fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Trudna sztuka odpoczynku

dodany przezKamil Timoszuk 9 października 2019 0 Komentarzy

Priorytety w życiu to coś co sprawia, że nasze życie może iść w lepszym lub gorszym kierunku. Jeśli poszczególnych z nich nie ustawimy w odpowiednim miejscu, to tak jakbyśmy osobiście prosili się o kłopoty. A teraz zgadnijcie – skąd ja o tym dokładnie wiem?

Jak się nie trudno domyślić, priorytety w moim życiu to nie było coś, co miałem idealnie ułożone. Od niemal samego początku mojego świadomego życia, brak stabilizacji pod różnym kątem, był początkiem i dużym powodem kłopotów. Z biegiem czasu wiele rzeczy, jednak znalazło swoje trochę lepsze lub trochę gorsze miejsce. Wydaje mi się jednak, że na chwilę obecną doskonale wiem, gdzie jestem ze swoim życiem i w którą stronę chcę iść. Nie da się jednak ukryć, że nawet w chwilach kiedy jest dobrze, zawsze jest coś do poprawy. Ja na przykład od jakiegoś czasu dość intensywnie uczę się odpoczywać.

Ktoś by mógł powiedzieć – a co to za problem żeby po prostu odpocząć? No powiem wam, wy którzy tak sądzicie, że dla wielu osób to jest cholerny problem. Szczególnie w czasach, gdzie każdy za czymś goni, chce coś osiągnąć i dla osiągnięcia tego celu jest w stanie poświęcić wiele. Tak jak ja od dłuższego już czasu. Staram się robić wszystko aby realizować swoje cele. Nawet te, które dla wielu są odrealnione, a w mojej głowie stanowią po prostu punkt do osiągnięcia. I samo w sobie moim zdaniem to nie jest złe. Jednak od jakiegoś czasu, szczególnie dzięki współpracy z osobami bardziej wykształconymi w tym kierunku, zauważam minusy takiego „gonienia króliczka”. Dlatego jednym z zadań, które muszę regularnie realizować jest odpoczynek. Przyznaję się bez bicia, że nie zawsze mi się to udaje. Obserwując wnikliwiej swoje zachowania w ostatnim czasie, zauważyłem przede wszystkim to, że ja tak czysto po ludzku po prostu nie lubię odpoczywać. W momencie kiedy staram się to robić, to bardzo szybko dopada mnie myśl o tym, że ja marnuję ten czas. Że dokładnie w tej chwili mógłbym, a czasem nawet wręcz powinien zrobić coś innego, bardziej użytecznego. Jest to w dużej mierze podobne do mojego podejścia do oglądania filmów w domu. Wtedy też często ciężko jest mi się na tym skupić w całości. Dlatego też na filmy chodzę do kina, gdzie łatwiej jest mi się odciąć od całej reszty. I idąc tym tropem w temacie odpoczynku, w ostatni weekend wyjechałem poza Białystok aby spędzić fajny weekend z fajnymi ludźmi.

Ile osób potrzeba aby spędzić dobry weekend poza miastem? W moim odczuciu nie ma takiej jednej konkretnej liczby, głównie dlatego, że od ilości zawsze bardziej liczy się jakość 🙂 A tym razem w tej w naszej 10-osobowej grupie wyjazdowej, na pewno takowej nie brakowało 😉 Z ludźmi z którymi znam się z boxa, postanowiliśmy zaznać trochę odpoczynku na łonie natury ale z dostępem do cywilizacji. Taką możliwość dało zaś Gospodarstwo Agroturystyczne Kraciówka, które mieści się kilkanaście kilometrów od Białej Podlaskiej. Miejsce na uboczu oferuje z jednej strony spokój, ciszę, dobre jedzenie i fajny klimat. Z drugiej zaś, w sezonie letnim można tam popływać pospacerować po polach i lasach, kajakiem, pojeździć swoim bądź wypożyczonym rowerem czy od tego sezonu skorzystać z usług parku linowego. Mało? Na fajny weekend w zupełności wystarczy!

