fbpx
Foto & VideoO wszystkimSesje Zdjęciowe

Wakacyjne olśnienie

dodany przezKamil Timoszuk 3 października 2019 0 Komentarzy

Nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Znasz to powiedzenie? Jeśli robisz coś w swoim życiu to zapewne doskonale. Jeśli na dodatek na tym co robisz cholernie ci zależy, to każda próba zakończona porażką dobrze daje w kość. Jednak czy to jest powód aby przestać to robić?

Lubię to uczucie ekscytacji połączonej z niepewnością, kiedy w moim życiu pojawia się jakiś temat, którym najzwyczajniej w świecie się jaram. Dzieje się tak podejrzewam w dużej mierze dlatego, że nie zdarza mi się to wbrew pozorom często. Jak to jednak stwierdziła moja znajoma, ja „jestem takim typem człowieka pasjonaty, który jak się w coś wkręca, to na całego”. I po pierwszym zdziwieniu na te słowa, zacząłem się nad tym zastanawiać. Po zastanowieniu zaś i spojrzeniu na swoje życie z boku, za dużo jest argumentów potwierdzających tę tezę, abym z nią polemizował 😉 Tak było kiedyś z koszykówką, tak było/jest z CrossFitem, a teraz tak jest z fotografią.

Jeszcze jakiś stosunkowo nie duży czas temu, nie podejrzewałbym się nawet o takie zdolności czy zapędy. Jednak jak to czasem bywa, w naszym życiu wieloma sprawami rządzi przypadek. W przypadku fotografii też tak było, gdzie na potrzeby bloga zacząłem robić zdjęcia sportowe, a później to zaczęło ewoluować. Ciekawym dla mnie jest to, że ewolucja poszła w kierunku, który od mojego pierwszego zderzenia z fotografią wydawał mi się nudny i nieciekawy. Teraz gdy tak sobie myślę o tym to wydaje mi się, że takie podejście mogło wynikać z tego, że gdzieś podświadomie nie znałem tego tematu, nie potrafiłem go zrealizować. Więc tak sobie dla własnego spokoju starałem się to wytłumaczyć. Do czasu aż…

Do swoich pierwszych zdjęć kiedy wszystko zależało ode mnie. Teraz to widzę lepiej, ale kiedyś nie zdawałem sobie sprawy z tego, że fotografowanie sportu jest na swój sposób proste. Tam „tylko” musisz obserwować to co się dzieje dookoła ciebie i zatrzymywać to na kolejnych kadrach. Wiadomo, że to też jest umiejętność, a nawet sztuka widzieć wszystko, być wszędzie, a do tego wykorzystać często zaledwie jedną możliwą okazję do zatrzymania tej chwili. Później często gdy masz szczęście i zrobisz coś dobrze, to takie kadry zapisują się w historii na długie lata i docierają do milionów ludzi.

W pracy z ludźmi na jeden na jednego czyli przy sesjach zdjęciowych jest inaczej. W takiej pracy większość tego co się wydarzy oraz tego jaki osiągniesz finalny efekt, zależy tylko i wyłącznie od ciebie. To ty musisz zaplanować komu zrobisz zdjęcia, w jakim konkretnym klimacie, gdzie, kiedy, co trzeba pod tym kątem przygotować, zabezpieczyć się na różne wypadki, które nie muszą ale mogą się wydarzyć i wiele wiele innych. Taka checklista do sprawdzenia w czasie przygotowań do zdjęć jest całkiem długa. I budzi ona czasem nie małe emocje. Ale skąd mogłem o tym wiedzieć wcześniej, skoro tego nie robiłem?

