fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Baltic Mission Complete

dodany przezKamil Timoszuk 17 listopada 2014 0 Komentarzy

Łotwa to jest jeden z tych krajów, który leży stosunkowo blisko Polski, ale jakoś wcześniej nie było mi po drodze aby go odwiedzić. Ten fakt uległ jednak zmianie w ostatnim czasie, kiedy okazało się, że to właśnie na Łotwie a dokładniej w Rydze, odbędą się duże crosfitowe zawody o nazwie The Baltics Throwdown. Nie mogłem dopuścić do tego aby mnie to ominęło.

CF Podlasie to coś więcej niż miejsce, gdzie każdy może przyjść i poćwiczyć. Od dłuższego już czasu skrót CFP oznacza coś znacznie więcej i czymś więcej w rzeczywistości jest. Za tym skrótem stoją przede wszystkim ludzie. Różni ludzie z często różnych bajek, jednak jak się okazuje nie przeszkadza to w tym, aby byli oni nie tylko świadkami, ale także i współtwórcami fajnych chwil, które zapadają w pamięci na bardzo długo. Niemal już flagową specjalnością są wyjazdy wszelkiej maści, które są sygnowane logiem CFP. Przez ostatnich kilka miesięcy działalności boxa, takich akcji nazbierało się już kilka. Głównie ma to miejsce za sprawą kolejnych zawodów organizowanych w Polsce takich jak Rodeo w Poznaniu, czy też Garage Gamesy w Łodzi. Kwestią czasu było to, kiedy będzie okazja do pierwszej wyprawy poza granice naszego kraju.

Główni coachowie w CF Podlasie są nie tylko świetnymi trenerami , ale także sami trenują, aby móc co jakiś czas mierzyć się z innymi crossfiterami. Stąd też decyzja aby wziąć udział w eliminacjach do imprezy o nazwie The Baltics Throwdown. Imprezy, która już na starcie zapowiadała się ciekawie, i jak się w ostateczności okazało, taką właśnie była. Dzięki dobrym wynikom, zarówno Damian Truchel jak i też Michał Zalewski mogli cieszyć się z awansu do zawodów głównych. Oprócz nich z Polski do Rygi przyjechał jeszcze Mateusz Faliński z opolskiej CrossFit Valkyria oraz Piotr Wroński z warszawskiego CrossFit Ad Alta. Kiedy tylko pojawiła się informacja o ostatecznej liście startowej było wiadomo, że zawodnicy z Podlasia pojadą z silną grupą wsparcia czyli jak zwykle 😉

17 osobowa ekipa CFP podzieliła się na dwie tury. Pierwszy 9-osobowy skład, w tym dwójka zawodników, pojechał już w piątek, tak aby móc spokojnie odpocząć przed startem i w sobotę dać z siebie wszystko. Druga ekipa, której członkiem byłem także ja, wyruszyła niemal równo o północy, tak aby na rano dotrzeć na miejsce oddalone o trochę ponad 500 kilometrów od Białegostoku. Sama droga minęła dosyć spokojnie, a nawet czasami aż za spokojnie. Szczególnie u naszych wschodnich sąsiadów czyli Litwinów i Łotyszy, gdzie na drogach nie warto pędzić, bo może to drogo kosztować. Dosłownie. Jednak wszystkim humory dopisywały, a więc droga minęła stosunkowo szybko. Sama Ryga jako miasto, już od samego wjazdu zrobiła na mnie dobre wrażenie. Nie mogło być jednak inaczej, skoro już na wjeździe okazało się, że posiada ona swoistą wieżę Eiffla 😉

The Baltics Throwdown 1

Poza tym miasto ma do zaoferowania kilka jeszcze innych fajnych miejsc, ale o tym napiszę już w innym tekście. Od samego wjazdu do Rygi najważniejszy był dla nas box, gdzie za kilkadziesiąt minut miały zacząć się wielkie crossfitowe zmagania. Ja osobiście byłem ciekaw czym zaskoczy mnie kolejne tego typu miejsce, które mam okazję odwiedzić na świecie. Trochę czasu nam zajęło zanim trafiliśmy pod adres, którego GPS nie mógł specjalnie znaleźć. Jednak nasz zmysł orientacji oraz pomoc uzyskana „na migi” od miejscowego człowieka, doprowadziła nas szczęśliwie do celu. Po raz kolejny okazało się to, że miejscem gdzie CrossFit czuje się najlepiej nie jest „modny” klub fitness czy inna typowa siłownia. Box o nazwie CrossFit Teika mieści się bowiem w opuszczonej hali, w której mogę się założyć, że wcześniej była jakaś fabryka czy też warsztat. Świadczą o tym choćby wielkie stalowe belki umieszczone pod sufitem i zwisające też z nich haki, które robią klimatyczną robotę.

