fbpx
BlogCrossFitO wszystkimOpinie

Be Huge & Be Energized – MASA!

dodany przezKamil Timoszuk 2 lutego 2015 5 komentarzy

Testy wszelkiej maści odżywek dla sportowców, cieszą się w internecie niesłabnącą popularnością. Szczególnie tych, dzięki którym mięśnie teoretycznie powinny zacząć rosnąć jak szalone. ja takowych suplementów na co dzień nie używam, ale znam takiego jednego co został przeze mnie zmuszony do testowania. Dziś natomiast poznacie jego opinię.

Zapowiedź mojej współpracy z Łukaszem Mrozem jakiś czas temu zapowiadałem TUTAJ. Czas jednak nieubłaganie pędzi i przyszedł już najwyższy czas na to aby zweryfikować to, czy suplementy jakie dał mi do dyspozycji Amarok Nutrition rzeczywiście działają. Jako, że Łukasz na brak weny twórczej nie narzeka, dlatego też poprosiłem go o to, aby opisał mi swoje wrażenia z zażywania preparatów o nazwie Be Huge oraz Be Energized. Co wyszło z tych testów? Przeczytajcie niebanalny tekst Łukasza, a sami się dowiecie. Enjoy!

Be Huge Be Energized

W życiu występowałem w wielu rolach. Grzybek nr 3 w przedstawieniu w podstawówce, polska wersja Steviego Wondera pod prysznicem czy początkujący mąż, żeby wymienić kilka. W CV miałem jednak białą plamę w miejscu przeznaczonym na „tester suplementów”. Dzięki Amarok Nutrition i Kamilowi Timoszukowi to miejsce nie jest już puste.

DROGI CZYTELNIKU, JEŻELI TEKST PRZEKRACZAJĄCY 100 SŁÓW ZALICZASZ DO KATEGORII „EEE PIERDOLĘ, ZA DŁUGIE” i CHCESZ PO PROSTU POZNAĆ ODPOWIEDŹ NA PYTANIE „DOBRY KOKS?” NA KOŃCU UMIEŚCIŁEM SKRÓT SPECJALNIE DLA CIEBIE. NIE MA ZA CO 🙂

Skracając opis sytuacji do minimum doszło do tego w następujący sposób. Trenujemy z Kamilem w tej samej miejscówce – The Box Podlasie (czyt. Białystok uskutecznia krosfity). Kamil dostał od Amarok Nutrition dwa produkty – BE Huge i BE Energized. Producent zakwalifikował je jako mieszczące się w kategorii „robienia masy”. Ponieważ Kamil osiągnął w tej kategorii tytuł Arcymistrz-Sensei już wiele lat temu (teraz biedaczyna konsekwentnie spada w tej klasyfikacji) zaproponował mi wcielenie się w rolę królika doświadczalnego i przetestowanie ich na sobie. Zastanawiałem się czy warto spróbować i czy nie dać Kamilowi w (przepraszam za wyrażenie) ryj za pośrednie sugerowanie, że jeżeli chodzi o masę mięśniową wykazuję pewne deficyty. Odpowiedzi na te pytania brzmiały odpowiednio – „tak” i „niewykluczone”.

 Jeżeli chodzi o moje oczekiwania to kraina masy, przyrostów i obwodów nie jest miejscem, które mnie interesuje (nie pojechałbym nawet, gdyby nie było wiz). Przez sporą część swojego życia zajmowałem się sportem (konkretnie skokiem wzwyż) i najważniejszym standardem jest dla mnie co możesz zrobić używając swojego ciała, a nie to jak ono wygląda. Oczywiście hipokryzją byłoby stwierdzenie, że walory estetyczne są mi zupełnie obojętne. One też mają swoją funkcjonalność, która wbrew obiegowej opinii wykracza poza funkcję przykuwania damskiej uwagi na plaży. Jeżeli widzisz kogoś o wysportowanej sylwetce jest spora szansa, że rzeczywiście jest on wysportowany. Hipertrofia ma swoje miejsce w rozwoju sportowym w każdej dyscyplinie. Mój cel sprowadzał się do założenia – większy mięsień może więcej. Matematycznie mogę to ująć następująco: więcej mięśni = więcej siły = lepsze wyniki. W rozwoju muskulatury widziałem więcej kilogramów na sztandze w dwuboju olimpijskim, siadach, ciągach i wyciskaniach oraz wzmocnienie siłowych ćwiczeniach gimnastycznych. Jaki był efekt finalny?

Łukasz Mróz wagaBE Huge

W świecie suplementacji kreatyna to odpowiednik zaliczenia z dziewczyną trzeciej bazy za małolata. Niby nic wielkiego, ale od czegoś zacząć trzeba, a i wspomina się to z sentymentem. Ćwiczących można podzielić dychotomicznie – na tych, którzy już brali kreatynę i tych, których jakiś ziomeczek do wzięcia jeszcze namówi.

