fbpx
O wszystkim

1 procent to wolny wybór

dodany przezKamil Timoszuk 2 lutego 2017 0 Komentarzy

Ból dupy, hejt, plucie jadem – tak wiele pięknych uczuć może wywołać w Polakach jedna informacja, która nie ma kompletnie żadnego znaczenia w ich życiu. Ale skoro nadarza się dobra okazja, to dlaczego by komuś nie przywalić, prawda?

Wystarczyły zaledwie trzy dni od wrzucenia do internetu informacji o tym, że chciałbym w tym roku zebrać fundusze na swoje operacje, abym dowiedział się co ludzie mają w swoich głowach. Nauczony nie jednym doświadczeniem, mogłem się tego spodziewać. Nie sądziłem jednak, że w kilku przypadkach ludzie wykażą się takim brakiem umiejętności myślenia. Na szczęście nie można tego powiedzieć o każdym, bo w tym samym momencie kiedy tak bardzo kilka osób jest oburzonych, w tym także kolejni z was piszą do mnie mniej lub bardziej oficjalnie i popierają. Tak to już jednak jest, że krzykaczy zawsze widać bardziej. Dlatego też dziś w kilku krótkich słowach, szybkie wyjaśnienie z mojej strony i dalej robię swoje. Bo tak to już jakoś jest, że nie przywykłem przejmować się internetowymi szczekaczami.

Jednym z pierwszych i chyba najbardziej ordynarnych oskarżeń jakie usłyszałem od momentu ogłoszenia przeze mnie zbiórki 1% było to, że jestem wyłudzaczem, a nawet złodziejem. Ciekawe, że piszą to często ludzie, którzy w momencie pisania tych słów nawet jeszcze nie pracują, a więc ich to kompletnie nie dotyczy. Natomiast tak bardziej merytorycznie, to zbiórka 1%, może nie każdy wie, ale nie są to jedynie zbiórki na chore dzieci, które bez tego procenta umrą. Odkąd wprowadzono taką możliwość, aby polski podatnik decydował o tym gdzie trafia jeden procent zarobionych przez niego pieniędzy, cele akcji były bardzo różne. Są to na przykład zbiórki na profesjonalne kluby sportowe, które w swoim pierwotnym założeniu powinny zarabiać na siebie, czy też różnego rodzaju wojaże różnych grup ludzi po całym świecie. Co ciekawe, nie jestem też pierwszą osobą z polskiego środowiska CrossFit, która organizuje taką zbiórkę na swoje potrzeby. Oszczędzę jednak pisania o kogo chodzi, żeby oszczędzić jej ewentualnych przykrości. Jednak tak się utarło w polskim społeczeństwie, że 1% to jest równoznacznik pomocy charytatywnej. Takie niemal przedłużenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I oczywiście chore dzieci zawsze będą wzbudzać większe emocje, a przez to będzie łatwiej przekonać podatnika, aby to właśnie na taki cel poszły jego pieniądze. Jednak ku być może zdziwieniu wielu osób, jest jeszcze parę innych Organizacji Pożytku Publicznego, które w tym roku będą prosić na inne cele. Takich OPP w tym roku jest dokładnie 8531, a każda OPP ma kilka lub kilkanaście wyznaczonych celów zbiórek. Czy uważacie, że każda z nich to zbiórka na chore dziecko?

