fbpx
O wszystkimOdżywianie

Dieta kurwa, dieta!

dodany przezKamil Timoszuk 30 kwietnia 2013 2 komentarze

Temat dzisiejszego tekstu jest mocny bo i sam tekst mam nadzieję, że będzie w tym tonie. Jak i również w tonie motywującym – zarówno mnie samego jak i być może kogoś z to czytających. A dziś będzie słowie, które u wielu ludzi budzi bardzo negatywne odczucia. U mnie zresztą też tak było przez długi czas ale w ostatnim czasie to się zmieniło. I to bardzo.

Tym słowem jak pewnie nie trudno się domyślić jest tytułowa dieta. Coś co często wywołuje u ludzi skrzywienie na twarzy, a w dalszym etapie niechęć niemal do wszystkiego co z tym związane. Patrząc na moje osobiste doświadczenia oraz doświadczenia ludzi jakich mam obok siebie to jest to stan w którym człowiek walczy sam ze sobą co jest już w założeniu nienaturalne, ponieważ fajnie by było żyć w zgodzie ze sobą, prawda? Niestety słowo dieta niesie za sobą duży negatywny ładunek emocjonalny, który blokuje nas aby wprowadzić ją wżycie. Poza tym dieta w moim wieloletnim przekonaniu to jedynie pewien okres w życiu po którym niestety najczęściej wraca się do złych nawyków. A wtedy efekt jojo murowany, zapewniam.

Mi dojrzenie do pewnych decyzji i świadome zrozumienie na czym to tak naprawdę powinno polegać zajęło wiele miesięcy, a nawet lat. Teraz już wiem, że wiele czasu zmarnowałem. Nawet pomimo tego, że na przestrzeni lat moje różne nawyki, przyzwyczajenia czy innego tego typu rzeczy uległy znacznej poprawie, to jednak wiem, że można było zrobić wiele rzeczy lepiej, dokładniej i ŚWIADOMIEJ. Ostatnie z tych słów jest o tyle ważne, że ludzie często robią coś mechanicznie. Coś przeczytają, coś obejrzą czy czasem coś posłuchają i myślą już, że wiedzą wystarczającą ilość rzeczy. A często o tylko kawałek danego zagadnienia. W przypadku zdrowego jedzenia jest to o tyle ważne, że oddziaływuje na nas ta wiedza i to wprowadzanie jej w życie w najbardziej bezpośredni sposób jaki jest tylko możliwy.

A dlaczego dziś o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że od miesiąca właśnie nie jestem na diecie, a po prostu zdrowo jem i zdrowo żyję. Dlaczego od miesiąca? Ponieważ od niemal już dwóch lat bardzo regularnie trenuję. Wprawdzie na przestrzeni tego czasu widzę kolosalny postęp zarówno mój sprawnościowy, techniczny czy wydolnościowy ale dla mnie to za mało. Przede wszystkim dlatego, że jednym z głównych założeń mojego regularnego trenowania było zrzucenie ostatniej części moich zbędnych kilogramów. A te na przestrzeni tego czasu nie uległy takiej poprawie jakbym chciał. Dlatego po kilku rozmowach z mądrzejszymi od siebie w tym temacie ludźmi czyli Michałem Zalewskim oraz Arkiem Kartaszowem podjąłem dojrzałą decyzję, że w końcu coś z tym trzeba zrobić na poważnie.

Tuż po świętach wielkanocnych pierwsze co zrobiłem po wejściu na siłownię to obrałem kierunek wagi. A ta bezczelna, prosto z mostu i bez skrupułów pokazała mi prosto w twarz 3 cyferki i 2 literki – 121 kg. Normalnie jakby mi ktoś w ryja dał. Niby wiedziałem, że jest coś koło tego ale takie potwierdzenie się przypuszczeń dało mi do myślenia. Zrobiło to też na tyle, że zacząłem swój nazwijmy to proces zmian.

Jak się okazało w praktyce nie jest to aż tak trudne jak by się mogło wydawać przed rozpoczęciem tego procesu. Podstawowe zmiany jakie zaprowadziłem w swoim sposobie życia to:

– Zdrowe, zbilansowane posiłki, które w smaku nie muszą być straszne, a czasem wręcz zajadam się nimi

– Równe przerwy między posiłkami co było niemal od zawsze moja pięta achillesową ale teraz mam tak ustawiony dzień, że można to zrobić. Jeśli ktoś mówi, że się nie da to albo próbuje siebie oszukiwać albo tak na prawdę nie chce nic zmieniać. W tym temacie wiem bardzo dużo.

– Samodzielne gotowanie co wcześniej zdarzało się znacznie rzadziej z racji mieszkania jeszcze w swoim rodzinnym domu. Teraz to ja gotuję choć nie zawsze ktoś oprócz mnie chce to jeść. Nie wiedzą co tracą ludzie 😉

– Kompletne odstawienie dwóch niszczycielskich rzeczy – słodyczy i alkoholu. Pierwszej z tych rzeczy pozbyłem się w sumie bez większego bólu. W przeciągu miesiąca zdarzył mi się tylko jeden cheat meal w postaci 3 ciastek. Szacun mi się należy 😉 Co do alkoholu to pisałem już o tym wcześniej ale teraz dodam tylko, że moje przypuszczenia się sprawdzają – telefon od znajomych milczy znacznie częściej niż wcześniej 🙂

– Treningi, niby tak samo ciężkie jak wcześniej ale teraz z jeszcze większym zaangażowaniem. Bez mazania się i wymówek. Zero opuszczonych dni i zmarnowanego czasu. Innymi słowy SIŁA!!!

Niby kilka prostych rzeczy, a jak się okazało może to dać całkiem niezły efekt. Jaki?

2013.04.30 Analiza ciała

Oto wykres, który w ogólnym rozrachunku mówi w jakim miejscu jest moje ciało teraz. Co ciekawe wyniki powinny być jeszcze trochę lepsze w rzeczywistości ponieważ badanie powinno się wykonywać rano i na czczo, a ja miałem je wykonywane po treningu i po jedzeniu. Ale pewne fakty mówią same za siebie. 113 kilogramów czyli w ciągu miesiąca -8kg. Co ważniejsze ja ten ubytek czuję i mam ogromną ochotę na więcej. Poza tym 70kg samej masy mięśniowej przy wzroście 170cm to całkiem niezły rezultat, choć nie walczę o to by być „napompowany” a zdecydowanie bardziej FIT. Z rzeczy niefajnych to jest zbyt duża ilość tłuszczu ale tego się spodziewałem. Zresztą byłbym idiotą gdybym liczył na coś lepszego w tym temacie. Poza tym piję jeszcze za mało wody co także wyszło w tym badaniu. Zaskakującym nie tyle wynikiem co generalnie parametrem jest to, że mam narządy 43 letniego faceta.

Jaki jest więc z tego wniosek? Kupa pracy przede mną i kupa rzeczy do zrobienia, wyćwiczenia i nauczenia. Jednak aby to osiągnąć nie ma innej drogi jak tylko zapieprzać jak dziki osioł ale z uśmiechem na twarzy 🙂 I taki też jest plan na najbliższy czas. Zarówno te -8kg jak i też te kilkadziesiąt kilogramów pozostałego jeszcze tłuszczu jest dla mnie taką samą motywacją. Innymi słowy tłuszcz to wróg numer jeden więc trzeba go zniszczyć!

A o diecie, moich zmaganiach z ćwiczeniami i wszystkim co związane z tym procesem na pewno będę pisał niebawem w tym miejscu. Po tym miesiącu mam dużą chęć i zarazem potrzebę aby to robić.