CrossFitO wszystkim

Świadomy rest

dodany przezKamil Timoszuk 9 czerwca 2018 0 Komentarzy

Jak często trenujecie, a jak często odpoczywacie? Założę się, że ci z was, którzy bawią się sportem „regularnie”, odpoczynek czasami stawiają na drugim miejscu. Skąd to wiem? Bo sam tak robię. A w sumie to chyba (oby!) robiłem…

Kiedy trafisz na swojej sportowej drodze na doświadczonego i ogarniętego trenera, to zapewne dosyć szybko od niego usłyszysz stwierdzenie, które na początku może wydawać się dziwne. Bez względu na sport jaki pojawi się w Twoim życiu, to ta zasada działania jest niemal taka sama – „odpoczynek jest tak samo ważny, a czasami nawet ważniejszy niż trening”. I w chwili gdy słyszy to osoba, która nie ma jeszcze doświadczenia w tym temacie, może się to dla niej wydawać dziwne. Bo jak to tak? Nie trenując dużo i ciężko, mają mi się polepszać moje wyniki i osiągnięcia? To jakiś absurd, wydawałoby się.

Jednak generalnie rzecz ujmując to tak to właśnie działa. Jednak gdy zaczynamy się wkręcać w nasza sportową aktywność, to czasem nasze proporcje treningu do odpoczynku jest bardzo łatwo zaburzyć. Głównie dlatego, że sport jaki wybraliśmy najczęściej daje nam przyjemność, satysfakcję czy spełnienie. A jak trudno zrezygnować z własnej woli z tych wszystkich rzeczy, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć.

Ja ostatnio jednak ostatnio zrobiłem to. Po kilku miesiącach zasuwania w boxie po 5-6 dni w tygodniu, powiedziałem stop. Po tym jak udało mi się osiągnąć założone na początku roku cele. Widziałem i przede wszystkim czułem, że brakuje mi już paliwa i energii do popchnięcia się dalej. A trafiło mnie dosłownie na jednym z treningów, kiedy robiąc przysiady z dwoma, 24-kilogamowymi kettlami odcięło mi dosłownie prąd. Kiedy jeszcze tydzień czy dwa wcześniej, spokojnie mogłem takich przysiadów zrobić kilka serii po kilkanaście repów, tak nagle 2-3 powtórzenia były jakimś wyzwaniem nie do przejścia. Oczywiście oprócz tego, było jeszcze kilka innych znaków wskazujących na to, że potrzebuję odpoczynku, ale ten trafił mnie chyba najbardziej dobitnie.

Dlatego też, bez większego żalu czy problemu zawiesiłem karnet w boxie na 10 dni. Mało to czy dużo? Według mnie całkiem sporo. Jednak większym wyzwaniem było to, że po raz pierwszy wykonałem taki manewr całkowicie świadomie. Nie potrzeba było do tego żadnej kontuzji, choroby, wyjazdu czy nawarstwienia się innych spraw. Po prostu uznałem, że trzeba powiedzieć stop. Ale jak to mówią, „łatwo powiedzieć, trudniej zrobić”. I coś w tym trochę jest. Ale jak się okazała w praktyce nie było to aż tak trudne. Ba, było to nawet całkiem przyjemne 🙂

Nie wiem jak u was to wygląda, ale w moim przypadku codzienna wizyta w boxie zajmuje około 2-3 godzin z dojazdami włącznie. Tak więc rezygnując na jakiś czas z trenowania dostałem, a właściwie sam sobie zrobiłem prezent w postaci dodatkowych kilku godzin w ciągu dnia. Przez pierwsze 2-3 dni było to aż niemal dziwne 😉 Na szczęście poza boxem też jest życie i jest ono całkiem fajne i wartościowe. Dzięki tym dodatkowym godzinom udało mi się na przykład podopinać pewne „projekty” (modne i nadużywane słowo na dziś), w których niebawem będę brał udział lub sam je organizował. Do tego miałem czas na to, aby dokończyć dwie dawno rozpoczęte książki. Przeczytanie ich zaś sprawiło, że pojawiło mi się kilka pomysłów i rozwiązań na życie. Wiem jak to głupio brzmi, ale w tym przypadku musicie mi po prostu zaufać 😉

Czy bardzo ciągnęło mnie do tego aby wrócić do trenowania jak najszybciej? O dziwo nie. Może dlatego, że mój organizm był naprawdę już przemęczony i dobrze wiedział, że nie tego mu trzeba. A może tez dlatego, że aby kompletnie nic nie robić to w czasie restu robiłem sobie co drugi dzień tabaty wzmacniające oraz jeździłem rowerem. Jeśli chodzi o tą drugą czynność, to w maju, bez większego spinania się i walczenia o każdy kolejny kilometr, przekroczyłem granicę 1000 kilometrów. Tak po prostu. A więc jak widać nie był to totalnie leniwy czas.

Może też dlatego powrót do trenowania nie był specjalnie bolesny. Nie było żadnych nadprogramowych zakwasów, poza te, które nawiedziły wszystkich w boxie 🙂 Poza tym jutro czeka mnie pierwsze w życiu bieganie na dystansie 7 kilometrów w ramach imprezy Electrum Ekiden. Dlatego warto było wrócić chwilę wcześniej aby się trochę rozruszać. Jednak sam 10-dniowy odpoczynek zrobił zdecydowanie więcej dobrego niż złego, czego się często ludzie boją. Obawiają się że coś stracą na co tak ciężko pracowali. A jak pokazuje mój przykład, dzięki takim pomysłom, można równie dobrze coś zyskać.