Foto & VideoO wszystkim

Zima bez WIML się nie liczy

dodany przezKamil Timoszuk 15 października 2017 0 Komentarzy

10 lat to spory kawał czasu. W ciągu takich 120 miesięcy można spokojnie zdziałać wiele fajnych akcji o zasięgu wykraczającym poza wiele sfer. Jedną z takich akcji kontynuowaną od takiego szmatu czasu zdecydowanie jest Winter Is My Love. Dobitna reklama zimy.

Co to jest to całe WIML? W skrócie jest to po prostu festiwal filmów snowboardowych, które są pokazywane na wielkim ekranie. I jeśli jeszcze tego nigdy nie doświadczyłeś, to musisz wiedzieć drogi czytaczu, że wielki kinowy ekran to najlepszy sposób aby tego typu produkcje oglądać. Bo to jest podobna historia jak z filmami science fiction czy innymi Szybkimi i Wściekłymi – niby można to obejrzeć w domowym zaciszu na telewizorze lub ekranie monitora, tylko po co?

Po co to robić, skoro jest taki człowiek jak Ariel Sawczuk z Lublina, który wraz ze swoją ekipą, która mu pomaga poświęca swój czas i energię, aby co roku pasjonaci tego typu kina mogli odlecieć. Tak, odlecieć. Bo wiele załatwionych przez tego pasjonata filmów to prawdziwy odlot. I piszę to ja czyli typ z Białegostoku, który z górami ma tyle wspólnego co kura z lataniem, a do jego nóg jeszcze nigdy nie została przytwierdzona deska snowboardowa. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby od kilku już lat rozpoczynać ten zimniejszy okres roku w taki właśnie sposób.

W ciągu tych 10 lat działalności Winter Is My Love impreza zawitała do masy różnych miejsc. Często są to miasta, które kompletnie nie kojarzą się z tego typu zimowymi klimatami. A jednak, coś sprawia, że właśnie i tam trafiają się pasjonaci deski czy też dobrego kina, którzy chcą spędzać czas w taki oto sposób. Po tym jak przez kilka lat WIML gościł w Białymstoku, tak w tym roku po raz drugi z rzędu zmuszony zostałem do wyruszenia w Polskę. Tak aby mieć możliwość uczestnictwa w tym festiwalu. A skoro już podejmuję takie kroki, to staram się aby trafiać na te wersje WIML, gdzie w ciągu dwudniowej imprezy pokazywane są wszystkie filmy. W tamtym roku był to ostatni na trasie Lublin. W tym roku była to pierwsza Warszawa. Stolica, która jak przyznaje sam Ariel, jest chyba najtrudniejszym do zorganizowania przystankiem. Dlaczego? Ponieważ to właśnie Warszawa jest na samym początku. Biorąc natomiast pod uwagę fakt, że wiele z pokazywanych filmów swoje premiery ma właśnie na tym festiwalu, to samo sprowadzenie ich na czas wymaga sporej gimnastyki organizacyjnej. Po tylu latach treningu Ariel i jego ekipa mają to na tyle obcykane, że z mniejszymi czy większymi problemami jednak udaje się to zawsze. #SzanujęTo

Fot. Igor Swieczak, hardway.pl

PEŁNA GALERIA ZDJĘĆ Z WIML 2017 W WARSZAWIE

W tym roku niestety z powodów powiedzmy to czasowo-organizacyjnych, mogłem zobaczyć tylko 6 z 8 wyświetlanych produkcji. Na pełnej liście tegorocznych filmów znalazły się takie oto tytuły:

Heart Films – Beyond (Japonia, 2017)

Different Direction – Odyssey (Austria, 2017)

Transworld Snowboarding – Arcadia (Świat, 2017)

Isenseven – Teenage Love Graffiti (Niemcy, 2008)

Picture Ogranic Clothing – In Gora (Francja, 2017) / 44 min

Bigosnowboards – El Norkato (Polska, 2017) / 17 min

Arbor Snowboards – Cosa Nostra (USA, 2017) / 32 min

Pirate Movie Production – Distorted Reality (Austria, 2013) / 31min

Który z nich był w tym roku według mojej opinii najlepszy (nie widziałem dwóch ostatnich z listy)? Tak jak w ubiegłych latach miałem problem z takim wyborem, tak w tym jest to dość oczywiste. Moim wyborem jest Transworld Snowboarding – Arcadia. Ten film ma chyba wszystko to co powinna mieć tego typu produkcja, abym ja czuł się usatysfakcjonowany – góry (wolność!), kapitalne ujęcia, świetnych snowboarderów i duża dawkę humoru. Jak dla mnie w tym filmie to wszystko jest. Zresztą sądząc po reakcjach ludzi w trakcie seansu oraz tuż po jego zakończeniu, śmiało mogę chyba przyznać, że nie tylko ja bylem pod pozytywnym wrażeniem 🙂

Drugą produkcją do wyróżnienia jest na pewno ta z naszego podwórka czyli Bigosnowboards – El Norkato. Szczególnie fajne było to, że każdy chętny kto chciał pogadać lub zadać jakieś pytanie autorowi tego dokumentu, to miał taką możliwość na żywo w kinie. Tak samo też fajnym zabiegiem było przypomnienie dla wielu ludzi filmu z 2008 roku od Isenseven pod tytułem Teenage Love Graffiti. Ja w tymże roku nawet nie wiedziałem chyba dokładnie o istnieniu takiej sceny filmowej, a więc fajnie było się cofnąć w czasie i zobaczyć coś takiego. Z reszty atrakcji jakie były do ogarnięcia w warszawskiej Kinotece, na pierwszy plan wysuwa się też wystawa fotek Michała „Breloka” Ligockiego z jego 20-letnich wyczynów na desce. Każde z nich na swój sposób było świetne.

Dlatego jeśli ktoś z was miałby ochotę przeżyć to samo co ja tydzień temu to świetnie się składa, bo tegoroczna trasa WIML dopiero ruszyła. Zostały jeszcze dwa weekendy i cztery różne przystanki. Oto one:

Kraków 20 października: https://goo.gl/NNZEDX
Bielsko-Biała 22 października: https://goo.gl/nEhyK2
Poznań 27 października: https://goo.gl/fgFj96
Wrocław 29 października: https://goo.gl/m8DK8p

Tak więc jeśli się zastanawiacie czy warto zahaczyć o jakiś z nich to natychmiast przestańcie! Zamiast tego szorujcie po bilety i szykujcie się na wieczór pełen wrażeń. I to nawet jeśli nie czaicie jeszcze tych klimatów, to jest spora szansa na to, że jeśli pójdziecie tam z ciekawości, to będziecie tam jeszcze wracać nie raz. Wiem co mówię 😉