Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
BlogO wszystkimOpinie

Czekając na wielkie kino

dodany przezKamil Timoszuk 4 maja 2015 0 Komentarzy

Pierwsze majowe dni to był dobry czas aby zrobić wiele różnych rzeczy. Ja oprócz nabijania kolejnych kilometrów rowerem, o czym pisałem wczoraj, postanowiłem zrobić coś jeszcze. Mianowicie postanowiłem nadrobić trochę zaległości kinowych, których nazbierało mi się niepostrzeżenie. Dziś więc szybki rekonesans obejrzanych pozycji.

Dzisiejszy tekst będzie o tyle różnorodny, na tyle ile różnorodne były obejrzane przeze mnie w ostatnim czasie filmy. A trzeba przyznać, że niemal każdy z tych filmów, był z tak zwanej „innej bajki”. Jak się okazało miało to swoje plusy i minusy, ale niestety muszę już teraz ubiec fakty i napisać, że żadna z poniższych produkcji nie wywołała u mnie jakiejś specjalnej ekscytacji. No, może pewne zadowolenie, ale nic poza tym w tych przypadkach.

Selma plakat

„Selma” to opowieść o pewnym wycinku historii największego kraju świata czyli Stanów Zjednoczonych. Kraju, który niemal od samego swego początku borykał się z problemem rasizmu. Rasizmu, który mam czasem wrażenie, że w takim kraju jak na przykład Polska sprowadza się tylko do jednej sytuacji. Sytuacji w której jeden kretyn z drugim, stojąc pod klatką w bloku, ma problem z tym, że przechodzący obok nich człowiek ma inny kolor skóry niż oni. Czym to się przeważnie kończy chyba nie muszę pisać. W USA problem ten jest, a właściwie był znacznie większych rozmiarów i o znacznie większej sile. Jednak na przestrzeni wielu lat znalazło się kilka osób, które bardzo walczyły o to, aby ten problem zniknął. Jednym z najbardziej znanych rewolucjonistów w tym obszarze życia społecznego USA był Martin Luther King Jr, który zapisał się już na zawsze na kartach historii nie tylko USA, ale także i całego świata. Nie przez przypadek otrzymał on w 1964 roku pokojową nagrodę Nobla.

Niestety film opowiadający o marszu czarnoskórych Amerykanów z tytułowej miejscowości Selma do Montgomery, jest idealnym przykładem na to, jak można zmarnować potencjał filmowej produkcji. Reżyserka Ava DuVernay nie odrobiła pracy domowej pod wieloma względami, przez co widz oglądający jej dzieło długimi chwilami się po prostu nudzi. Ja zabierając się za obejrzenie tego filmu, miałem na przykład ochotę poznać bardziej postać pana Kinga. Charyzmatycznego przywódcy, za którym podążyły tłumy. Niestety w filmie jest on przedstawiony tak bardzo jednowymiarowo, że czasami aż oczy bolą i serce krwawi. Nie pomaga tutaj nawet świetna obsada aktorska w osobach David Oleyowo, Cuba Gooding Jr., Tim Roth czy też Oprah Winfrey, która robi co może, ale nie jest w stanie sama uratować tej produkcji. W przypadku tego filmu można odnieść wrażenie, że jest to tego typu produkcja, która musiała wcześniej czy później powstać „na zamówienie”, ale ktoś nie do końca przemyślał jak z tego wybrnąć z twarzą. Tym bardziej dziwi też fakt nominacji do Oscara (pobudki czysto polityczne?) i przyznana statuetka za ten oto utwór muzyczny.

Podsumowując więc szybko i najprościej jak się tylko da napisze jedynie, że czas poświęcony na ten film można spożytkować znacznie lepiej. A szkoda, bo obiecywałem sobie sporo po tej produkcji…

Fast Furious 7 plakat

Seria „Szybcy i wściekli” opowiadająca o grupie znajomych, których łączy zarówno przyjaźń, miłość jak i szybkie samochody, zapisała się już na stałe w historii kina. Nigdy nie było to kino specjalnie wybitne, a znacznie większy nacisk kładziono tu na rozrywkę. Każdy jednak kto wybierał się do kina na jedną z części tej sagi, już przed wejściem na kinową salę, doskonale wiedział czego może się spodziewać. Jednym słowem ktoś kto potrzebował konkretów dostawał je w całej okazałości.

