CrossFitO wszystkim

Tablica przyjmie wszystko

dodany przezKamil Timoszuk 30 stycznia 2018 1 Komentarz

Czym się różni CrossFit od wielu innych aktywności fizycznych dostępnych dla zwykłego Kowalskiego? Wieloma rzeczami. Jednak jedną z tych najbardziej charakterystycznych jest biały kawałek plastiku na ścianie, który potrafi w tej samej grupie osób zrobić tyle samo dobrego co złego.

W swoim pierwotnym założeniu, Greg Glassman stwierdził, że CrossFit w przeciwieństwie do wielu innych aktywności musi być mierzalny. Oznacza to, że powinieneś móc określić jaką pracę wykonałeś w ciągu danej jednostki treningowej. Może to być zarówno liczba powtórzeń wszystkich ćwiczeń składających się na dany WOD, ilość przerzuconych kilogramów na sztandze, jak i na przykład czas w jakim udało się wykonać dany trening. Do czego jest jednak potrzebna taka wiedz zwykłemu Kowalskiemu? Głównie po to aby na przestrzeni kolejnych tygodni czy miesięcy widział on dokładnie jakie robi postępy. Aby tak się stało w wielu boxach wisi tablica, na której tuż obok rozpisanego treningu na dany dzień, każdy także zapisuje swój wynik. Jak się jednak okazuje, ten biały kawałek plastiku, potrafi wprowadzić sporo zamieszania w szeregach ćwiczących. Wszystko przez to, że nie zawsze pierwotne założenia mają zastosowanie na każdym gruncie.

Jest kilka podstawowych plusów jakie z mojego punktu widzenia daje tablica w boxie. Pierwszym z nich jest właśnie wyżej wspomniana możliwość sprawdzenia własnych postępów. Bo nie ma nic lepszego jak zobaczyć suche fakty, że jakiś trening 2-3 miesiące wcześniej zrobiło się znacznie gorzej. To ewidentnie oznacza, że praca jaką się włożyło w poprawę własnej sprawności przynosi efekty. Tablica potrafi także zmotywować poprzez wprowadzenie pewnego elementu rywalizacji. Dzieje się tak o ile ta rywalizacja jest prowadzona na zdrowych zasadach. Mam tu na myśli te sytuacje, kiedy porównujemy swoje czasy/wyniki na przykład do swojego przyjaciela i staramy się być od niego po prostu lepsi. Wtedy to motywuje dwie strony do tego, aby jeszcze solidniej przykładać się do tego co robią w boxie.

Niestety jednak tak wygląda to tylko w idealnym i niestety nierealnym. Tablica bowiem potrafi być przyczyną różnej maści patologii oraz czymś co generuje w ludziach stres. Dzieje się to w sytuacjach, kiedy do boxa przychodzi nowa osoba w często nienajlepszej formie i w swoim początkowym okresie, musi wpisywać swoje gorsze wyniki tuż obok ludzi którzy trenują 3-4-5 lat. Nie każdy czuje się z tym komfortowo. Tak samo jak często początkujący panowie nie czują się dobrze z tym, że muszą na sztangę założyć tyle samo lub nawet mniej ciężaru od trenującej koleżanki obok. To jest prawdziwy test ego takiego samca 😉 Poza tym tablica potrafi być też przyczyną złej techniki wykonywania kolejnych ruchów w treningu. „Bo skoro zaraz będę musiał zaraz zapisać swój wynik, to muszę zapieprzać byle jak, byle więcej. Chuj z techniką!” – pomyśli typowy boxowy Janusz. Co gorsza pomyśli i tak też zrobi. A później oglądamy takich asów na YouTube i dziwimy się skąd oni się urwali.

