fbpx
CrossFitO wszystkim

CrossFit po amerykańsku

dodany przezKamil Timoszuk 22 stycznia 2014 6 komentarzy

Wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy jechałem do Stanów Zjednoczonych to wiedziałem, że podstawową rzeczą jaką muszę tam na miejscu zrobić to wybrać się na mecz NBA. Przynajmniej jeden ale taki, który będzie spełnieniem mojego odwiecznego marzenia. Tym razem planując podróż za wielką wodę wiedziałem, że muszę zobaczyć jak wygląda CrossFit w kraju z którego się wywodzi.

O tym sporcie w USA czyli o tym jak wyglądają tutejsze boxy czy prowadzone w nich zajęcia miałem okazję już trochę poczytać w internecie. Parę osób w Polsce zajmujących się tą aktywnością, miało już okazję zobaczyć i poczuć to na własnej skórze. Jednak co innego jest o tym słuchać lub czytać, a co innego samemu tego doświadczyć. Tym bardziej jeśli okazja do tego jest oddalona dosłownie 10 minut na piechotę od miejsca gdzie w USA „stacjonuję”.

Tym miejscem, które pokazuje mi przynajmniej część tego jak może wyglądać CF po amerykańsku jest O’Hare CrossFit. Na moją wiadomość o tym, że będę chciał tam trenować podczas pobytu w USA mój tata zareagował jednym wielkim zdziwieniem, ponieważ nie miał zielonego pojęcia o tym, że coś takiego istnieje i to pod jego bokiem. No ale cóż, czasami najciemniej po latarnią, prawda? 😉

OHare CrossFit 1

Z drugiej jednak strony nie mogę mu się specjalnie dziwić, ponieważ miejsce w którym znajduje się box znajduje się na dość sporym uboczu. Co jest bardziej dziwne to fakt, że w praktycznie żaden sposób nie jest on oznaczony. Żeby zmylić jeszcze bardziej wszelkich ciekawskich to nad głównym wejściem, widnieje piękna czerwona tablica z napisem „Na wynajem”. Dosyć specyficzny rodzaj marketingu muszę przyznać. Jednak po odważeniu się i przekroczenia progu pierwszych drzwi naszym oczom ukazuje się baner, który utwierdza każdego, że dobrze trafił.

OHare CrossFit 2

Jednak czy może tam przyjść każdy i zawsze? Otóż to pierwsza różnica jaką już teraz widzę w działaniu boxa w Białymstoku, a tego tu w Chicago. Mianowicie ten amerykański box czasami miewa przerwy kiedy jest zamknięty i nikogo w nim nie ma. Dlatego już wiem, że zanim wybiorę się na kolejne zajęcia lepiej sprawdzić wcześniej czy nie pocałuję przysłowiowej klamki. Przeglądając też oficjalną stronę internetową boxa przed przyjazdem zauważyłem zakładkę, która mnie osobiście najbardziej dotyczyła czyli tę dla „podróżujących crossfiterów”. Jest tam przede wszystkim formularz z różnymi pytaniami, który trzeba wypełnić. Po wysłaniu go, któryś z pracujących tam na stałe 5 trenerów odzywa się do ciebie aby ustalić szczegóły. To także z tej zakładki na stronie dowiedziałem się, że zanim zostanę wpuszczony na jakiekolwiek zajęcia muszę spotkać się z jakimś trenerem, który oceni moje możliwości i do jakiej grupy zostanę przypisany. I tu kolejna nowość dla mnie czyli codzienne WODy są tutaj rozpisywane w 3 wariantach – beginners, fitness oraz performance.

OHare CrossFit 3

Ja jednak nie mogąc się doczekać swojej wizyty w boxie już kolejnego dnia po przylocie do USA zawitałem tam. Zaraz po przekroczeniu progu, moje uszy zostały zaatakowane uwielbianym przeze mnie dźwiękiem upadającego na ziemię żelastwa, pomieszanym z mocną muzyką w tle. Moim oczom ukazał się zaś na prawdę ogromny, spocony facet bez koszulki ale za to z wielkim uśmiechem na twarzy. Jak się za chwilę okazało był to Angelo, szef całego tego zamieszania, który właśnie chwilę wcześniej skończył swój trening. Kiedy szybko mu wspomniałem, że jestem „tym Kamilem, który zrzucił 120 kilogramów nadwagi i z którym wymieniał jakiś czas maile” od razu rozmowa przeszła na poziom niemal koleżeński. W sumie nie znam człowieka ale po tych kilku dniach śmiem twierdzić, że jest to zdecydowanie typowy „swój chłop”. Tym bardziej, że z naszej rozmowy już w poniedziałek wynikło, że mamy ze sobą całkiem sporo wspólnego. Co takiego? Na przykład to.

Angelo Sisco

Jednak to nie walka z nadwagą sprawiła w pierwszej kolejności, że zyskał w moich oczach. Bardziej i na pewno nieświadomie, udało mu się osiągnąć ten efekt dzięki swojej historii jaką mi opowiedział, a wy możecie przeczytać TUTAJ, na temat jego wypadku na motorze w wieku 21 lat. To właśnie po nim miał pękniętą czaszkę, spędził ponad 2 miesiące w szpitalu i przeszedł 6 operacji. A teraz jest właśnie w takim miejscu i takiej roli. Po prostu niesamowite.

