CrossFitO wszystkim

Wakacyjny trip do góry

dodany przezKamil Timoszuk 6 sierpnia 2015 0 Komentarzy

Potworna fala upałów przetacza się przez nasz kraj w ostatnich dniach. To też jest najlepszym dowodem na to, że trwają właśnie wakacje. Czas wyjazdów w różne zakątki naszego kraju lub nawet w dalsze rejony świata. A skoro inni mogą sobie powakacjować, to ja też ruszam w Polskę, a co!

Wakacje to czas, który wiele osób stara się planować z jak największym wyprzedzeniem, aby być niemal gotowym na każdą możliwą ewentualność. Głównie dlatego, że w większości przypadków, to właśnie w wakacje przypada czas urlopów i masowego przemieszczania się ludzi. Ja natomiast praktycznie jeszcze nigdy, a przynajmniej sobie tego nie przypominam, abym miał zaplanowane wakacje. Przez praktycznie całe moje życie letnimi miesiącami rządził przypadek. Czasami wychodziło mi to na dobre, ponieważ udawało mi się gdzieś spontanicznie pojechać, coś zobaczyć lub coś przeżyć, a czasami po prostu kończyło się na wakacjach w mieście. Co swoją drogą też nie jest takim złym rozwiązaniem. Faktem jest jednak to, że od wielu już lat chęć poznawania nowych miejsc ludzi i sytuacji sprawia, że staram się być jak najbardziej mobilny. W tym roku jednak planów na sierpień nie miałem tym bardziej, ponieważ miałem świadomość, że już na początku tego miesiąca stanę oko w oko z chirurgiem, który przykuje mnie do łóżka, a później do mojego rodzimego miasta na jakiś dłuższy czas. Jako, że jednak póki co nic takiego nie ma miejsca, a ja nadal nie znam terminu swojego zabiegu, to nie stoi kompletnie nic na przeszkodzie, aby wyruszyć spontanicznie w Polskę.

Miejsce mojego najbliższego wyjazdu wyszło dosyć mocno spontanicznie, ale nie jest ono prawie w żadnym stopniu przypadkowe. Większość Polaków myśląc o wakacjach zadaje sobie jedno pytanie – nad morze czy też w góry? Ja poszedłem na pewien kompromis i nie jadę ani nad morze ani w góry, tylko do… Zielonej Góry 🙂 Miasto położone na drugim końcu Polski nie jest dla mnie terenem kompletnie nieznanym, ponieważ zdarzyło mi się już kilka razy tam być. Wcześniej jednak celem moich podróży bywały takie sytuacje.

Czasy się jednak zmieniają, priorytety i cele także. Zielona Góra jest na przykład znakomitym miejscem pod kątem tego aby kontynuować moją akcję o kryptonimie Box Trip 2015. To właśnie w tym mieście znalazły dla siebie miejsce trzy afiliowane boxy – CrossFit Zielona Góra, CrossFit 8K48 oraz CrossFit Senshi. Żal by było przebyć taką drogę i nie zobaczyć ich wszystkich. Czy mi się to jednak uda? Tego nie mogę w tej chwili stwierdzić na 100% ponieważ składa się na to nadspodziewanie wiele czynników. Jednym z podstawowych jest ten, że żaden z boxów podczas wakacji nie jest otwarty w niedzielę. Tak więc bez zbędnego zastanawiania się u dumania, wychodzi czarno na białym to, że albo w piątek albo w sobotę będę niemal zmuszony odwiedzić dwa miejsca jednego dnia. Sytuacja się komplikuje jeszcze bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że moja podróż do Zielonej Góry rozpocznie się w czwartek tuż przed 20, a zakończy w piątek po 8 rano. Jest to więc jakby nie patrzeć 14 godzin spędzonych w autobusie, które raczej nie sprawią, że będę rześki i wypoczęty 😉 Swoją drogą to podróż ta, godzinowo nie potrwa wiele krócej, niż jakakolwiek moja wyprawa do USA – nawet wliczając dojazd z Białegostoku na lotnisko w Warszawie. No ale cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo i przyjemnie 😉

Poza tym mój wyjazd do Zielonej Góry wiąże się nierozerwalnie ze spotkaniem z kilkoma osobami, z którymi albo już miałem okazję się wcześniej poznać, albo też jeszcze nie. Ale jak to mówią „nadejszła wiekopomna chwila” 🙂 Chwila w której nastąpi na przykład spotkanie na kolejnym blogerskim szczycie. Jeśli ktoś śledzi lub śledził polską crossfitową blogosferę, to może już się domyślać o kogo mi chodzi. Jeśli zaś niektórym z was jeszcze potrzeba dodatkowych wskazówek to napiszę tylko, że jest to dziewczyna co się hejterom nie kłania, krosfity przeżuwa do porannej kawy, a później i tak robi swoje, tak jak jej sumienie nakazuje. Takich zaś ludzi napotykanych na swojej drodze ja sobie po prostu cenię. Chyba też nie będzie wielkiego zaskoczenia, jeśli napiszę, że mam tu cały czas na myśli niejaką I am Crossfiter. Jeśli ktoś jest ciekawy co, pewnie w dużej mierze za jej sprawą, będzie się działo podczas mojej wyprawy do ZG to niech wpada na mój fanpage na Facebooku, który powinien być przez te 3 dni dość mocno aktywny 🙂

To wszystko, a w praktyce pewnie jeszcze więcej sprawa, że nadchodzące dnie budzą we mnie kilka uczuć i o dziwo większość z nich jest jak najbardziej pozytywnych. Nawet tę przeprawę autobusową traktuję jako kolejne doświadczenie, a to już o czyms świadczy 🙂 Tak więc wszystkich ciekawskich, których interesuje to, jak to wszystko wyjdzie, jak się prezentują crossfitowe miejsca w Zielonej oraz to czy przeżyję fizycznie ten trip zapraszam – przez weekend na fanpage, a później na bloga. Mam nadzieję i ochotę przywieźć z tego tripu trochę fajnego materiału!