My przyjeżdżając już w piątek wieczorem poczuliśmy klimat tak bardzo, że aż ciężko było iść spać o normalnej godzinie 😉 Było to o tyle karkołomne, że grupa śmiałków w tym także ja, zaplanowała sobie gościnny trening w CrossFit Biała Podlaska. Przyznaję się bez bicia, że w sobotni poranek ten pomysł nie wydawał się już taki super jak jeszcze choćby kilkanaście godzin wcześniej 😉 Ale skoro powiedziało się A… To 6 z 10 osób powiedziało B i do boxa dotarło 🙂 Czy tego żałowaliśmy? W żadnym wypadku! Nawet w chwili kiedy po wejściu do boxa zobaczyliśmy, że czeka nas walka z 30-minutowym AMRAP-em okraszonym AirBikem, SkiErgiem czy kettlami. Jedno co mogę powiedzieć o tym treningu to to, że przeżyliśmy go 🙂 Wielkie dzięki jednak za gościnę dla boxa z Białej Podlaskiej i możliwość wypocenia chociaż części elektrolitów przyjętych w poprzedzającą noc. Sam trening jak się okazało, nie był chyba jednak specjalnie wyczerpujący. Wystarczył bowiem dobry syty obiad, chwila regeneracji, a ponownie niemal komplet osób zameldował się w Parku Linowym Margaj.

Ja od początku mówiłem otwarcie, że z racji swojego lęku wysokości to na żadne wysokości się nie pcham. Jednak aby zabezpieczyć się przed nagabywaniem i namawianiem mnie, zapobiegawczo wziąłem ze sobą sprzęt fotograficzny. Tak aby pouwieczniać starania kompanów wyjazdowych i tym samym sprawić, że będzie „i wilk syty, i owca cała” 🙂 Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był po prostu strzał w dziesiątkę czyli – znajomi polatali po różnych drzewach i nie tylko, a ja mam kilka fajnych ujęć dla nich na pamiątkę. Co też potwierdza moją tezę, że warto jest robić fotki nie tylko w celach zarobkowych, ale też dla własnej czystej satysfakcji. Podrzucam kilka z takich strzałów z poniższej galerii.

 

Największym zaskoczeniem z parku było to, ile taka zabawa może trwać. Przed zobaczeniem tego na żywo, wydawało mi się, że przejście takich tras to kwestia godziny, półtorej maksymalnie. W rzeczywistości przejście trzech poziomów trudności zajmuje dobrze ponad 3 godziny. I mówimy tu w większości o wysportowanych i trenujących nacodzień osobach. A więc jeśli ktoś lubi wyzwania i nie ma takiego lęku wysokości jak ja, to powinien spróbować tej aktywności.

Nam za to dalsza część weekendu minęła bardzo szybko. Wieczorna posiadówa, „nocne Polaków rozmowy” czy też bliskie spotkania z naturą w postaci spacerów, niespodziewanego ganiania baranów i kun to było to po co przyjechaliśmy, a nawet i więcej. Z całej dziesiątki osób na tym wyjeździe jedna z osób mogla wyjeżdżać z Kraciówki podwójnie zadowolona, ponieważ udało jej się spełnić swoje marzenie. Tym marzeniem było pojeżdżenie traktorkiem do koszenia trawy 😉 I nie ma co wnikać – każdy ma swoje marzenia. Brawo Mati! 🙂

Ja zaś na tym wyjeździe żadnego marzenia nie spełniłem ale i tak się zajebiście bawiłem oraz przede wszystkim dobrze odpocząłem. Bardziej psychicznie aniżeli fizycznie – ale o to mi najbardziej chodziło. O oderwanie się od tego co mam na co dzień. Tego co de facto cholernie lubię i szanuję, że w ogóle mogę robić ale w nadmiernych ilościach bywa to męczące. Zaś takie wyjazdy dobrze pozwalają mi ładować baterie o czym przyznaję się bez bicia trochę zdarza mi się zapomnieć. Dzięki jednak ekipo za przypomnienie!

To wszystko jest zaś dobrym prognostykiem przed tym co czeka mnie już za kilka dni. Kraj w którym jeszcze nigdy nie byłem, a słynie on z tego, że można tam solidnie wypocząć. Zobaczymy w takim razie czy mi się to uda 😉