Tak więc wracając do tematu, to że daję każdemu wolną wolę i jedynie MOŻLIWOŚĆ przekazania 1 procenta, nie jest równoznaczne z tym, że kradnę tej osobie z portfela czy też wyłudzam od niego pieniądze. Każdy doskonale wie, na co zbieram i na co będzie wykorzystana zebrana kwota. Co więcej, każda wielce oburzona osoba, tych rzekomo wielkich pieniędzy sama nawet nigdy na oczy nie zobaczy. Śmiem nawet twierdzić, że z takim nastawieniem nie odda tego 1 procenta ani mi, ani nikomu innemu. Poza tym suche fakty z ubiegłego roku pokazują jedno. 1 procent swoich podatków oddaje zaledwie niecała 1/3 społeczeństwa. W realnym rozrachunku daje to przekazanie na różne cele, trochę ponad 600 milionów złotych w 2016 roku. Tak więc licząc czysto szacunkowo, do zagospodarowania pozostaje jeszcze około miliarda złotych, na wiele różnych inicjatyw jakie tylko przyjdą do głowy kolejnym ludziom. Nic więc dziwnego, że niemal w każdej z fundacji z jaką kontaktowałem się w ostatnim czasie, słyszałem stwierdzenie, że im więcej będzie takich akcji tym lepiej. Sprowadza się też do tego, że każda z takich akcji zwiększa świadomość obywateli o tym, że mogą realnie zadecydować o tym, gdzie trafią ich pieniądze. Ale niektórzy wolą raczej sobie ponarzekać i wylać wiadro pomyj na kogoś.

Pojawiły się też głosy dotyczące tego, że 1% podatku to zdecydowanie zły pomysł jeśli chodzi o zbiórkę, a znacznie lepszym byłby na przykład crowdfunding. Jeśli ktoś doczytał to co miałem wcześniej do napisania, lub też po prostu przeczytał opis wydarzenia na Facebooku, to doskonale wie, że dzięki wspierającej mnie Fundacji Studenckiej Młodzi Młodym, wpłata normalnej gotówki jest także możliwa. Nie różni się to niczym innym od tego, co oferują wszelkiej maści portale specjalizujące się jedynie w crowdfundingu. Co więcej, moja fundacja z ewentualnych wpłat nie zabiera dla siebie ani grosza, czego nie można powiedzieć o crowdfundingowych akcjach, gdzie organizator zawsze kasuje od zebranej kasy jakiś procent. O tym jak to się stało, że w ogóle doszło do całej tej zbiórki w moim przypadku, pisałem już TUTAJ i dlatego nie zamierzam się powtarzać.

A na koniec zostawiam sobie zarzut – wisienkę na torcie, czyli porównywanie lub sprowadzanie mojego problemu pozbycia się skóry, do poziomu pierwszej lepszej dziuni, która wymyśliła sobie że powiększy usta lub cycki. Nie zamierzam tutaj po raz kolejny opisywać swojej historii i tego jak to się stało że jestem w tym miejscu, a nie innym. Kto chciał się tego dowiedzieć to już dawno to wie, a temu komu jest to obojętne nie ma sensu głowy zawracać. Widzę tu jednak typową prawidłowość dla tego typu zachowań, a mianowicie:

Nie wiem, nie znam się, a więc tym bardziej się wypowiem

Bo dokładnie tak to wygląda, kiedy osoba, która nigdy nie miała problemów z otyłością i nie ma zielonego pojęcia o tym z czym to się wiąże, zaczyna pouczać tych, którzy znają to od podszewki. Ja mówiąc szczerze spotkałem się z tym nie raz w ciągu 32 lat swojego życia, i dlatego dziś po mnie wiele tego typu słów po prostu spływa. Jednak drodzy hejterzy, zastanówcie się może czasem jak wiele krzywdy robicie setkom, a nawet tysiącom ludzi, którzy borykają się z podobnym problemem. Nie macie prawa oceniać takich osób i ich motywacji dopóki, nie znajdziecie się w ich skórze. I to nie są tak jak uważacie jakieś noł nejmy, tylko realni ludzie, którzy też czują. Ale co to was szczekaczy obchodzi, prawda? Najważniejsze, że wy wyrzucicie z siebie swój jad.

W takich chwilach proponuję wam też może popatrzeć na to wszystko z zupełnie innej strony. Z tej w której, ku waszemu rozgoryczeniu, udaje mi się zebrać potrzebne fundusze, a tym samym dochodzi do operacji. A operacja to przecież tak wiele szans i możliwości aby coś mi się stało, aby coś poszło nie tak… Czy nie cieszy was taka cudowna wizja?