Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Filmowy zastrzyk polskości

dodany przezKamil Timoszuk 9 lutego 2014 0 Komentarzy

Ponad dwa tygodnie spędzone poza Polską wystarczyły mi do tego abym zatęsknił. Zatęsknił za kilkoma rzeczami, takimi jak na przykład regularne wizyty w kinie. Żeby nadrobić te zaległości zaraz po powrocie udałem się na dwa seanse, które miałem w planach obejrzeć. Oba z nich były to polskie produkcje.

Produkcje filmowe w polskim wykonaniu mają tak samo wielu zwolenników, jak też szczerych hejterów. I takich dla zasady hejtu dla samego hejtu i takich bardziej rozgarniętych, którzy zadają sobie trud, aby obejrzeć dany film przed jego oceną. Ja należę do tej grupy ludzi, którzy filmy dzielą na dwie kategorie – „dobry/zły film”, a nie na „amerykański/polski/jakikolwiek inny”. Dlatego też nie miewam praktycznie żadnych oporów, aby wybierać z repertuaru kina te rodzime „wynalazki”

 

KINÓWKI.pl

Wojciech Smarzowski niemal od zawsze słynął z tego, że jego filmy nie należą do szybkich, łatwych i przyjemnych. Często są to bardzo brutalne obrazy, ukazujące Polaków portret własny. Portret, który nie zawsze nam samym jest w smak. Tak jest również z filmem „Pod Mocnym Aniołem”. Opowieść o naszej jednej z największych narodowych przywar czyli pijaństwie. Pijaństwie przechodzącym już nie tyle w pewne zjawisko, a zwykłą, regularną jednostkę chorobową zwaną po prostu alkoholizmem. Głównym bohater, grany przez Roberta Więckiewicza, jest znanym i cenionym powszechnie pisarzem. Jednak dusza artysty ma swoje prawa, i dlatego też nie stroni on od alkoholu w różnej postaci i różnych okolicznościach. Z czasem granica pomiędzy „piciem do towarzystwa”, a regularnym upijaniem się zaciera się i trafia do ośrodka odwykowego. Jest to miejsce gdzie otaczają go ludzie z pozornie innych środowisk i z innym światopoglądem. Jednak wszystkich łączy jedno – walka z chorobą jaka trawi ich niemal każdego dnia. To też stwarza spore pole do popisu dla reżysera, aby ukazać problem alkoholizmu z różnych stron.

Czy Wojciech Smarzowski podołał temu zadaniu? Na pewno zrobił kolejny film o którym można śmiało powiedzieć, że jest w jego stylu. Oznacza to, że jest on ciężki i szorstki w odbiorze, a przez to nie nadaje się dla każdego. Osoby, które trafią na ten film przypadkiem, mogą doznać małego szoku. Nie jest to na pewno wybór na weekendowy wypad do kina z rodziną. Ale może to i dobrze bo takie filmy też są potrzebne. A czy warto na niego iść? Jeśli komuś podobały się takie filmy jak „Dom Zły”, „Wesele”, „Róża” czy „Drogówka”, to ten film mogę także spokojnie polecić. Szanse na zawód po wyjściu z kina są raczej znikome.

 

KINÓWKI.pl

„Jack Strong”, bo tak nazywa się drugi z polskich filmów jaki widziałem w tym tygodniu, od momentu zobaczenia pierwszego zwiastuna budził we mnie sprzeczne uczucia. Głównie dlatego, że zapowiadało się na to, że Polacy po raz kolejny porwą się na robienie kina sensacyjnego rodem z Hollywood jednak według polskich standardów. Takie połączenia nigdy nie wychodzą nikomu na dobre. Tym razem jednak, twórcy – może nie bez szwanku – chyba obronili przyjęte wcześniej założenia.

Tym razem opowieść ma na celu przybliżenie widzowi historii pułkownika Kuklińskiego. Człowieka, który oparł się przede wszystkim systemowi jaki rządził Polską w latach 70-tych. Oparł mu się, ale zapłacił też sporą cenę za to o czym wiele osób już wie, a część dowie się dopiero z filmu. Cały ten obraz reżyseruje Władysław Pasikowski, który miał być niejako gwarantem tego, że potencjał tej historii nie zostanie w żaden sposób zmarnowany. Czy został? Według mnie raczej nie, ponieważ po wyjściu z kina nie ma się typowego poczucia zmarnowanego czasu. Co więcej ma się poczucie, że obejrzało się całkiem niezłe, choć nie pozbawione błędów czy absurdów, kino akcji. Tytułowy Jack Strong, grany przez Marcina Dorocińskiego, to rola zagrana na dobrym poziomie. Niestety zarówno tej postaci jak i paru innym brakuje jednak, typowego dla kina Pasikowskiego „mięsa”. Czasami jest zdecydowanie zbyt grzecznie, a przez to niemal mdło. Trochę zabawnie ogląda się też polskich aktorów, którzy grają nie tylko Polaków, ale także Rosjan czy też Amerykanów. Na szczęście cała historia poprowadzona jest w taki sposób, aby widz nie nudził się specjalnie, a nawet czekał na to co wydarzy się za chwilę. Film oczywiście nie wyjaśnia wielu teorii jakie powstały w ciągu ostatnich lat wokół generała Kuklińskiego, ale nie takie jest założenie tej produkcji. To miał być tylko i aż thriller szpiegowski co w mniejszym lub większym stopniu autorom się udało. Dlatego też chyba z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim wybranie się do kina i spędzenie dwóch fajnych godzin.