CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

TOP 10 crossfitowych imprez 2017

dodany przezKamil Timoszuk 4 stycznia 2018 2 komentarze

Polska scena zawodów crossfitowych – z roku na rok coraz większa, z roku na rok coraz bardziej różnorodna. Dlatego też ułożenie już tradycyjnego subiektywnego rankingu polskich imprez jest coraz trudniejsze. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych.

Kiedy na początku 2016 roku publikowałem swój pierwszy ranking imprez, robiłem to głównie z myślą o sobie. Chciałem jedynie usystematyzować to gdzie byłem i co widziałem przez cały 2015 rok. Wasz odzew jaki poszedł po publikacji tekstu sam WordPress odebrał jako atak jakiegoś spamu na bloga o czym poinformował mnie w stosownej wiadomości 🙂 To jednak dało mi do myślenia, że chyba istnieje jakaś chęć podsumowania minionego crossfitowego roku zarówno w was jak i też we mnie. Dlatego też ubiegłoroczne podsumowanie wyszło niemal naturalnie.

A jak jest dziś? Dziś mam przede wszystkim wielki dylemat. Zarówno samego rankingu, który już od początku zaznaczam, że jest mocno subiektywny. Pierwotnym założeniem tworzenia tego zestawienia było to, żeby umieszczać na liście jedynie polskie imprezy na których sam byłem. Jednak już w pierwszym rankingu nastąpiło odstępstwo od tej reguły w postaci Regionalsów w Kopenhadze, które wylądowały na szczycie listy. W drugim natomiast, poniekąd z urzędu, znalazła się impreza na jakiej mnie osobiście nie było czyli Wheel Throwdown 2016. W tegorocznym zestawieniu także są uwzględnione pewne kompromisy, które jednocześnie są lekko wymuszone przez to, jak polska scena zawodów wygląda. Jednak o tym przeczytacie na samym końcu. Tymczasem przejdźmy do tegorocznego TOP 10!

Miejsce 10

Wewnętrzne imprezy CrossFit Mokotów (RELACJA), CrossFit Wilanów (RELACJA), CrossFit Dopamine (RELACJA), CrossFit Elektromoc (RELACJA) i CrossFit Białystok

Tak jak obiecałem sobie i wam, każdego roku dopóki będzie pojawiać się to zestawienie, będą się w nim pojawiać obligatoryjnie zawody klubowe. Dlaczego? Pisząc w dużym skrócie dlatego, że moim zdaniem na to po prostu zasługują. Muszę się zapewne powtórzyć w stosunku do tego o czym pisałem 12 miesięcy temu, ale wewnętrzne zawody klubowe to zupełnie oddzielna kategoria takich imprez. Bo niby CrossFit, niby rywalizacja, ale moim zdaniem podszyta czymś więcej. Tym czymś więcej jest przeważnie pierwsze zetknięcie się z typowo sportową rywalizacją ludzi, którzy do tej pory często nie mieli o tym pojęcia. Panowie prawnicy, lekarze, studenci czy Panie domu nagle stają się w tym dniu sportowcami z krwi i kości. Mogą poczuć ten zastrzyk adrenaliny i współzawodnictwa jakiego nie jesteś w stanie nawet zasymulować na normalnym treningu. U jednych to powoduje uzależnienie i chęć kolejnych startów, a u innych zostaje to jako ciekawe wspomnienie. Wydaje mi się, że jednak stosunkowo niewiele jest osób, które żałują udziału w takim evencie.

