fbpx
BlogO wszystkimOpinie

Be Ready – Energetyczny strzał

dodany przezKamil Timoszuk 17 marca 2015 1 Komentarz

Czasami bywa tak, że brakuje nam energii. Jesteśmy przemęczeni, zestresowani, czy też zabiegani niemal każdego dnia. Objawia się to spadkiem naszych potencjalnych możliwości – zarówno w pracy, jak i też często na treningu. Na szczęście już od bardzo dawna istnieją sposoby na to, aby w pewnym stopniu można było temu zaradzić.

Różni producenci suplementów już od wielu lat mają w swoim asortymencie produkty zwane przedtreningówkami. Są to specyfiki, które mają każdej trenującej osobie, pomóc w wykonaniu jego treningu nie na 100, a na prawdziwe 110 procent jego możliwości. Bez względu na to czy dana osoba jest na przykład przemęczona czy też wypoczęta. Skład tego typu specyfików w wielu przypadkach często różni się od siebie, ale bazuje on głównie na takich środkach, które pozwalają wykrzesać organizmowi jeszcze więcej energii niż zawsze. Do takich specyfików możemy zaliczyć kofeinę lub na przykład Beta Alaninę.

Be Ready puszka slider

Ja sam osobiście przez długi czas, byłem nie tyle przeciwnikiem takich środków, co podchodziłem do nich z dużą rezerwą. Po pierwsze dlatego, że nie czułem zwykłej wewnętrznej potrzeby brania takiego specyfiku. Kojarzył mi się on głównie z napakowanymi do granic absurdu gośćmi, co chcą wycisnąć na ławce sztangę grubo przekraczającą ich wagę ciała. Poza tym, nigdy specjalnie nie zagłębiałem się w skład takich specyfików, jednak nie miałem poczucia, że jest to specjalnie zdrowe bądź bezpieczne. Szczególnie jeśli ktoś traktuje swój organizm czymś takim bardzo regularnie. Od chwili gdy jednak sam zacząłem regularnie trenować, kilka razy sięgnąłem po tego typu specyfik różnych producentów. Żaden z nich jednak specjalnie nie powalił mnie na kolana swoim działaniem. Dosłownie i w przenośni. Być może było to spowodowane tym, że wiele tego typu specyfików dedykowane jest w głównej mierze kulturystom, którzy potrzebują trochę innego rodzaju pobudzenia niż osoba uprawiająca tak jak w moim przypadku CrossFit.

I takim też sposobem trafiłem na produkt Amarok Nutrition o nazwie Be Ready. Co to takiego? Sam producent pisze o nim na swojej stronie internetowej w taki sposób:

BE READY to kombinacja 4 gramów BCAA z 3 gramami Beta Alaniny czyli formuła przesuwająca zmęczenie dużo dalej niż można się spodziewać. Ochraniając mięśnie z jednej strony, z drugiej wzmaga ich zdolność do ciężkiej pracy poprzez wysycenie karnozyny, mającej ogromny wpływ na wytrzymałość organizmu.

Starannie dobrana dawka NO-Boosterów jest na tyle duża by uwrażliwić komórki krwi na wchłanianie składników odżywczych i zapewnić ich lepszą wydajność, a jednocześnie na tyle mała by nie wprowadzić efektu „pompy mięśniowej” który jest całkowicie zbędny w sportach funkcjonalnych i sztukach walki.

Naturalne stymulanty zapewniają szybki i długotrwały dopływ energii – najważniejsze jednak że nie jest to energia pozorna, a jedynie lekkie „podrasowanie” drzemiącego w Was potencjału. Jeśli szukacie mega pobudzenia po którym następne 3 dni czujecie się jak szmata, to nie jest suplement dla Was.

Minerały, witaminy i antyutleniacze uzupełniają formułę, by każdy trening pomimo zwiększonej intensywności był maksymalnie bezpieczny dla Twojego organizmu.”

