CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Warszawskie problemy

dodany przezKamil Timoszuk 25 lipca 2017 0 Komentarzy

W ostatnich tygodniach w Polsce mogliśmy obserwować prawdziwy maraton topowych, przynajmniej w teorii, crossfitowych wydarzeń. Kilka weekendów z rzędu odbywały się imprezy na których podobno warto było być. A cały ten ciąg imprez zakończył się w miniony weekend w stolicy.

Czy crossfitowych imprez lub też zawodów w naszym kraju jest za mało, za dużo czy może w sam raz? Według mnie za obecny stan rzeczy, jeszcze z 2-3 lata temu wiele osób by serdecznie podziękowało. Za to, że niemal co tydzień ludzie, którzy lubią tego typu wydarzenia i takie klimaty, mogą w różnych częściach Polski zarówno startować jak i kibicować swoim faworytom. Jestem też jednak w stanie zrozumieć pojawiające argumenty, że takich imprez zaczyna być za dużo. Głównie dlatego, że przez ich ilość w pewnym stopniu dewaluuje się ich wartość i poziom że tak to nazwę „ważności”. Jeszcze nie tak dawno był jeden Amarok East Side Challenge, który moim zdaniem przez pierwsze dwa lata zostawiał w tyle resztę stawki. W 2016 roku doskoczył do niego LOGinLAB. Teraz wybrać ten topowy event o którym można by powiedzieć, że KONIECZNIE trzeba go zobaczyć, wybrać jest niezwykle ciężko.

W ubiegłym roku jednym z największych zaskoczeń na plus, w moim prywatnym odczuciu była warszawska impreza 99 Problems zorganizowana przez firmę Reebok i CrossFit R99. Impreza, która jeszcze zanim się zaczęła, to już się jej oberwało za miejsce w którym miała się rozegrać. Bo powiedzmy sobie szczerze – plac przed ogromnym centrum handlowym w samym środku stolicy dużego europejskiego kraju, to nie do końca jest klimat tego pierwotnego i najbardziej „prawilnego” CrossFitu. Jak się jednak okazało w praktyce, sam event był świetny. Bo z jednej strony zawody same w sobie, dzięki fajnemu zaplanowaniu i zaprogramowaniu, przysporzyły wielu sportowych emocji. Z drugiej natomiast, tak ochoczo hejtowana miejscówka obok Złotych Tarasów także dała radę. Bo to dzięki niej wielu zarówno kibiców jak i nawet postronnych widzów, mogło zobaczyć z okalającego „balkonu”, co to w ogóle są te całe krosfity. Tak więc finalnie wyszło na to, że i wilk (Reebok) syty i owca (CrossFit R99) cała. Zresztą jeśli chcecie poczytać o tym jak było, to odsyłam was do TEGO tekstu.

Kiedy pojawiła się informacja o kontynuacji projektu o nazwie 99 Problems to nie wiem jak wy, ale ja się ucieszyłem. Bo nie dość, że fajnym pomysłom warto kibicować, to jeszcze nowa formuła zawodów wydawała się bardzo atrakcyjna. Mam tu na myśli fakt zaproszenia czołowych 20 mężczyzn z tegorocznych eliminacji Open, którzy musieli dobrać sobie jeszcze jednego kolegę (z poza tej topowej 20-stki) oraz koleżankę. I tak właśnie powstał 99 Problems Invitational. Impreza, która już w swoim założeniu miała sprowadzić do Warszawy topowych 60 zawodników i prawie jej się to udało. Dzięki temu można już dość śmiało mówić, że właśnie ten event będzie/jest najsilniej obsadzonymi, jeśli chodzi o same nazwiska, zawodami w tym roku w Polsce.