The Baltics Throwdown 2

Od wejścia już było czuć, że warto było się wybrać tyle kilometrów, tylko po to aby być w odpowiednim miejscu i czasie. Ściany dużego boxa były przyozdobione różnego rodzaju napisami, hasłami, grafikami czy też koszulkami, które zwisały spod sufitu. Siedzenia dla gości na recepcji były zrobione z wielkich opon, które ktoś tam kiedyś wtoczył. Szatnie dla zawodników w CrossFit Teika mieszczą się w kontenerze, przystosowanym do tego celu. W trakcie zawodów kontener ten świetnie też się spisywał jako podest dla ludzie z aparatami czy też kamerami. Fajną organizacyjną rzeczą były też kolorowe opaski jakie dostawali na wejściu zawodnicy oraz kibice. Pozwalały one bowiem bez problemów wchodzić i wychodzić z boxa. Na wejściu każdy też otrzymywał takie osłony na buty, które mi jednoznacznie kojarzą się ze szpitalem. Tego pomysłu jednak nie pochwalam, ponieważ owe kapcie bardzo często się rwały i zmienianie ich co chwilę nie było specjalnie wygodne. Ja odpuściłem robienie tego po jakimś czasie, a później zrobili to nawet sami organizatorzy. Niestety nie odpuścili oni w temacie hasła do WiFi w boxie, którego nie chcieli mi udostępnić pomimo kilkukrotnych próśb. Próbowałem jeszcze kilkukrotnie samodzielnie zgadnąć hasło do sieci, ale nie udała mi się ta sztuka. Dlatego też nie doszła do skutku planowana przeze mnie relacja „prawie live” na moim fanpage. No cóż, z techniką i ludźmi czasami nie wygrasz.

The Baltics Throwdown 3

Najważniejsze więc tego dnia było to, aby pomóc chłopakom zarówno z CFP jak i też dwójce pozostałych Polaków w tych zawodach, aby osiągnęli oni jak najlepsze wyniki. Pierwszy WOD zbliżał się nieuchronnie, a było to coś czego nie lubi wiele osób, a także nie umie. Wiosłowanie wraz ze skakaniem podwójnych, a także i potrójnych skakanek, to zestaw, który jest w stanie rozłożyć na łopatki wiele osób.

WOD I

20 minut AMRAP
4km ROW
190 Double Unders
10 Triple Unders

Wiosłowanie to jest jedna z tych konkurencji w których wyższe osoby mają trochę ułatwione zadanie. Jako, że Michał Zalewski ma ponad 2 metry wzrostu, to nie mógł być on specjalnie zmartwiony takim zadaniem. Co innego Mateusz Faliński, który niedobór centymetrów nadrabiał wieloma innymi echami. I o to chodzi! Michał zaś był swoistą ciekawostką, ponieważ już przed startem ustalił on sobie tempo w jakim będzie płynął i trzymał się go z żelazną konsekwencją. To tez sprawiło, że jego pływanie wyglądało z boku tak, jakby robił to w prawdziwym trybie slow motion 🙂 Przez to też był pewnym „zjawiskiem”, które nawet przychodzili oglądać inni sędziowie. Wiadomo tez było, że na wiosłach tego WOD-a się nie wygra. Tu decydująca była skakanka. Ta zaś poszła już na tyle dobrze, że udało się jeszcze wrócić na wiosła i dorzucić jeszcze 150 przepłyniętych metrów do całkowitego wyniku. To dało mu 5 miejsce w klasyfikacji po pierwszym WOD-zie. A tak wyglądała walka Damiana „ważki” Truchel z wiosłami i skakanką.

Triple unders to nie jest coś, co jest już w kanonach większości crossfitowych zawodów na świecie. Nawet na Gamesach jeszcze nie zdecydowano się na to, aby umieścić to w jakimś zestawie ćwiczeń. To też pokazuje, jak wysoko wisiała sportowa poprzeczka na tej imprezie. Kolejne WOD-y natomiast nie były wcale lżejsze.

