fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Sztuka przez duże S

dodany przezKamil Timoszuk 21 czerwca 2019 0 Komentarzy

Im dłużej żyję i staram się coś z tym życiem robić, to tym częściej przekonuję się o tym, że zamykanie się na jedną dziedzinę życia to prawdziwa droga donikąd. I to nawet w momentach, kiedy chce się być fachowcem w jednej z dziedzin. Może właśnie w takich przypadkach powinno się czasami dać odpocząć głowie, i zrobić coś zupełnie innego niż do tej pory.

Na początku swojej fotograficznej drogi, byłem zafiksowany na łapaniu ujęć stricte sportowych. Pierwszy w naturalny sposób był oczywiście CrossFit.  Z biegiem czasu jednak dyscyplina sportowa przestawała mieć aż tak duże znaczenie. Wszystko dlatego, że moim zdaniem warto było spróbować różnych sytuacji i tego czy potrafię się w niej odnaleźć. A jeśli raz mi się nie udało i coś zepsułem, to warto było też ponowić takie podejście. Wtedy bowiem mogłem ocenić czy się do czegoś takiego nadaję, lub co ważniejsze, czy to po prostu czuję. I takim sposobem, od w sumie kilku już dobrych lat, osobiście intensywnie poszukuję. Co jednak jest dla mnie nadal sporym zaskoczeniem – nie zawsze to co robię fotograficznie, jest związane ze sportem.

Jak to w życiu bywa, często dzieje się tak zwykłym przypadkiem. A tam gdzie zdarza się przypadek, to praktycznie też zawsze są ludzie. Jeśli ktoś ma trochę szczęścia, to są to nawet dobrzy ludzie. Ja niewątpliwie do takowych często wcześniej wspomniane szczęście mam. I w wyniku jednej z takich osób, w miniony wtorek miałem okazję i przyjemność uwieczniać bardzo ciekawe, czy wręcz inspirujące, wydarzenie. Tym eventem było zakończenie roku Otwartej Przestrzeni Artystycznej Artea w Białymstoku.

Koncert podsumowujący kolejny rok działalności tego miejsca, odbył się w Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku. Miejscu, które przez lata swej działalności miało zaszczyt gościć na swoich deskach plejadę wybitnych artystów. W tym momencie ten teatr ma jako jedyny w Polsce, prawa do tego aby wystawiać „Hobbita”. Tym razem główną scenę przejęły jednak w głównej mierze dzieciaki, ale i nie tylko. Spektakl taneczno muzyczny z udziałem podopiecznych Artei, był bez wątpienia wyjątkowy. I piszę to jako ktoś, kto nie ukrywam, podchodził z dużym dystansem do tego co ma się wydarzyć tego wieczora. Osobiście bardziej skupiałem się na tym aby dobrze wykonać zlecenie, czyli wykonać dobre zdjęcia. Do czasu…

Wraz z rozwojem sytuacji, atmosfera tego wydarzenia, to co działo się za kulisami i na głównej sali, zaczynało działać na mnie coraz bardziej. Widać było gołym okiem jak z jednej strony wszystkim zależy na to aby całość po prostu się udała. Z drugiej natomiast, wielkie słowa uznania należą się dla osób tym zarządzających z panią Iriną Sidoruk i panem Jarosławem Sidorukiem na czele. Wyobraźcie sobie sytuację w której musicie zapanować nad prawie setką dzieciaków, z czego większość jest zestresowanych, każde trzeba przygotować, sprawdzić czy wszystko pamiętają i wiedzą co mają robić. Taki armageddon w pigułce. I to pewnie tylko niewielka część tego co udało mi się zobaczyć za kulisami tuż przed startem.

Jednak gdy wybiła godzina zero, to nie było już odwrotu i trzeba było zaczynać. A wtedy zaczęła się magia. Każda kolejna grupa jaka wychodziła na scenę, przedstawiała swoją historię przy pomocy ruchu i akompaniamencie różnej muzyki. Robiła to na tyle dobrze, że nie raz i nie dwa złapałem się na tym, że zamiast robić zdjęcia, to po prostu patrzyłem na to co dzieje się na scenie. A działo się wiele! Wielkie brawa zebrali zarówno najmłodsi adepci, zaledwie paroletni, uczęszczający do Artei, jak i też grupy nastolatków czy dorosłych, którzy także mieli swoje 5 minut w blasku teatralnego oświetlenia. Całość pomimo tego, że trwała niemal trzy godziny, to szczerze mówiąc nie mam pojęcia kiedy minęła. Jak mawia klasyk – to był moment 😉

Moment, który jednak zostanie na długo w pamięci wielu osób. Mojej na pewno. Być może do kolejnego roku, kiedy to znowu będzie mi dane uwieczniać to wydarzenie. Zresztą nawet jeśli nie, to już dostałem dyspozycje od swojej dziewczyny, że kolejnym razem muszę ją zabrać ze sobą 😉 Tak więc jakby nie patrzeć – za rok powtórka 🙂

A tymczasem zostawiam tutaj niewielki wycinek tego, co można było zobaczyć i przeżyć tego wieczora.

Z tego też miejsca chciałbym podziękować organizatorom. Zarówno za możliwość nie tylko sprawdzenia się na innym niż moje standardowe pole fotograficznych działań, a także wiarę w to, że jestem odpowiednim człowiekiem do tego zadania. Wielkie dzięki jednak też za to, że po takim wieczorze autentycznie czuję jakby moje czysto ludzkie horyzonty uległy poszerzeniu. A nie ma co ukrywać, że w ostatnim czasie jest to dla mnie niezwykle ważne. Dlaczego? Może dlatego, że dawno już nie czułem takiej potrzeby działania, rozwijania się i po prostu spełniania się. A takie projekty ewidentnie popychają mnie w tym waśnie kierunku.