W ubiegłych prawie dwóch latach zaledwie liznąłem, temat szukając na własną rękę osób, które zechcą stanąć przed moim obiektywem. I kilka z tych osób oraz efekty jakie razem zrobiliśmy, mogliście zobaczyć i poznać z materiałów jakie opublikowałem tu na blogu. Teraz są one zebrane w jedno miejsce w zakładce Sesje Zdjęciowe. Wszystkie z tamtych zdjęć robiłem z dwoma głównymi założeniami – nauczyć się czegoś kompletnie nowego oraz zaspokoić swój własny wewnętrzny głód tworzenia fajnych rzeczy. Wiem, że może to brzmieć dość patetycznie, ale ja cholernie lubię czuć, że cokolwiek robię w życiu, ma albo jakiś sens albo wymierny efekt. A zdjęcia które wywołują emocje zarówno u mnie samego, jak i u osób które dały się wtedy namówić, czymś takim na pewno są. Zresztą to chyba było dla mnie jednym z większych zaskoczeń tego typu fotografii, że potrafi być ona bardzo osobista. Jeśli zrobi się to dobrze to trafia ona u ludzi w takie miejsca. w które się nie spodziewałem.

Ku mojemu też zaskoczeniu, z biegiem czasu to nie tylko ja szukałem kolejnych „ofiar do ustrzelenia” swoim aparatem 😉 Czasami działało to w drugą stronę i to wy trafialiście do mnie – czy to z czyjegoś polecenia (za wszystkie wielkie dzięki!), czy też nawet przez bloga. W takim przypadku, kiedy spotykałem się z kimś w relacji „fotograf-klient” zmieniło się kilka rzeczy. Jeszcze większy stres (głównie na początku), odpowiedzialność za końcowy efekt czy parę innych, często niewidocznych, detali to tylko wierzchołek góry lodowej. Wtedy też do mnie dotarło że po pierwsze jestem dopiero na początku tej drogi, więc muszę zasuwać jeszcze bardziej, jeszcze dokładniej, jeszcze mądrzej. Drugi wniosek był zaś zdecydowanie bardziej przyjemny, bo polegał na tym, że znalazłem w swoim życiu coś, co chcę aby nie tylko zostało ze mną na dłużej ale i stało się ważną częścią mojego życia.

I właśnie dlatego w tym roku robię/robiłem wszystko aby zrobić jak najwięcej ciekawych sesji. Często po tym jak publikowałem na bieżąco swoje prace na Instagramie, dostawałem pytania skąd biorę chętnych. I nie licząc klientek, które zgłosiły się do mnie same, to w reszcie przypadków inicjatywa należała do mnie. Wiele z tych osób znałem osobiście od wielu lat, z realnego życia, często z zupełnie innych życiowych sytuacji. Jednak w dobie internetu dotarcie do ludzi jest też jakby prostsze. Czasami wystarczy wyjść z własną inicjatywą, a można się mile zaskoczyć tym jak zostanie się odebranym. Tak też było z Natalią. Dziewczyną która od dłuższego czasu „przewijała mi się” na moim Instagramie. Ona zaglądała do mnie, a ja do niej 🙂

I tak po którymś ze zdjęć i wymianie paru komentarzy na temat morza, napisałem pierwszą wiadomość. I pomimo tego, że nie znaliśmy się wcześniej, to dość szybko złapaliśmy kontakt. Mój pomysł i wizja naszych ewentualnych zdjęć spodobała się Natalii na tyle mocno, że praktycznie od razu umówiliśmy się konkretny termin na realizację. Pomimo małych przeciwności losu, udało się doprowadzić do tego spotkania. Ja mając za sobą już sporą liczbę takich „spotkań”, nie czuję już chyba stresu związanego z samym spotkaniem. Nie ma co ukrywać, że ja cholernie lubię ludzi. Tak więc każde kolejne zdjęcia traktuję nie tylko jako możliwość zrobienia dobrych zdjęć, ale też jako szansę na poznanie nowego człowieka – nawet jeśli się wcześniej teoretycznie znaliśmy. Z tego też co zdarza się mówić drugim stronom tej relacji, to podobno widać i czuć 😉