WOD II

3 Rope climb
Dead Lift / Clean & Jerk / Snatch Ladder

Druga konkurencja kategorii RX moim zdaniem była jedną z ciekawszych tego dnia. A nawet jeśli nie najciekawszą, to najbardziej taktyczna powiedziałbym. Dlaczego? Głównie dlatego, że w tej konkurencji liczyła się nie tylko technika czy też siła, ale także myślenie. Powodowały to przede wszystkim zasady jakie zastosowali tym razem organizatorzy. WOD polegał na tym, że każdy z zawodników, którzy startowali w kolejności od najsłabszego do najlepszego po pierwszym WOD-zie, musieli na początku wspiąć się 3 razy na linę. Ta była punktowana po 10 punktów za jedno wejście. Dopiero wtedy było można zacząć walczyć z drabiną rozpoczynająca się od 70 kilogramów, a kończącą na 130. Na każdą stację było przeznaczonych 30 sekund i po 10 sekund na odpoczynek między nimi. W drabinie punktacja wyglądała zaś następująco – Deadlift 5pkt, Clean & Jerk 15pkt oraz Snatch 20pkt. Jeśli ktoś spalił próbę na którejś stacji, to mógł jeszcze do końca przeznaczonego czasu wykonywać kolejne martwe ciągi, które były nagradzane po 1 punkcie każdy. I w taki oto sposób uzyskiwano końcowy wynik danego zawodnika. Gdy teraz o tym pisze to wydaje się to dość skomplikowane ale w rzeczywistości oglądało się to świetnie. Tylko czasem nie było wiadomo gdzie oczy podziać.

Pobite rekordy życiowe chłopaków z CF Podlasie są najlepszym dowodem na to, że do zawodów w Rydze byli oni przygotowani perfekcyjnie. Obaj też dzięki uzyskanym wynikom znajdowali się w czubie klasyfikacji generalnej swojej kategorii zwanej RX. Po zakończonej rywalizacji wszystkich czekała ponad 2-godzinna przerwa, którą można było spokojnie wykorzystać na zalogowanie się w hotelu. Chęć położenia się i odespania choćby godziny w tymże hotelu przegrała jednak z rozsądkiem i zarazem obawą, że mogę nie wstać o czasie. Dlatego też kilkudziesięcio godzinny maraton bez snu „unbroken” trwał w najlepsze 🙂

Po powrocie do boxa na trzeciego eliminacyjnego WOD-a wszyscy poznali jego wytyczne. Te natomiast wyglądały tak.

WOD III

21-15-9 / TC: 4 minuty
100kg Deadlift
Hand Stand Push Up Deficit

Z tym WOD-em wiązała się jedna z kontrowersji odnośnie sędziów, którzy pracowali tego dnia przy zawodach. Mianowicie przed startem sędzina, która sędziowała dla Michała Zalewskiego (pierwszy od lewej na poniższym filmie) nie sprawdziła z nim standardów wykonywania ćwiczeń. Przez też dopiero w trakcie kiedy Michał zrobił dwa no repy okazało się, że ręce musi on trzymać na samym środku talerzy od sztang. Biorąc pod uwagę, jak wąsko były rozstawione owe talerze i jak wysoki jest Michał, niemal na starcie był on na straconej pozycji. Pomimo tego starał się walczyć do końca.

Słaby wynik nie spowodował jednak tego, że Michał wypadnie z dalszej walki. Dla Mateusza Falińskiego oraz Damiana Truchel poszło znacznie lepiej, i dlatego też cała trójka awansowała do półfinałów. Pierwszy sukces tego dnia stał się faktem.

Po trzech eliminacyjnych konkurencjach była kolejna chwila oddechu aby wszyscy mogli trochę odetchnąć. W tym także czasie rywalizowali sportowcy z innych kategorii, których ja przyznaję się bez bicia nie śledziłem tego dnia tak bardzo jak tej najwyższej. Wołałem ten czas poświęcić na dotlenianie się na podwórku aby nie zasypiać niemal na stojąco 😉 A na tymże podwórku stały na przykład dwa bardzo fajne samochody. Pierwszy z nich to był transport ekipy z Opola, która dotarła do Rygi w 14 godzin i za to kieruję w ich stronę duże słowa uznania. Drugi zaś wehikuł był niejako cateringiem, który podjechał pod boxa w czasie zawodów. Jedzenie jakie tam serwowano było naprawdę pierwszorzędne. Moja faworytka to zdecydowanie zupa grzybowa z grzankami. Omomom 😉

The Baltics Throwdown 4

Wracając jednak do zawodów, to WOD półfinałowy zawierał w końcu drążki w różnej postaci, bez których takie zawody obyć się raczej nie mogły.