BE Huge jest matrixem kreatyn (fajowe słówko używane dla zastąpienia szarego „mieszanka”). Ponieważ sam miałem wiele kontaktów z różnymi postaciami kreatyny, nie oczekiwałem specjalnych rezultatów po tym produkcie. Kreatynę traktowałem zawsze jak witaminę C. Jasne, działa i warto brać, ale nie oczekuj wyleczenia nią złamania ręki. Dlatego mocno się zdziwiłem, kiedy po zeżarciu całego opakowania stanąłem na wagę, żeby wysłać materiał zdjęciowy „after” Kamilowi. Według wagi stanęło na niej 1,9 kg więcej Łukasza niż przed wzmiankowanym zeżarciem. To wszystko przy braku zmian w trybie żywienia, a nawet przy obcięciu ilości czasu na trening i sen przez urwanie dupy na tle zawodowym. Wyniki siłowe też poszły jak dzik w sosnę. Jako test na początku stosowania BE Huge założyłem sobie zarzut do siadu (w ju-es-ej znany jako clean, a w krosfitach jako squat clean). Wprawdzie nie udało mi się wstać z celowanym 130 kg, ale już 127,5kg mnie nie przycisnęło do pomostu. Zgodnie z zapiskami dziennika treningowego miesiąc wcześniej zarzuciłem sztangę ważącą 120 kg. Biorąc pod uwagę progres na poziomie 7,5 kg miesięcznie wyliczyłem, że do olimpiady w Rio w 2016 będę miał w zarzucie 262,5 kg i złoto w kieszeni. Największym plusem BE Huge jest to, że działa. Ma też dwie mniej istotne zalety – bardzo dobrą cenę i smak (w sensie, że w ogóle ma smak i do tego dobry; przywykłem do ekonomicznych, bezsmakowych wersji kreatyny, więc ta opcja była miłą odmianą).

Łukasz Mróz sylwetkaBE Energized

W związku z zawodowym urwaniem dupy, o którym wspomniałem powyżej aktualnie udaje mi się wcisnąć w tygodniu trzy sesje treningowe, które wykonuję dosłownie z zegarkiem w ręku i przy założeniu, że co by się nie działo po upływie godziny pędzę pod prysznic (wyjątkiem jest 90 minut niedzielnej koszykówki, które traktuję jako trening wydolnościowy). Ponieważ w krótszym czasie próbuję wcisnąć dotychczasową objętość treningu momentami robi się dość intensywnie. W związku z tym z uśmiechem przyjąłem 2kg węglowodanów od Amarok Nutrition. BE Energized popijam w czasie sesji treningowych, traktują to jako bezpośrednie dorzucanie węgli do pieca. Ponieważ nie wychodzę z założenia, że celem tego tekstu jest obowiązkowe przyklaśnięcie testowanym produktom mogę napisać wprost, że nie dostrzegam odczuwalnej różnicy w osiągach mojego organizmu przy stosowaniu suplementu. Nie zauważyłem zmian w wydolności. Zarówno w opcji „bez” jak i „z” po ostatnim powtórzeniu siadałem mokry na glebie, dysząc jak parowóz.

Plusem, który zauważyłem było natomiast działanie odżywki po treningu. Po mocniejszych sesjach (jeżeli kogoś interesuje czym według moich standardów jest intensywna sesja, mogę podzielić się przykładami ze swojego dziennika treningowego) zazwyczaj załącza mi się ogromna ochota na słodzony napój. Traktowałem to zawsze jako smętne wołanie organizmu „dajjjjjjjj cuuuuuuukruuuuu parówooooo….”. Wypijanie końcówki BE Energized po prysznicu wyłączyło to ssanie. Nieco lżej czułem się też wieczorami, po powrocie z boxa do domu. Aha – warto odnotować, że produkt ma dobrą relację cena-jakość.

OBIECANY SKRÓT DLA JEDNOSTEK Z SYNDROMEM CZYTELNICTWA NISKOOBJĘTOŚCIOWEGO

Z całej operacji stosowania BE Huge i BE Energized wyszedłem na naprawdę duży (i nie zakładany przeze mnie) plus. Konkretnie plus 1,9 kg na wadze i 7,5 kg na sztandze w zarzucie do siadu. Jeżeli porównacie zdjęcie mojej sylwetki, które zrobiłem po testach z tym, które Kamil wrzucił jakiś czas temu w tekście o początku naszej współpracy rzuci Wam się w oczy, że także w tym zakresie zaszła duża zmiana – zmieniłem aplikację do robienia zdjęć. Jeżeli chcesz się wzmocnić siłowo i wagowo – w BE Huge zainwestuj koniecznie, w BE Energized opcjonalnie

P.S. Drogie Amarok Nutrition – w planach mam dociągnięcia zarzutu do 136 kg (300 funtów, ładna liczba). Gdybyście potrzebowali kogoś do wypróbowania Be Powerful i Be Strong to Kamil ma mój numer 😉

Czy muszę jeszcze dodawać coś więcej? Niech cisza będzie najlepszą puentą tego tekstu…