CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Średniowieczny CrossFit w Rynie

dodany przezKamil Timoszuk 11 kwietnia 2017 1 Komentarz

Na przestrzeni ostatnich lat, zawody crossfitowe były organizowane już w różnych miejscach. Zarówno na dużych halach sportowych, jak i też w małych boxach. Nie przypominam sobie jednak aby ktoś wcześniej porywał się na zamkowe klimaty, tak jak to miało miejsce podczas Medieval Games.

Pamiętam jak kilka miesięcy temu pojawiła się pierwsza wzmianka o takim pomyśle. U większości osób wzbudziła ona co najmniej zaciekawienie. Bo przecież nie co dzień pojawia się szansa na to aby obejrzeć crossfitową rywalizację w takim miejscu jak stary zamek. Dokładniej rzecz biorąc hotel, który umieszczony jest w murach zamku na Mazurach. Jeśli do tego doda się fakt, że od samego początku imprezę tą firmowali swoimi nazwiskami Bronisław Olenkowicz oraz Łukasz Trzonkowski, to można było mieć nadzieję, że będzie to mocny event.

Warto też wspomnieć fakt, że tych dwóch panów bardzo mocno wspierała w wielu zadaniach związanych z Medieval Games, podopieczna Łukasza z One World GiżyckoMagda (dla wtajemniczonych księżniczka Fiona 😉 ). Tym samym po raz kolejny potwierdził się fakt, że za plecami wszystkich ogarniętych facetów musi stać jakaś kobieta, która to wszystko spina w całość 🙂 Natomiast o tym, że wszystko było przygotowane niemal na tip top, mogłem się przekonać przebywając już na zamku w Rynie już od czwartkowego popołudnia. Mając tyle czasu do zagospodarowania w tym malowniczym miejscu, miałem na przykład okazję odwiedzić box One World Giżycko. Miejsce, które przeniosło się ze starego pomieszczenia do nowo powstałej hali na obrzeżach miasta. Dawno już żadne tego typu miejsce nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak właśnie to. Zresztą reakcje innych osób które tam były były równie entuzjastyczne. A jak zapewnia sam właściciel – to jeszcze nie koniec prac budowlano-remontowych. Jednak jeśli zakończą się one takim samym sukcesem jak te dotychczasowe, to będzie można prawdopodobnie śmiało stwierdzić, że jest to miejsce typu sztos 😉

Jedyne czego żałuję to faktu, że nie udało się tam potrenować, a jedynie popatrzeć jak trenują konie ze stajni Amarok Nutrition. Konie którym razem z Dajesz Ojciec zrobiliśmy sesję zdjęciową, której efekty szersza publiczność będzie mogła zobaczyć w swoim czasie.

Wracając jednak do samych zawodów, to miały się one odbyć na zamkowym dziedzińcu. Ja osobiście czytając tę informację, myślałem, że arena zmagań będzie naprawdę pokaźnych rozmiarów. Przy pierwszym kontakcie z nią, można było odnieść wrażenie, że jest ona nie tyle mała, co po prostu na styk. Tym bardziej, że organizatorzy zaplanowali sobie, że w większości heatów będzie startować równolegle po 10 zawodników, na wyznaczonych dość wąskich torach. Dodatkowo, fajne wrażenie zrobiło umiejscowienie dookoła areny kilkupoziomowych trybun. Te wprawdzie nie były w stanie pomieścić wszystkich chętnych do oglądania zawodów. Z drugiej jednak strony fajnie, że w coraz większej ilości imprez, organizatorzy odchodzą od wiszących na metalowych barierkach przez całe dnie kibicach. Nazwałbym to albo skokiem jakościowym, albo też zdecydowanym krokiem ku normalności. Takim samym jak jest już od dawna świetne prowadzenie zawodów przez zrównoważonego i spokojnego Bartka Macka, oraz postrzelonego i sypiącego sucharami Karola Zdunka 😉

