O wszystkimOpinie

Wakacyjny przegląd filmowy

dodany przezKamil Timoszuk 30 lipca 2018 0 Komentarzy

Wakacje sprzyjają temu aby znajdywać czas na nadrabianie zaległości filmowych lub też konsumowanie ich na bieżąco. W ostatnim czasie, w chwilach kiedy potrzebowałem odciągnąć swoją głowę od myślenia, udało mi się ją skierować w stronę różnych filmów i dokumentów.

Na warsztat dziś więc pójdą dwa filmy i dwa seriale. Dwa materiały sportowe i dwa o trochę innym zabarwieniu. A od czego zacznę? Od serialu obyczajowo-komediowego wyprodukowanego dla HBO pod tytułem „Young Sheldon”.

Jeśli ktoś kto trafił na ten serial, widział wcześniej kultowy już niemal serial „Big Bang Theory”, to może się domyślić o czym jest produkcja stacji HBO. 22-odcinkowa opowieść ukazuje bowiem młodzieńcze lata Sheldona, który w co nie trudno chyba uwierzyć, od niemal maleńkości był niezłym naukowym wrzodem na tyłku 😉 Jego rodzina czyli rodzice, brat, siostra oraz babcia, tworzą całkiem ciekawe otoczenie dla młodocianego geniusza. Starają się jak mogą aby zrozumieć wiele jego dziwactw, ale nie zawsze się to udaje tak jakby tego wszyscy chcieli. Z takiego też połączenia wychodzi jednak nawet całkiem ciekawa opowieść. W tę jednak trzeba się trochę wgryźć. Moim zdaniem nie jest to serial, który po pierwsze trafi do każdego, a po drugie nie zrobi tego od razu. Ja sam przeczekałem pierwszych 5-6 odcinków aby sprawdzić czy podany tam klimat mi po prostu pasuje. A skoro dobrnąłem do końca to chyba nie ma dramatu 😉 Jest też jeszcze opcja, że jestem zakamuflowanym masochistą. Potwierdzałby to nawet fakt obejrzenia przeze mnie swego czasu wszystkich 9 sezonów „Jak poznałem waszą matkę?”, gdzie tylko pierwsze 2-3 były ciekawe. Wracając jednak do aktualnego serialu, to jeśli w te wakacje nie macie innych pomysłów na to jak zagospodarować swój „serialowo-filmowy czas”, to sprawdźcie tę pozycję, a być może spędzicie łącznie niecałe 11 godzin w fajny sposób.

No to teraz dla odmiany może jakiś film? Proszę więc bardzo. Byłem ostatnio w kinie na czymś co się nazywa „41 dni nadziei”. Czy polecałbym wam pójść w moje ślady?

Filmów o morzach i oceanach oraz ich potędze powstało już wiele. Wiele z nich nie jest też tylko i wyłącznie wymysłem samych twórców, ale po prostu zekranizowaniem prawdziwej historii jak miała kiedyś miejsce. Bo jak nie od dziś wiadomo, to życie bardzo często pisze najlepsze scenariusze. I tak też było w tym przypadku, gdy dwójka młodych ludzi, granych przez Shailene Woodley i Sama Claflina, po prostu się spotkała, zakochała w sobie i w wyniku zbiegu okoliczności postanowili popłynąć w długi rejs. Nie wiedzieli wtedy, że z tego rejsu nie wrócą już razem. Film pomimo tego, że miał spory potencjał, to przez długi czas wydaje się po prostu płytki. Jako widz oglądający to w kinie, czekałem długi czas na to, aż w ten film się zaangażuję, zacznę któremuś z bohaterów kibicować, czy może zobaczę jakiś zwrot akcji. Niestety to się praktycznie nie stało. Co gorsza, to przez długi czas miałem wrażenie, że ten film jest po prostu odtwórczy. Pierwszy podobny film jaki przychodzi mi na myśl w zestawieniu z „41 dniami nadziei” to znakomite w mojej opinii „Życie Pi”. Jeśli więc ktoś z was ma wybór i może wybrać, to niech lepiej zobaczy tę drugą pozycję. Jednak jeśli koniecznie chce zobaczyć coś w kinie, to „41 dni nadziei” można spróbować. Ale na własną odpowiedzialność ewentualnie zmarnowanych dwóch godzin.

