fbpx
O wszystkim

Castingowa twarz telewizji

dodany przezKamil Timoszuk 22 maja 2015 0 Komentarzy

Żyjemy w takich czasach, w których telewizja przechodzi swego rodzaju transformację. Jej pierwotna misja czyli nauczanie i poniekąd wychowywanie, dawno już odeszła w niepamięć. Te dwie podstawowe funkcje zostały zaś zastąpione takimi zamiennikami jak bawienie, szokowanie, ogłupianie, ale też i czasem pomaganie. Wszystko ma jednak swoją cenę.

Po mojej wizycie w studiu Dzień Dobry TVN w ubiegłym tygodniu, słowo „celebryta” usłyszałem już chyba w każdej możliwej konfiguracji. Wiem, że przeważnie było one używane z czystą życzliwością w stosunku do mnie, ale nie zmienia to faktu, że określenia tego nie polubiłem. Głównie ze względu na to, że celebryta niemal od zawsze kojarzy mi się z kimś takim, kto jest „znany z tego, że jest znany”. Wystarczy zresztą otworzyć pierwszy lepszy portal plotkarski w internecie, bądź też wziąć do ręki jakąś kolorową gazetę. Wtedy plejada takich osób wręcz wyleje się na każdego. Nie ma co jednak ukrywać też tego, że wszelkie oznaki sympatii, są bardzo przyjemne i za to na pewno należą się wszystkim wielkie dzięki z mojej strony!

Jednak jeszcze jakiś tydzień temu, nie sądziłem, że moja sytuacja tak bardzo ulegnie zmianie. Bowiem jeśli ktoś oglądał mój występ w studiu DDTVN (ja przyznaję się, że nie oglądałem 😉 ) ten wie, że podczas transmisji otrzymałem swego rodzaju propozycję. Ową propozycją, od obecnego tam także doktora Marcina Ambroziaka, była chęć pomocy mi z moim problemem skóry i zaproszeniem mnie na casting do nowego sezonu programu pod tytułem „Życie bez wstydu”. Nie ukrywam, że w pierwszej chwili gdy to usłyszałem, byłem nie tyle zdziwiony, co zszokowany. Nikt bowiem wcześniej mi tego nie mówił, nie uzgadniał, a tym bardziej nie ustawiał „pod telewizję”, jak to parę osób podejrzewało. Głupotą więc z mojej strony byłoby to, abym takowej propozycji nie rozważył. Bo to właśnie w tej chwili, teoretycznie byłem najbliżej w swoim życiu zakończenia swojej „życiowej misji” czyli walki z nadprogramowymi kilogramami.

W ostatnich latach programów o tym jak to różni lekarze na oczach kamer, a przez to też i setek tysięcy ludzi, pomagają innym, powstało już parę. Ja żadnego z nich nigdy nie oglądałem, jednakże miałem świadomość tego, że taki format istnieje i ma się on dobrze. Zresztą, gdyby było inaczej, to nikt by się nie porywał na to, aby robić choćby kolejne edycje. Wracając jednak do mnie, to od samego programu, aż do dnia dzisiejszego sprawy ma wrażenie, że idą dość ekspresowo. Bo to właśnie w ten poniedziałek, dostałem pierwszy telefon od kobiety, która jak zrozumiałem zajmuje się głównie rekrutacją ludzi do programu „Życie bez wstydu”. To właśnie od niej dowiedziałem się też, że w miarę swoich możliwości, muszę jak najszybciej podesłać jej na maila swoje zdjęcia z przed i po utracie wagi, oraz wypełnioną ankietę. Ankietę, która liczyła sobie mnóstwo różnych pytań i zapewne nakierunkowywała w sporej mierze to, jak miało wyglądać nasze dalsze działanie. Te natomiast sprowadzało się do jednego czyli castingu.

