CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Trójmiejskie potyczki

dodany przezKamil Timoszuk 5 kwietnia 2017 0 Komentarzy

Jak można podzielić crossfitowe imprezy jakie w ostatnim czasie odbywały się w Trójmieście? Pierwszym podziałem jaki przychodzi mi na myśl to na te duże i te dobre 😉 Idąc więc dalej tym tropem, do której z grup po ostatnim weekendzie można będzie zaliczyć 3City Box Battle?

Nadmorski trójmiejski klimat w połączeniu z CrossFitem, od kilku już lat, regularnie przyciąga ludzi z całej Polski na jakieś zawody. A to Cross Baltic Challenge towarzyszący targom Fit Festival, a to impreza organizowana ostatnio przez CrossFit Trójmiasto na tamtejszej plaży. Imprezy zupełnie inne pod każdym względem, ale mające tak samo coś do zaoferowania. Teraz do tej dwójki dołączyło jeszcze trzecie wydarzenie – 3City Box Battle. Pierwsze w historii, prawie bezkrwawe, starcie trójmiejskich boxów.

Założeniem tej imprezy było wyłonienie najbardziej wysportowanych ludzi w Trójmieście oraz najlepszego tamtejszego boxa. Nie było to jednak zadanie tak proste jakby się mogło wydawać. W historii trójmiejskiego CrossFitu, były już podobno czynione próby zorganizowania takiego wydarzenia. Wtedy jednak robione było to na mniejszą skalę i na pewno nie tak przemyślanie jak tym razem. Samym zawodom smaczku dodawały też stosunki jakie panują między boxami. Żadna z miejscowych osób otwarcie nie przyznaje, że jest jakiś otwarty konflikt pomiędzy kimkolwiek, ale każdy przyznaje, że coś jakby wisi w powietrzu. To więc dodawało smaczku całej tej czysto sportowej rywalizacji.

Przez długi czas od samego ogłoszenia tej imprezy, nie było wiadomo kto stoi za jej organizacją. Kiedy okazało się, że jest to Marcin Biliński z CrossFit Gdynia oraz Krzysztof Ruciński z CrossCore, ja osobiście byłem przekonany, że to się po prostu uda. Panowie wymyślili sobie, że do całej tej zabawy zaproszą wszystkich 5 afiliowanych boxów w Trójmieście oraz dwa miejsca, gdzie krosfity także są robione 😉 Head coachowie każdego z tych miejsc, otrzymali od organizatorów do rozdysponowania po 5 dzikich kart w swoich boxach – 3 dla panów oraz 2 dla pań. Reszta z puli przyznanych miejsc była do wzięcia w drodze eliminacji. W tych mogli natomiast startować tylko ci, którzy na co dzień trenują w Trójmieście.

GALERIA ZDJĘĆ Z 3CITY BOX BATTLE

Jako, że pomysł tego typu zawodów mi się spodobał, a do tego lubię jeździć nad morze, to było dla mnie oczywiste, że zjawię się w Gdyni 🙂 Myśląc jednak o tym, nie wiedziałem jeszcze wtedy, że z tą imprezą będzie się wiązał ponad 40-godzinny bezsenny maraton. Ale cóż, nie ma to jak dobra przygoda z wieloma zwrotami akcji 😉 Te już zaczęły się w Białymstoku, z którego wyjazd przełożył się z planowanej godziny około 15-16, na godzinę 23. To natomiast pociągnęło za sobą pasmo innych zdarzeń, w które nie był na pewno wpisany sen. Za to witające przy wjeździe do Gdyni dziki o godzinie 5 nad ranem, na pewno były ciekawym urozmaiceniem. I gdyby ktoś miał wątpliwości – nie mam tu na myśli wracających z jakiejś imprezy crossfiterów, a prawdziwe stado zwierząt 🙂

