Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/u192686/domains/kamiltimoszuk.pl/public_html/wp-includes/post-template.php on line 284
CrossFitO wszystkim

Cisza przed burzą?

dodany przezKamil Timoszuk 16 listopada 2013 0 Komentarzy

Trzy dni to zdecydowanie za dużo przerwy pomiędzy jednym, a drugim tekstem w tym miejscu. I to nie dlatego, że coś z tego powodu się złego dzieje. To kwestia dotrzymywania mojego własnego postanowienia jakie dałem samemu sobie, że to miejsce będzie żyło swoim własnym życiem.

Zawsze kiedy dostaję od was, moich czytelników, wiadomości z pytaniem kiedy pojawi się nowy tekst albo inny materiał to jest mi miło. Oznacza to, że pomimo głównego założenia pisania dla siebie, to przy okazji udaje mi się dotrzeć do większego grona. Aż z ciekawości sprawdziłem w ostatnich dniach statystyki i co jeszcze milsze wasze grono ciągle rośnie. I niech ten trend takim zostanie.

Jednak nie o tym chciałem pisać w dzisiejszy sobotni wieczór. Wieczór, który pewnie wiele osób spędza gdzieś w centrum, na imprezach czy innych atrakcjach. Ja dziś jednak postanowiłem pójść tylko na mecz, a później grzecznie wrócić do domu. Chociaż raz 😉 Nie ma jednak tego złego bo chyba taki wieczór jest mi potrzebny. Szczególnie po ostatnich dniach, kiedy wychodziłem z domu bladym świtem, a później w ciągu dnia wpadałem tylko jak po ogień aby coś zjeść albo się przebrać i wracałem późno wieczorem. Między innymi też dlatego ostatnio trochę brakowało mi czasu na sklecenie paru sensownych zdań w to miejsce. I tak przez to wszystko nasunęły mi się takie dwie refleksje z tym powiązane. Mianowicie pierwsza z nich to wszystko na to wskazuje, że od grudnia tego czasu będę miał jeszcze mniej z racji dojścia mi nowych obowiązków. Na szczęście wiąże się też to z dodatkowym wsparciem finansowym więc ból jest w jakimś stopniu ukojony 😉

Druga sprawa to fakt, że bardzo często ludzie w kontekście złego stanu swojego ciała czy też samopoczucia fizycznego lub psychicznego używają wymówki w postaci braku czasu. Z jednej strony staram się zrozumieć osoby, które mają już pozakładane rodziny. Jednak czy to aby na pewno jest aż taka wymówka żeby nic ze sobą i ze swoim stanem nie robić? Seriously? Patrząc na ludzi z którymi mam okazję na przykład trenować widzę, że to wszystko można ogarnąć ale trzeba spełnić jeden podstawowy warunek. Mianowicie trzeba naprawdę chcieć, a nie tylko mówić, że się chce bo to zdecydowanie nie to samo. Na pewno według wielu z czytających „nie znam się” albo „nie znam życia”. Tylko skoro tak, to jak mi ktoś wytłumaczy, że na przykład w jednym z generalnie trzech miejsc gdzie pracuję mam oficjalnie półtorej, a nawet trochę więcej „etatu” miesięcznie do wyrobienia? Jak udaje mi się to pogodzić z dwoma innymi miejscami zarobkowania (przyznaję, że jedno z nich to mój własny dom)? Jak udaje mi się w to wszystko wpleść treningi (w tym tygodniu 3 dni nawet 2 razy dziennie) czy zdrowe odżywianie? Według mnie to kwestia organizacji swego czasu, a nie posiadania lub też nie rodziny z dziećmi włącznie.

Przejdę jednak do innego, dla mnie bardziej przyjemnego tematu. Już za tydzień w końcu uda mi się przynajmniej na jeden dzień wyrwać z Białegostoku aby spędzić mam nadzieję kapitalny dzień. Gdzie? Nie wierzę, że sam to piszę ale tym miejscem będzie Łódź. Tak, ta brzydka, zaniedbana, nie zawaham się też powiedzieć, że brudna Łódź. Jednak klimat większości miejsc na świecie przeważnie tworzą ludzie, pozytywni ludzie, a takich nie powinno właśnie zabraknąć w tym mieście już za tydzień. Wszystko to za sprawą drugiej rundy crossfitowych zawodów Łódź Garage Games! To właśnie na nie wybieramy się z dość silną i mam nadzieję, że liczną ekipą z Białegostoku. Część z nas jedzie tam występować, a część tylko/aż dopingować. Ja tym razem NIESTETY będę należał do tej drugiej opcji. Dlaczego niestety? Ponieważ myślałem, że to właśnie w Łodzi nastąpi mój debiut na tego typu zawodach. Niestety jednak regulamin tej rundy został zaprojektowany w ten sposób, że kategoria w której chciałbym wystąpić odbędzie się w niedzielę. To powoduje, że musiałbym zostać praktycznie aż do poniedziałku. Nie sądzę, że wydostanę się z Łodzi do Białegostoku w niedzielę wieczorem. Ale co się odwlecze…

Zresztą na temat samych zawodów też mam pewną refleksję. Mianowicie na początku tego roku kalendarzowego obiecałem sobie, że właśnie w tym roku nastąpi mój debiut. Jednak wtedy powiem szczerze, że nie miałem zielonego pojęcia jak dużej trzeba pracy, wysiłku i poświęceń aby doprowadzić się zarówno fizycznie jak i psychicznie do takiego stanu, żeby to zrobić. Wtedy wiele, jeśli nawet nie większość rzeczy, mi się po prostu wydawało. Teraz kiedy przebyłem już pewną drogę, widzę to już znacznie wyraźniej. Widzę też, że jeszcze kupa pracy przede mną. Ponieważ chyba nie same zawody są/będą dla mnie nagrodą ale bardziej ta codzienna mozolna praca jaką trzeba włożyć aby się tam dostać. To właśnie podczas tej pracy dostaję małe prezenty w postaci nowych funkcjonalności swego ciała, fajnych chwil z fajnymi ludźmi czy też zwykłego/niezwykłego poczucia, że jestem w odpowiednim miejscu i czasie. Takie rzeczy są czasem trudne do opisania ale i nie do przecenienia. To z takich chwil składa się moje życie, które teraz mogę chyba spokojnie określić mianem fajnego.

Kolejny tydzień nie licząc wyjazdu do centrum Polski będzie obfitował też w parę innych fajnych wydarzeń o których pewnie będę wspominał. W końcu na przykład wybiorę się chyba na zakupy z racji tego, że moje za duże o kilka rozmiarów spodnie wystarczająco mnie już wkurzają. No i dostałem propozycję pomocy przy wybieraniu owych ciuchów, a to jest w moim przypadku nie do przecenienia. Tym bardziej, że będzie to damskie oko więc raczej lepsze niż moje 😉

Poza tym przypomniało mi się szczęśliwie, że jeśli chcę niektóre swoje plany wdrożyć w życie na początku przyszłego roku, to wypadałoby się wybrać do pewnego poważnego urzędu. Dlatego też czeka mnie wycieczka po nowy paszport. Jeśli do tego dodać prawdopodobną i zapowiadaną już sesję zdjęciową plus wycieczkę do Łodzi to zapowiada się całkiem ciekawie. A więc tym bardziej cieszę się, że dziś siedzę spokojnie w domu. Normalnie jak nie ja 😉