Siódma część tej samochodowej opowieści już przed wejściem na ekrany kin, niestety dostała niespodziewaną i bardzo przykrą „reklamę”. Owym rozgłosem była śmierć w wypadku samochodowym (o ironio…) Paula Walkera, odtwórcy jednej z głównych ról. Twórcy serii jednak wyszli z tej sytuacji obronną ręką na kilku płaszczyznach. Z jednej strony W chwili śmierci Paul Walker miał już nagrana sporą część materiału do siódmej odsłony tej serii. Tych scen, których nie nagrał on, nagrali jego bracia, którzy zostali poddani obróbce komputerowej, co było świetnym zabiegiem moim zdaniem. Zaś zakończenie filmu postanowiono zbudować na zasadzie prawdziwego hołdu, na który Paul zdecydowanie zasłużył. „Bo najważniejsza jest rodzina” jak mówi jedno z przewodnich haseł…

Jednak zanim do tego dochodzi, fabuła tej części opiera się na walce z bratem bliźniakiem pokonanego w szóstej odsłonie Owena Shawa – Deckardem Shawem. Ów przyjemniaczek jest płatnym zabójcą, który postanawia pościć swojego brata. Co to zwiastuje dla głównych bohaterów, nie trzeba chyba specjalnie dużo pisać. Jest to bowiem kolejna szansa dla twórców, aby ten film sensacyjny otarł się niemal o film z gatunku science fiction. Pościgi samochodowe, strzelaniny, bijatyki i wiele innych tego typu sytuacji czyli innymi słowy chleb powszedni tej serii 😉 Jednym się to jak zwykle będzie podobać, a innym nie. Każdy ma prawo do własnej opinii. Ja jednak zawsze będę stał po stronie tych, którzy na tym filmie będą się po prostu dobrze bawić i tego nie zabierze mi nikt 🙂

Wiek Adaline plakat

Trzecia z opisywanych dziś przeze mnie produkcji to „Wiek Adaline”. Produkcja, która skusiła mnie zarówno swoim trailerem, jak i też kilkoma zdaniami opisu przeczytanego gdzieś w internecie. Jet to bowiem opowieść o kobiecie, która na skutek nieszczęśliwego wypadku i znacznie szczęśliwszego zbiegu okoliczności, przestaje się starzeć. Jest to w takim samym stopniu dar od losu, jak i też jej przekleństwo z którym musi sobie radzić przez wiele długich lat. Taki stan ma też wiele „skutków ubocznych” o których dowiadujemy się w trakcie oglądania.

Film reżyserowany przez Lee Toland Krieger, reklamowany jest jako dramat połączony z romansem. I tak też jest w rzeczywistości, ale niestety w pewnym momencie romans bierze górę w tej produkcji nad wszystkim, co działa w moim odczuciu na sporą niekorzyść filmu. Tytułowa Adaline Bowman, grana przez Blake Lively, odkąd dowiaduje się, że jest poszukiwana przez tajne służby, które zaciekawiła jej przypadłość, postanawia co 10 lat zmieniać zarówno swoją tożsamość, jak i też miejsce zamieszkania. Wiąże się to też z tym, że nie jest ona sobie w stanie ułożyć prywatnego życia w taki sposób jaki by chciała, a najbliższą jej istotą jest jej znakomity pies. Do czasu Sylwestrowej nocy, podczas której poznaje Ellia Jonesa, granego przez Michiela Huismana. To właśnie ten człowiek przewraca jej życie do góry nogami i sprawia, że jej specyficzna przypadłość zaczyna jej ciążyć bardziej niż zwykle.

Niestety to właśnie tez od tego momentu sama fabuła filmu niestety skręca w stronę typowego romansu. Piszę niestety, bo bardzo chciałem aby wątek „nieśmiertelności” była znacznie dogłębniej omówiony w tym filmie, a w takiej sytuacji staje się ona zaledwie niewygodnym dla głównej bohaterki tłem. Już wtedy, czyli mniej więcej w połowie filmu, można się śmiało zacząć domyślać, jak zakończy się ta opowieść co nie świadczy najlepiej o tej produkcji. Przynajmniej w moim przekonaniu. Na szczęście jednak nie ma tu mowy o zmarnowanym potencjale na poziomie wcześniej opisywalnej „Selmy”. Po prostu ta produkcja, znacznie bardziej może się spodobać damskiej części publiczności, niż męskiej. Czy to wada? Na to już może odpowiedzieć sobie każdy z osobna.