O wszystkimOpinie

Wielkoformatowa katastrofa

dodany przezKamil Timoszuk 18 października 2016 0 Komentarzy

Kino katastroficzne to ten rodzaj produkcji filmowych, które u jednych wywołują silne emocje, a u innych napady niekontrolowanego śmiechu. Wszystko dlatego, że w dużej mierze wiele produkcji opiera się na czystej fikcji i wyobrażeniach reżysera. Trochę inaczej jest w chwili gdy film opowiada o autentycznych wydarzeniach.

Tak się jakoś utarło, że kino katastroficzne w ostatnich latach skupiało się głównie na końcach świata czyli temacie jaki chyba będzie aktualny aż do samego… końca świata 🙂 Idealnym tego przykładem są takie filmy jak „Pojutrze” czy też „2012”. Zdarzają się jednak na świecie także inne katastrofy, które stają się tematem takich filmów jak „Żywioł. Deepwater Horizon”.

deepwater-horizon-plakat

Jednym z atutów tego filmu jest to, iż wydarzenia które są w nim ukazywane autentycznie miały miejsce. W 2010 roku, na jednej z platform wiertniczych o nazwie Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej nastąpiła awaria, która w konsekwencji wywołała pożar widoczny z 40 mil. Efektem tych zdarzeń był wyciek ropy do oceanu, który uznano za największą katastrofę ekologiczną w historii Stanów Zjednoczonych. Sam film natomiast o dziwo nie skupia się szczególnie na tym fakcie, ponieważ pierwsze skrzypce gra główny bohater.

Główna postać grana przez Marka Wahlberga jest to typowa dla kina katastroficznego postać, która w obliczu problemu musi stanąć na wysokości zadania. Przez długą część filmu ma on wsparcie ze strony swojego szefa, w którego wcielił się tym razem Kurt Russell. W opozycji to tych dwóch osób stoi zaś  John Malkovich, którego przyodziano w płaszcz bezwzględnego kapitalisty, któremu zależy jedynie na zyskach. Nawet kosztem ryzyka czyimś, a jak się też później okazuje także i swoim życiem.

Czym byłby jednak film katastroficzny bez odpowiedniej oprawy w postaci efektów specjalnych? Tych w produkcji o Deepwater Horizon nie brakuje i co najlepsze są one naprawdę dobrej jakości. Można by je nawet podzielić na dwa rodzaje – te wielkoformatowe i te kameralne. Te większe to oczywiście pożar całej platformy, buchający zewsząd ogień i rozpadająca się kawałek po kawałku cała platforma. Te mniejsze ale nie mniej efektowne smaczki od pewnego momentu filmu towarzyszą zarówno bohaterom jak i widzowi niemal na każdym kroku. A to bowiem rozszczelni się rura z ropą, a to wybuchnie gaz. Oczywiście w kilku momentach można zadać sobie pytanie o to, na ile dane zdarzenie jest realistyczne. Jednak nie to jest sensem tego filmu.

Poza tym dłuższe zastanawianie się nad czymkolwiek podczas tego filmu nie ma większego sensu. Głównie ze względu na to, że reżyserujący to wszystko Peter Berg postanowił nie wgłębiać się w szczegóły. Mam tu na myśli zarówno poszczególne postaci, które dostały jedynie zarys psychologiczny, a nie pełną charakterystykę. Ta być może sprawiłaby to, że widz potrafiłby się zdecydowanie bardziej zidentyfikować z poszczególnymi osobami, a przez to też one potrafiłyby wywołać większe emocje u widza. Poza tym cala akcja i problem tej katastrofy został potraktowany po macoszemu i osoby, które zostały zaciekawione tematem tych wydarzeń z 2010 roku na pewno będą miały spory niedosyt. Wiem o tym, ponieważ ja wychodząc z kina miałem poczucie, że byłem na dobrym filmie w którym jednak czegoś zdecydowanie zabrakło. Jakiejś głębi, która by sprawiła, że ten film zostanie ze mną na dłużej. A tak 100 minut w sali kinowej przeleciało jak oka mgnienie. Jednak jeśli ktoś lubi tego typu kino to jest to pozycja warta zobaczenia, najlepiej na jakimś dużym ekranie, który na pewno spotęguje doznania katastroficzne.