fbpx
O wszystkim

BiKeR czyli rowerowa rewolucja

dodany przezKamil Timoszuk 18 czerwca 2014 4 komentarze

Białystok jest miastem, które w ostatnich latach zmieniło się w tak dużym stopniu, że to aż ciężko sobie wyobrazić. Powstało wiele nowych dróg, budynków czy innego rodzaju atrakcji. Krajobraz przestrzeni miejskiej zmienia się w dalszym ciągu, a jedną z bardziej widocznych zmian i nowości w moim mieście jest BiKeR.

Białostocka Komunikacja Rowerowa to nie jest pomysł zupełnie nowy. Leżał on w szufladach rządzących tym miastem już dobrych kilka lat i czekał aż białostoczanie będą w pewien sposób gotowi. Gotowi na to, aby zmienić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia poruszania się po mieście samochodem czy też autobusem, i przesiąść się na bardziej ekologiczne dwa kółka. Komunikacja Rowerowa zarówno w innych krajach, jak i też polskich miastach, istniała już od dawna. W jednym miejscu cieszy się ona większą popularnością, a w innym mniejszą. Jako ciekawostkę powiem fakt, że gdy wyjeżdżałem w tym roku z Chicago to jedną z ostatnich informacji jaką usłyszałem był to fakt, że tamtejsza firma zarządzająca właśnie komunikacją rowerową w tym mieście zbankrutowała.

BiKeR Chicago

Jedna Białystok to nie Chicago i całe szczęście! Włodarze stolicy Podlasia dość długo zwlekali ze startem systemu, który miał być nowinką ułatwiającą życie Białostoczan. Oczywiście jak to w przypadku takich inwestycji bywa, było tyle samo przeciwników jak i zwolenników inwestowania wielu milionów złotych w to przedsięwzięcie, w ciągu kilku najbliższych lat. Jak pokazuje dotychczasowy rozwój wypadków, to jednak zwolennicy mieli rację, ponieważ BiKeR jest prawdziwym hitem. Ja sam, czyli ktoś, kto jeździ na swoim rowerze stosunkowo dużo, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony doskonale wiem jak wygląda sytuacja na drogach rowerowych i parkach, gdzie ludzi przybywa w sporym tempie. Z drugiej jednak strony są to ludzie, którzy w dużej mierze z własnej woli kupili sobie rowery i z nich po prostu korzystają. Nie widziałem specjalnego związku z tym, czy typowy Jan Kowalski, gdy da mu się do dyspozycji rower za niewielka opłatą, będzie chciał z niego korzystać. Nawet nie sądziłem wtedy, jak bardzo mogę się mylić.

Niemal od pierwszego weekendu, kiedy BiKeR wystartował, system zaczął bić wszelkie możliwe rekordy użytkowania. Jak informowały media, statystyki wypożyczeń rowerów były większe niż w jakimkolwiek polskim mieście, gdzie takie systemy także istnieją. Jednak cyfry to tylko cyfry, a życie zawsze sobie. Jednak w tym przypadku dokładnie było widać na ulicach, że ludzie naprawdę na tych rowerach jeżdżą i czerpią z tego radość. Co więcej, parokrotnie sam widziałem ustawiające się kolejki do automatu przy pomocy którego wypożycza się rower. Normalnie jak za komuny. W tym jednak przypadku ludzie stali z własnej nieprzymuszonej woli 🙂

BiKeR Białystok

Rowery same w sobie wyglądają fajnie. To znaczy na pierwszy rzut oka, kiedy zacznie je się porównywać do zwykłego „sklepowego” roweru, to ten miejski wygląda trochę jak czołg. To głównie za sprawą osłony na tylnie koło, która sprawia wrażenie strasznie masywnej. W istocie na szczęście taką jednak nie jest. Niemal od początku zadawałem też sobie pytanie czy mBank, który wrzucił swoją reklamę na tą obudowę, zdawał sobie sprawę jak dobry interes robi? Bo takiej reklamy jaką robią mu białostoccy rowerzyści, może mu chyba pozazdrościć każda inna możliwa firma i to nie tylko z sektora bankowego.

