CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Wilanowska dopaminacja

dodany przezKamil Timoszuk 27 czerwca 2017 0 Komentarzy

Okres wakacyjny w ostatnich latach stał się ulubionym okresem różnych osób organizujących crossfitowe eventy. Zarówno tych ogólnopolskich jak i tych wewnątrz klubowych. Bo właśnie taka impreza w ostatni weekend w stolicy, zapoczątkowała nadchodzący dużymi krokami maraton.

Fuzje boxów to nie jest coś co zdarza się często, czy to w Polsce, czy także na świecie. Takie przypadki zawsze można rozpatrywać pod różnymi kątami, ale zawsze jest to coś ciekawego. Choćby ze względu na to czy dwie grupy ludzi, którzy robią praktycznie to samo czyli trenują i starają się czerpać z tego jak najwięcej korzyści, są w stanie połączyć siły i od pewnego momentu działać na swój sposób wspólnie. Szczególnie w tak specyficznym środowisku jakim jest środowisko crossfitowe, czyli tam gdzie na aspekt community jest kładziony tak duży nacisk.

Od jakiegoś czasu taki eksperyment dzieje się w Warszawie za sprawą CrossFit Dopamine i CrossFit Wilanów. Dwóch boxów na dwóch krańcach stolicy, które od niedawna mają dwóch właścicieli – Magdalenę Górską i Pawła Piotrowskiego. Jednym z efektów tej fuzji, były właśnie wewnętrzne zawody w ostatni weekend – Fitness Battle 2017. Co ciekawe, nie były to pierwsze łączone zawody tych boxów, ponieważ jako pierwsi swoje siły kilka tygodni temu połączyli najmłodsi, w ramach rywalizacji CrossFit Kids. Tym razem ich trochę starsi koledzy, mieli okazję ponapinać trochę bica i porywalizować ze sobą.

Dla mnie osobiście ta impreza była o tyle ważna, że była swoistym poligonem doświadczalnym. Dlaczego? Ponieważ dosłownie dwa dni przed sobotnimi wydarzeniami, dotarł do mnie mój pierwszy prywatny sprzęt fotograficzny. Bo jak stosunkowo niewiele osób wie, do tej pory wszystkie fotorelacje i inne tego typu akcje, robiłem zawsze pożyczonym sprzętem. Od teraz jednak, sprzęt nie jest już moim żadnym ograniczeniem. Dlatego też mam pełno pomysłów jak mogę go wykorzystać i przede wszystkim jak wiele się jeszcze nauczyć. Zresztą, tekst o mojej dotychczasowej przygodzie z fotografią oraz planami i oczekiwaniami z nim związanymi, mam już gdzieś w głowie. Muszę go TYLKO spisać…

Biorąc jednak wszystkie okoliczności przyrody w tym przypadku, wielkie dzięki należą się z mojej strony dla „szefowej” czyli Magdy Górskiej. To ona powierzyła mi uwiecznienie jej premierowego przedsięwzięcia dla dorosłych trenujących w jej boxach. Czy teraz tego żałuje? Póki co nie dała tego po sobie poznać 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z FITNESS BATTLE 2017

Całe sobotnie zamieszanie odbyło się na Wilanowie, gdzie praktycznie od samego rana bramy boxa CrossFit Wilanów były otwarte dla każdego, kto tylko chciał go odwiedzić. Najliczniejszą grupę odwiedzających tego dnia, stanowili sami zawodnicy, startujący w tej zabawie. I słowo zabawie nie jest tu użyte przypadkowo, ponieważ cała impreza miała właśnie taki klimat. Ciężko było tu wyczuć taką, typową głównie dla ogólnopolskich imprez spinę, ukierunkowaną na zwycięstwo bez względu na wszystko. Jeśli ktokolwiek oczekiwał czegoś takiego to sorry, nie tym razem. Z drugiej jednak strony nie można też powiedzieć, że podczas takiego dnia zmagań żadnych emocji. Wewnątrz klubowe zawody, gdzie zawsze są stworzone jakieś podgrupy, właśnie na takich imprezach mogą sobie wyjaśnić wszelkie piętrzące się każdego dnia „niedomówienia” 😉 Najbardziej kolorową, choć ubraną solidarnie w białe koszulki, była ekipa CrossFit VValenie. Odłam CrossFit Dopamine, który jak się można dowiedzieć z ich fanpage, dorobił się nawet własnego hymnu 😀

Całe zawody były podzielone na 5, a właściwie to nawet 6 kategorii. Open (panie i panowie), Masters (panowie), Rx (panie i panowie) oraz Wheels. W ostatniej z kategorii startowała tylko jedna zawodniczka, podopieczna Ksawerego RajpertaWiktoria Kowalczyk. Jednak i tak na jej zmagania, ramię w ramię z przedstawicielami innych kategorii, patrzyło się z dużą przyjemnością i największym uznaniem. Na wszystkich zawodników czekały dwa workouty w wyniku których wyłaniani zostali najlepsi, którzy awansowali do wielkiego finału. Na dwa pierwsza zadania składał się jeden 8-minutowy AMRAP oraz 3 rundy na czas.