Zaraz po wejściu nad ranem do hali można było zwrócić uwagę na to, że miejsce zawodów zaplanowane jest w najmniejszym szczególe. Hala Gdyńskiego Ośrodka Sportu daje możliwości aby taki event jak 3City Box Battle zorganizować na bardzo dobrym poziomie. Organizatorzy fajnie rozwiązali zagospodarowanie miejsca, którego wystarczyło tyle, żeby umieścić tam nie tylko arenę zawodów z trybunami. Znalazło się tam także miejsce techniczne dla sprzętu, strefa rozgrzewkowa, miejsce dla paru wystawców, miejsce przeznaczone do jedzenia (darmowe posiłki dla wszystkich chętnych), a nawet kącik do zabawy dla dzieci. Widać, że ktoś tu zdecydowanie odrobił pracą domową z organizacji imprez 😉

Formuła zawodów sprawiła też, że w tej samej kategorii startowali zarówno doświadczeni zawodnicy, jak i też po prostu dobrzy klubowicze danego boxa. Było to niejako wyzwanie dla samych organizatorów, którzy musieli wypracować taki poziom trudności, aby teoretycznie każdy sobie poradził. Jak można było zobaczyć już w pierwszym workoucie, wiadomo było, że łatwo nie będzie. Świadczyły o tym chociażby sztangi, na których już na samym początku było załadowane po 120 kilogramów. To był jednak dopiero początek tego rozbudowanego workoutu w który wchodziły jeszcze burpeesy, thrustery z kettlami, box jumpy i toes to bar. Dokładną rozpiskę tego jak wyglądał każdy poszczególny workout możecie znaleźć na Athletes Zone. Z takim zestawem wśród najlepiej poradziła sobie para reprezentantów i zarazem trenerów CrossBox Marina czyli Wojtek Sulima i Marta Zakrzewska.

Drugi z workoutów było to ciekawe połączenie gimnastyki z ciężarami. W pierwszej z dwóch oddzielnie punktowanych części, zawodnicy musieli zrobić jak najwięcej swingów kettlem oraz przysiadów na jednej nodze czyli tak zwanych pistolsów. Po tych czterech minutach zawodnicy zostali postawieni przed faktem ustalenia swojego maxa w kompleksie. Ten zaś składał się z jednego cleana, jednego hang clustera i jednego STO. Założenie było też takie, że każdy z zawodników nie mógł zacząć na sztandze ważącej mniej niż 70 kilogramów, a u pań granica ta wynosiła 40 kilogramów. W tym workoucie najwięcej wypchnęła nad głowę Urszula Jakimowicz z CrossFit Trójmiasto – 73 kilogramy. U panów tym razem najlepszy okazał się Maciej Kundzicz. Jednak dotychczasowy lider czyli Wojtek Sulima także nie pozostawał w tyle wypychając nad głowę 110 kilogramów.

Z biegiem czasu pogoda w Gdyni zaczynała coraz bardziej przypominać tę iście wakacyjną. Przez co też każdej możliwej przerwie w zawodach, ludzie coraz tłumniej wychodzili na zewnątrz aby z tego skorzystać. Przez to też nie udało się wprowadzić w życie fajnej inicjatywy jaką miał być wykład prowadzony przez Dawida Białowąsa z Barbell Kitchen. Tym razem wygrała w ludziach chęć zaspokojenia mniej więcej półrocznego niedoboru słońca i gorącej temperatury, aniżeli zdobycia nowej wiedzy. W chwili gdy jednak wystartował workout numer trzy, większość zawodników oraz kibiców stawiła się na miejscu aby oglądać typowe zajeżdżanie nóg przy pomocy AirBike’a oraz wall balli. Te zaś były wykonywane przy pomocy pokazanej premierowo właśnie podczas 3City Box Battle, kuloodpornej piłki lekarskiej od Steelstorm.

