fbpx
CrossFitO wszystkim

TOP4 przedmiotów do wkurzania ludzi

dodany przezKamil Timoszuk 2 kwietnia 2015 3 komentarze

Przychodząc po raz pierwszy do niemal każdego crossfitowego boxa, wiele osób doznaje swego rodzaju szoku. Gdy przekracza się próg takiego miejsca, bardzo często mentalnie jest się jeszcze „na siłowni”. Co za tym też idzie, mózg w takiej chwili nie jest sobie w stanie poradzić z tym, że w miejscu gdzie na pierwszy rzut oka nie ma prawie żadnego sprzętu/maszyn, można wypracować solidną formę.

Nie raz zdarzało mi się widzieć ten grymas zdziwienia, kiedy osoby po przekroczeniu progów boxa, rozglądały się nerwowo dookoła i szukały czegoś czego nie ma. Zapewne w przypadku kilku z tych osób, w ich głowie pojawiało się pytanie „gdzie ja do cholery jestem?!”. Jeśli do tego jeszcze dochodził widok osób, które kończyły trening i wyglądały tak jakby za chwilę miały się żegnać z tym światem, tym skołowanie musiało być jeszcze większe.

Jak się też okazuje, powiedzenie mówiące o tym, że w każdym boxie „to ludzie są maszynami” nie jest do końca prawdziwe. Dlaczego? Ponieważ nowe osoby dopiero po jakimś czasie dowiadują się, dostrzegają, a następnie są zapoznawane ze sporą gamą sprzętu ułatwiającego, choć czasami w wielkich bólach, dojście do fajnych wyników. Nie za każdą z tych rzeczy człowiek będzie od razu przepadał. Głównie dlatego, że gdy czegoś nie potrafimy robić to dana rzecz tym bardziej nas irytuje i boli. Wiele z tych maszyn/sprzętów potrafi być też na swój sposób także złośliwa 🙂

Dlatego dziś napiszę o swoim prywatnym TOP 4 najbardziej nielubianego „sprzętu treningowego”.

Jump rope czyli „linka śmierci”

Skakanka

Ze skakanką nie lubiłem się od praktycznie zawsze. Kiedy kazano mi się uczyć po raz pierwszy w życiu pojedynczych skoków już czułem, że będzie to droga przez mękę. Niestety też, nie myliłem się w tym temacie. Po ogarnięciu singli przyszedł czas na double unders, których do dnia dzisiejszego ogarnąć w stopniu zadowalającym nie mogę. Wysłuchałem już praktycznie wszystkich możliwych rad, i obejrzałem godziny materiałów na YouTube, a więc w teorii jestem kozakiem. Tylko co z tego, skoro nie przekłada się to na praktykę? Nie ma jednak co ściemniać i w ostatnim czasie po prostu mam tego kawałka stalowej linki serdecznie dosyć. przekłada się to też na to, że nie biorę go praktycznie do ręki (nie jest to najmądrzejsze, wiem). Z takim więc podejściem progresu być nie może. Trzeba będzie to jednak znowu zmienić.

Box czyli kawałek drewna do obijania piszczeli

box skrzynia

Nie wie co to ból ten, komu nigdy nie ośliznęła się podczas wskoku na skrzynię noga, a tym samym nie przywalił on nią z impetem w jej kant. Ja niestety już wiem jak to jest i nie polecam. Tym bardziej, że do zliczenia takich akcji w moim wykonaniu, palców w jednej ręce już nie wystarczy, a blizny na nogach zostaną już chyba na zawsze. Ku pamięci potomności. Nie zmienia to jednak faktu, że wystarczy zaledwie chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe. Tak więc lojalnie ostrzegam tych jeszcze nieuświadomionych, którzy są na przykład przed swoimi pierwszymi box jumpami 🙂

Drążek czyli mam na tym zawisnąć czy się powiesić?

drążek

Rig lub też tak zwana popularnie klatka, w każdym z boxów stanowi dosyć ważny, jeśli nie najważniejszy element „scenografii”. Głównie zawdzięcza to swoim gabarytom, ale i nie tylko. Bo to właśnie podstawową funkcją riga są drążki, na których ludzie wykonują różne dziwaczne ewolucje. Ja z racji nadmiaru swoich kilogramów przez wiele lat o podciągnięciu swojego dupska na odpowiednią wysokość mogłem tylko pomarzyć. Teraz gdy zbędnego balastu jest już mniej, jest to już trochę prostsze. Daleki jednak jestem od chwalenia tej oto czynności. Poryte ręce jakby się pracowało w kopalni albo innej chucie, też nie dodają uroku temu bezdusznemu kawałkowi metalu. Jednak niewątpliwie efekty pracy z drążkiem lub na drążku, cieszą jak mało które – to trzeba przyznać.

Medicine ball czyli o tym jak nieuwaga kosztuje strzał między oczy

piłka lekarska

Piłkę lekarską znają chyba wszyscy. Nawet najbardziej oporny nauczyciel wychowania fizycznego w szkole, który jest oporny na wiedzę i podstawowe metody, pokazał swoim uczniom choć raz coś takiego jak piłka lekarska. Ja ze swojej szkoły jednak pamiętam tylko to, że tym kawałkiem skóry, wypchanym piaskiem, rzucało się za siebie na odległość i na ocenę. Nikt tego specjalnie raczej nie lubił. Kiedy więc każą nam znowu wziąć piłkę lekarską do rąk w boxie, i rzucać nią jak popieprzeni o ścianę, nie można się dziwić chwilowemu zniesmaczeniu 😉 Tym bardziej jeśli ktoś na poziomie początkującego, jest oporny w nauce i zdarza mu się na przykład rozkładać za szeroko ręce. Wtedy przyjęcie na twarz 10-kilogramowej piłki, spadającej z 3 metrów jest niemal murowane. Been there, done that 😉 Dorzucając do tego niedobór centymetrów wzrostu, można częściowo zrozumieć moją prywatną niechęć do tej czynności. Jednak zarówno z piłką jak i z resztą ćwiczeń jest tak samo – im mniej ich robimy —> tym mniej je umiemy —> tym mniej je także lubimy. Proste jak drut, a czasami trzeba sporo czasu aby to dotarło.

I na tym przykładzie zamknąłbym swoją wstępną listę. Na tych kilku przyrządach nie zamyka się jednak lista dostępnych sprzętów w większości boxów. Dalszą wyliczankę można by jeszcze mnożyć dosyć długo – sztangi, kettle, ergometr, opony… Ostatnio też w boxach, coraz śmielej pojawiają się coraz to bardziej wymyślne sprzęty jak sled, Air Bike czy też SkiErg. Są to kolejne maszyny tortur, które jedni na pewno pokochają, a inni wręcz znienawidzą. Ja natomiast jestem szczerze ciekaw do której grupy się zaliczę, a tym samym czy powyższa lista nie ulegnie rozszerzeniu. Jak to jednak wmawiają trenerzy niemal w każdym boxie, „to wszystko dla naszego dobra…” 😉