fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Urodzinowy koniec roku

dodany przezKamil Timoszuk 22 grudnia 2016 0 Komentarzy

Warszawski box CrossFit R99 to miejsce z wielu względów historyczne. Jest to drugie miejsce w Polsce, gdzie 4 lata temu zdecydowano się na sprowadzenie ówczesnej “mody z USA” na sprawność, aby zaszczepić ją na polskim gruncie. Po takim czasie można śmiało stwierdzić, że to się udało.

Co jest dowodem na to, że projekt o nazwie CrossFit R99 jest sukcesem? W polskich realiach na pewno to, że przetrwał i dalej istnieje 😉 Jednak skupienie się tylko na tym byłoby sporym niedomówieniem. Głównie ze względu na to, że to właśnie z tego miejsca wywodzi się sporo osób, które zaczynały swoją przygodę z CrossFitem. Teraz te osoby są właścicielami innych boxów czy też trenerami w takowych. Do tego w tym miejscu swoje crossfitowe szlify zdobywał i nadal to robi Bartek Lipka czyli etatowy uczestnik CrossFit Regionals. Jednak pewnie jedną z większych wartości tego i wielu też innych tego typu miejsc są ludzie. Masa osób, które niejednokrotnie zmieniła swoje życie, poznała wiele podobnych do siebie wariatów czy też po prostu znalazła swój azyl od życia codziennego.

I to właśnie ci ludzie w ostatnią sobotę świętowali 4 urodziny swojego boxa, poprzez udział w wewnętrznych zawodach o nazwie 2+1=4. Zawodach na które miałem wątpliwości czy jechać ze względu na to, że koniec tego roku jest dla mnie wyjątkowo ciężki pod względem obowiązków. Jednak na kilka dni przed imprezą, kiedy siedziałem nocą przy komputerze, zobaczyłem, że w tym roku byłem na 29 tego typu eventach. A stety/niestety ja jestem fanem okrągłych liczb, serio. Dlatego też to była dla mnie autentyczna motywacja do tego, aby po położeniu się spać około 1 w nocy z piątku na sobotę, zwlec się z łóżka o 4, i wyruszyć niedługo potem do stolicy. Ktoś pewnie może stwierdzić, że jestem pierdolnięty, że robię takie rzeczy, które narażają w tym samym momencie moje zdrowie, inne obowiązki czy też budżet. Co jednak z tego, skoro ja to autentycznie lubię? Poza tym cały czas staram się łapać kolejne okazje do szlifowania swojego fotograficznego warsztatu. Warsztatu, który jest jeszcze daleki od ideału, ale ja sam czuję, że jestem w trochę innym miejscu niż w chwili kiedy zaczynałem to robić. A jeśli jeszcze czasami ktoś z was to zauważy, to jest to dla mnie dodatkowa nagroda i motywacja zarazem.

PEŁNA GALERIA ZDJĘĆ Z 2+1=4

Poza tym też nie ma co ukrywać, że każdy kolejny tego typu wyjazd to taka sama dobra okazja do odwiedzenia znajomych, oraz poznania kolejnych osób. Kiedyś usłyszałem nawet pod swoim adresem stwierdzenie, że „to dziwne aby tak jeździć w nieznane miejsca i spotykać nieznajomych”. Ja do dziś nie wiem o co tej osobie chodziło, ale mogę się domyślać, że chyba ona sama niespecjalnie lubi ludzi 🙂 Ja wręcz przeciwnie. Dlatego fajnie było już od samego wejścia do warszawskiej eRki trafić na znajome mordki. Bo kto by nie chciał aby od wejścia witał go Wiesław, który tego dnia uznał, że co nie dodźwiga to dowygląda 🙂 Ale o tym kilka słów później.

Na początek należy się szybkie wyjaśnienie co do samej struktury tych zawodów. Mianowicie R99 było kolejnym już boxem w tym roku, który jeśli chodzi o wewnętrzną rywalizację postawił na zmagania w zespołach. Zastosowano tu chyba najbardziej popularną formułę czyli tytułowe 2+1 czyli dwóch panów i jedna kobieta. W tej konfiguracji było też zastrzeżenie, że tylko jedna z tych trzech osób może być “zawodnikiem”, który startował już w jakichkolwiek ogólnopolskich zawodach. Miało to zapobiec tworzenia Dream Teamów, które od początku do końca zdominowałyby całą rywalizację. I to rozwiązanie zdecydowanie pomogło w tym aby klimat zawodów był nazwijmy to prawidłowy. A skoro już jesteśmy przy klimacie… Jak już zdążyłem się zorientować w ostatnich miesiącach, co box to wewnętrzne imprezy są kompletnie inne jeśli chodzi o atmosferę. Żeby daleko nie szukać wystarczy zerknąć na tydzień wcześniej i na to co działo się w CrossFit ELEKTROMOC. Tam w paru przypadkach nie było tematu, że koledzy, że spokojnie, że to tylko wewnętrzne zawody. Tam od początku było czuć, że u niektórych w momentach, kiedy zawodnicy usłyszą od głównego sędziego odliczanie 3, 2, 1… GO!!! to w głowie będzie tylko jedna myśl – SPARTA!!! W przypadku zawodów CrossFit R99 było zdecydowanie inaczej. Nie mylić mi tego z określeniem gorzej.