Ze swojego punktu widzenia muszę też przyznać, że był to jeden z najbardziej „fotogenicznych” workoutów tego dnia. Nie ma to przecież jak chwytać na zdjęciach te chwile, kiedy ktoś umiera na AirBike’u 😉 A do zrobienia go było całkiem sporo, bo 30 kalorii u panów na wejście i maksymalną ich liczbę po zrobieniu jeszcze 60 wall balli oraz 30 podciągnięć na drążku. W tym workoucie było też idealnie widać, jak zacięta tego dnia będzie rywalizacja kobiet. O tym, że pierwsze miejsce w WOD-zie numer 3 zgarnęła Anna Kaszuba, zadecydowała zaledwie jedna kaloria więcej na AirBike’u. Druga w tym WOD-zie Marta Zakrzewska wyprzedziła trzecią Urszulę Jakimowicz także o zaledwie 2 kalorie. U mężczyzn całą pulę zgarnął Paweł Pietrzak z CrossCore, wyprzedzając Wojtka Sulimę i Bartosza Balcerowskiego.

Organizatorzy 3City Box Battle zadbali też o to, aby nie brakowało tego dnia zaskoczeń. Jednym z nich było wyniesienie całej rywalizacji na workout numer 4 poza halę Gdyńskiego Ośrodka Sportu i umiejscowienie go na trawiastym boisku znajdującym się nieopodal. W połączeniu tego z niezwykle ciepłą aurą okazało się strzałem w dziesiątkę. Choć tak sobie myślę, że nawet gdyby tego dnia padał deszcz, to także mogłoby mieć swój, specyficzny, ale jednak klimat 😉 Jednak nie tym razem. Teraz przyszło się zmierzyć zawodnikom z ciągnięciem ciężkiego sleda, burpeesach z piłką lekarską oraz wykrokami i snatchami kettlami. W przypadku tej pierwszej czynności wielu zawodniczek czy zawodników wygrywało ze swoimi rywalami nie tylko swoją siłą, ale także ergonomią ruchu. Kto szybciej złapał właściwy rytm, ten był o te kilka metrów przed rywalami. Aż o 42 sekundy na mecie, wygrywający ten WOD Wojtek Sulima zdystansował drugiego w klasyfikacji Adama Ciszewskiego z CrossCore. U kobiet najlepiej poradziła sobie po raz kolejny reprezentantka CrossFit TrojmiastoUrszula Jakimowicz.

Takim też sposobem wszyscy dotarli do finałowego eventu. Biorąc pod uwagę to, że większość wcześniejszych workoutów oparta była na wszelkiej maści ciężarach, tak w finale musiało być coś gimnastycznego. I tak też się stało, ponieważ w jego pierwszej części pojawiły się tam muscle upy u panów, a u pań C2B. Do tego też była dołączona skakanka, sztanga i kettle. Druga zaś część to była już czysta sztanga czyli 30 jak najszybciej zrobionych snatchy w ciągu maksymalnie 5 minut. Innymi słowy – mocny koniec mocnych zawodów. W przeciwieństwie też do większości crossfitowych imprez w Polsce, do finałowych zmagań jako pierwsi zostali zaproszeni panowie. Tak wyglądał w ich wykonaniu najmocniejszy ze wszystkich heatów.

Ten finał nie miał zbyt wielkiej dramaturgii. Głównie dlatego, że Wojtek Sulima z CrossBox Marina odskoczył od rywali tak daleko, że praktycznie by było żadnych szans aby ci go dogonili. Na drugim miejscu ogólnej klasyfikacji uplasował się Bartosz Balcerowski z Nordcity Crew, a na trzecim Paweł Pietrzak z gdańskiego CrossCore.

PLAYLISTA FILMÓW Z 3CITY BOX BATTLE

Wśród pań sytuacja była bardziej skomplikowana, ponieważ pomiędzy pierwszymi trzema paniami różnice w punktach były naprawdę minimalne i wszystko się mogło jeszcze zdarzyć. Zanim jednak to nastąpiło, to wydarzyła się chwila, która na swój sposób bardzo mnie ucieszyła. Bo to właśnie w pierwszym finałowym heacie zdarzyła się sytuacja, która była wręcz kwintesencją tego, za co chciałbym aby było przyznawane moje wyróżnienie na zawodach. W roli głównej wystąpiła Zuza Augustyniak, która miała za zadanie wykonać C2B. Ćwiczenie które jak się okazało, póki co nie jest jej mocną stroną. Nie przeszkodziło jej to jednak w tym, aby stanąć ramię w ramię ze swoimi rywalkami i próbować. Pomimo otrzymywania kolejnych niezaliczonych powtórzeń, Zuza łapała się kolejny raz za drążek i starała się aby każde kolejne powtórzenie było repem. Niestety nieskutecznie.