Po raz kolejny postanowiono potrzymać ludzi trochę w niepewności i nie zdradzać już na starcie gdzie odbędzie się to wszystko tym razem. Mi udało się dowiedzieć tego znacznie wcześniej aniżeli została puszczona w internety oficjalna informacja. I nie będę ukrywał, że tak jak rok wcześniej od początku dawałem duży kredyt zaufania dla placu przed Złotymi Tarasami, tak teraz sklepowi Reeboka na Placu Trzech Krzyży w stolicy już nie bardzo. Doskonale rozumiem z czego wynikał taki wybór miejsca. Wiem też, że jeśli przychodzi do ciebie taka firma jak Reebok, to z dużą dozą prawdopodobieństwa negocjacje z nią wyglądają mniej więcej tak:

– Hej, jesteśmy Reebok. Zorganizujmy w tym roku wypasione zawody w naszym sklepie. Ściągniemy 60 topowych zawodników CrossFit w tym kraju, obdarujemy ich giftami i będzie fajnie.
– Ale czy sklep to na pewno dobre miejsce na coś takiego?
– Dobre.
– OK.

No nie pogadasz raczej. Z drugiej strony takie jest prawo potentata, który ładuje w ten biznes swoje środki i ma prawo wymagać, żeby robić to po swojemu. Czy jednak wyszło to dobrze?

Jeśli ktoś nie miał okazji być w wspomnianym sklepie, to można opisać go w kilku słowach. Jest to bowiem pomieszczenie podzielone na dwie strefy – typowo sklepową i treningową, która wygląda jak wiele boxów w naszym kraju. W tej pierwszej można sobie zrobić normalne zakupy, a w drugiej zrobić trening. Fajnym patentem jest to, że poprzez wykonanie jakiegoś workoutu, można sobie zapracować na jakąś zniżkę na zakupy w sklepie. Podczas weekendu z 99 Problems Invitational za 60 przysiadów dostawało się 30 procent upustu. Nie zmienia to oczywiście faktu, że nawet po takiej zniżce, ceny są nadal dość absurdalnie wysokie. Ale ten temat jest wałkowany już tak długo, że chyba nie ma co go znowu ruszać. Druga część sklepu jest zatem bardziej interesująca, bo odbywają się tam codziennie zorganizowane treningi z różnych aktywności jakie promuje sam Reebok. Wyposażenia jakie jest tam na stanie, nie powstydziłby się nawet najbardziej doposażony box. Kto bogatemu zabroni 😉 Na czas zawodów sklep jeszcze zwiększył swoją objętość, bo stworzono na zapleczu miejsca do do rozgrzewki, chilloutu oraz czynności fizjoterapuetycznych dla zawodników oraz sędziów.

Za zaprogramowanie workoutów na zawody odpowiedzialny był Bartek Lipka, który w tym roku wdrożył kilka swoich na prawdę fajnych pomysłów. Możecie je wszystkie sprawdzić na Athletes Zone. Dzięki nim czołowi zawodnicy z Polski mogli pokazać do czego są zdolni pod wpływem względnej rywalizacji. Dlaczego piszę względnej? Głównie dlatego, że będąc tam jeden dzień ja jakoś nie poczułem tego, że to jest prawdziwa walka na zawodach najwyższej rangi. Oczywiście nie oznacza to w linii prostej tego, że zawodnicy jacy dotarli do Warszawy na zaproszenie Reeboka się nie starali. Nie w tym rzecz. Bardziej chodzi mi o to, że moje wrażenie było takie, że całe to wydarzenie, był to bardziej dwudniowy event promocyjny firmy, na który stosunkowo tanim kosztem została sprowadzona czołówka polskich zawodników. Tylko tutaj w automatyczny sposób powstaje druga nieścisłość w postaci – Dla kogo był ten event? Dla osób które siedzą w temacie CrossFitu i markę Reebok i tak siłą rzeczy znają bardzo dobrze? Czy może dla nowych ludzi, których chciano zaciekawić tym zjawiskiem, a przez to też samą marką? Bo jeśli to drugie, to chyba coś poszło nie tak. Impreza w coraz to bardziej dusznym i ciasnym pomieszczeniu w sobotnie popołudnie, przypominała zlot starych dobrych znajomych. Gdzie się człowiek nie obejrzał, to byli ludzie, których można zobaczyć niemal zawsze na wielu też innych crossfitowych imprezach w tym kraju. Procent „świeżaków” czy potencjalnych nowych członków tej „sekty”, był iście znikomy. Tutaj w tym kontekście zdecydowanie lepiej sprawdziły się ubiegłoroczne Złote Tarasy.

