fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Do trzech razy sztuka

dodany przezKamil Timoszuk 27 października 2014 0 Komentarzy

Raz na jakiś czas warto przeżyć coś, czego nie jesteśmy w stanie doświadczać na co dzień. Dla ludzi uprawiających jakikolwiek sport są to przeważnie mecze lub wszelkiej maści zawody w dyscyplinie jaką ktoś uprawia. I tak też jest w CF Podlasie, gdzie co kilka miesięcy każdy trenujący ma szansę sprawdzić na co go stać podczas wewnętrznych zawodów o nazwie Wyzwanie.

Przed sobotnim wydarzeniem miały szansę się odbyć już dwie edycje crossfitowych wewnętrznych zmagań na Podlasiu. Zarówno pierwsza jak i też druga edycja Wyzwania, zapisała się w świadomości ludzi jak i też historii boxa, jako wydarzenia niezwykle udane pod każdym względem. Nie ma chyba nikogo, kto by narzekał z racji tego, że poświęcił kilka godzin swego życia na to, aby przyjść w te dni do boxa i albo pooglądać startujące osoby, lub też samemu wystąpić. Trzecia edycja miała być jednak jeszcze lepsza niż dwie poprzednie, bo już na swoim starcie była wyjątkowa. Wyjątkowa ze względu na to, że były to także niejako pierwsze urodziny boxa. Dlatego też każdy kto tego dnia wpadł nawet na chwilę na Marczukowską 6 w Białymstoku, ten od samego wejścia czuł atmosferę sportowego święta.

Wyzwanie III 1

Na każdego z zawodników tradycyjnie czekał zestaw startowy, który tym razem był urozmaicony w stosunku do poprzednich edycji o smycz do kluczy, która mi się osobiście bardzo podoba. Jednak z racji tego, że były to niejako urodziny, to wielu zawodników lub też zwykłych gości, nie przyszło z pustymi rękoma. Prezenty były i małe i duże, i mniej i bardziej pomysłowe, i mniej lub bardziej zdrowe 😉 Jednak moim i chyba nie tylko moim faworytem w tej kategorii był szampan sygnowany CF Podlasie. Kapitalna rzecz, która tak jak i reszta podarunków była po prostu od serca.

Wyzwanie III 2

Jednak zawody to nie jest najlepszy czas na czułości i rozckliwianie się. Pomimo, że większość startujących osób w boxie jest bardzo regularnie, to tego dnia w powietrzu było niemal czuć atmosferę sportowej rywalizacji. Składowymi tego zjawiska, była ekscytacja spowodowana oczekiwaniem na ogłoszenie pierwszego WOD-a, czy też startem kilku osób debiutujących w jakichkolwiek sportowych zawodach. Ja sam od jakiegoś czasu byłem głównym natrętem, który robił wszystko, aby jeden ze stałych bywalców CFP o wdzięcznej ksywie Misiek, wziął udział i posmakował tego święta. To głównie z myślą o nim powstał na przykład TEN tekst. Pomimo wielu oporów i przeszkód jakie ów delikwent uporczywie mnożył, udała się ta sztuka i „mój człowiek” zadebiutował! Zanim jednak to zrobił, jego mina chwilę po poznaniu WOD-a była po prostu bezcenna 😉

Wyzwanie III 3

A na pierwszy WOD składały się takie oto „przyjemności”.

WOD I

Część A

ROW 500m Panowie / 400m Panie
25 Burpees over the ROWer
50 Double unders

Część B

2 minuty unbroken
Front Squat 45kg

Gdy zobaczyłem ten oto powyższy zestaw, nie zmartwiłem się specjalnie. Nawet pomimo tego, że znalazły się w nim znienawidzone przeze mnie double unders. Przyjąłem jednak taktykę, aby dać z siebie wszystko. Co ciekawe dwa dni przed zawodami, mając jakiegoś krótkotrwałego wirusa objawiającego się u mnie temperaturą 38 stopni, byłem bliski pobicia swojego rekordu życiowego na 1 kilometr na wiosłach. Dzięki też temu wiedziałem dokładnie jakie tempo mam obrać podczas wiosłowania, aby się nie zajechać i mieć jeszcze siły na resztę zadań. Zresztą dokładnie wyglądało to w taki sposób.

