fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Trzyliterowe szaleństwo rowerowe

dodany przezKamil Timoszuk 9 września 2015 0 Komentarzy

Dwukołowe urządzenie zwane rowerem, dla większości normalnych ludzi służy do tego aby przemieszczać się z punktu A do punktu B. Wiele lat temu znalazła się jednak pewna grupa wariatów-zapaleńców, która uznała, że ten sposób wykorzystania roweru jest zbyt mainstreamowy i postanowili wymyślić coś nowego.

Jazda na rowerze jest jedną z tych czynności, której jesteśmy próbowani nauczyć przez naszych rodziców bądź dziadków w chwili, kiedy jesteśmy jeszcze małymi brzdącami. I praktycznie każda, choćby trochę ogarnięta latorośl, po zaliczeniu paru spotkań z podłożem, może się szczycić posiadaniem tej umiejętności. Nie bez przyczyny istnieje też powiedzenie, że „jazdy na rowerze nie zapomina się nigdy”. I jakby na to nie spojrzeć, to rzeczywiście w tym powiedzeniu coś jest. Jednak z upływem kolejnych lat, z tej całej masy domorosłych rowerzystów, poszczególne jednostki zaczynają odczuwać pewną potrzebę czegoś więcej. Tym dodatkowym smaczkiem jakiego niektórym bardzo brakuje z związku z jazdą na rowerze jest adrenalina. Najbardziej uzależniający naturalny narkotyk, który raz wytworzony pozostaje w naszej pamięci na bardzo długo.

MP BMX 1

MP BMX 2

Jednak zwykła jazda na rowerze po mieście, jaką większość z nas wykonuje każdego dnia, adrenaliny w jakimś większym stężeniu nie dostarcza. No chyba, że trafiamy co chwila na kierowców, którzy sprawiają wrażenie, jakby czatowali na nasze zdrowie i życie. No ale cóż, taki już jest ten gatunek i z tym raczej za wiele się zrobić nie da. Jednak aby wytworzyć adrenalinę, można też na przykład brać udział we wszelkiej maści wyścigach rowerowych czyli najbardziej oczywistej w przypadku takiego pojazdu rywalizacji. Tak się też jednak składa, że istnieje jeszcze inna forma podnoszenia sobie, ale także i innym ciśnienia w związku z rowerem. Tym czymś jest bez wątpienia wyczynowa/ekstremalna jazda na rowerach typu BMX.

MP BMX 3

MP BMX 4

Owe rowery, w mojej świadomości pojawiły się już wiele lat temu, za sprawą pewnej imprezy, która w tamtych czasach stawiała swoje pierwsze kroki. Teraz natomiast jest wielkim międzynarodowym przedsięwzięciem zwanym X-Games. To właśnie wtedy, w połowie lat 90-tych, kiedy wielu obecnych zawodników nie było jeszcze na świecie, swoją sławę zaczęli zyskiwać tacy ludzie jak Tony Hawk, Dave Mirra czy też Travis Pastrana. Ja osobiście w tamtym czasie byłem fanem szalonych braci z Japonii, którzy potrafili wyczyniać cuda jeżdżąc, a właściwie to latając na rolkach. Owym rodzeństwem byli bracia Yasutoko.

Po tym okresie fascynacji przyszedł czas, kiedy to wszystko zeszło na dalszy plan, a właściwie to zniknęło, na rzecz koszykówki w moim życiu. Jednak głęboko ukryty sentyment musiał gdzieś pozostać, ponieważ widząc na swoim Facebooku wydarzenie promujące Mistrzostwa Polski BMX w Białymstoku, niemal od razu postanowiłem je odwiedzić. Niestety najpopularniejszy portal społecznościowy świata ma swoje wady, w postaci na przykład tego, że o niektórych rzeczach powiadamia bardzo późno. Tak też było i teraz, kiedy pierwszego dnia mistrzostw mogłem obejrzeć sobie tylko jego końcówkę. Ale za to jaką!

