fbpx
Box Trip 2015CrossFitO wszystkim

CrossFitowa turystyka

dodany przezKamil Timoszuk 3 sierpnia 2014 0 Komentarzy

CrossFit ma do zaoferowania wiele różnych pozytywnych cech. Jedną z ważniejszych jest wszechobecna różnorodność. Różnorodność treningu każdego dnia, różnorodność ludzi skupiających się wokół niego czy też różnorodność miejsc w jakim się ten CrossFit uprawia. Dlatego warto odwiedzać nowe miejsca, tak aby móc tego wszystkiego zaznać w jednej chwili, tak jak zrobiłem to w Toruniu.

Kiedy wiedziałem już na sto procent, że w pierwszych dniach sierpnia pojawię się w tym mieście, to jedną z pierwszych rzeczy jaką sprawdziłem to był właśnie box CrossFit Toruń. Interesowało mnie przede wszystkim gdzie on dokładnie się znajduje i czy w dniach kiedy będę miał możliwość tam zajrzenia będzie on otwarty. Na szczęście był 😉 Na nieszczęście jest on wyrzucony dość mocno na obrzeża tego miasta, ale jak się w praktyce okazało, nie było to wielką przeszkodą z kilku względów. Zanim jednak o tym, to każdemu kto o tym jeszcze nie wie warto wspomnieć, że boxy crossfitowe nie działają na zasadzie franczyzy. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że nikt nikomu z góry nie narzuca jak mają wyglądać tego typu miejsca, co też automatycznie daje furtkę do wszelkich inwencji w tworzeniu. A że ludzie potrafią być kreatywni, to chyba jest jasne jak słońce 😉

CF Toruń 4

Wracając jednak do tego jedynego konkretnego miejsca, jakie w ten weekend interesowało mnie w Toruniu w kontekście CrossFitu, to tak jak wspomniałem czekała mnie wyprawa na obrzeża miasta. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że mieszkam w takim miejscu, gdzie niemal pod budynkiem mam tramwaj, a zaraz z niego przesiadam się na autobus i jestem prawie, że pod boxem. Tak więc nie było tak strasznie jak się na początku zapowiadało. Przynajmniej do tego momentu, bo później trzeba było jeszcze odbyć trening 😉

CF Toruń 1

Kiedy wszedłem do boxa, od razu zostałem przywitany przez szefa tego zamieszania czyli Filipa. I można mi wierzyć lub nie, ale od samego początku zarówno od samego miejsca jak i od ludzi w boxie zaczęła bić pozytywna energia. Oczywiście w ramach wstępnych ustaleń i propozycji opłaty za wejście w wysokości 20 zł albo koszulki wybór mógł być tylko jeden. Moja szafa mi za to podziękuje, bo zamierzam nadal trzymać się zady, że jedna nowa koszulka równa się pozbyciu dwóch starych i dawno nie używanych.

CF Toruń 2

Tak się też złożyło, że kiedy przyszedłem, to kończyły się właśnie sobotnie zajęcia mobility. Dało mi to automatycznie czas na spokojne przebranie się i rozgrzanie. CrossFit Toruń nie poszedł w „system amerykański” i posiadają oni szatnie, za co należy się plus 🙂 Podczas rozgrzewki miałem czas aby rozejrzeć się po obydwu salach z jakich składa się cały box. W obydwu z nich znajdują się miejsca zarówno do walki z ciężarami jak i też gimnastyką. W jednej z sal jest też duże lustro, które dla mnie kojarzy się jednoznacznie z typową siłownią, ale z drugiej strony czasem dobrze zobaczyć swój progres. Oby tylko nie stać przed tym lustrem zbyt długo 🙂 Oczywiście może też owe lustro służyć do pracy nad techniką ale to w sumie tylko dodatek 😉

CF Toruń 6

Po rozgrzaniu się z kijkiem, wiosłami i generalnym rozciągnięciu można było zacząć przygotowywać się mentalnie do najbliższej godziny ile mniej więcej miał trwać trening. W międzyczasie zaczęli też przychodzić kolejni członkowie boxa, a ja poznawałem w międzyczasie tych co już byli. Tak jak wspomniałem wcześniej – bardzo pozytywni ludzie! W trakcie ustalania zasad przygotowanego WOD-a, koncepcja zmieniała się kilkukrotnie w zależności od ilości osób jaka miała wziąć w nim udział. Co ciekawe, liczba ludzi zmieniała się parokrotnie, nawet w trakcie samego liczenia 🙂 Na szczęście jednak w końcu udało się ten żywioł ogarnąć i ostatecznie była praca w parach. WOD składający się z 3 części zawierał praktycznie wszystko co do szczęścia jest potrzebne – sztangę czyli siłę, drążki czyli gimnastykę oraz moje „ukochane” bieganie czyli wydolność. To wszystko było przeplecione jeszcze paroma dodatkami, a więc zapowiadało się, że będzie ciężko. No i było! Ale to bardzo dobrze 🙂