Największą z patologii jaką potrafi wygenerować tablica to wysyp domorosłych matematyków, którym przy liczeniu powtórzeń zawsze coś idzie nie tak. Zawsze dzieje się to oczywiście „przez przypadek” i jest to „kompletnie niezamierzone”. Ci bardziej bezczelni potrafią za każdym razem wmawiać innym, że to zwykły przypadek. Coś na zasadzie tego, że „jak cię złapią na kradzieży za rękę – mów że to nie twoja ręka”. I pal licho jeśli by chodziło tutaj o liczby rzędu 1-2-3 repów w treningu. Tak pomylić się w ferworze walki zawsze można. Ale nie o 15 czy 20 nawet jak się to też zdarza. Dla takich osób często nie ma już ratunku i można tylko przytoczyć jedno fajne hasło…

Nikogo nie obchodzi twój wynik ale każdego obchodzi to, że oszukujesz

O patologiach w postaci zażywania różnych środków wspomagających, tylko po to aby osiągnąć lepszy wynik na tablicę, dziś więcej pisać nie będę. Chciałbym szczerze wierzyć w to, że to są to przypadki mieszczące się w granicach błędu statystycznego lub innej ciekawostki przyrodniczej.

Wiedząc to wszystko powstaje zasadne pytanie – skąd to się bierze? Powodów na pewno jest kilka. Jest to na pewno za duże ego, strach przed ośmieszeniem, wstyd przed kolegami i samym sobą, czy też chęć sztucznego zaimponowania innym. Moim zdaniem jest też jeszcze jeden dosyć ważny powód tego zjawiska, a mianowicie to, że ludzie w boxach, a w szczególności ci nowi, nie są od początku edukowani w zakresie tego po co ta cała tablica istnieje. W wielu przypadkach jest tak, że taki świeżak jest stawiany niemal przed faktem w postaci tablicy i jest mu powiedziane wprost „podaj swój wynik”. Jednak po co on jest, dlaczego tak jest lub jak może go wykorzystać to już nie do końca.

Dlatego też po drugiej stronie tego problemu są boxy w których albo nigdy nie było tablicy wykorzystywanej w ten sposób albo ludzie zarządzający danym miejscem odchodzili od takiego rozwiązania. Czasami na podstawie własnych obserwacji, a czasami na wnioski klubowiczów. Bo koniec końców to właśnie ci ludzie są klientami takiego miejsca i to im powinno zależeć na dobrej atmosferze w miejscu gdzie często spędzają po kilka, a nawet i kilkanaście godzin w tygodniu.

Dlatego też do „pełniejszego przeglądu pola” postanowiłem zapytać o to kilka osób z Polskiej sceny CrossFit i oto co mi powiedzieli. Zaczął Grzegorz Jasiński z boxa Stomil CrossFit w Grudziądzu:

Tablica chyba jak w każdym boxie służy nam do zapisywania wyników oraz publikowania treningu dnia. Czasami zapisujemy na niej ważne informacje lub rysujemy ciekawe rysunki opisujące technikę niektórych elementów gimnastycznych. Wyniki na tablicy żyją jeden dzień, niekiedy publikujemy je na stronie klubowej lub grupie wewnętrznej. Klub ma trzy tablice – dwie białe oraz jedną czarną… Za tą czarną uznajemy naszą gumową podłogę, na której klubowicze zapisują kredą niektóre wyniki poszczególnych treningów. Dzieje się tak zazwyczaj, kiedy mamy zestaw np 5x Amrap 3’ /1’ rest. Wtedy oprócz zadania treningowego jest także zadanie matematyczne – policzenie wszystkich powtórzeń. Jak widać na załączonych obrazkach telefon z kalkulatorem jest niezbędny 🙂

Zapisywanie czasu lub wyniku na tablicy to jedna z istotniejszych części treningu. Klubowicze zazwyczaj obserwują wyniki i komentują je przed treningiem jeżeli ktoś już wcześniej trening wykonał. Minusy takiego stanu rzeczy są takie, że dla dobrego wyniku ludzie są skłonni pomijać niektóre powtórzenia aby zdobyć cenny czas. Trening wykonany „na Rx-ie”, zwłaszcza dla osób trenujących od niedawna, jest czymś wyjątkowym. Wtedy też widać to najbardziej kiedy podają swój wynik trenerowi.

Swoje 3 grosze dorzuciła też Magda Górska, która urzęduje zarówno w warszawskim CrossFit Dopamine jak i też CrossFit Wilanów.

