Foto & VideoO wszystkim

Uczyć się od najlepszych

dodany przezKamil Timoszuk 6 września 2018 0 Komentarzy

Nigdy nie można mówić o tym, że wie się i umie już wszystko. Tym bardziej jeśli jest się na stosunkowym początku swojej drogi. W takich też chwilach warto szukać jakichś wskazówek czy nawet drogowskazów, które pokażą ci twoją drogę.

Pisząc te powyższe słowa nie teoretyzuję. Piszę bowiem jak najbardziej praktycznie, mając na uwadze moją przygodę z fotografią, która trwa już kolejny rok. Przygoda, która nie znudziła mi się po miesiącu czy dwóch, jak wiele osób mi na starcie bardzo często przepowiadało. Ba, ona mam wrażenie, że dopiero się rozwija, a co z mojego punktu widzenia jest najlepsze, po prostu mnie to wszystko jara 😉

Taki stan rzeczy sprawia jednak, że mam w sobie dużo chęci. Chęci do poznawania, próbowania, uczenia się czy też po prostu nabierania doświadczenia. Doświadczenia, które mam wrażenie, że bardzo często jest kluczowe w naszym życiu. I to nawet nie w kontekście fotograficznym, ale tak po prostu ogólnie. Dlatego też ostatnimi czasy staram się korzystać z sytuacji i możliwości, które się przede mną otwierają aby zrobić jak najwięcej, a do tego najlepiej jak potrafię. Dlatego też oprócz mojego ukochanego sportu zacząłem się ostatnio bawić innymi formami fotografii. Na opowiedzenie o tym jeszcze przyjdzie czas. Dziś jednak zdecydowanie będzie o sporcie.

fot. Patryk Pałka

Wszystko za sprawą tego, że w minioną niedzielę miałem okazję uczestniczyć w Warsztatach Fotografii Sportowej zorganizowanych przez FotoAkademię. Dlaczego jednak wybrałem to a nie inne tego typu wydarzenie? Powody były dwa. Pierwszym z nich była osoba prowadzącego te warsztaty czyli Pana Kuby Atysa. Fotografa sportowego z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, które podsumowałbym jednym stwierdzeniem – 10 Igrzysk Olimpijskich (5 letnich i 5 zimowych). Oprócz tego oczywiście wiele też innych znaczących imprez na których powstało wiele świetnych zdjęć spod jego ręki. Wiele z nich na pewno kiedyś widzieliście, ale nie jesteście świadomi kto był ich autorem. Drugim argumentem za tym aby dotrzeć na to szkolenie było to, że projekt FotoAkademii wspiera bliska mi firma Canon. I to właśnie na tych warsztatach była możliwość potestowania sprzętu, którego w niektórych przypadkach nigdy w rękach nie miałem. Zresztą do tego jeszcze dojdziemy.

Jak się trafia na takie warsztaty? Tu nie ma żadnej ekscytującej historii. Jest za to Instagram, pojawiająca się tam reklama, opłacenie warsztatów, a później standard czyli pociąg, Warszawa, AWF i już 🙂 No może nie bez problemów bo jak się okazało, na terenie warszawskiej uczelni istnieją dwa miejsca o bardzo zbliżonej nazwie. Na szczęście nie są one oddalone od siebie daleko więc luz – spóźnienia nie było 😉 Na początku jak to na takich imprezach bywa, była za to lekka trema i to zarówno u kursantów jak i u prowadzących. Bo już na miejscu okazało się, że Pana Kubę Atysa będzie wspierać człowiek z ramienia Canona czyli Patryk Pałka. To do niego można było się zwracać z wszelkimi pytaniami natury technicznej i praktycznie za każdym razem otrzymać satysfakcjonującą odpowiedź. Dlatego duży plus należy się dla organizatorów za takie „udogodnienie”.


Autorem zdjęć z warsztatów jest Patryk Pałka. Pełna galeria zdjęć jest do zobaczenia pod TYM linkiem.

Same warsztaty były zaś podzielone na dwie części – teoretyczną i praktyczną. Ta pierwsza zaczęła się od paru słów o sobie, które musiał wygłosić każdy kto dotarł do Warszawy. I tu nastąpiło moje małe zaskoczenie. Zaskoczenie wynikające z tego, że jadąc na warszawski AWF wydawało mi się, że w gronie tych wszystkich ludzi, będę tym który ma najmniejsze doświadczenie. A sądząc po tym co najpierw powiedziałem ja, a później moi współtowarzysze to okazało się, że zaliczyłbym się do czołówki jeśli chodzi o moje kontakty ze sportem i fotografią sportową. Czy to dobrze? Ani dobrze, ani źle, tylko na początku trochę jakby dziwnie 🙂 Poza tym z wypowiedzi innych okazało się, że motywacje aby skorzystać z takiego kursu mogą być bardzo różne, czasami bardzo zaskakujące. To jednak bym określił jako wartość dodaną.