GALERIE ZDJĘĆ:

BATTLE OF MOKOTÓW vol. 3 | FITNESS BATTLE (CF Wilanów)
FITNESS BATTLE (CF Dopamine) | WYZWANIE X | EMC THROWDOWN


Miejsce 9

Łódź Garage Games, Double Trouble, CPM Battle

Już na 9 miejscu znajdują się zebrane przeze mnie w jedną całość wszystkie łódzkie imprezy. Imprezy na których w minionym roku nie byłem ani razu. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że osobiście mam (miałem?) ich swego rodzaju przesyt. Może też fakt, że wszystkie są rozgrywane są w jednym miejscu sprawia to, że w mojej świadomości po tylu latach zaczynają się one zlewać w jedną całość. Po jednym z moich tekstów na początku roku, wiele osób uważało też, że stałem się „naczelnym hejterem” łódzkich zawodów. Jest to według mnie bzdura, o czym świadczy choćby fakt, że w tym roku trafiają one wszystkie do tego rankingu. Co więcej, uważam, że przez ostatnie lata Łódź jako ośrodek crossfitowy w Polsce, dla tej sceny zrobiła całkiem sporo. Bo to w tym mieście wiele osób stawiało swoje pierwsze crossfitowe kroki zawodnicze na ogólnopolskiej arenie. I mówię tu zarówno o zawodnikach większości nieznanych, jak i tych topowych, jakich teraz możemy oglądać w europejskich czy nawet ogólnoświatowych zmaganiach. Do dziś zresztą ten trend się nie zmienia i zawodnicy z całej Polski chętnie tam jeżdżą. A skoro ktoś chce poświęcać swój czas, energię i pieniądze aby to zrobić, to mi po prostu nic do tego. Sama łódzka scena na szczęście także widzi potrzebę zmian, czego efektem jest choćby tegoroczne przeniesienie Łódź Garage Games w maju pod Warszawę.


Miejsce 8

Adrenaline Team Challenge vol. II (RELACJA)

Nieoczywiste zawody w nieoczywistym miejscu. Tak można by podsumować ten event w Grudziądzu. W mieście do którego przyznaję się bez bicia chyba nie miałbym nigdy powodu aby dotrzeć. Jednak mając zaproszenie szefa wszystkich szefów w tym mieście czyli Grzegorza Jasińskiego, po prostu z niego skorzystałem. I wiecie co? Nie żałuję. Zresztą te zawody są dobrym dowodem na to jaki trend w organizacji tego typu imprez w crossfitowym świecie, a na pewno w Polsce. Mam tu na myśli zawody drużynowe, które wchodziły do repertuaru dosyć nieśmiało, a teraz stały się pełnoprawnym członkiem tego krajobrazu. Poza tym fajnym zaskoczeniem był fakt tego, jak zostały zorganizowane te zawody. Mianowicie to był jeden z najbardziej dopiętych pod niemal każdym względem crossfitowych eventów w tym roku na jakich byłem. Będę powtarzać to do znudzenia, ale nawet po tylu latach doświadczeń, niestety trzymanie się harmonogramu imprezy to nie jest jeszcze powszechny standard w tym kraju. Udaje się to raczej nielicznym, do których na szczęście Grzegorz i jego ekipa Stomil CrossFit może się swobodnie zaliczyć. Jeśli do tego dorzucimy nagrody w postaci AirBike’a, to nie ma nic dziwnego w tym, że na kolejną edycję zawodów w lutym nie ma już wolnych miejsc od paru tygodni.

GALERIA ZDJĘĆ Z ADRENALINE TEAM CHALLENGE vol. 2


Miejsce 7

Fire In The House vol. 2 (RELACJA)

Bydgoszcz w 2017 roku była mi szczególnie bliska. Odbyłem tam kilka podróży, gdzie niemal z każdej przywiozłem wiele wrażeń i jeszcze więcej przygód 🙂 Wszystko za sprawą dwóch imprez jakie w tym mieście miały miejsce w minionych miesiącach, a pierwsza z nich to właśnie druga edycja Fire In The House organizowanych przez Fire House. Dokładniej przez Bartka Warzeszkiewicza czyli człowieka orkiestrę, Michała Pełczyńskiego któremu do głośnego artykułowania mikrofon nie jest potrzebny, a także ich ludzi 🙂 Same zawody okazały się jednymi z najbardziej wymagających fizycznie i psychicznie jakie widziałem w tym roku. Naprawdę trzeba było wykazać się nad wyraz dużą dawką fantazji (lub sadyzmu 😉 ) aby wymyślić pewne workouty i rozwiązania treningowe. Z drugiej jednak strony, jeśli jest to wykonane z głową, to potrafi to być smaczkiem takiej imprezy. A że czasem to trwa wiele godzin? Niestety, pewnych rzeczy się nie uniknie organizując dużą imprezę w murach stosunkowo niedużego boxa.