MP BMX 5

MP BMX 6

MP BMX 14

Przyjeżdżając na Węglówkę w Białymstoku, w sumie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. Nigdy na tego typu zawodach osobiście nie byłem, a więc wszystko było jedną wielką niewiadomą oraz zagadką. Tak się też jednak stało, że już pierwszego dnia trafiła mi się całkiem efektowna część imprezy, bowiem były to skoki na sporej wielkości hopkach usypanych na Węglówce czyli po prostu dircie. Jak się też później dowiedziałem, białostocki skatepark jest miejscem rozpoznawalnym nie tylko przez miejscowych zawodników, ale także i w bardziej odległych rejonach Polski. Wracając jednak do samej imprezy, to jak sobie przeczytałem w oficjalnej rozpisce zawodów miały to być zawody na najlepszy trick. Czy były to jednak zawody? Jak dla mnie było to spotkanie dobrych znajomych, którzy po prostu chcieli się po prostu dobrze pobawić, poskakać i pokazać to co mają najlepszego w swoim repertuarze. Przez te ponad 60 minut latania można było zobaczyć praktycznie wszystko – wysokie skoki, efektowne figury czy też niebezpiecznie wyglądające upadki. Niektóre z tych upadków kończyły się dość mocno nieprzyjemny sposób, jak na przykład definitywne zniszczenie roweru, poprzez połamania amortyzatora. Jak to mówimy tutaj na wschodzie – szit hapens 😉

MP BMX 7

MP BMX 8

W tym miejscu należą się też przeprosiny z mojej strony w kierunku jednego z młodszych zawodników z powyższej fotki, który poprzez użycie przeze mnie flesza, stracił panowanie nad rowerem i chyba nie muszę pisać jak to się skończyło 😉 Miałbym niezłego kaca moralnego, gdyby się coś Tobie chłopaku stało. Na szczęście obyło się bez twoich większych uszkodzeń ciała oraz mojego poczucia winy na długie zimowe wieczory 🙂 Faktem jest jednak to, że dla takiej osoby jak ja, która na co dzień tym sportem się nie interesuje, cały ten czas spędzony pierwszego dnia, był czasem bardzo udanym, bo zdecydowanie czymś nowym i świeżym. Samych ewolucji natomiast nie zamierzam opisywać, bo suche ich nazwy, bądź też nawet najbardziej poetyckie ich opisy, nie są w stanie oddać tego, jak one wyglądały w rzeczywistości. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest to, aby kiedyś samemu się wybrać i zobaczyć coś podobnego na własne oczy. Do czego rzecz jasna zachęcam.

MP BMX 9

MP BMX 10

Zachęcony sobotnimi popisami, wróciłem kolejnego dnia, aby obejrzeć już pod dachem część główną zawodów czyli finały kategorii Amator oraz PRO. Przyznaję się bez bicia i nie mam zamiaru udawać znawcy, ale nie wiem czy białostocki skatepark jest duży bądź mały w stosunku do innych tego typu miejsc w naszym kraju. Po niedzielnych finałach wiem jednak to, że jest on na pewno wystarczający do tego, aby zrobić w nim fajne show, które nawet laika nie będzie specjalnie nudzić. Co więcej, długimi momentami bawiłem się przednio. Bo jak tu się nudzić, skoro co chwilę jakiś niemalże domorosły samobójca, a to jeździ w szaleńczym tempie po podłodze, a to za chwilę wylatuje pod sufit aby tylko mieć jak najwięcej czasu do wykonania jakiejś efektownej ewolucji. Na pierwszy ogień poszli oczywiście amatorzy, z których każdy miał dwa razy po jednej minucie na to, aby zaliczyć jak najbardziej efektowny przejazd z jak najmniejszą liczbą podparć czy upadków.

A właśnie, co do upadków. Oglądając całą imprezę razem z treningami ją poprzedzającymi, liczby upadków jakie zaliczyli wszyscy riderzy razem wzięci nie sposób dokładnie zliczyć. Jednak to co rzucało się w oczy najbardziej to fakt, że niemal każdy z tych chłopaków zaraz po zaliczonym upadku podrywał się na proste nogi i jak gdyby nigdy nic kontynuował swój przejazd. Zauważone przeze mnie bliskie kontakty z ziemią, które owocowały dłuższym podnoszeniem się do kolejnego podejścia, można było policzyć na palcach jednej ręki. Podczas samych zawodów także tylko raz musieli interweniować panowie sanitariusze, którzy siedząc w swojej karetce byli w stanie gotowości. Na szczęście dla wszystkich – nie napracowali się oni zbytnio przez ten weekend.