Bardziej stresuję się w takich przypadkach tym, aby zrobić coś co wywoła efekt WOW. Dlatego lubię mieć z jednej strony nakreślony plan, ale też i pozwolić sobie na improwizację. Bo choćby nie wiem jakby się można było starać, to zawsze coś może pójść nie tak. Zawsze może też pojawić się szansa na zrobienie czegoś dodatkowego, czegoś ekstra. Szczególnie z takimi osobami jak Natalia, która z jednej strony ma swoje zdanie, a z drugiej jest otwarta na improwizowanie. Ja w takich chwilach zawsze wychodzę z założenia, i mówię o tym otwarcie, że nie każdy pomysł jaki przyjdzie mi do głowy będzie tak samo dobry w praktyce. Jednak często szkoda by było po prostu czegoś nie spróbować, skoro i tak już jesteśmy w danym miejscu i danej sytuacji. Tym bardziej, że sama Natalia była przygotowana do zdjęć tak, jakbym sobie tego mógł życzyć od każdej kolejnej osoby jaka stanie przed moim obiektywem. I może też właśnie dlatego o efekty współpracy z Natalią, od pewnego momentu sesji byłem po prostu spokojny. Tymi chwilami na samych zdjęciach, było sprawdzanie wyświetlacza aparatu, by kontrolować czy wszystko jest OK. I już wtedy docierała do mnie jedna myśl – ale chłopie będziesz miał problem z wyborem tylko paru fajnych zdjęć 😉 Życzyłbym jednak sobie więcej takich „dramatów XXI wieku” 😉

Tak więc czy moje obawy były słuszne i podjąłem dobre wybory? Zobaczcie sobie poniżej 🙂

I jak tam wrażenia? Czy tylko mi się wydaje, że Natalia mówiąc wprost „dała radę”? 😉

Przy współpracy z ludźmi zawsze ciekawi mnie to, jak to co robię i w jaki sposób to robię, odbiera druga strona. Po tak postawionym pytaniu, czasem można się zaś dowiedzieć całkiem ciekawych rzeczy. Tak jak właśnie na przykład od Natalii 🙂

Kilka miesięcy temu zaczęłam swoją przygodę z foto modelingiem. U mnie zaczęło się od zdjęć robionych samowyzwalaczem 😉 I co było dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem – to właśnie one przyciągnęły do mnie Kamila! Jakie było moje zdziwienie, kiedy fotograf SAM z własnej woli do mnie napisał i zaproponował współpracę ♥ (wyobraźcie sobie w tym miejscu moją radość 😉 )

W dniu sesji na pewno trochę się stresowałam przez brak doświadczenia, ale gdy przyszedł Kamil to tak mnie zagadał, że nie myślałam już o żadnym stresie 😀 Nigdy wcześniej tak dobrze mi się nie rozmawiało z nowo poznaną osobą. Otwartość i profesjonalizm, to główne cechy dobrego fotografa, a Kamil je obie na pewno ma! Do tego widać że fotografia to jego pasja i wkłada to całe serce… Wystarczy spojrzeć na te jego zdjęcia. Taki współczesny Vincent Van Gogh.

To było nasze pierwsze, ale też i na pewno nie ostatnie spotkanie 😉

Co do jednego z powyższych zdań nie mogę w żaden sposób się nie zgodzić – to nie był na pewno nasz ostatni raz 🙂 Za dużo mam innych pomysłów w głowie do wykorzystania, aby nasza znajomość miała się zmarnować 😉 Dlatego też jestem otwarty na nowych ludzi, którzy mają w głowie jakieś pomysły, ale nie mają ich z kim realizować. Możemy w takim przypadku pomóc sobie nawzajem 🙂

A do tego zapraszam do śledzenia moich poczynań – czy na moim Instagramie na bieżąco, lub też co jakiś czas tutaj na blogu. Po ostatnich pracowitych fotograficznie miesiącach, mam wewnętrzną chęć podzielenia się tym wszystkim ze światem. Tak więc wpadajcie do mojego całkiem dla mnie nowego, ale niezwykle interesującego i dającego mi kupę radości oraz motywacji świata…