Casting zawsze kojarzył mi się z dwoma rodzajami sytuacji. Pierwszą z nich był to casting aktorów do roli w jakimś filmie serialu, bądź tez sztuce teatralnej. Casting, który w czystej teorii w dużej mierze powinien polegać na tym, że ten kto ma największe umiejętności lub predyspozycje, to przechodzi dalej. Drugim rodzajem castingu, jak przychodzi mi do głowy, to te wszystkie wybory najlepszych kandydatów do wszelkiej maści talent show typu You Can Dance, Mam Talent czy inny X Factor. To właśnie tam, dzikie tłumy przyjeżdżają w wyznaczone miejsca, aby pokazać się przed jury i być może zaistnieć przed szerszą publicznością. Gdy ja się dowiedziałem, że w środowe popołudnie, będę musiał się stawić na castingu w Warszawie, czułem że tu także może być podobnie. Jak się okazało, nawet nie wiecie jak daleki byłem od prawdy…

casting studio

Gdy otrzymałem adres pod jakim mam się stawić, pierwsze co zrobiłem, to sprawdziłem sobie na Google Maps jak tam konkretnie dotrzeć. Gdy fotkę tego studia zobaczyła także jedna z moich znajomych, to bez wahania stwierdziła, że „w takich miejscach można by robić albo castingi, albo na przykład stracić nerkę” 🙂 I rzeczywiście coś w tym było… Ale nie zniechęciło mnie to specjalnie, bo od samego początku przyświeca mi jeden i ciągle niezmienny cel – pozbycie się skóry i zakończenie mojej walki z kilogramami raz na zawsze. To jest uważam warte wielu poświęceń. Jakież było jednak moje zdziwienie, kiedy dochodząc do owego miejsca, nie zobaczyłem przed nim żadnej żywej duszy. Żadnych tłumów, żadnych ludzi, którzy by na coś czekali. Aż dla pewności wyciągnąłem swój telefon i sprawdziłem raz jeszcze, czy aby to na pewno te wyznaczone miejsce. Kiedy miałem już sto procent pewności, nie pozostawało mi nic innego jak tylko wejść i zmierzyć się ze wszystkim w środku.

A w budynku zastało mnie kolejne zaskoczenie, ponieważ w przestronnym holu, siedziały zaledwie dwie osoby – recepcjonistka oraz zaledwie jedna pani, która podobnie jak ja czekała także na casting, a dokładniej jego część. Do naszej dwójki, za chwilę dołączył jeszcze tylko jeden mężczyzna i to byli wszyscy moi „konkurenci” jakich miałem okazję zobaczyć osobiście. Trochę inaczej niż w Mam Talent… Przed przyjazdem zostałem też sumiennie uprzedzony, że oczekiwanie na swoją kolej może potrwać kilka godzin, dlatego też warto zabrać ze sobą cierpliwość i jakieś jedzenie. A skoro już jesteśmy przy wytycznych co do tego jak trzeba było być przygotowanym. Jednym z dziwniejszych i nie ukrywam, że bardziej upierdliwych dla mnie wymogów był ten, aby ubrać się w taki sposób jak sobie organizatorzy życzą. A życzenie było takie, aby na ubraniach oraz bieliźnie i metkach nie było żadnych logotypów, same ubrania zaś były w odpowiednich kolorach. Myślicie, że to takie proste? Jeśli macie ochotę, to sprawdźcie sobie w swoich szafach, ile macie rzeczy bez nadruków z nazwami firm. Będziecie zaskoczeni jak niewiele ich macie, jeśli w ogóle macie. No ale cóż, takie komercyjne czasy nastały.

