Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Film w rytmie funky

dodany przezKamil Timoszuk 14 grudnia 2014 0 Komentarzy

Filmy muzyczne czy też w jakiś sposób opowiadające o historii tej dziedziny naszego życia, nie są moim konikiem. Jednak jeśli z taką produkcją wiąże się opowieść o człowieku wybitnym, to zmienia to trochę optykę mego patrzenia. Dlatego też i zawitałem do kina na film o takiej właśnie tematyce.

Dobrych czy też bardzo dobrych muzyków na świecie, nie brakowało nigdy i nie brakuje też do tej pory. Jednak wybitni przedstawiciele tej sztuki zawsze byli, są i będą na wagę złota. O jednym z takich wykonawców opowiada film, który wszedł ostatnio na ekrany polskich kin.

Get On Up plakat

„Get On Up” to film biograficzny pokazujący życie jednego z największych muzyków w historii czyli Jamesa Browna. Ta legendarna postać miała na tyle ciekawe życie, że nakręcenie o nim filmu wydawało się prostą sprawą. Jednak gdy przyszło co do czego, to okazało się, że już tak prosto nie jest. Zawrzeć wszystkie wątki z bogatego w różne epizody życia Jamesa było wyzwaniem, które reżysera Tatea Taylora, chyba trochę przerosło. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy znają życie Browna nie z filmów, ale z wielu innych materiałów, jakie o nim powstały. Ja należę jednak do tej grupy widzów, która wybrała się na ten film całkowicie nieświadomie i już wiem, że na tym tylko zyskałem.

Z filmu dowiedziałem się, że James od małego nie miał prostego dzieciństwa. Rodzice jakimi został on obdarowany, byli dalecy od ideału, mówiąc bardzo łagodnie. To też spowodowało, że wiele kolejnych jego przygód lub przeżyć, wynikało właśnie z tego. To tez właśnie dzieciństwem autor filmu stara się wytłumaczyć wiele innych wątków czy też sytuacji w tym filmie. Niewątpliwie całe jego młodzieńcze życie miało jakiś wpływ na to, jaką muzykę on tworzył i w jaki sposób to robił. Poza tym, film ukazuje też trudność charakteru głównego bohatera, który z jednej strony był przyciągający, a z drugiej mocno destrukcyjny. Jeśli dorzucimy do tego wszystkiego fakt, że akcja filmu dzieje się w czasach dyskryminacji rasowej w USA, to mamy tutaj całkiem duże pole do popisu.

Niemal całą uwagę widza w tym filmie przykuwa postać głównego bohatera. Bohatera, w którego rolę wcielił się Chadwick Boseman. Było to nie lada wyzwanie, któremu aktor ten sprostał w stu procentach. Po powrocie do domu z tego filmu, aż wyszukałem sobie w internecie filmów z prawdziwym Jamesem Brownem, aby sprawdzić jak daleko odbiegła kopia od oryginału i o dziwo nie jest to duży dystans. Osoba, która przeprowadzała casting do tej produkcji, odwaliła kawał świetnej roboty. Tak samo zresztą jak ktoś, kto był odpowiedzialny za muzykę. No bo jakby to wyglądało, gdyby w filmie o tak znakomitym muzyku, sama muzyka była jego słabym punktem? Na szczęście w tym przypadku nie ma to miejsca. Każdy fan zarówno Jamesa Browna jak i wykonywanego przez niego gatunku muzycznego, może być śmiało zadowolony z tego co tam otrzymuje. Normalnego zaś widza, wszystkie te muzyczne wstawki na pewno nie nudzą.

I taki właśnie jest też cały ten film – nie nudzi. Jestem daleki od tego aby go specjalnie wychwalać, ale też nie uważam, że jest to pozycja zła. Jest to po prostu kolejna wariacja na temat tego wybitnego artysty minionych już czasów, która na pewno żadnego wstydu mu nie przynosi. Każdy zaś kto poświęci ponad 2 godziny swego życia na obejrzenie tego filmu, dowie się trochę o historii muzyki na świecie.