fbpx
CrossFitO wszystkim

Dojrzałe decyzje

dodany przezKamil Timoszuk 13 kwietnia 2013 6 komentarzy

Lubię takie dni jak dziś. Takie kiedy jestem z jednej strony pod pewnymi względami wykończony, a z drugiej po prostu zadowolony. A cały ten stan w największym stopniu zawdzięczam decyzjom jakie udało mi się podjąć w ostatnim czasie. Decyzje, które odkładałem zbyt wiele razy.

Nie wiem jak u was ale u mnie przeważnie dzieje się tak, że do pewnych rzeczy muszę dojrzeć lub tez jak kto woli dorosnąć. Co w sumie też jest dziwne, bo nie raz zdarzało mi się podejmować jakieś postanowienia w mgnieniu oka i całkiem stabilnie się ich trzymać. Ale jak widzę nie ze wszystkim u mnie jest tak samo. Te rzeczy na których bardziej mi zależy ale są trudniejsze w realizacji muszą mieć swój „urzędowy okres oczekiwania” w mojej własnej głowie. A kiedy przychodzi ich czas, wtedy realizują się jakby łatwiej i naturalniej.

Jeśli czytaliście moje poprzednie wpisy to wiecie, że do miejsca w którym jestem teraz przeszedłem niekrótką drogę. Głównie chodzi mi tu o moją walkę ze zdrowiem, nadwagą i swoimi słabościami. Z perspektywy czasu że droga ta była warta przebycia pomimo wszelkich napotkanych trudności. Szkopuł jest jednak w tym, że to nie jest jej koniec. To dopiero początek drugiego etapu tego maratonu. Jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć ale zrzucenie pierwszych prawie 100 kilogramów nadwagi nie było wielkim wyczynem. To znaczy w jakimś stopniu na pewno było ale jeśli ktoś kiedyś walczył z nadwagą to wie, że ostatnie kilogramy do swojej upatrzonej na początku wagi docelowej są najtrudniejsze do osiągnięcia. Wynika to zarówno z pracy organizmu, który z czasem po prostu zwalnia oraz naszej psychiki, która na każdym kroku potrafi nas zaskakiwać.

Ja decyzję o podjęciu prawdziwej walki o pozbycie się ostatnich zbędnych kilogramów podejmowałem w sumie już kilka razy. Były to jednak decyzje nazwijmy to na pół gwizdka. Podejmowane trochę bez głowy i bez większego przygotowania. A jednak to wymaga zdobycia pewnej wiedzy i późniejszemu wdrażaniu jej w życie. Aby podjąć się za bary z walką o swoje zdrowie, lepsze samopoczucie i coraz to wzrastającą formę potrzeba przede wszystkim dwóch rzeczy – dobrego treningu czyli generalnie aktywnego trybu życia oraz zdrowego żywienia. Tą pierwszą rzecz zapewnia mi siłownia i CrossFit. To właśnie dzięki temu z każdym tygodniem uczę się nowych rzeczy i obserwuję jak reaguje na to mój organizm. Jeszcze rok temu nie do pomyślenia było dla mnie to co teraz potrafię zrobić. Sztangi, kettle i inne wynalazki tylko fruwają mi nad głową 😉 To nic, że czasami tak jak na przykład teraz siedzę i piszę te słowa. Siedząc cały obolały i nie mogący praktycznie podnieść ręki ze względu na rozciąganie mięśni, które wcześniej jak się okazało były zaniedbywane. Wiem jednak już ze swego doświadczenia, że taki ból może potrwać tydzień, a może i trochę dłużej. Jednak na końcu tego będzie nowa funkcjonalność mojego ciała i nowe możliwości jakie dzięki temu się stworzą. Zresztą hitem mojego ostatniego tygodnia, który w sumie jeszcze trwa, zdecydowanie ogłaszam wykroki oraz przysiady ze sztangą na plecach. Człowiek po czymś takim wie że żyje ale już niekoniecznie długo 🙂

Jednak jeśli chodzi o moje założenie zrzucenia tych jeszcze kilkunastu kilogramów to nie może obejść się bez diety. Słowa, które dla mnie niemal od zawsze nie kojarzyło się pozytywnie. Jak mówią mądrzy i bardziej ode mnie doświadczeni ludzie, kwestia diety w niemal każdym treningu i osiąganiu celu to jakieś 70% sukcesu. 70%! Ta wiadomość docierała do mnie naprawdę długo. Nie chciało mi się w to do końca wierzyć. Paradoksalnie będąc niemal idealnym przykładem, że tak właśnie jest. Ale tu dochodzi głowa i cały szereg mechanizmów wypierająco-obronnych. Na szczęście w ostatnim czasie udaje mi się swoją głowę ogarniać co nie jest zadaniem łatwym. Już niemal od początku roku miałem przestawić się na trochę zmodyfikowany, lepszy tryb życia niż w ostatnim czasie. Tą myśl napędzały plany wdrożenia w życie pewnego projektu, który być może jest w fazie uśpienia, a być może nigdy nie dojdzie do skutku. Ja natomiast nie chcę aby to przeszkodziło mi w staniu się kimś lepszym. Jakkolwiek to buńczucznie brzmi. Dlatego też zamiast po nowym roku dopiero po świętach wielkanocnych zabrałem się za ten temat.

Jednak o tym jak to u mnie wygląda, co zmieniłem, jak teraz mi się żyje i parę innych rzeczy napiszę niebawem. W sumie mogę jednak pochwalić się tym moim małym sukcesem i małym kroczkiem do celu w postaci -4kg na wadze tylko od ostatnich świąt. To jest mega motywacja i potwierdzenie tego, że zmierzam chyba w nie najgorszym kierunku.