Jedną z bardziej kontrowersyjnych zasad podczas Medieval Games było to, że nie można było świadomie zrzucać sztangi na zabytkową podłogę. Nie jest to na pewno częsty standard stosowany na zawodach w Polsce. I właśnie być może dlatego wzbudził on tym razem tyle emocji. Jednak patrząc na to z drugiej też strony, to zasady dla wszystkich były takie same. A więc każdy kto się do nich dostosował i wziął na nie poprawkę, ten był o krok przed swoimi rywalami. Było to na przykład szczególnie ważne w workoucie numer 3, czyli przy wyznaczeniu swojego maxa na 3 OHS. Zanim jednak do tego doszło, to zawodnicy w trzech kategoriach musieli się zmierzyć workoutem numer jeden, który zawierał w sobie niejako dwie części.

Pierwszym sprawdzianem w Rynie okazał się kilometr na wiosłach. Workout w którym w pewnym sensie bardziej uprzywilejowani są zawodnicy o dużych gabarytach. W tym jednak przypadku, trzeba było mocno przemyśleć sprawę, ponieważ zaraz po ergometrze czekał wszystkich Assault Air Bike, sztanga oraz drążek w przypadku kategorii Elite. Tutaj wyszła też elastyczność organizatorów na pojawiające się przeszkody i zamianie pierwotnie planowanych workoutów. Dokładnie rozpisane WOD-y z Medieval Games możecie znaleźć jak zwykle na stronie AthletesZone, która jak zwykle sprawdziła się w warunkach bojowych. Wracając jednak do wioseł, to najszybciej dystans 1000 metrów pokonał największy wśród całej stawki zawodników Rafał Górski z CrossFit Dopamine. Jego czas to 2 minuty i 58 sekund. Wśród pań z kategorii Elite można było zobaczyć pierwsze starcie dwóch zawodniczek typowanych od samego początku do zwycięstwa czyli Marii Kurzawy oraz Gabrysi Migały. W tym przypadku górą była zawodniczka z Wrocławia. Jednak o trudności tego workoutu musiał świadczyć fakt, że dość niewielkiej liczbie osób udało się go w ogóle skończyć w wyznaczonym czasie.

Workout numer dwa to było wcześniej wspomniane ustalanie maksa w trzech przysiadach ze sztangą nad głową. Tę natomiast trzeba było zabrać z ziemi. Standard tego treningu zakładał, że po udanych trzech przysiadach zawodnik był zobowiązany sztangę odłożyć na ziemię w kontrolowany sposób, a nie zrzucić prosto z nad głowy. Było to spowodowane obawą o stan podłogi oraz o bezpieczeństwo zawodników. Niestety takie standardy w niektórych przypadkach doprowadziły do sytuacji niebezpiecznych dla zdrowia startujących. Ci bowiem w wielu przypadkach nie będąc przyzwyczajonych do takich wymogów, zdarzało się, że spuszczali owe sztangi na przykład sobie na nogi. W kilku przypadkach zawodnicy i zawodniczki miały niezaliczane powtórzenia, właśnie z powodu zbyt szybkiego wypuszczenia sztangi z dłoni lub też przekroczenia linii pola w jakim musieli się zmieścić ze swoimi przysiadami. W tym też treningu pojawiły się pewne niejasności co do standardów sędziowania, czym kilku zawodników było zniesmaczonych. Jednak w przekroju całej imprezy, moim zdaniem sędziowanie nie odbiegało specjalnie od ogólnie dobrego poziomu. Nie ma bowiem zawodów, gdzie tego typu błędy się nie pojawiają. Zwycięzcami tego sprawdzianu w poszczególnych kategoriach panów zostali – Adrian Janeczek (Open – 110kg), Rafał Wojdat (Masters – 107,51kg), Hubert Kołodziejczak (Elite – 130kg). Wśród pań najcięższe przysiady zrobiły – Marta Zakrzewska (Open – 72kg), Justyna Zielińska (Masters – 57,5kg), Gabriela Migała (Elite – 87kg).