Niestety jak widać na załączonym obrazku, skakanka nie poszła tak jak miała iść. Jest to dalej moja pięta achillesowa nad którą trzeba dalej pracować aż do skutku. Druga część po 3-minutowej przerwie była już walką z samym sobą i własnymi nogami. Szczególnie pod koniec, kiedy w moim przypadku zarówno było wyraźnie czuć zmęczenie nóg ale też i… palców u rąk. To głównie z powodu bólu właśnie tej części ciała musiałem zrzucić sztangę i zakończyć swój bój. Końcówka jednak była mocna.

Osiągnięte wyniki niestety nie pozwoliły mi przejść do kolejnej rundy, dlatego też mogłem się skupić już tylko na dopingowaniu innych i uwiecznianiu tego na filmach i zdjęciach. A było co uwieczniać, bo w kolejnych WOD-ach wyszła po raz kolejny pomysłowość sadystów zwanych trenerami w CF Podlasie czyli Damiana i Michała 😉

WOD II

AMRAP 9 minut

50 Wall Ball 9/6kg
40 Kettlebell Swing 24/12kg
30 Deadlift 50/30kg
20 Toes to Bar / Knees to Elbow
10 Power Clean 50/30kg

Heaty w drugim WOD-zie ułożyły się tym razem w tak ciekawy sposób, że w tych samym czasie rywalizowali ze sobą najwięksi sportowi rywale podczas dwóch poprzednich edycji zawodów, a prywatnie dobrzy znajomi. Wśród pań była to przede wszystkim walka dosłownie twarzą w twarz Mimi z Julką czyli stałych bywalczyń na podium.

Wśród panów zaś zmierzyli się ze sobą zwycięzcy pierwszych oraz drugich zawodów czyli Perez i Radosny. Walka i emocje były znakomite.

To właśnie też drugi WOD ujawnił największe niespodzianki w sobotnich zmaganiach. Największą niespodziankę sprawiła Kaśka Kamińska, którą więcej osób zna pod wszystko mówiącym pseudonimem – Kudłata 🙂 To właśnie ta dziewczyna zaliczała w sobotę swój debiut w zawodach i od samego początku powtarzała, że dla niej już sam start jest czymś ważnym. Jak się jednak okazało, zaprezentowała się ona na tyle dobrze, że udział w finałowej rywalizacji stanął przed nią otworem. Nawet zapewne dość bolesny upadek z drążka, nie był w stanie jej zatrzymać 😉 Wielkie brawa i słowa uznania z mojej strony! Wśród panów zaś największą niespodzianką był brak awansu obrońcy tytułu czyli Radosnego. Człowiek o wielkich możliwościach fizycznych, z większym niż mi się kiedyś wydawało sercem do walki, ale niestety ze byt mało odporną głową na stres związany ze startem w tego typu imprezach. Pomimo, że Radek odgraża się, że są to jego ostatnie tego typu zawody, to ja nie byłbym tego taki pewien. Ja na pewno jeszcze przy najbliższej możliwej okazji będę namawiał go aby nie odpuszczał. Głowę i wszystko co w niej jest, można przecież tak samo jak ciało wytrenować i przygotować na wszelkie wyzwania. Szkoda by było zmarnowania takiego talentu i takiej pracy jaką on włożył aby być w tym miejscu w którym jest dziś.

Wyzwanie III 4

Życie toczy się jednak dalej i po dłuższej przerwie przyszedł czas na wyczekiwany przez wielu finał. W Wyzwaniu II ćwiczeniem, które niemal rozdzieliło stawkę były muscle upy. Przewidywaniom tego co tym razem może zawodnikom sprawić największy kłopot nie było końca. Ja osobiście stawiałem na to, że będzie to albo wspinanie się na linę lub też chodzenie na rękach. Żadne z moich przypuszczeń nie znalazło jednak odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo finałowy WOD wyglądał tak.

WOD Finałowy

15-12-9
Deadlift 100/50kg
HSPU

12-9-6
Thruster 50/30kg
Chest to Bar/ Purple Band Pull Up
ROW 30/20cal

Jak się okazało, zarówno w przypadku płci pięknej jak i też tej trochę brzydszej, finałowa rozgrywka to były typowe „One Man Show”. Przy dużej publiczności, która w sobotę dopisała w boxie, pierwsze ostateczne zmagania rozpoczęły kobiety.