Tablica jest bardzo ważnym miejscem w naszych boxach. Trener osobiście zapisuje na niej wyniki każdego klubowicza. W miarę możliwości staramy się też dbać o jej estetykę. Mamy swój system zapisywania wyników: trening zrealizowany na RX w TC lub zrealizowany cel w AMRAPie zapisywany jest na czerwono. Aspekt sportowy jest w naszych klubach bardzo istotny. I nie mówimy tutaj oczywiście o wyniku za wszelką cenę! Intensywność treningowa każdego podopiecznego jest ściśle kontrolowana przez trenera prowadzącego zajęcia i zawsze działamy w kolejności: po pierwsze – poprawna technika i powtarzalność ruchu, po drugie – intensywność. Staramy się jednak uczyć naszych podopiecznych, że warto nie tylko „ćwiczyć” ale i „trenować”. Naszą misją jest pokazywanie ludziom jak ogromną satysfakcję daje rozwój i progres. A nic nie motywuje tak, jak fakt, że nasze dokonania na treningu nie przepadną z chwilą wyjścia z sali, tylko będą dostępne do wglądu dla wszystkich klubowiczów na naszej wewnętrznej grupie na FB.

Starzy wyjadacze bardzo dobrze reaguję na takie nasze podejście. Każdy zaraz po wejściu na salę wertuje tablicę i szuka celu dla siebie na dany dzień. Goście z innych klubów chwalą nasze tablice za przejrzystość i czytelność. Bywa, że mniej pewni siebie, nowi klubowicze, początkowo niezbyt chętnie dzielą się swoimi wynikami, ale bardzo szybko zaprzyjaźniają się z naszą ideą i również z przyjemnością korzystają z tablicy.

Jak wszystkie rozwiązania mają swoje plusy i minusy. Te pierwsze to motywacja, budowanie atmosfery trenowania (zdecydowana większość naszych klubowiczów, bez względu na poziom zaawansowania, zostaje po treningu robić pracę dodatkową) i cementowanie wewnętrznego community.

Minusem zaś jest to, że czasem trzeba się mocno spiąć, żeby względnie rozpisać wyniki na wieczornych grupach, ale… still worth! 😉

A więc może we Wrocławiu robi się inaczej aniżeli w poprzednich miejscach? Mówi tym Marcin Kasperski z CrossFit Black Star.

W naszym boxie działa to tak, że staramy się wypisać Imiona osób uczestniczących w treningu na tablicy własnoręcznie. Mobilizuje to ludzi do dopisania wyniku przy swoim imieniu. Bywają dni treningowe w których nie zależy nam na wyniku, albo jego zapisywanie było by zbyt problematyczne, wtedy tego nie robimy. Nie komplikujemy sobie niczego na siłę. Nie zmuszamy ludzi do zapisywania wyniku. Zdaję sobie sprawę, że są osoby które robią to dla zabawy i może rzucą okiem na wyniki innych, ale nie rywalizują, lub czują się źle ze swoim wynikiem, dużo skalują. Szanuję to, chcę by zrobili co tylko mogą na treningu.

Każdy trener po zakończonym WOD prosi o zapisanie wyników. Zdrowe podejście jest chyba najbardziej skuteczne. Myślę że jakieś 80% osób zapisuje u nas swój wynik na tablicy. A po jakimś czasie osoby które tego nie robiły wpadają w sieć tablicową i też się tam zapisują.

Mam zdjęcia tablicy z końca dnia, pozwala mi to udoskonalać programowanie w kolejnych miesiącach, ale nie udostępniamy nigdzie tych zdjęć. Brak „ciśnienia” związanego z zapisywaniem wyników na tablicy, sprawia, że nie zdarza się żeby ludzie wpisywali zakłamane wyniki.

Za to zawsze staram się pochwalić osobę najlepszą z danej godziny, a przed workoutem, wyróżnić najlepszą w ciągu dnia, żeby się pościgali trochę z nieobecnymi i zobaczyli że da się szybciej, mocniej, więcej.

Trochę inny system został za to przyjęty w Lublinie i CrossFit Czechów o czym mówi kolejna Magda vel „Szefowa” ;).