Tak czy siak im bliżej było moich najpierw testów oraz treningu w boxie, tym o dziwo zacząłem się dziwnie stresować. Dlaczego? Szczerze to nie mam pojęcia, ale miałem chyba poczucie, że chcę/muszę zaprezentować się z jak najlepszej strony. Żeby nie zawieść w jakikolwiek sposób samego siebie. Czy mi się to udało? Zdecydowanie tak. Na owe testy wziął mnie właśnie Angelo wraz z drugą trenerką o imieniu Becca. Musiałem podczas tego sprawdzianu wykonać parę ćwiczeń zarówno z ciężarem własnego ciała jak i ze sztangą. Po ich zakończeniu ku mojemu małemu zdziwieniu okazało się, że Angelo nie miał żadnych wątpliwości i od razu trafiłem do najwyższej grupy 🙂

OHare CrossFit 4

Miałem więc chwilę aby rozejrzeć się po boxie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kolorystyka, która jest bardzo podobna do tej jaką obserwuję na co dzień w Białymstoku. Innymi słowy byłem w domu 😉 Metraż boxa jest jednak zdecydowanie większy i składa się z dwóch pomieszczeń, gdzie jedno z nich jest niemal puste i znajduje się w nim tylko klatka. W drugim stoją przede wszystkim ergonometry wioślarskie oraz bliżej niezidentyfikowane sprzęty, które przypominają połączenie roweru z nartami. Biorąc pod uwagę, że owe urządzenia lata świetności mają już za sobą to jest to dość specyficzny widok. Na drugim końcu tego pomieszczenia stoją zaś skrzynie do wskoków o różnej wielkości i wysokości, kettle, bumpery i inne tego typu zabawki. Na ścianach zaś wiszą różnego rodzaju tablice pomocnicze z propozycjami ćwiczeń na rozciąganie i nie tylko.

OHare CrossFit 5

Jednak najważniejszy był mój pierwszy trening. Im było do niego bliżej tym zbierało się coraz więcej ludzi. Przedział wiekowy wahał się w granicach 19-60, a pomimo tego rozstrzału w powietrzu czuć było te słynne community czyli społeczność. Każdy wchodzący witał się z resztą, a w tym także ze mną czyli osobą, którą każdy widział pierwszy raz na oczy. Tym bardziej też byłem ciekawym zjawiskiem, bo już pierwszego dnia wparowałem na trening w koszulce CF Podlasie budząc zainteresowanie większości ludzi. Kiedy jeszcze Angelo omawiając WODa przedstawił mnie grupie jako przybysza z Polski, a inny z trenerów rzucił z drugiego końca boxa nie tyle głośne co łamane „na zdrowie!” to wiedziałem już, że będzie po prostu dobrze 🙂 Pomimo, że trening był ciężki i składający się z niezbyt lubianych przeze mnie elementów (wall balls!) to poszło nadspodziewanie gładko.

Mały problem pojawił się tylko na początku, jeszcze przed startem WODa kiedy musiałem bardzo szybko przestawić się na amerykański system miar i wag i zacząć sobie przeliczać funty na kilogramy. Robiąc to wybranie sobie sprzętu do WODa z takiego kramiku wcale nie jest takie oczywiste 😉

OHare CrossFit 7

Suma summarum z prawie 20-osobowej grupy skończyłem swój trening jako 3 czy 4 osoba, czyli dostałem kolejny raz potwierdzenie, że chyba nie jest ze mną najgorzej. Po tym też, większość ćwiczących podeszła do mnie pogratulowała mi tego, a część zaczęła dopytywać skąd się wziąłem i takie tam. Zresztą od słowa do słowa, a już po pierwszym treningu dwie osoby zaproponowały mi podrzucenie do domu. I jak tu kwestionować pojęcie community w CrossFicie?

Na koniec jeszcze dwie ciekawostki związane z tym miejscem. Pierwsza z nich to odpowiedź na pytanie wielu z was dotyczących kosztów mojego trenowania tam. Otóż opcje były dwie – albo symboliczne 15 dolarów albo też kupno jednej z rodzajów koszulek z logo boxa za 25 zielonych papierków. Ja jako zbieracz t-shirtów z różnych miejsc czy imprez wiadomo było od samego początku którą opcję wybiorę.

OHare CrossFit koszulka

Inną ciekawostką jest to, że w tym boxie nie ma ani szatni ani tym bardziej żadnych pryszniców. Patrząc na to przez pryzmat polskich realiów to jest nie do pomyślenia. Jednak będąc i obserwując to tam na miejscu to jest to całkowicie zrozumiałe. Dlaczego? Ponieważ tam jedyną osobą jaka przychodzi na treningi piechotą jestem ja. Cała reszta ćwiczących porusza się samochodami i przyjeżdża do boxa już przebranymi w ciuchy treningowe i w takich też ciuchach wraca do domu. Jedynym miejscem gdzie można zostawić buty, ciuchy czy kupić wcześniej wspomniane koszulki jest taki przedsionek z kilkoma kanapami do siedzenia i ścianą szafek. Taki kraj i takie realia.

OHare CrossFit 6

Jak więc bym ocenił swoje pierwsze wrażenia z osobistego zetknięcia z CrossFitem w kraju z którego się on wywodzi? Moje odczucia po odbytych jak na razie 3 treningach nie mogą być inne jak tylko pozytywne. Pomimo, że jestem tu tak krótko to już czuję, że każdego kolejnego dnia, że po prostu chcę tam wracać. To tam spotykam ludzi z którymi chwilę pogadam, pośmieję się i powylewam siódme poty. A jako, że jestem tam tylko gościem to więcej mi chyba nie potrzeba. Zresztą w dużej mierze potwierdziły się moje nieśmiałe oczekiwania, które polegały na tym, żeby się co najmniej nie rozczarować. I teraz już wiem, że ta sztuka udała mi się w 1000%. A co będzie dalej? To pokażą kolejne dni i kolejne doświadczenia.