Osobiście zapamiętam też te zawody dlatego, bo to podczas nich udało mi się uchwycić na zdjęciu jedną z fajniejszych chwil w tym roku. Było to niesamowite zwieńczenie kapitalnego finału kobiet!

GALERIA ZDJĘĆ Z FIRE IN THE HOUSE vol. 2


Miejsce 6

99 Problems Invitational (RELACJA)

Na miejscu 6 wylądowała impreza z którą niewątpliwie miałem najwięcej problemów w tym roku, aby ją gdzieś sensownie umiejscowić i w miarę rozsądnie to uargumentować. Rok wcześniej w moim odczuciu zawody 99 Problems okazały się jednym z największych, jeśli nawet nie największym zaskoczeniem na plus. Zawody, które zanim się jeszcze zaczęły, a już zebrały swoje baty choćby za miejsce, czyli „komercyjne Złote tarasy w centrum stolicy”, wyszły ze wszystkiego obronną ręką. Najlepszym dowodem na to było 4 miejsce w rankingu tuż za Regionalsami, AESC i LOGinLAB. Może też dlatego oczekiwania wobec tej imprezy w 2017 roku były już trochę inne. I po części udało się je spełnić, a po części nie. W 2017 roku na pewno zmieniono formułę rozgrywania zawodów z indywidualnych na drużynową, co według mnie było na plus. Na minus zaś wybrano, a wręcz narzucono z góry przez Reeboka, miejsce jej rozgrywania. Bo jeśli ktoś uważał, że plac przed dużym centrum handlowym to nie jest najlepsze miejsce dla „niekomercyjnego” i „garażowego” CrossFitu, to co może powiedzieć o wnętrzu sklepu Reeboka? Jak się jednak okazało dzięki bogatym pakietom startowym, udało się zebrać w Warszawie w jeden weekend praktycznie wszystkich najlepszych polskich zawodników i zawodniczki, co automatycznie nadawało tym zawodom miano najlepiej obsadzonej imprezy w tym roku. Co jednak z tego, skoro sama rywalizacja miała dość mocno letni klimat, co nielicznie zebrani ludzie w ciasnym sklepie doskonale widzieli, a sami zawodnicy potwierdzali w kuluarach. I nawet niemal perfekcyjna organizacja i obsługa tej imprezy nie była w stanie tego przykryć. Tak więc głównie dlatego ciężko mi było umieścić ten event w tym roku wyżej, skoro klimatycznych imprez było znacznie więcej. Ze strony Reeboka był to jednak na pewno marketingowy strzał w dziesiątkę!

GALERIA ZDJĘĆ Z 99 PROBLEMS INVITATIONAL


Miejsce 5

Fajty V.I.P Gym (RELACJA)

To czego zabrakło w Warszawie na imprezie Reeboka i CrossFit R99, wróciło do mnie z nawiązką w nieoczywistym dość Ełku. Dokładniej rzecz biorąc w siłowni połączonej z boxem o nazwie V.I.P Gym. To właśnie tam odbyła się finałowa kolejka tamtejszych Fajtów. W mieście na Mazurach, znanym głównie dla turystów z jezior i innych dobrodziejstw natury, od dłuższego czasu działa ekipa, która stara się robić fajne crossfitowe rzeczy na swoją skalę. I właśnie te próby czasami potrafią według mnie, mieć większą wartość aniżeli teoretycznie większe imprezy w większych miastach. Bo co z tego, że gdzieś odbywa się teoretycznie wielka impreza, skoro czasami obchodzi ona niemal tylko organizatorów oraz zawodników, i to tylko do momentu kiedy sami startują. Podczas ełckich Fajtów każdy kto przybył w to miejsce, miał okazję cofnąć się niemal w czasie i zobaczyć na własne oczy z jakich miejsc i jakich klimatów CrossFit się wywodzi. Bo nie zawsze trzeba mieć „pawie piórka w tyłku” aby było kolorowo. A tak w Ełku zdecydowanie było!