O zmarnowanym czasie na pewno nie można będzie powiedzieć w przypadku dokumentu o nazwie „The Fittest On Earth: The Redeemed and the Dominant”, który jakiś czas temu w końcu wjechał na Netflixa.

To już kolejny z serii dokumentów podsumowujących sezon CrossFit Games. Pełnometrażowy 2-gdzinny film ukazujący od kuchni jak wygląda droga do sukcesu tych najlepszych. W tym roku wiele osób czekało też na tę produkcję dlatego, że po ostatnich CrossFit Games powrócił temat dopingu w CrossFicie i dyskwalifikacji różnych zawodników. Czy Ci którzy czekali na ten wątek po obejrzeniu dokumentu będą mogli czuć się na swój sposób usatysfakcjonowani? Nie wydaje mi się. Ale nie wydaje mi się też, że takie osoby które chcą udowodnić (nie wiem w sumie komu) lub otrzymać twarde dowody na to, że w CrossFicie jest wspomaganie farmakologiczne, zadowoli jakikolwiek materiał na ten temat.

Tak poza tym, to po raz kolejny otrzymujemy od twórców zza oceanu typowy amerykański dokument z wieloma kapitalnymi ujęciami, dynamicznym montażem, świetnymi urywkami prosto z areny zmagań. Sam fakt, że osoba, która śledziła te zawody w dokładny sposób, może znaleźć w nim coś jeszcze dodatkowego niż to co do tej pory widziała, stawia go w dogodnej pozycji. Pozycji do tego aby stać się pozycją praktycznie obowiązkową do obejrzenia dla każdego kto ma jakikolwiek związek z CrosFitem.

Na koniec zaś wjeżdża kolejna produkcja Netflixa, której się w sumie nie spodziewałem. Głównie dlatego, że dwa pierwsze sezony serialu „Last Chance U” wydawały się, że wyczerpały do końca poruszany temat. A jednak, nie do końca.

Dwa pierwsze sezony tego dokumentu w odcinkach opowiadają o futbolowej „drużynie wyrzutków” lub niespełnionych z różnych powodów talentów, które spotkały się w college’u EMCC w celu wrócenia na dobre tory. Czy to się udało? Nie będę tego zdradzać, bo moim zdaniem warto to po prostu zobaczyć. O obejrzenie tego śmiało mogą się też pokusić osoby, dla których futbol amerykański jest praktycznie obojętny. Bo ta seria dokumentalna nie jest w dużej mierze o samym sporcie, a bardziej o jego kulisach. O ludziach i ich problemach, oraz sposobach jak z takimi problemami radzić. Czasami wszystko i tak staje na tym, że jeśli potrzebująca osoba nie chce od nas żadnej pomocy, to nie ma żadnej siły aby ją do tego zmusić lub nakłonić. Nawet pomimo szczerych chęci wielu ludzi.

W trzecim sezonie akcja dokumentu przenosi się do Kansas, a dokładniej do szkoły ICC. Tutaj także tworzony jest zespół od podstaw, w dużej mierze poprzez trenera słynącego z twardej ręki. Jednak nawet on nie jest w stanie zapanować nad wszystkimi indywidualnościami jakie są sprowadzane z różnych zakątków USA. Dla wszystkich ludzi w okolicy jest to tym większe wydarzenie, że ich zespół w ostatnich latach regularnie obrywał w rozgrywkach bęcki. Za sprawą tej grupy jaka zebrała się w Kansas ma się to teraz zmienić. Czy zmieni? Tego nie wiem, bo jestem na razie po obejrzeniu trzech odcinków nowej serii. I w tym momencie mogę powiedzieć na pewno to, że seria nadal trzyma świetny poziom. Co więcej, na początku nawet miałem poczucie braku niektórych bohaterów z poprzednich serii, jak chociażby pani psycholog(?) szkolnej, której często bardziej zależało na tym zespole i tych zawodnikach niż im samym. W tym sezonie jest jednak kilka innych osobowości, które mogą mówiąc krótko dać radę. Dlatego sprawdźcie to, bo zdecydowanie warto!