W dniu zawodów na plac boju zgłosiło się prawie 19 zespołów. Co znaczy prawie? W tym przypadku to, że przez nocne wydarzenia w polskim sejmie jeden z zawodników pracujący w służbach mundurowych został wezwany do pracy. Przez to też jego koledzy zostali pozbawieni możliwości rywalizacji. Na szczęście tylko w teorii, ponieważ jeden z zawodników innej drużyny, zdecydował że w ramach koleżeńskiego wsparcia, na jednej imprezie będzie reprezentował dwa teamy! Postawa godna pochwały. Tym bardziej, że układający wszystkie workouty Bartek Lipka, nie miał litości dla swoich podopiecznych i od samego początku przywalił im ciekawy zestaw. Na start bowiem było typowe cardio ze skakankami, burpeesami i bieganiem. O ile dwie pierwsze czynności nie powinny nikogo dziwić, tak ta ostatnia już mogła. Na potrzeby zawodów została ułożona ponad dwukilometrowa trasa, jaką dwóch z trzech zawodników każdego zespołu musiało pokonać. Dodatkowym utrudnieniem było też to, że trzeba było czytać porozmieszczane na drodze znaki. Nie wszystkim ta sztuka się udała, przez co ci mniej uważni zawodnicy biegli sporo metrów więcej. Nic więc później dziwnego, że na widok mety na twarzach pojawiał się szeroki uśmiech 🙂

Drugi workout dla odmiany od pierwszego to były czyste ciężary. Dokładniej rzecz biorąc 3 ćwiczenia w postaci Hang Cleanów, Power Snatchy oraz Deadliftów do podziału na zespół i po 2 minuty na każde z ćwiczeń z wplecionymi to burpeesami. Wynikiem treningu była łączna liczba podniesionych lub wyrwanych kilogramów na zespół. Patrząc jednak na przygotowania każdego z teamów, można było chwilami odnieśc wrażenie, że największą trudnością było oszacowanie ciężaru do wrzucenia na sztangę. W eRce obciążenia Rogue nie są podawane w kilogramach, a w funtach, co tym bardziej wielu osobom nie ułatwiało sprawy. Co w sumie jest trochę dziwne, z racji tego, że obcując z tym na co dzień można się chyba do tego przyzwyczaić. Jednak już w trakcie trwania widac było, że niektórzy założyli zdecydowanie za mało, a niektórzy przeszacowali swoje siły. Drugi workout tego dnia to było pierwsze 5 minut wcześniej wspomnianego Wiesława. Człowieka, który o modzie podobno wie wszystko, ale gdy się na niego spojrzy to jasnym staje się to, że z tej wiedzy kompletnie nie korzysta 😀 Jednak brawa należą się za odwagę i bezkompromisowość 😉

Trzeci workout czyli ten będący dla wielu zespołów ostatnią szansą na to, aby awansować do wielkiego finału, był połączeniem WOD-a pierwszego i drugiego. Trochę cardio na wiosłach oraz kettle i box jumpy, i tak przez 9 bitych minut. Najgorsza część składowa tej mieszanki? Sądząc po grymasach na twarzach wielu zawodników to zdecydowanie wiosła, które tradycyjnie potrafią dojechać najtwardszego zawodnika. Jak się jednak okazało, największa ilość powtórzeń uzyskała ekipa, której nazwa by na to kompletnie nie wskazywała, a dokładniej “Pierdolę, nie robię” 😉

Tym samym poznaliśmy cały skład 6-zespołowego finału, który został podzielony na dwa heaty po trzy zespoły. Tam natomiast do zmierzenia się czekały muscle upy, HSPU oraz sztanga. Prawdziwą przyjemnością było oglądanie w tym finale reprezentantki zespołu złożonego z przybyszy z zachodu Europy, którzy na co dzień trenują w CrossFit R99. W szczególności jej muscle upów, które już w pierwszej chwili zdradziły, że ma on background gimnastyczny. Dzięki też temu w finałowym workoucie ekipa Ole y Ole zajęła trzecie miejsce. Natomiast do wyłonienia drużyny jaka stanie na trzecim, najniższym stopniu podium potrzebna była dogrywka. Dogrywka z rodzaju tych perfidnych, które wycisną z zawodników ostatnie resztki sił. I tak było tym razem, kiedy do wykonania przez zainteresowane ekipy było 99 synchronicznych back squatów z obciążeniem. Za każde zrzucenie sztangi zespół musiał zrobić 15 T2B i powrócić do przysiadów. W praktyce wyglądało to tak.

Drużyna A wyszła z tego pojedynku górą robiąc wszystkie przysiady unbroken. Szacun!

Tym samym też cała pierwsza część tego urodzinowego dnia w eRce dobiegała końca. Zostały tylko jeszcze przyjemności w postaci wręczenia nagród i nagrodzenia zwycięzców. Tymi natomiast okazali się zawodnicy „Pierdolę nie robię”, tuż przed „Strict Rest Rx+”. Duże brawa dla wszystkich!

Czy warto było wybrać się do stolicy w ten zimny grudniowy dzień? Ja na pewno nie żałuję, nawet jeśli pod uwagę wezmę fakt, że pędząc na autobus powrotny pod jeden mało co nie wpadłem, a cały ten wyjazd przypłaciłem chorobą. No ale cóż – jest ryzyko jest zabawa 😉 Tak też pewnie po części pomyśleli sobie 4 lata temu twórcy projektu o nazwie CrossFit R99. Czy tego żałują? Nie podejrzewam w żadnym stopniu, bo nic tego nie wskazuje. A takie imprezy jak 2+1=4 potwierdzają tylko, że warto czasem uwierzyć w siebie i swoje pomysły, bo za jakiś czas mogą one przynieść ze sobą coś bardzo dobrego.