GALERIA ZDJĘĆ Z FAJTY V.I.P GYM


Miejsce 4

3City Box Battle (RELACJA)

Jeśli przyznawałbym jakieś wyróżnienie w tym rankingu na największe zaskoczenie roku w temacie imprez crossfitowych, to w tym roku zgarnęłoby je 3City Box Battle. Dlaczego? Ponieważ od samego początku odkąd pojawiły się o niej pierwsze wzmianki, to ciężko było wyczuć czy to się zakończy sukcesem. Sama idea zmierzenia się ze sobą lokalnych, czyli w tym przypadku trójmiejskich boxów, była świetna. Ja od jakiegoś czasu się już zastanawiam dlaczego tak mało jest tego typu imprez, skoro kilka innych miasta mogłoby się pokusić o to samo już dawno temu. Za organizację tego eventu zabrał się Marcin Biliński z CrossFit Gdynia oraz Krzysztof Ruciński z CrossCore. Znając już jakiś czas tych panów byłem spokojniejszy o to, że nie będzie lipy 😉 Smaczku całej tej imprezie dodawał fakt, że nie jest chyba wielka tajemnicą to, że nie wszystkie boxy w Trójmieście darzą się wzajemną sympatią. Niby nie powinno się na takich emocjach budować klimatu imprezy, ale szczerze mówiąc, lepsze są takie emocje, niż bezpłciowe imprezy dla nikogo. I tak też było w istocie, kiedy to zawodnicy startujący w poszczególnych heatach mogli liczyć na wsparcie swoich kolegów i koleżanek z poszczególnych boxów. Długimi chwilami, a szczególnie w finale, było prawie jak na derbach Arka – Lechia 😉 Dla mnie też ta impreza była o tyle ważna, ponieważ to tam zadebiutowało moje autorskie wyróżnienie, które trafiło w ręce Zuzy Augustyniak. Tak więc po raz kolejny świetna organizacja, ciekawe połączenie rywalizacji w hali oraz na podwórku, a to wszystko okraszone super klimatem musiało dać taki efekt. Dlatego też trzymam kciuki za kontynuację projektu, a nawet jego rozrastanie się. Bo wskoczenie na podium za rok jest jak najbardziej w zasięgu.

GALERIA ZDJĘĆ Z 3CITY BOX BATTLE


Miejsce 3

Battle Of The Machines vol. 10 (RELACJA) & vol. 11 (RELACJA)