Oczywiście było do przewidzenia, że Amarok Nutrition będzie opisywał swój produkt jako świetną rzecz. Zdziwiłbym się bardzo jeśli by zrobił inaczej 😉 Jednak czas teraz na kilka faktów czyli dokładny skład Be Ready, aby sprawdzić co tak naprawdę w siebie ładujemy.

Be Ready skład

Wszystko to jednak są tylko słowa, słowa, słowa… No, może też trochę liczb 😉 Najważniejsze jest jednak to, jak to działa w rzeczywistości. A na moim organizmie, stwierdzam, że działa to naprawdę konkretnie. Z Be Ready jednak było tak samo jak ze wszystkimi wcześniejszymi przedtreningówkami – dużo wątpliwości i mało wiary w skuteczność. Ale słysząc kilka pochlebnych opinii na jej temat, wizerunek tego produktu w mojej głowie zaczął się tak jakby podświadomie ocieplać. Wtedy też tak się złożyło, że nastąpił początek mojego partnerstwa z Amarokiem, w efekcie czego dostałem od nich paczkę z różnymi specyfikami wśród których było też Be Ready. Jednak musiało ono poczekać trochę czasu na swoją kolej. Dokładnie do jednego z tych dni, kiedy się człowiekowi po prostu nie chce. Niczego. Jednak to, że się nie chce, to nie znaczy, że się odpuszcza i czegoś nie robi. Trening według moich prywatnych priorytetów to rzecz praktycznie obowiązkowa, a więc nie ma tak, że nie mogę, nie chcę lub jakieś inne słabe wytłumaczenie. Tego dnia razem ze mną powędrowała też do boxa puszka pobudzającego specyfiku. Czytając opakowanie dowiedziałem się że ów „koks” trzeba zażyć jakieś 30-40 minut przed planowanym wysiłkiem. I tak też zrobiłem z pewnym grymasem na ustach, spowodowanym smakiem. Już wtedy wiedziałem, że fanem pinacolady raczej nie zostanę, ale wychodzę z założenia, że takie rzeczy mają przede wszystkim działać, a nie smakować. Poza tym to tylko kwestia gustu – jeden lubi jak mu cyganie grają, a inni jak mu buty śmierdzą 😉 Jak się też chwilę później okazało, 30-40 minut zalecane przez producenta jest czasem o wiele zawyżonym w moim przypadku. Ja już po jakichś 10-15 minutach czułem na początku dziwne, a w późniejszej fazie nawet sympatyczne mrowienie na całym ciele, oraz towarzyszące temu drętwienie języka. Kiedy jednak ta faza mija, wtedy naprawdę można odczuć przypływ pewnego rodzaju energii. Energii, która pozwala w ciężkie dni zmusić się do ciężkiej pracy. A o to nam przecież chodzi, prawda? Jeśli też ktoś liczy, że coś takiego wyrwie go z kapci, zlasuje mózg, a następnie podczas samego treningu na sztangę dorzuci od razu dodatkowe 60 kilogramów, to muszę go zawieść – to tak nie działa. Wystarcza to jednak w zupełności, aby poczuć realną różnicę.

Ciekawym zjawiskiem w moim przypadku było to, że pomimo wspomnianych przeze mnie testów innych kilku specyfików, nigdy czegoś podobnego nie czułem. Jest to jednak zdecydowany plus tej substancji. Poza tym po tej przedtreningówce, nie czuć charakterystycznego „przymulenia”, jakie zdarza się w przypadku innych produktów. Myślę więc, że warto wypróbować Be Ready po prostu na sobie, i wyrobić swoje własne zdanie. Ja pomimo tego, że nadal stosuję Be Ready bardzo okazjonalnie (po kilku miesiącach od otrzymania paczki z Be Ready, mam jeszcze mniej więcej połowę puszki), to sobie bardzo chwalę jego działanie. Traktuję go jako zastrzyk energii w kryzysowych sytuacjach, kiedy zdarza mi się jeden z TYCH paskudnych dni 🙂