casting kamera

Wracając jednak do sedna, to casting ruszył w chwili, zaraz po tym jak zapoznałem się z szefową całego tego środowego zamieszania. To właśnie ona opowiedziała mi też, jak to wszystko będzie tego dnia wyglądać. A zaczęło się rzecz jasna od podpisania masy papierków, które zabezpieczają głównie sam TVN w razie jakichś komplikacji. Po tym zaś następowały dla mnie dwie zupełnie nowe sytuacje, które gdy sobie teraz o nich myślę już na spokojnie, to uświadomiły mi kilka rzeczy. Pierwszą z tych akcji, była ta, że zostałem zabrany przez pewną kobietę, do pewnego dużego ale bardzo ciemnego pokoju, gdzie miała zostać przeprowadzona rozmowa ze mną. I to było całkiem OK, gdyby nie fakt, że jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak ta rozmowa będzie wyglądać. Prowadząca ten mój „niby monolog” kobieta (podejrzewam, że jest to jakaś pani psycholog) poprosiła mnie abym po kolei opowiedział swoją historię, czyli o tym jak walczyłem z kilogramami. Opowiadanie o tym jednak skupiało się, a właściwie było ukierunkowane przez prowadzącą w taki sposób, aby skupić się na zwykłym wywlekaniu na wierzch flaków i żeby lała się przysłowiowa krew. Innymi słowy miałem mówić jak było mi ciężko, jak wyzywali mnie ludzie, jak bardzo wstydziłem się tego kim jestem i jak wyglądam. W tym też właśnie momencie, kiedy łapałem się na tym, że wielu tego typu rzeczy już najzwyczajniej w świecie nie pamiętam, ulatniał się mój początkowy luz i pewność siebie. Widziałem, a przynajmniej zdawało mi się chwilami, że nasza rozmowa, a bardziej moje mówienie, nie idzie tak jakby sobie tego druga strona życzyła. Jednak to też wtedy zrozumiałem to, że ja ze swoja przeszłością już dawno temu po prostu się pogodziłem, wyciągnąłem wnioski, a nawet wyciągnąłem z niej to co dla mnie najlepsze w obecnej chwili. A te wszystkie złe chwile pozostały już gdzieś daleko za mną, i to tak daleko, że nie bardzo je już widzę. Ciężko mi więc było ot tak na zawołanie strzelać przykładami jak z rękawa. Tym bardziej czułem, że moja rozmówczyni byłaby chyba najszczęśliwsza, gdybym tam na jej oczach po prostu się rzewnie popłakał. Jednak skoro nie płakałem nigdy z powodu swojej monstrualnej nadwagi, to dlaczego miałbym to zrobić teraz. I właśnie też dlatego, wychodząc z tej rozmowy, byłem bardzo skołowany, aczkolwiek nie wiem czy to dobre słowo do tej pory opisujące mój stan. Na myślenie o tym nie było jednak specjalnie czasu, ponieważ już chwilę później czekała mnie sesja zdjęciowa oraz tak zwane ogrywki, czyli ja i moje ciało występowało w różnych kombinacjach przed kamerą. Było to kolejne specyficzne doznanie z jednego prostego powodu. Mianowicie dlatego, że tak jak na co dzień raczej nie mam w zwyczaju rozbierać się ot tak przed innymi, tak na castingu zrobiłem to tak po prostu i naprawdę bez większego skrępowania. I nie przeraża mnie nawet w żaden sposób myśl o tym, że w razie wybrania mnie do programu, te zdjęcia i te materiały filmowe gdzie latam w samych majtkach, będzie mogła zobaczyć cała Polska i nie tylko. Jednak jestem na tyle świadomy i gotowy na to wszystko, bo wiem doskonale dlaczego to robię. Sama sesja i ogrywki z bardzo fajnym operatorem kamery, z którym dało się już pogadać tak zwyczajnie i po ludzku, przebiegała przez to już w innej atmosferze.

Na tym też zakończył się trwający kilkugodzinny proces castingowy w moim wykonaniu. Proces po którym mam nie ukrywam bardzo mieszane uczucia. W głównej mierze przez tę rozmowę, która mam wrażenie, że kompletnie nie pasowała do określonego formatu programu. Jednak pomimo tego, staram się już o tym nie myśleć specjalnie, bo wiem, że to w niczym mi nie pomoże, a może tylko przeszkadzać. Na szczęście dzieje się teraz tak wiele, że nie mam czasu na głębsze zastanawianie się nad tym. Wiem jednak że do końca maja, mam otrzymać odpowiedź na to, czy urzekła kogoś z TVN-u moja historia, czy raczej dalej będę musiał walczyć z moim problemem na własną rękę. Być może też owa wiadomość zastanie mnie, kiedy będę w Kopenhadze, a wtedy to byłoby iście epickie zrządzenie losu. Nie ma jednak co zapeszać i trzeba się uzbroić w trochę cierpliwości, a co bardziej życzliwi mogą też potrzymać trochę kciuków. Może to nie pomoże, ale na pewno też nie zaszkodzi 😉