fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Szczęściu trzeba pomagać

dodany przezKamil Timoszuk 29 grudnia 2018 0 Komentarzy

Święta święta i po świętach… Do końca tego roku też zostało już niewiele czasu. Dlatego dziś trzeba nadrobić trochę zaległości i opowiedzieć wam o tym, że zawsze warto próbować nowych rzeczy.

Tak się nasze życie układa, że cokolwiek byśmy w życiu nie robili, jakkolwiek się nie starali, czy czegokolwiek nie zaplanowali, to jeśli nie mamy zwykłego szczęścia, to czasami po prostu pewne rzeczy nie wyjdą. A przynajmniej nie wyjdą tak bardzo jakby mogły. Niektórzy uważają, że to zwykłe szczęście. Jest też grupa osób, która przypisuje takim zdarzeniom jakiś większy sens. Ja chyba stoję pośrodku tych dwóch frakcji. Wierzę też w to, że jeśli po prostu coś robimy, to dajemy samym sobie większe szanse na to, żeby wydarzyło się w naszym życiu po prostu coś fajnego.

I dziś pokażę wam przykład na to jak coś takiego działa w moim życiu. O Marcie z którą poznaliśmy się na All Stars Gymnastics Camp, mogliście przeczytać już parę dni temu w TYM miejscu. Nasza rozmowa o Pole Dance i paru innych pobocznych wątkach była fajnym dodatkiem do tego, po co tak naprawdę się wtedy spotkaliśmy. A przyjechałem tego dnia do Warszawy głównie po to, aby zrobić kilka fajnych zdjęć z Martą w roli głównej. Bo w minionym roku według właśnie takiego schematu starałem się działać – najpierw pomysł, później wykonanie w najlepszy możliwy sposób, a następnie dawało to jakiś efekt. Moim zdaniem nie ma innej drogi jak po prostu działanie. Od siedzenia w domu i rozkminiania wszystkiego na milion sposobów, jeszcze nic realnie dobrego się nie wydarzyło.

Pomysł na zdjęcia z Martą pojawił mi się już w Nysie na obozie, kiedy to nowa koleżanka z wielką pasją zaczęła mi opowiadać o Pole Dance jako sporcie. Mając też okazję fotografować trenujące dziewczyny, zobaczyłem jak fotogeniczna może być ta forma ruchu. Jak tylko ją pokazać bardziej jako sport, aniżeli wygibasy na rurce? I tu w mojej głowie pojawił się Stadion Narodowy. Obiekt, który jednoznacznie kojarzy mi się z wydarzeniami głównie sportowymi, na światowym poziomie. A jako, że dla Marty ten pomysł także przypadł do gustu, to po prostu postanowiliśmy coś zadziałać.

I tu dochodzimy do punktu w którym następuje zwrot akcji, który uznaję za jedną z najbardziej niespodziewanych sytuacji jaka przydarzyła mi się w tym roku. Wszystko za sprawą Michała, który tego dnia także przyjechał do Warszawy aby pojeździć sobie na desce. Tak po prostu. Jednak Michał to nie jest pierwszy lepszy chlopaczek. Kiedy ja z Martą próbowaliśmy wykonać jakieś fajne ujęcia tuż przed wejściem na stadion, nie wiedzieliśmy jeszcze, że jesteśmy przez niego obserwowani. I być może nie zwrócilibyśmy na niego uwagi, gdyby on sam do nas nie zagadał w taki sposób:

– Może ten wasz współczesny ruch dałoby się z czymś innym połączyć?
– Pewnie by się dało. A co potrafisz?
– Wszystko…

I pierwsza myśl jaka napłynęła mi do głowy, to było coś w stylu „weź gościu, nie zawracaj gitary”. Wzięło się to głównie z tego, że wielu jest ludzi, którzy dużo mówią, a niewiele czynów idzie za tymi słowami. Z Michałem było jednak zupełnie inaczej, ponieważ ten 17-latek bardzo szybko przeszedł od słów do czynów. I to nie byle jakich czynów. Jak się okazało ma on na tyle plastyczne, a wręcz gumowe ciało, że w pewnym momencie zaczęła nas ograniczać niemal tylko wyobraźnia na kolejne zdjęcia. W trakcie rozmowy wyszło też to, że Michał miał styczność z aktorstwem i kilkoma formami ruchu, a do tego nie dało się ukryć, że ma pozytywne ADHD 😉

I jak w takich chwilach nie wierzyć w to, że wiele sytuacji w naszym życiu, nie dzieje się tylko i wyłącznie przez przypadek?

Sprawdźcie więc co udało mi się złapać tego spontanicznego dnia w Warszawie.

I jak tam wasze wrażenia? Ja do dziś na samą myśl o tym dniu się jeszcze uśmiecham. Do tego też wierzę, że to moje nie ostatnie fotograficzne spotkanie z tą dwójką ludzi. Bowiem szkoda by było, aby takie pokłady potencjału jaki tu zauważam, nie zostały należycie wykorzystane 🙂

Na koniec zaś chciałem napisać tylko tyle, żebyście w nowym 2019 roku po prostu próbowali. Gdziekolwiek mieszkacie, cokolwiek robicie i jakkolwiek myślicie, że coś jest nie do zrobienia. W większości przypadków po prostu wam się tylko tak wydaje. I brzmi to pewnie jak jakiś bełkot motywacyjny nawiedzonego lajfkołcza, ale jak pokazuje ta moja historia, chyba jednak coś w tym jest. Bo patrząc na to czysto realnie, to czy to wszystko miałoby prawo wydarzyć się, gdybym tylko siedział w domu i się zastanawiał? No jakoś nie wydaje mi się 😉