Odkąd tylko zacząłem interesować się CrossFitem, to gdzieś w mojej świadomości istniała już impreza Battle Of The Machines. Nie wiem nawet czy nie trafiła tam przed Łódź Garage Games. O tym że warto tam się pojawić i zobaczyć to na własne oczy, także pisało mi wielu z was. Ja z tym faktem zwlekałem dość długo, bo „zawsze coś” stawało na drodze. W tym roku już tego nie było i dzięki temu byłem nie na jednej, a na dwóch edycjach BOTM. Między innymi też dlatego mogę powiedzieć, że w tym roku Bydgoszcz mi się kojarzy z zawodami i moimi przygodami. Same zawody jednak do chwili obecnej nie wiem czy są na odpowiedniej pozycji w tegorocznym rankingu. Sebastian Szubski wraz ze swoją małżonką i resztą ekipy CB163 robią niesamowitą robotę już od tylu lat. W stosunkowo niedużym boxie, organizują niepowtarzalną pod tak wieloma względami imprezę, że teraz wam tego wszystkiego nie opiszę, a śmiało odeślę do pełnych relacji podlinkowanych powyżej. Jednak trudno tu nie wspomnieć o systemie zapisów, dzięki któremu miejsca na te zawody rozchodzą się niemal na pniu. Zawodnicy zaś pchają się do tego, aby przeżyć na przykład coś takiego jak workout zero, który zawsze jest czymś oderwanym od całej reszty. Mam tu na myśli bieganie z wielkimi baniakami wody, pływanie na desce, bieg z oponami pod wielką górę czy pokonywanie wodno-szuwarowych przeszkód typu Survival Race. A to dopiero początek długieeego dnia zawodów. Na najtwardszych czeka zaś „afterparty na bogato” z dziwnymi, a przez to zajebistymi nocnymi workoutami, które wieńczą cały dzień w późnych godzinach wieczorno-porannych 🙂 Zresztą to naprawdę jest ciężko opisać tak w kilku zdaniach. To trzeba na prawdę zobaczyć i przetestować na sobie 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z BATTLE OF THE MACHINES VOL. 10

GALERIA ZDJĘĆ Z BATTLE OF THE MACHINES VOL. 11


Miejsce 2

LOGinLAB (RELACJA)

Triumfator z roku ubiegłego roku abdykował! I zrobił to trochę na własne życzenie… Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka i mam wrażenie, że są one podobne do kilku innych wcześniej wspomnianych imprez. Na pierwszym miejscu postawiłbym oczekiwania. Kiedy jechałem w 2016 roku do Krotoszyna to kompletnie nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Tylko pozytywne opinie nielicznych osób, które były na pierwszej edycji, pozwalały mi utrzymywać stan myślenia z naciskiem na to, że będzie dobrze. To co jednak większość ludzi chętnych do zobaczenia i przeżycia tego zastała na miejscu przerosła chyba oczekiwania. Moje także. Nic więc dziwnego, że  z czystym sumieniem LOGinLAB stał się według mnie najlepszą imprezą w Polsce. Jak jednak mówią mądrzy ludzie – „nie sztuką jest wejść na sam szczyt, a się na nim utrzymać”. I właśnie być może mając to hasło z tyłu głowy, Dawid Kujawski i jego ludzie, w 2017 roku chcieli za bardzo udowodnić do czego jest zdolna popularna Krotoszynfornia. Dlatego też impreza zdecydowanie się rozrosła. Oprócz konkurencji indywidualnych doszły też pełnoprawne konkurencje zespołowe. Do tego zamiast rozgrywać wszystko w jednym miejscu, kibice byli zmuszeni przez całe trzy dni rywalizacji wybierać gdzie chcą w danej chwili być i kogo oglądać. To moim zdaniem zabiło trochę ideę całej zabawy pod tytułem „bycia z ludźmi i dla ludzi”. Wszelkie problemy organizacyjne które doszły później, nie do końca udane sędziowanie czy też otwarte kłótnie z zawodnikami na świetnym rynku w Krotoszynie nie pozostawiły po sobie dobrego wrażenia. Na pewno nie na tyle dobrego aby można by powiedzieć, że w tym roku LOGinLAB był najlepszy. Nie zmienia to jednak faktu, że za rozmach z jakim wszystko zostało przygotowane i jak z roku na rok impreza rośnie, należą się oczywiście brawa i słowa uznania. Fajnie by było aby w kolejnym roku została zminimalizowana liczba fakapów na każdym polu, a szczególnie tych widocznych gołym okiem dla wszystkich. Bo całe polskie środowisko crossfitowe potrzebuje silnego LOGinLAB.