Mimi czyli Joanna Łozowicka po raz drugi w historii Wyzwania stanęła na najwyższym stopniu podium. Tylko kilka miesięcy wcześniej jej dominację przerwała Turi, która zaraz po wygraniu zawodów wróciła do swego rodzinnego kraju. Zapewne ze strachu przed kolejnymi zawodami i widmem ponownego zmierzenia się z Mimi 😉 Joanna zaś potwierdziła tymi zawodami to o czym ja pisałem już dawno temu czyli wielki potencjał jaki w niej drzemie. Fajnie jest być świadkiem tego jak to wszystko się rozwija i idzie do przodu. Jednak dla dwóch pozostałych zawodniczek czyli Julki oraz Kaśki także należą się duże brawa. Dla Julki za to, że pomimo jak na razie nieudanych prób zawojowania podium, ciągle podejmuje walkę i stara się iść do przodu. W taki sposób buduje się charakter. Kaśka zaś w ciągu kilku godzin zmagań z „szeregowego zawodnika” stała się największym sportowym objawieniem tej imprezy. Miejsce na podium w debiucie, wielka wola walki, a do tego pozytywna energia jaka z niej biła podczas finału, to jest coś co warto wyróżnić i naśladować. Niewielu jest zawodników, którzy podczas finałowej rywalizacji, zamiast skupić całą swoją uwagę i energię na wykonywaniu ćwiczenia, mają jeszcze czas i siłę aby dopingować rywalkę obok. To jest właśnie CrossFit, to jest właśnie Kudłata! 😉

Wyzwanie III 5

Punktem kulminacyjnym tego dnia zaś był finał mężczyzn. Finał, który z racji systemu punktowania zawodów, miał przed jego startem jednego zdecydowanego faworyta. Jednak nikt chyba z finałowego składu, nie kalkulował co mu się opłaca, a co nie. W finale miał być ogień – no i był.

Niekwestionowanym zwycięzcą Wyzwania III został Łukasz Głuszyński. Człowiek, który w dwóch poprzednich wyzwaniach był jak w kultowej polskiej komedii czyli wiecznie drugi 😉 Jednak nie tym razem! Kapitalna forma potwierdzona w tych zawodach to nie jest przypadek. To efekt wielkiej włożonej pracy na każdy z jego treningów. To także efekt poukładania sobie w głowie chyba pewnych priorytetów, od czasów pierwszej wizyty w boxie. Jak widać na załączonym obrazku – warto było. Na drugim stopniu podium uplasował się Paweł Oniśko czyli druga największa niespodzianka, a może bardziej czarny koń zawodów. W rozmowach przed zawodami, kilka osób typowało go do wysokiego miejsca w rywalizacji. Jednak czy wszyscy spodziewali się, że skończy się to w takim stylu? Brawa jak najbardziej się należą. Stawkę na podium zamyka jak zawsze niezniszczalny Perez czyli Paweł Perkowski. Zwycięzca pierwszych zawodów oraz autor największego „muscle upowego dramatu” drugich zawodów. Tym razem obyło się jednak bez tego typu akcji i do pełnej kolekcji na podium brakuje mu jeszcze drugiego miejsca. Może następnym razem 😉

Wyzwanie III 6

W taki też oto sposób Wyzwanie III przeszło do historii. Fajnej historii boxa, która dzieje się praktycznie na oczach każdego, kto chce w takich historiach uczestniczyć. Pod względem organizacyjnym impreza jak zwykle była udana ale obiecałem sobie, że nie będę pisał kolejnej laurki na ten temat 🙂 Organizatorzy czyli Monia, Michał oraz Damian dobrze wiedzą co na ten temat myślę, a każdy kto chce to zobaczyć na własne oczy, może się o tym osobiście przekonać zarówno podczas tego typu eventów oraz każdego normalnego dnia. Zresztą dobrze wiem, że w swojej opinii nie jestem specjalnie odosobniony. Nic później dziwnego, że na Marczukowskiej 6 niemal w powietrzu czuć pozytywną energię, którą fajnie widać na takich fotkach jak ta poniższa 😉

Wyzwanie III 7

Jeśli zaś komuś jeszcze jest mało materiałów związanych z sobotnimi zawodami, to zapraszam na mój kanał YouTube, gdzie znajdziecie nieopublikowane w tym tekście materiały. Pod TYM linkiem zaś znajduje się opublikowana wczoraj galeria zdjęć. Niech wszyscy wiedzą jak potrafi się bawić CFP!