej jako P Didy. Czy ratują oni ten film? Czy może nie trzeba tu nic ratować, ponieważ sam w sobie jest on niezły? Jeśli ktoś już wcześniej widział „Moneyball”, to rzeczywiście tym filmem może być lekko zawiedziony. Głównie dlatego, że tamta produkcja bardziej wgryza się w temat, przez co cała produkcja zyskuje na swojej wartości, zarówno w oczach futbolowych kibiców, jak i też koneserów kina. „Draft Day” natomiast chwilami sprawia wrażenie, jakby się prześlizgiwał po kolejnych tematach, nie drążąc ich bardziej. Pomimo tego każdy fan futbolu amerykańskiego może śmiało oglądać ten film. Reszta natomiast sama musi już zdecydować czy chce poświęcić prawie dwie godziny swojego życia, na poznanie kawałka realiów tego sportu i największej zawodowej ligi na świecie.

Ballers plakat

Drugą futbolową propozycją jaką od niedawna można śledzić, jest serial pod tytułem „Ballers”, który o dziwo przetłumaczono na język polski już całkiem znośnie, a mianowicie „Gracze”. W tym przypadku temat zawodowego kopania piłki potraktowany jest z trochę innej strony. Główny bohater Spencer Strassmore, którego gra Dwayne Johnson, jest zawodnikiem, który niedawno skończył swoją karierę sportową i stara się zostać menagerem jak największej liczby zawodników NFL. Kandydaci na jego klientów jednak nie ułatwiają mu zadania, co raz pakując siebie, a tym samym też jego, w kolejne kłopoty. Cały serial utrzymany jest w konwencji obyczajowo-komediowej, co w moim odczuciu, po obejrzeniu pierwszych 6 odcinków, wychodzi mu tylko na dobre. Bo temat nieopierzonych, czarnoskórych młokosów, którzy znacznie lepiej radzą sobie na boisku niż w realnym życiu, to będzie zawsze wdzięczny temat filmowo-serialowy. Zresztą założę się, że gdyby ktoś chciał nakręcić odpowiednik tego serialu, ale związany na przykład z koszykówką i NBA, to także by nie brakowało pomysłów scenarzystom. No ale cóż, takie są realia zawodowych lig w USA. Jednak to właśnie dzięki temu dostajemy rozrywkowe kino, które jak na razie trzyma fajny poziom. U boku Dwayne’a Johnsona występuje też na przykład Rob Corddry, dzięki któremu chwilami ten serial zyskuje sznyt znany z Californication.

W moim odczuciu to właśnie ten serial, będzie bardziej przystępny dla zwykłego „oglądacza”, którego futbol wcale nie musi bawić lub pasjonować. Bo nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach prawie każdy sobie pooglądać szybkie samochody i ładne dziewczyny w scenerii plaż Miami. A jeśli to wszystko jest okraszone lekkim humorem, to w efekcie dostajemy przyjemnie spędzone 20 minut tydzień po tygodniu. I nawet anty fani Dwayne’a Johnsona, którzy uważają go za kompletne aktorskie beztalencie, będą mogli to oglądać bez notorycznego skrzywienia na twarzy.