Jednak wygląd to jedno, a działanie owych rowerów to drugie. Ja do spróbowania jak owe maszyny się prowadzi zwlekałem dość długo. Za to bardzo szybko dostałem od kilku osób informację, na temat ich odczuć odnośnie użytkowania jednośladów. Były to zarówno osoby jeżdżące swoimi rowerami nagminnie, jak i też ludzie wrócili do jazdy po wielu latach przerwy. Pomijając różne małe niuanse, to zdecydowania większość wypowiadała się dobrze na temat BiKeR-a. A więc chcąc nie chcąc, trzeba było sprawdzić to na sobie. Z jakimi skutkami? O dziwo pozytywnymi. Piszę o dziwo, ponieważ wydawało mi się, że przesiadka z własnego roweru, który jest niejako dopasowany stricte tylko i wyłącznie pode mnie, na rower „uniwersalny” dla każdego, będzie bardziej odczuwalna. Nawet pomimo tego, że rower którym się poruszam nie jest pierwszej świeżości (rozglądam się zdecydowanie za nowym!), to nadal jednak wydaje się lepszą opcją niż ten miejski. Jednak zakupione przez miasto sprzęty, sprawują się naprawdę fajnie. Po dostosowaniu ich pod siebie, czyli przede wszystkim ustawieniu siodełka, można ruszać w świat. Rower prowadzi się dobrze, a ubogość liczby przerzutek nie jest wielkim problemem, co wydawało mi się na początku minusem. Śmieszne wrażenie sprawia ten koszyk z przodu, który nie skręca się razem z kierownicą i trzeba do tego przywyknąć. Jednak po paru pierwszych kilometrach, prawie nie zwraca się na niego uwagi. Osobie, która na co dzień porusza się własnym sprzętem, sama przesiadka będzie wymagać pewnej chwili na przywyknięcie. Ale im dalej się jedzie tym jest to przyjemniejsze. Dlatego też wcale się nie dziwię ludziom, którzy zamienili poruszanie się autobusami, lub nawet własnymi samochodami na miejskie rowery. Mając jeszcze na uwadze fakt, że pierwsze 20 lub 30 minut jest za darmo, to jest to warta rozważenia opcja.

Niestety BiKeR ma jeden, ale jak na razie dość spory minus. Mianowicie mam tu na myśli typowy czynnik ludzki całego tego zjawiska. Z rowerów miejskich w Białymstoku korzystają zarówno ludzie młodzi jak i też znacznie ode mnie starsi. Niestety są wśród tej gromady ludzi przedstawiciele, którym po tym co widziałem byłbym skłonny zabronić na jakiś czas dosiadania jednośladu. Dlaczego? Głównie dlatego, że ludzie którzy na rowerze jeździli dawno, nie zawsze ogarniają realia, jakie powinny panować w ruchu rowerowym. Nie chciałbym tu teraz punktować niemal wszelkich błędów czy swojego rodzaju wykroczeń jakie widziałem, bo samemu zdarza mi się popełnić jakąś gafę na drodze. Jednak gdy ktoś jedzie na ciebie pod prąd i ani myśli zjechać na bok, lub też grupa 3 ludzi jedzie w tę samą stronę co ty i żadna z nich nie ma zamiaru zjechać, to zaczynają się problemy. O maruderach jadących 5 km/h czy też jeżdżących jak wariaci w biały dzień, najczęściej młodych osobach, wspominać nie będę. Faktem jest tylko to, że swoista kultura jazdy na niewielu jeszcze ścieżkach rowerowych w mieście, spadła w stopniu chyba dość znacznym.

Mam jednak cichą nadzieję, że to wszystko jest tylko efektem zachłyśnięcia się Białostoczan nowymi zabawkami. Kiedy dla większości użytkowników stanie się normalnością jeżdżenie rowerem miejskim, to mam nadzieję, że zarówno te osoby, jak i też bardziej doświadczeni rowerzyści, będą żyć w obopólnej symbiozie. Bo nie ma co robić sztucznych podziałów na rowerzystów miejskich i stałych. Każdego powinny obowiązywać te same zasady, a wtedy na pewno wszyscy będą czerpać z tego tylko przyjemność. Sam BiKeR zaś myślę, że z biegiem czasu jeszcze będzie rósł w siłę, bo w moim przekonaniu spowoduje to, i niejako wymusi też na rządzących miastem, sukcesywne poprawianie infrastruktury rowerowej. Ku zadowoleniu mieszkańców czyli między innymi mnie 🙂