Poziom prezentowany przez zawodników był chwilami mocno zróżnicowany. Jednak jak sami organizatorzy zastrzegali i uczulali samych startujących – jeśli coś było dla kogoś za ciężkie, to można było to sobie w trakcie skalować. Był to zdecydowany ukłon w stronę tego, że w tych zawodach od końcowego wyniku, znacznie bardziej liczył się sam udział. Patrząc jednak na to jak wiele sił, energii i poświęcenia dali niektórzy, to śmiało można powiedzieć, że wszystko było robione tego dnia na sto procent. Widać to było głównie po osobach, którym być może brakuje jeszcze sprawności, umiejętności lub wytrzymałości. Co jednak najważniejsze i najfajniejsze, to nie brakuje im serca do rywalizacji, a to czasem jest właśnie na pierwszym miejscu.

O ile w pierwszym workoucie ciężko było zaobserwować jakieś większe emocje, tak w drugim tych było już naprawdę wiele. Z jednej strony dlatego, że walcząc z kimś ramię w ramię, widać było dokładnie, kto prowadzi wyścig, a kto musi gonić. Poza tym to ten workout decydował o tym, kogo zobaczymy w wielkim finale. Tym samym połączenie sztangi z wydolnością i gimnastyką w jednym workoucie, a także okraszone uciekającym czasem, było dla wielu uczestników niemal zabójcze. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie lekko 😉

Jak się też okazało dwa workouty nie wystarczyły do tego, aby jednogłośnie ustalić finałową kolejność. Dlatego do wyłonienia topowych zawodników i zawodniczek były potrzebne dogrywki. Na tych którym najlepiej poszło wspieranie się na ketlach lub wiszenie na drążku, czekał wielki finał. A w nim lina, kamizelki z obciążeniem i inne ciężkie atrakcje.

Niektórym zawodnikom po całym dniu zmagań ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa i przez to musieli rezygnować z walki dając wygrać ze sobą takiej na przykład niepozornej linie. Poza tym jednym z największych bohaterów tego dnia został zwycięzca kategorii Rx – Kamil Kubica. To właśnie on przez cały finałowy workout, starał się trzymać blisko prowadzącej czołówki. Jednak na kończące ten workout muscle upy, wchodził jako ostatni. To jednak w jakim stylu wyprzedził wszystkich, prezentując swoje gimnastyczne umiejętności, zasługuje na wielkie brawa. Po tym co zobaczyłem aż dziwne zdaje mi się to, że podobno ten chłopak nigdy nie miał nic do czynienia z gimnastyką na bardziej profesjonalnym poziomie.

Świetnym zakończeniem zaś całych zawodów okazała się walka nie z rywalami, a bardziej samym sobą i oczekiwaniem zebranych dookoła kibiców, Maćka Sobolewskiego. Zawodnika, któremu przez dłuższy czas muscle upy po prostu nie wchodziły. Ale przy wsparciu kolegów…

Tym pozytywnym akcentem można było zakończyć sportową część soboty, po której pozostało jeszcze rozdanie wyróżnień i głównych nagród. Te zaś trafiły do rąk osób, które tego dnia ewidentnie sobie zapracowały. Mam tu też na myśli sędziów, którzy przez cały dzień dbali o poprawność prowadzonych zawodów. Bo to że jakieś zawody są mniejsze lub mniej medialne, to jak pokazał przykład Fitness Battle 2017, nie musi automatycznie oznaczać tego, że i sędziowanie musi być traktowane po macoszemu.

Ja natomiast ciesze się, że dzień spędzony w Warszawie, na pewno będę zaliczał do tych bardziej udanych. Bo może i od wewnątrz klubowych zawodów nie można wymagać nie wiadomo czego. Dobrze jest jednak widzieć, że ludzie którzy zabierają się za takie przedsięwzięcia, nie robią tego na odwal, a bardziej z myślą o fajnej zabawie własnych podopiecznych. Takie działanie jak pokazuje, wiele różnych przykładów, na pewno zaprocentuje w przyszłości.

A już w kolejny weekend jadę na drugą edycję teamowych zawodów do Grudziądza – Adrenaline Team Challenge. Wpadajcie i wy!