Ostatnim workoutem, który kończył zmagania pierwszego dnia była gimnastyka połączona ze sztangą. I właśnie dlatego, bez żadnych wątpliwości, największą gwiazdą tych zmagań, pomimo że nie wygrała tego WOD-a, była Paula Plichta. Dziewczyna która szkoli się stosunkowo od niedawna pod okiem Bronka Olenkowicza w Fitmanii Olsztyn. Pewnych rzeczy jednak nie oszukasz 😉 Paula ma za sobą długą przygodę ze sportem w postaci trenowania gimnastyki na poziomie reprezentacji Polski i ocierania się nawet o wyjazd na Igrzyska Olimpijskie w Rio. Podczas zawodów Medieval Games zanim zawody rozkręciły się na dobre, Paula zasłynęła tym, że większość swoich workoutów wykonuje… bez butów! Wieloletnie przyzwyczajenia jednak robią swoje. Dzięki temu można było zobaczyć w Rynie prawdziwy pokaz gracji w czasie wykonywania przez Paulę muscle upów, pistolsów czy też T2B. Szczególnie w ostatnim z tych elementów Paula pokazała majstersztyk, zmieniając wielokrotnie chwyt na najbardziej dla niej dogodny. O chodzeniu na rękach nawet nie ma co pisać – ona to robi szybciej niż wiele osób przy użyciu nóg 😉 Kończące wszystko squat snatche sztangą ważącą 50 kilogramów zatrzymały trochę zawodniczkę z Olsztyna, która skończyła ten wyścig tuż za Gabrysią Migałą. Jeśli jednak Pauli udałoby się zbudować trochę siły, to jest szansa, że polska scena CrossFit może zyskać nową ciekawą zawodniczkę. Jeśli też doda się do tego fakt, że pracuje ona pod okiem Bronka, to jest to nawet całkiem realny scenariusz 🙂

Wśród panów najlepszy okazał się reprezentant Łodzi czyli znany i lubiany Bartek „Bizon” Karczewski. Ten sam człowiek, który podczas wcześniejszego workoutu niemal oszukał przeznaczenie tańcząc mając nad głową 130 kilogramów. Wśród Masters panów jak zwykle świetnie spisywał się Marcin Reus, który wygrywając ostatni sobotni workout zapewnił sobie spokój przed niedzielną walką. Wśród pań po raz kolejny w ostatnim czasie świetną formę pokazała Justyna Zielińska z CrossFit Elektromoc. Dziewczyna, której życie jeszcze jakiś czas temu wyglądało kompletnie inaczej. Ale jak widać na jej przykładzie – bycie szanowanym prawnikiem też się może czasem znudzić 😉

Ostatnim workoutem w jakim brali udział wszyscy uczestnicy Medieval Games, było dwuczęściowe połączenie AMRAP-u z treningiem na czas. W pierwszej z części zawodnicy musieli wyskakać jak największą ilość double unders w ciągu dwóch minut. W drugiej zaś czekały na nich wall balle (panie i panowie rzucali na taką samą wysokość), box jumpy oraz martwe ciągi. Z pierwszą z tych części najlepiej sobie poradził występujący w kategorii Open Karol Pogorzelski z CrossFit Białystok, który wyskakał 228 double unders. Nie był to jednak najlepszy wynik tego dnia. Ten osiągnęła Aleksandra Ignaczak startująca w Elite z wynikiem 234 kosmicznych powtórzeń. W drugiej części workoutu w poszczególnych heatach nie brakowało także emocji, ponieważ była to dla wielu startujących ostatnia szansa aby znaleźć się w dalszej rywalizacji. Wszystko zaś kończyła rywalizacja kategorii Elite panów, gdzie o czołowych miejscach decydowały dosłownie centymetry.

Takim też sposobem nastąpiło pierwsze cięcie zawodników. Ci którzy zostali zostali postawieni przed zmaganiami ze sztangą oraz liną. Była to też kolejna możliwość dla Pauli Plichty z Olsztyna aby zaprezentować swoje nie tylko gimnastyczne umiejętności, ale także i serce do walki. Gołym okiem widać było, że w stawce dziewczyn to właśnie Pauli hang power cleany sprawiały największą trudność. Jednak w momencie wspinania się po linie bez użycia nóg była to klasa sama w sobie. Nic więc dziwnego, że tym razem zawodniczka nie dała sobie wyrwać już zwycięstwa. Wśród panów z Elite przez ten workout przeszedł się jak czołg bojowy Marcin Kalandyk ze Słupska, który skończył go w zaledwie 2 minuty i 46 sekund.