W następnej kolejności wszyscy mogli zobaczyć sporą porcję zdjęć prowadzącego, które okraszał on różnego rodzaju historiami „z pola bitwy”. Jak się też właśnie wtedy okazało wiele właśnie z pokazanych zdjęć znałem już od dawna z różnej maści serwisów sportowych lub innych mediów. Dodatkowym smaczkiem było opowiedzenie paru historii, które przydarzyły się na fotograficznej drodze prowadzącego. Moja ulubiona? Choć historia sama w sobie wesoła nie jest, to ta o „latającym laptopie” w Bełchatowie wysunęła się na prowadzenie. W pewnym momencie od słowa do słowa, Pan Kuba zaczął przechodzić do omawiania zasad jakie panują na imprezach sportowych pod kątem tego co mogą, a czego nie mogą fotografowie oraz przede wszystkim to, gdzie mogą się poruszać. Było to o tyle ważne, że większość osób nie zetknęła się z czymś takim wcześniej. Ja mając na swoim koncie fotografowanie takich imprez jak polska piłkarska Ekstraklasa, koszykarska Euroliga czy też kilka innych, o takich rzeczach po prostu już wiedziałem. Aczkolwiek i tak było dobrze posłuchać jak to wygląda na zawodach lekkoatletycznych, których wcześniej nie miałem okazji uwieczniać.

fot. Patryk Pałka

Słusznym zabiegiem było na pewno to, że warsztaty dotyczące fotografii sportowej były połączone z wydarzeniem sportowym. Dzięki temu można było popracować nie tylko w teorii ale także i na „żywym organizmie”. Tym razem była to Warszawska Liga Lekkoatletyczna, która rozgrywała się na stadionie warszawskiego AWF-u. Temat fotograficznie na pewno ciekawy, choć mnie od strony sportowej nie porwał. Za to cenię sobie na pewno fakt, że dzięki temu mogłem sobie skorzystać i wypróbować w akcji body Canona 1Dx wraz z obiektywem tej samej firmy 400mm. Obie „zabawki” dają radę i na pewno w niedalekiej przyszłości chcąc zrobić kolejny upgrade swego sprzętu, body 1Dx na pewno jest moim celem numer jeden. Bez dwóch zdań.

fot. Patryk Pałka

Natomiast niespodzianką której nikt się nie spodziewał łącznie z organizatorami był fakt, że jeden z uczestników warsztatów przywiózł ze sobą sprzęt powiedziałbym, że niebagatelny 😉 Nie co dzień bowiem obcuje się z Sigmą 800mm, która wygląda bardziej na armatę aniżeli sprzęt do robienia zdjęć 😉 To jest już ten rodzaj sprzętu, którym nie ma praktycznie żądnej możliwości aby zrobić zdjęcie „z ręki”. O selfie też można raczej zapomnieć 😉 Właściciel jednak wykorzystuje go głównie do wykonywania zdjęć sportów wodnych, gdzie nie zawsze można podejść blisko toczących się wydarzeń. Jak udowodnił też na warsztatach, przy dobrym ogarnięciu tematu można fajnie to wykorzystać na takich lekkoatletycznych zawodach.

Po kilku godzinach na arenie zmagań przyszedł czas na obróbkę zdjęć i omówienie ich przy całej grupie. I to ze swojego punktu widzenia zaliczyłbym na plus całego przedsięwzięcia. Doprze było bowiem usłyszeć parę słów na temat swoich zdjęć od człowieka który to robi od mniej więcej tylu lat od ilu ja chodzę po tym świecie. To co udało mi się ustrzelić tego dnia i moim zdaniem nadaje się do pokazania znajdziecie w galerii na końcu tekstu.

Podsumowując jednak warsztaty z mojego punktu widzenia zabrakło dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest więcej więcej konkretów. Mam tu na myśli więcej wiedzy czy też porad technicznych, takich jak na przykład ustawień aparatu wykonując zdjęcia na poszczególnych sportach czy tym podobnych. Rozumiem jednak, że dla osób, które są dopiero na początku fotograficznej drogi ze sportem mogło to być po prostu nudne taka najczystsza wiedza. To może też jest pomysł na kolejne edycje warsztatów, aby dzielić ludzi pod kątem poziomu ich zaawansowania. Poza tym trochę było widać to, że to dopiero pierwsza edycja tego kursu. Zbyt wiele rzeczy było podane w dość chaotyczny i jakby niepoukładany sposób. W efekcie tego same warsztaty przeciągnęły się poza wcześniej określone ramy czasowe, przez co ja na przykład byłem zmuszony opuścić je przed oficjalnym końcem. Może więc warto byłoby je wydłużyć z 8 do 9 czy nawet 10 godzin? Bo co to za różnica czy zaczną się one o 10, 11 czy 12? Moim zdaniem niewielka.

fot. Patryk Pałka

Czy to wszystko jednak oznacza, że kasę i czas spędzony w Warszawie uważam za zmarnowany? W żadnym wypadku! Tak jak wspomniałem wcześniej, dla samej możliwości testowania sprzętu warto było się tam pojawić. A cała reszta to był tylko dodatek. Chwilami mniej, a czasami bardziej przydatny, ale dodatek. Dlatego jeśli mnie ktoś zapyta czy polecałbym się na taki kurs wybrać, to powiem że tak. W szczególności tym, którzy dopiero startują ze swoją fotograficzną przygodą ze sportem. Ja sam natomiast będę uważnie śledzić możliwości innych kursów FotoAkademii, bo już teraz widzę, że w ich ofercie są przynajmniej dwa, które mnie interesują.