WOD IV – Semifinal

AMRAP 8 minut
50 Box Jump 75cm
40 Toes To Bar
30 Push Press 50kg
20 Front Squat 60kg
10 Chest To Bar

Rozstrzał ćwiczeń w tym WOD-zie był na prawdę duży. Jednak taki jest CrossFit i trzeba być gotowym na wszystko. Niestety tutaj znowu nie popisała się do końca jedna z pań sędzin, która w pewnej chwili nie ogarnęła sytuacji i tego, że Michał Zalewski wykonuje źle ćwiczenie. Dopiero pomoc innego zawodnika, który podszedł do niej i zwrócił jej na to uwagę, zmieniło sytuację. Niestety zarówno Michał jak i większość osób na trybunach zawrzała. CrossFit na zawodach to w dużej mierze emocje, a te sięgnęły zenitu i sprowokowały kilka słów, które w tamtych chwilach wielu z nas cisnęły się na usta. Jednak ja osobiście to rozgrzeszam 😉

Pomimo tego, że sam Michał nie ma pretensji o tę sytuację do pani sędziny, to mi ona nie daje spokoju. Nie daje mi spokoju fakt, kto tu bardziej zawinił – sędzina, która nie pouczyła już po pierwszym thrusterze zawodnika, czy zawodnik który powinien pamiętać o tym co w danej chwili powinien robić? Michał miał też to „nieszczęście”, że doszedł do sztangi jako pierwszy, a więc nie miał on nikogo obok siebie, na kogo mógłby zerknąć i zobaczyć, że coś robi źle. No ale cóż, jest to na pewno kolejne ważne dla niego doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości. Damian Truchel już takich kłopotów nie miał i półfinale poszedł jak przysłowiowy „dzik w żołędzie” 🙂 Film z jego występem, oraz kilkoma innymi tutaj nieopublikowanymi, jest do zobaczenia na moim kanale YouTube.

The Baltics Throwdown 5

W taki też oto sposób awans do finału stał się faktem. Zarówno Mateusz Faliński jak i Damian Truchel znaleźli się tam całkowicie zasłużenie. Przed ostateczna rozgrywką było już wiadomo, że Damian poniżej trzeciego miejsca nie spadnie, a więc mógł on go wykonać na dużym luzie, bawiąc się nim przy okazji. To że tak zrobił, było bardzo dobrze widać już na samym początku 😉 A w finale na wszystkich czekał taki oto zestaw.

WOD V – Final

TC: 7 minut
1-3-6-9-… Thruster 75kg
1-3-6-9-… Muscle Up
1 Rope Climb

Mocne rzeczy zaserwowali organizatorzy na koniec tego I tak już ciężkiego dnia. Jednak takie są prawa zawodów, że trzeba walczyć do samego końca. I tak też było w tym przypadku, kiedy o wyniku trzeciego WOD-a decydowały pojedyncze powtórzenia. Był ogień!

To było idealne zwieńczenie tego kapitalnego dnia. Trzecie miejsce na podium w międzynarodowym debiucie to wynik, który przed przyjazdem każdy brał by w ciemno. Zwycięzca zawodów czyli Casper Gammelmark był poza zasięgiem reszty stawki. Po zawodach jednak znacznie lepiej widać jak duży jest to sukces. Jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze końcową 10 lokatę Mateusza Falińskiego, 17 Michała Zalewskiego oraz również trzeci stopień podium w kategorii Beginners Piotra Wrońskiego, to można śmiało stwierdzić, że w sobotę cały polski CrossFit odniósł poważny sukces. Jest to też idealny dowód na to, że ciężką pracą można osiągnąć bardzo wiele.

Reszta tego dnia minęła już tylko w pozytywnych nastrojach. Tak dobrych, że aż dziwne, że nikt z obsługi hotelowej nie miał do nas o to pretensji. No ale cóż, jak to mówią „Train Hard – Party Harder” lub też „Całe życie na RX-ie” 😉

W taki też sposób kolejna eskapada z CF Podlasie przeszła do historii. Historii, która oczywiście się nie kończy, a tak naprawdę dopiero zaczyna. Nikt chyba nie wątpi w to, że będzie jeszcze sporo okazji aby przeżyć tak fajne chwile, w tak fajnych miejscach, i z tak fajnymi ludźmi jeszcze nie raz. Jednak pierwsze sukcesy zdarzają się tylko raz i fajnie jest być ich częścią i obserwatorem jednocześnie.