Co gorsza, przy jednej z takich prób, uderzyła się ona głową o drążek, po czym upadła na ziemię. Pomimo bólu i zwątpienia, który objawił się w postaci łez, oraz możliwości zrezygnowania z dalszej walki, o co nikt by nie miał do niej pretensji, Zuza podjęła raz jeszcze rękawice i wystąpiła w części drugiej. Tam tak na prawdę walczyła ona już sama ze sobą i tę walkę zdecydowanie wygrała. Tym samym zyskała szacunek i podziw wielu osób, a także moje wyróżnienie, które nie mogło trafić w żadne inne ręce. Moment kiedy wypowiadając jej imię, podczas rozdania nagród, widziałem na jej twarzy szczere do bólu zaskoczenie oraz późniejsze łzy szczęścia, pozostanie długo w mojej pamięci. I może brzmi to wszystko patetycznie ale chrzanić to. Według mnie wyjątkowe chwile warto aby miały wyjątkową oprawę. A te zdecydowanie takimi były.

Fotka autorstwa FXlab Interactive. Wpadajcie na ich fanpage pod TYM adresem!

Poza tym już teraz mogę też poinformować, że moje wyróżnienie zyskało pierwszego partnera jakim będzie Unbroken Store. Co to oznacza? Oznacza to tyle, że w przyszłości zdobywcy tego wyróżnienia będą zdobywać nie tylko statuetkę oraz „dozgonny szacunek ludzi ulicy”, ale także i pewne nagrody rzeczowe. O tym jednak napiszę innym razem.

Wracając bowiem jeszcze do zawodów, do rozegrania został jeszcze finał finałów czyli starcie pań o pierwsze miejsce na podium. Kibicujący dziewczynom ludzie z ich boxów, doskonale wiedzieli jak potrzebne jest im to wsparcie. Dlatego też finałowy heat miał świetną oprawę, jakiej nie musiał nawet nakręcać prowadzący zawody z mikrofonem Bronek Olenkowicz. Atmosfera rodem z piłkarskich derbów Trójmiasta zrobiła się niemal sama 😉 Tylko że w tym przypadku zamiast Arki Gdynia i Lechii Gdańsk, mieliśmy CrossFit Trójmiasto i CrossFit Avanport.

Takim też sposobem najwyższe podium przypadło Marcie Zakrzewskiej, która wyprzedziła w końcowej klasyfikacji Annę Kaszubę o jeden punkt, oraz debiutującą na zawodach Urszulę Jakimowicz o dwa. Tym samym też rozstrzygnęła się rywalizacja boxów, gdzie zwyciężył w tym roku CrossBox Marina, pozostawiając na drugim miejscu CrossCore i CrossFit Trójmiasto na trzecim.

Tak więc zawody w Gdyni dobiegły do szczęśliwego końca. Czy była to dobra impreza? Moim zdaniem dobra nie, ale za to bardzo dobra tak 😉 Świetnie przygotowany organizacyjnie dzień, nawet pomimo małych wpadek czy niedociągnięć, można uznać za zdecydowanie udany. Na taką imprezę Trójmiasto czekało długo i się chyba doczekało. Tego dnia można było też zobaczyć to, że tamtejsze środowisko crossfitowe ewidentnie dojrzało. Bo nawet jeśli ma ono jakieś swoje sympatie czy antypatie, co jest całkowicie zrozumiałe, to potrafi zostawić je z boku i zająć się czysto sportową rywalizacją. To daje też nadzieję, że za rok wszystkie obecne, a być może i jakieś kolejne miejsca, stawią się w komplecie i ponownie stoczą świetną walkę. Organizatorzy zdecydowanie potwierdzili to, że warto im zaufać w przyszłości.