Temat można było też fajniej ograć, jeśli z tego eventu byłaby prowadzona regularna transmisja live z komentarzem. Tak aby reszta Polski mogła w całości zobaczyć, co by nie mówić, największy zlot crossfitowych koni w tym roku. Niestety tym razem trzeba było się trochę nagimnastykować i na różnych prywatnych profilach na Facebooku, szukać transmisji live. W połączeniu tego z oficjalnymi tego samego typu transmisjami na oficjalnym kanale, dało się to jakoś ogarnąć. Ale chyba można było zrobić to ciut lepiej. Tym bardziej, że ostatnimi czasy Reebok zaczął bardzo naciskać na promocję swojego projektu Reebok TV.

Co by jednak nie mówić i nie sądzić, w tym całym zamieszaniu pojawił się aspekt zawodów. Kiedy popatrzyło się na listy startowe z zespołami jakie zawitają do Warszawy, to nie powiem aby wytypowanie zwycięzcy było zadaniem prostym. Wystarczyły jednak 3 pierwsze workouty, aby drużyna #TylkoZwycięstwo w składzie Maria Kurzawa, Piotr Mielczarek oraz Miłosz Staworzyński odskoczyli od stawki i dali do zrozumienia, że w tej imprezie walka będzie się toczyć tylko o kolejne miejsca na podium. Tam natomiast różnych przetasowań nie brakowało. Dzięki mocnej końcówce, na drugim miejscu usadowił się Team BP2, który od niedawna dzięki wsparciu tytularnego sponsora startuje w składzie Gabriela Migała, Paweł Leśnikowski oraz Michał Grzesiewicz. Ostatni workout tych zawodów zadecydował o tym, że na najniższym stopniu podium uplasował się Amarok Team w składzie Patrycja Horodyńska, Damian Truchel i Bartek Więckowski. Oprócz tego podczas samych zawodów zdarzyło się też kilka momentów wartych wspomnienia i zapamiętania. Jednym z nich był popis Pauli (nie Pauliny! 😉 ) Plichty i zademonstrowanie niesamowitych zdolności gimnastycznych podczas chodzenia na rękach. Tylko ona nie zawracała sobie głowy zatrzymywaniem się i zmienianiem kierunku na nogach, a wszystko robiła na rękach. To już kolejny raz po jej występie w Medieval Games, ta dziewczyna udowadnia, że warto ją obserwować i kibicować jej w dalszych postępach. Za jakiś czas może ona jeszcze trochę namieszać w tym trochę skostniałym już damskim towarzystwie. Inną zaś sytuacją wartą zapamiętana była ta, kiedy 15-letni Szymon Urbański bił swój rekord w squat cleanie. Od niedzieli wynosi on 100 kilogramów. Fajny prognostyk przed zbliżającymi się Gamesami 😉 #GoKapustka

I tak to właśnie wszystko wyglądało z mojej perspektywy w ten weekend. Niby w Warszawie nie wydarzyło się nic, co by można potępiać, ganić czy hejtować. Wręcz śmiało można przyznać, że za kilka rozwiązań można śmiało pochwalić, zarówno samego Reeboka jak i CrossFit R99 jako ich strategicznego partnera w tym zamieszaniu. Nie da się też ukryć, że Reebok przez ten weekend naprodukował sobie contentu na wszystkie kanały social media, który będziemy oglądać przez jeszcze dobrych kilka miesięcy. Ja osobiście mam jednak nieodparte wrażenie, że sam projekt 99 Problems zrobił krok w tył w stosunku do roku ubiegłego. Bo oczywiście chęć zarobienia i zrobienia sobie przy okazji dobrego PR-u to nic za co należało by potępiać Reeboka. Jednak jeśli dzieje się to kosztem zmarnowanego potencjału na prawdziwe zawody pokroju Amaroka czy ubiegłorocznego LOGinLAB, to ja mam z tym problem. Ja czyli osoba, której to może dziwne, ale póki co bardziej zależy na oglądaniu, przeżywaniu, a później opisywaniu prawdziwych sportowych emocji ze sportowych wydarzeń, aniżeli relacjach z eventów promocyjnych.