GALERIA ZDJĘĆ Z LOGinLAB 2017 (DZIEŃ I)

GALERIA ZDJĘĆ Z LOGinLAB 2017 (DZIEŃ II)

GALERIA ZDJĘĆ Z LOGinLAB 2017 (DZIEŃ III)


Miejsce 1

Medieval Games (RELACJA)

Czy mogło być inaczej? Czy ktoś spodziewał się po imprezie na zamku w Rynie czegoś innego? 😉 Niemal od pierwszego dnia, kiedy tylko pojawił się spot promocyjny tego wydarzenia, widać było że te zawody to nie będzie jakieś pitu pitu 🙂 Tym bardziej jeśli firmował to swoim nazwiskiem Bronisław Olenkowicz i Łukasz Trzonkowski czyli czołowi polscy zawodnicy. Jak się okazało później, oni byli głową tego przedsięwzięcia, a szyją która tym zawiadywała była Magda Dowgiałło-Karolczyk. Tercet na tyle dobrany, że każdy kto dotarł na zamek w Rynie, ten po prostu tego nie żałował. Niepowtarzalne miejsce, masa świetnych zawodników, duże nagrody, ciekawe workouty i zaskakujące rozwiązania – to są główne składowe tegorocznego sukcesu Medieval Games. Oczywiście zaraz ktoś może podnieść lament, że przecież „nie można było rzucać sztangą!”. I w jakimś drobnym ale jednak stopniu może mieć nawet rację. Ale po pierwsze to przychylam się do tego o czym mówi sam organizator czyli to, że „dla każdego warunki były takie same” Z drugiej jednak czy jest coś takiego jak zawody idealne? Oczywiście, że nie ma, bo nawet na Gamesom w Carson zdarza się miewać fakapy. Amerykanie jednak ewidentnie wyciągają z nich konkretne wnioski. Czy to samo zrobi ekipa od Medieval Games i jeszcze bardziej usprawni swoją i tak już znakomitą imprezę? Przekonamy się o tym już na początku kwietnia, podczas drugiej edycji zamkowej imprezy.

GALERIA ZDJĘĆ Z MEDIEVAL GAMES (DZIEŃ I & II)

GALERIA ZDJĘĆ Z MEDIEVAL GAMES (DZIEŃ III)


Wyróżnienie specjalne

Wheel Throwdown 2017 (RELACJA)

W tym roku do tego miana stety/niestety brałem pod uwagę tylko dwie imprezy. Jedną z nich było EMC Kids Throwdown czyli zawody dla najmniejszych crossfiterów w CrossFit Elektromoc (RELACJA i ZDJĘCIA). Drugą oczywiście dobrze już znane w tym środowisku Wheel Throwdown czyli zawody osób poruszających się na wózkach. Impreza, która już zgarnęła jedno takie wyróżnienie dwa lata temu, a w tym roku powtarza ten sukces. Robi to jednak w stu procentach zasłużenie. Dlaczego? Ponieważ po raz kolejny pokazuje wszystkim, że CrossFit potrafi mieć bardzo różne oblicza. Udowadnia dobitnie, że osoby poruszające się na wózkach i posiadające jakieś ograniczenia ruchowe są tak samo w stanie rywalizować i zmagać się na zawodach jak i osoby w pełni sprawne. Co więcej, na przykładzie Wheel Throwdown widać jak cała polska scena CrossFit poszła w ostatnich latach do przodu pod względem poziomu sportowego. Gdy miałem okazję oglądać pierwsze zawody, to już sam fakt takiej rywalizacji potrafił wzbudzić podziw. W tym roku na zawodach można było zobaczyć wspinanie się na linę, podciąganie na drążku, snatche czy nawet muscle upu w kamizelce obciążeniowej! W takiej sytuacji ciężko to nazwać jakimś postępem, a wręcz trzeba tu powiedzieć o kroku milowym. Kroku, którego nie udało by się zrobić gdyby nie The Rajperts czyli Ksawery i Magda Rajpert oraz ich pomocnicy, którzy kilka lat temu pierwszymi zawodami przetarli szlaki i dali impuls samym zawodnikom. Motywację do tego aby z tygodnia na tydzień, czy miesiąca na miesiąc poprawiać swoje umiejętności. Nic więc dziwnego w tym, że takie zawody zaczynają przyciągać nawet zawodników na co dzień trenujących inne sporty, nawet na poziomie olimpijskim, chcących się sprawdzić w takiej rywalizacji. Jeśli do tego dodamy fakt, że z Wheel Throwdown zaczyna brać przykład coraz więcej innych imprez, które włączają kategorię Adaptive do swojego repertuaru, to śmiało możemy nazwać tę imprezę jako Matką Chrzestną takiej rywalizacji w tym kraju 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z WHEEL THROWDOWN 2017