Wcześniej, jeszcze za czasów byłego wspólnika na tablicy co dzień były zapisywane wyniki i wrzucane na grupę. Ja to zmieniłam. Teraz jest tam zapisany tylko wod. Zapisywane są tylko wyniki z dni gdzie jest benchmark i to wrzucam na grupę, żeby „było” dla porównania za jakiś czas, bo mało kto zapisuje wyniki dla siebie.

Moi podopieczni przestali się spinać, oszukiwać i „mylić” w liczeniu 😉 Widzę więc same plusy takiego rozwiązania póki co… Poza tymi powyżej, ludzie zrozumieli że trenują dla siebie a nie po to żeby być lepszymi od kogokolwiek innego. Jeśli ktoś lubi wiedzieć i „gonić” jakiś wynik, zawsze od trenera uzyska info, jakie były na wcześniejszych klasach. Osoby, które zwyczajnie są słabsze, albo którym danego dnia nie poszło, nie czują się dodatkowo „dojebane” tym że muszą to zapisać i jeszcze wisieć na grupie, tuż obok kogoś kto się „pomylił” o całą rundę i jeszcze kurwa zapisał ten czas z kosmosu. Krótko mówiąc, co innego zawodnicy, których trzeba zapisywać i analizować, a co innego moje „szaraczki”, którzy ścigają się najczęściej, tylko ze swoim leniem 🙂

Na koniec zaś Marcin Biliński z CrossFit Gdynia utwierdził mnie w przekonaniu, że tablica niestety jest często powodem do powstawania nazwijmy to „boxowych niejasności”.

Na tą chwilę nasz boxowy „blackboard” służy wyłącznie prezentacji zadań treningowych na dany dzień. Jest tym miejscem, na które w pierwszej kolejności kieruje się wzrok każdego klubowicza wchodzącego na zajęcia. Obserwacja niekontrolowanych min i reakcji – bezcenne 😉

Wcześniej, zapisywaliśmy wyniki workoutów w danym dniu, szanując oczywiście prawo klubowicza do odmowy zeznań. Niestety jednak idea trochę podupadła, i ulegając sugestii większości, zwyczaj został zarzucony. Krótko mówiąc, publiczne zapisywanie wyników budzi ducha rywalizacji, a ta nie zawsze idzie w parze z uczciwością – obcinanie repów, nietrzymanie standardów itp. – no i mamy dym murowany. Idea w takim wydaniu robi się więc mało sensowna. Na dziś, kontroli wyników i postępów klubowiczów służą inne narzędzia i sposoby, z których korzystamy.

Tak więc jak sam już wcześniej zaobserwowałem, tak moi rozmówcy potwierdzili – co box to obyczaj. To też sprawia, że ewidentnie nie ma jednego słusznego rozwiązania, które by pasowało wszystkim. W boxie którym ja trenuję, wyniki każdej z godzin w dwóch lokalizacjach są zapisywane, a wieczorem wrzucane na oficjalny fanpage boxa. Jest to chyba jedno z najbardziej transparentnych rozwiązań na polskiej crossfitowej scenie. Czy mi się to podoba? Ja osobiście nie miałem z tym nigdy problemu. Głównie dlatego, że wychodziłem z założenia, że przychodzę do boxa dla własnej korzyści i przyjemności. Od jakiegoś zaś czasu znacznie bardziej interesuje mnie to co zapiszę w swoim dzienniku treningowym, który od jakiegoś czasu prowadzę. Traktuję go bowiem jako swego rodzaju swój prywatny eksperyment o którym na pewno za jakiś czas napiszę więcej.

Jednak aby zakończyć dzisiejszy wywód czymś pozytywnym, to na pewno tym czymś może być fakt płynący z wypowiedzi moich rozmówców. A jest nim to, że właściciele boxów w większości przypadków nie są głupi i widzą to co wam czyli osobom trenującym się podoba, a co nie. A z tych obserwacji wyciągają wnioski, które starają się przełożyć na wasz komfort. I chyba tak powinno być. Bo nawet najbardziej słuszne rozwiązania nie mają racji bytu, jeśli nikt z nich nie chce korzystać.