CF Toruń 8

Kiedy zegar w końcu ruszył, nie było już czasu na nic innego tylko zasuwanie. Najbardziej ciekawiło mnie ćwiczenie burpee pull up czyli połączenie rzeczy którą uwielbiam, z tym co staram się wdrożyć już na stałe bez żadnych wspomagaczy w postaci gumy. Liczba 60 sztuk na głowę wydawało się na początku dla mnie dość przerażająca ale po raz kolejny się okazało, że warto przyjąć dobrą strategię i to ona w dużej mierze załatwi sprawę. I tak też było i tym razem. Raz wolniej, raz szybciej ale szło to wszystko całkiem sprawnie. Thrustery także wchodziły dość sprawnie, a więc pierwsza część jakoś poszła. W drugiej czekało „ciąganie martwego” oraz pompki czyli dwie kolejne rzeczy które dają radę. Na ostatnią część zostało odłożone to co najgorsze czyli przede wszystkim bieganie kilometra. Jako, że w sobotnie popołudnie w Toruniu pogoda była iście tropikalna, to nie ułatwiało to specjalnie zadania. Z drugiej jednak strony nie można na to narzekać bo nie tylko ja miałem ciężko sądząc po wyrazach twarzy innych uczestników WOD-a 😉 Ich cierpienie dodawało mi siły, taki ze mnie sadysta 🙂 Na koniec jeszcze tylko burpeesy i tak zwane „scyzoryki” i zadanie można było uznać za wykonane. Razem z Krystianem ogarnęliśmy temat w 40 minut nieprzerwanej pracy, co okazało się drugim wynikiem na tablicy. Jednak jak wiadomo to nie tablica i zapisany na niej wynik jest głównym wyznacznikiem tego czy trening był udany, a to czy dało się z siebie 100 albo i więcej procent. Idąc tym tokiem rozumowania oraz patrząc na samopoczucie wszystkich zaraz po skończonej pracy, myślę że to zadanie wypełnił tego dnia każdy.

CF Toruń 7

Z takiej okazji nie mogło też zabraknąć pamiątkowej fotki uwieczniającą sobotni wysiłek oraz moją wizytę w boxie.

CF Toruń 3

Po takim treningu pozostawał jeszcze tylko jeden problem do rozwiązania – jedzenie! Jak się okazało CrossFit Toruń na ten problem ma już od dawna wymyślone swoje własne autorskie rozwiązanie, które nazywa się Widelec. Jest to knajpa praktycznie w centrum Torunia, gdzie można za małe pieniądze zjeść kapitalne jedzenie. I jak mi powiedziano, to tak właśnie było! 🙂 zaraz po przyjechaniu na miejsce okazało się, że niektórzy są tam już takimi bywalcami, że powinni w karcie mieć potrawy albo nawet całe zestawy nazwane swoimi ksywkami 😉 Ja po szybkich oględzinach zdecydowałem się na zupę dnia, która podobno za każdym razem jest inna oraz to małe cudo.

CF Toruń 5

Określenie małe w stosunku do tego burgera ma się jednak nijak, ponieważ jego zjedzenie zajęło mi kupę czasu, a i tak nie zdołałem wcisnąć w siebie wszystkiego. Nie oznacza to jednak, że był on zły. Wręcz przeciwnie bo był świetny, a dodane do niego frytki chrupiące, ale po prostu moje możliwości od jakiegoś już czasu są także trochę ograniczone. Poza tym czas musiałem podzielić między jedzenie, a gadanie i trzeba było ustalić priorytety. Jako, że hamburger nie został zjedzony to chyba wiadomo co było ważniejsze 😉

Po skończonym jedzeniu jeszcze szybkie podwiezienie mnie pod akademik przez jednego z członków i tak skończyło się moje spotkanie z CrossFit Toruń. Czuję jednak już teraz, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie. Kiedy tylko będę w Toruniu to na pewno będę zaglądał do tego boxa zawsze ale szybciej myślę, że nasze drogi ponownie skrzyżują się gdzieś na zawodach w Polsce. Jednak pierwsze kapitalne wrażenie, jakie nam mnie zrobił zarówno box jak i przede wszystkim ludzie go tworzący, zostanie na znacznie dłużej. I właśnie takie spotkania sprawiają i udowadniają, że podróżowanie po różnych boxach w Polsce, Europie czy na świecie ma po prostu sens.