Tak więc tak się przedstawia mój subiektywny ranking za 2017 rok. Czy jakichś imprez w nim brakuje? Oczywiście że tak! Jest jednak przynajmniej kilka powodów dlaczego tak się stało. Po pierwsze dlatego, że ranking ma tylko 10 pozycji, na które i tak udało mi się de facto wrzucić więcej niż założone imprez. Zabrakło w tym przypadku miejsca dla imprez typu LOGinLAB Scaled we Wrocławiu (RELACJA i ZDJĘCIA – DZIEŃ I & DZIEŃ II) czy też LOGinLAB na targach FIWE w Warszawie (RELACJA). Po drugie dlatego ranking można uznać za nie do końca pełny, ponieważ w większości przypadków pierwszeństwo wejścia do tego zestawienia miały imprezy na których byłem osobiście. Gdyby było inaczej to oczywiście musiałbym tu wspomnieć o takich eventach jak Battle Of Europe w Zielonej Górze, Test Of Fitness i Cross Miners Games w Katowicach, Activplast No Limit Duel League w Warszawie, Wejcher Cross Games w Wejcherowie, Toughness Toruń czy Lublin Airport Games.

Tym samym też dochodzimy tutaj do sytuacji, która w tym roku miała miejsce nad wyraz często. Mam tu na myśli fakt, że w minionym roku było wiele takich miesięcy, kiedy niemal co tydzień odbywała się gdzieś w Polsce godna uwagi crossfitowa impreza. Co więcej, były takie weekendy, podczas których w dwóch, a nawet i trzech miejscach kraju się coś działo. Wtedy też po prostu musiałem wybierać. Czasem w wyborze pomagali mi też sami organizatorzy, z którymi dogadywałem się na jakąś współpracę, dzięki której każda ze stron czerpała korzyści, a wy mogliście przeczytać z takiego wydarzenia relację czy obejrzeć sporą liczbę zdjęć. Poza tym, ten rok dla mnie osobiście był wymagający pod względem finansowym jako, że postanowiłem zainwestować pięciocyfrową sumę we własny sprzęt fotograficzny. Dlatego czasem przed wybraniem się na jakieś zawody powstrzymywał mnie po prostu zwykły rozsądek i rachunek ekonomiczny 🙂

Tak więc teraz już znacie kulisy powstawania tego tekstu, na który materiał zbierałem cały ubiegły rok. Jeśli się z jakimś punktem lub czymś innym nie zgadzasz, to śmiało pisz w komentarzu. Zawsze możemy o tym pogadać 🙂 Jeśli jesteś organizatorem jakiegoś tego typu eventu w roku 2018 i chciałbyś aby Twoja impreza była brana pod uwagę za kilkanaście miesięcy, to odsyłam Cię do zakładki WSPÓŁPRACA tutaj na blogu. Tam dowiesz się pokrótce jak to wygląda, na co możesz liczyć i (za kilka dni) czy osoby które zdecydowały się ze mną kooperować są z tego faktu zadowolone 🙂 A jeśli nadal będziesz mieć do mnie jakieś pytania to po prostu pisz. Tymczasem zaś życzę wam wszystkim i sobie także, aby wszystkie crossfitowe imprezy w Polsce w 2018 roku szły w stronę jakości, a nie ilości.