Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Filmowy wojenny niewypał

dodany przezKamil Timoszuk 4 listopada 2014 2 komentarze

Czasem człowiek musi, inaczej się udusi. Tak mówi klasyczny cytat, który w oryginale odnosi się do śpiewania. U mnie w dniu dzisiejszym odniosło się to jednak do wizyty w kinie, która odbyłem pomimo tego, że nie byłem specjalnie przekonany do filmu, który wybrałem. Jednak czułem potrzebę wizyty w kinie no i to zostało spełnione.

Niestety z wyborem produkcji jaką chciałem zobaczyć był tym razem problem. Głównie dlatego, że przeglądając aktualny repertuar, nie było tam nic takiego na co KONIECZNIE chciałem iść. Przy większości filmów był mniej lub większy znak zapytania, a niektóre z nich już na starcie odrzucałem. Nie wiem dlaczego ale ostatni jest jakiś wysyp horrorów za którymi nie przepadam specjalnie i raczej omijam je jak tylko mogę. Podobnie mam też z filmami wojennymi, których nigdy fanem nie byłem i raczej nie zostanę. Na pewno nie po takich filmach jak ten dzisiejszy czyli „Furia”.

Furia

Tytułowa Furia to nazwa czołgu, który pod koniec II Wojny Światowej brał udział w walkach i pacyfikacji Niemiec. Film opowiada o losach załogi czołgu, na którą składa się dość barwna ekipa, a do której dołącza jeszcze młokos, grany przez Logana Lermana, który kompletnie w tej walce brać udziału nie chce. Jednak wojna to nie czas i miejsce, gdzie można od wojny uciekać. To jest czas, kiedy trzeba nauczyć się sobie radzić w każdej, nawet najbardziej ekstremalnej sytuacji. I takich sytuacji jest w tym filmie na pewno kilka. Pomimo tego, moim największym zarzutem wobec tej produkcji jest jej jednowymiarowość. W tym filmie być może jest i pokazana wojna i jej okrucieństwo ale można chyba było ten film bardziej urozmaicić, aniżeli pokazywać kolejne starcia na polu bitwy. Może też dlatego uważam, że najlepszą sceną w tej produkcji, nie była właśnie żadna z tych bitewnych. Te w których trup ściele się gęsto natomiast, czasami były trochę przerysowane, a w finale to już kogoś chyba fantazja poniosła. Poza tym nie wiem kto wpadł na pomysł, aby za każdym strzałem kolejnego żołnierza ciągnęła się świetlista smuga, ale na początku miałem wrażenie, że to niemal Gwiezdne Wojny, a nie poważny film wojenny.

Nie sposób pominąć tu aktorów i role do jakich zostali dobrani. Brad Pitt gra sierżanta Dona Colliera, który trzyma w szyku cała swoją załogę czołgu w jednym porządku. A musi sobie radzić z mieszanką iście wybuchową. W skład ekipy wchodzi jeszcze meksykanin (Michael Pena), siłacz-półgłówek (Jon Bernthal), mocno wierzący (Sia LeBouf) oraz wcześniej wspomniany żółtodziób. Tę bandę niewątpliwie łączy jednak zaufanie i przyjaźń, która na wojnie jest niemal niezbędna do tego aby po prostu przeżyć. I to zdecydowanie w tym filmie widać i czuć, za co należą się brawa dla reżysera czyli Davida Ayera. Nie zmienia to jednak faktu, że film ten jest jednym wielkim ciągiem kolejnych potyczek tytułowej Furii z załogą na pokładzie z kolejnymi zastępami SS-manów. Czy jest więc w tym filmie cokolwiek dobrego? Na pewno takowa jest muzyka, która bardzo dobrze buduje cały klimat tej produkcji. Mroczny, wojenny, hitlerowski. Ciekawą przemianę przechodzi też żółtodziób, który do czołgu trafia przez przypadek, ale jak się okazuje, każdy może się zmienić tak jak się nawet nie spodziewa.

Nie da się jednak ukryć, że film ten mi się niespecjalnie podobał. Niby wyznaję zasadę że dobry film, bez względu na gatunek, jest w stanie się zawsze obronić. Ten jednak w moich oczach poległ, a ja chyba trochę zmarnowałem swój czas. Z drugiej jednak strony można by sobie zadać retoryczne pytanie – czy można dziwić się temu, „że dostałem w zęby skoro sam pchałem się na ring”?