Bronek Olenkowicz i Łukasz Trzonkowski przed startem zawodów zapowiadali, że nie zabraknie w nich niespodzianek. I jakby nie patrzeć słowa dotrzymali podczas ogłoszenia finałowego workoutu. Pierwotna wersja jaką zobaczyli zawodnicy ewoluowała w trakcie jej ogłaszania do takiej, która była prawdziwym hardcorem. Trzy części, każda z nich oddzielnie punktowana, trzykrotny Air Bike, burpeesy z doskakiwaniem do odmierzonego celu (35cm dla pań, 50cm dla panów), a do tego wszystkiego w kategorii Elite, kamizelki z obciążeniem. Finał godny największych zawodów w Europie, bez dwóch zdań. W kilku kategoriach już przed startem finału było wiadomo kto sięgnie po najwyższe laury. Jednak walka do końca trwała na przykład u pań w kategorii Elite. Tam wiecznie uśmiechnięta Maria Kurzawa miała tylko cztery punkty przewagi nad Gabrielą Migałą z CrossFit 72D. I pomimo tego, że Gabi wygrała wszystkie 3 finałowe części, to Marii udało się utrzymać jeden punkt przewagi nad rywalką. Trzecia na podium uplasowała się zaś Aleksandra Ignaczak.

Wśród panów najlepszy okazał się Hubert Kołodziejczak, który wypracował sobie na tyle dużą przewagę, że mógł on spokojnie kontrolować przebieg finału. Za to dobremu finiszowi i wygraniu 2 z 3 części finału na drugim stopniu podium wylądował Mateusz Zajączkowski z CrossFit GCW, który wyprzedził Wojtka Sulimę. Tego samego, który tydzień wcześniej wygrał 3City Box Battle. Jego dziewczyna, Marta Zakrzewska, powtórzyła zaś swój sukces z przed tygodnia i zostawiła za sobą rywalki w kategorii Open. U panów najsprawniejszym „openowcem” został Patryk Niewczas z CrossFit Rzeszów. Kategorię Masters mężczyzn przejął po raz nie wiadomo już który Marcin Reus, który wyprzedził Piotrka Teliszewskiego. W ostatniej z kategorii czyli Masters kobiet najlepsza okazała się Agnieszka Misztal z CrossFit Dopamine.

Co więc można by jeszcze napisać o rywalizacji w Rynie pod szyldem Medieval Games? Na pewno to, że jeśli ktoś pokładał w niej jakieś nadzieje, to jest spora szansa, że zostały one spełnione. Trójka organizatorów w postaci Bronka, Łukasza oraz Magdy udowodniła, że średniowiecze nie musi się kojarzyć tylko z zacofaniem 😉 Zamek w Rynie, pomimo, że momentami bardzo gorący, dosłownie i w przenośni, to zdecydowanie spełnił swoją funkcję. A jako, że według doniesień z pierwszej ręki podłoga wytrzymała tę imprezę, to jest szansa, że być może doczekamy się jej powtórki. Zresztą sam Bronek nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, i być może w tym roku doczekamy się kolejnej imprezy jego autorstwa. Tym razem na olsztyńskiej plaży, która też jest niewątpliwie ciekawym miejscem. Po jego dwóch wcześniejszych imprezach zakończonych sukcesem, ta ewentualna trzecia, niemal z urzędu zasługuje na kredyt zaufania. Natomiast za Medieval Games należą się duże brawa, bo właśnie takie imprezy sprawiają, że cały polski CrossFit idzie do przodu. Tym samym też zabawy w Rynie można śmiało stawiać w jednym rzędzie obok Amarok East Side Challenge oraz LOGinLAB.