Co ciekawe jednak w stanie gotowości musieli być czasami kibice, a już szczególnie ci, którzy zbierali się tuż przy wielkich otwartych drzwiach garażowych. Bo to właśnie tam kilkukrotnie zdarzały się upadki zawodników, które powodowały, że rower leciał w ich stronę. A kto był gapa, ten mógł więc oberwać kawałkiem metalu 😉 Poza tym co do samej organizacji zawodów i wyżej wspomnianych kibiców, to podczas trwania zawodów zacząłem się przez chwilę zastanawiać, czy nie byłoby dobrym pomysłem wprowadzenie pewnego „rytuału” podczas takich mistrzostw, jaki znają kibice futbolu amerykańskiego czyli Lowlanders Białystok. Mianowicie mam tu na myśli fakt, że spiker gadający do mikrofonu w trakcie imprezy, mógłby tłumaczyć zebranym widzom, nazwy poszczególnych tricków czy też na przykład poopowiadać trochę o samej dyscyplinie. Moim zdaniem taka mała rzecz sprawia, że kibic, który przyszedł nawet przypadkiem na taką imprezę, a takich ludzi w Białymstoku było sporo, mógłby się poczuć od razu bardziej swojsko. Pisząc swojsko mam tu na myśli to, że przecież każdemu ogląda się wszystko lepiej, jak mu druga osoba wytłumaczy co dokładnie w danej chwili ogląda 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=9–LwlFM504

Wisienką na tym weekendowym BMX-owym torcie był finał kategorii PRO. Już po pierwszym przejeździe zawodnika z tej kategorii, który występował tuż po zawodnikach z kategorii Amator, widać było dlaczego jest tam, a nie gdzie indziej 😉 Dynamika jazdy, technika oraz wyższe umiejętności były widoczne gołym okiem nawet dla mnie. Oglądało się to naprawdę świetnie. Tym bardziej, że po każdym minutowym przejeździe, każdy z zawodników miał jeszcze teoretycznie 3 próby na to, aby wykonać najlepszy trick tego dnia. Liczba podejść jednak była w pewnej chwili umowna, bowiem niektórzy pasjonaci tak się zapalili do swoich prób, że chcieli je robić niemal do skutku, lub też do chwili kiedy kompletnie opadną już z sił. Wtedy też można było zobaczyć jak na dłoni, kto jak bardzo jest kreatywny, i kto ma najbardziej ułańską fantazję. Niektórzy próbowali robić rzeczy, o których większość osób by nawet nie pomyślała – typu odbijanie się od ściany tuż pod sufitem skąd dotarło się poprzez wyskok z położonej obok rampy. Zresztą, jeśli ktoś z was ma chwilę to zapraszam do obejrzenia kilku przejazdów finałowej serii.

W taki też oto sposób, dzięki fachowej ocenie kilku sędziów, którzy bacznie obserwowali te wszystkie popisy, zostali wyłonieni zwycięzcy poszczególnych kategorii. Dla porządku więc podam pierwsze trójki obu klasyfikacji:

Kategoria AMATOR

1. Przemek Wożniak
2. Maks Kowalczyk
3. Paweł Gos

MP BMX 11

Kategoria PRO

1. Marcin Oskiera
2. Patryk Teul
3. Bartek Breś

MP BMX 12

Z mojej jednak strony gratulacje lecą nie tylko do tych 6 panów powyżej, ale także i do całej reszty zawodników, która przez dwa dni jeździła, skakała i wymyślała kolejne ewolucje tylko po to, aby sprawić radość sobie oraz zebranej publiczności. Wymaga to nie lada umiejętności, odwagi i samozaparcia, aby po każdym kolejny upadku, dosłownie i w przenośni, podnosić się i próbować po raz kolejny, i kolejny… Takie rzeczy cenię sobie chyba najbardziej! Tak samo też jak i fajne, inne od typowego dla mnie spędzania czasu. Bo czasem warto zainteresować się innymi sportami czy zajawkami, które dla wielu ludzi są także sensem życia. Innymi słowy poza CrossFitem też jest jakaś inna rzeczywistość 😉

MP BMX 13

Na koniec zaś zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć mojego autorstwa na moim fanpage na Facebooku, które udało mi się zrobić przez te dwa dni. Nie wszystkie one są takie jakbym chciał, jednak fotografia to dla mnie zdecydowanie nowa dziedzina, którą dopiero poznaję, i to jak na razie nawet nie swoim sprzętem. Pomimo tego, każdy uchwycony fajny kadr sprawia mi dużą radochę i mam nadzieję, że jakieś poszczególne klatki wywołają u was podobne odczucia. A wtedy nie wstydźcie się lajkować bądź udostępniać ich 😉

GALERIA ZDJĘĆ MP BMX W BIAŁYMSTOKU