fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Sokółka na dwa kółka

dodany przezKamil Timoszuk 9 maja 2015 0 Komentarzy

Sokółka i sokólszczyzna to miasto oraz rejon naszego kraju, który wiem, że jest, ale nic konkretnego o nim powiedzieć nie mogę. A właściwie to nie mogłem, bo wystarczył jeden dzień. Zaledwie jeden dzień spędzony właśnie w tych stronach, i jestem mądrzejszy o pewną wiedzę i bogatszy o pewne doświadczenia. A to wszystko za sprawą wycieczki…

W dzisiejszych czasach reklamować, promować, a nawet sprzedawać można praktycznie wszystko. I nie zawsze muszą to być przedmioty materialne, a mogą za to być także usługi wszelkiego rodzaju oraz inne wydarzenia. Nie od dziś w wielu miejscach w Polsce zrozumiano fakt, że aby przyciągnąć w to właśnie miejsce ludzi spoza tego regionu, trzeba go pokazać z jak najlepszej strony, jak największej liczbie osób. Narzędzi, które pomagają to robić, w dobie internetu jest cała masa. Jednak inwencja twórcza i ciekawe pomysły, zawsze będą towarem chodliwym, i bardzo pożądanym przez odbiorców czyli w przypadku szeroko pojętej turystyki po prostu turystów. I taką też inwencją wykazała się Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna, która chcąc zrobić coś więcej i naprawdę zaistnieć w świadomości paru osób, postawiła na rowery. Efektem tych działań był raj rowerowy, po miejscowości na Podlasiu o nazwie Sokółka oraz sąsiadujących z nią regionach. Ja jako, że założyłem sobie, że w tym roku z poziomu dwóch kółek zwiedzę trochę Podlasie, nie wahałem się długo przed zdecydowaniem się na ten wyjazd.

Gdy dostałem na maila pierwsze bardziej szczegółowe informacje na temat planu tego dnia, pierwsze co zrobiłem to zdziwiłem się. Bo chyba każdy by się zdziwił, gdyby zobaczył, że cała impreza ma trwać prawie 10 godzin, a podczas nich przejedziemy zaledwie niecałe 30 kilometrów. Jak na rajd ROWEROWY to jednak trochę mało – pomyślałem. Jednak zagłębiając się w plan całego dnia, trochę rzeczy mi się rozjaśniło i okazało się, że organizatorzy chcą naprawdę upchnąć jak najwięcej ciekawych rzeczy w tym stosunkowo krótkim czasie do dyspozycji. Czy był to dobry pomysł?

Sokolka 1

Cała wyprawa zaczęła się już na dworcu w Białymstoku, gdzie każdy uczestnik rajdu musiał się zameldować w specjalnie wynajętym na ten cel pociągu Przewozów Regionalnych. Na szczęście nikt się nie spóźnił i do miejsca docelowego ruszyliśmy o czasie. W samym pociągu rozpoczęła się już pierwsza nieśmiała integracja kilkudziesięcioosobowej grupy, która podobnie jak ja, była ciekawa jak to wszystko wyjdzie. Sama podróż do Sokółki odbyła się bez żadnych przeszkód i na starcie wyprawy byliśmy o czasie. Kiedy jednak byłem gotowy na przebieranie nogami na rowerze, okazało się, że wszystkie pierwsze punkty jakie musimy koniecznie „zaliczyć” znajdują się w Sokółce. A jak powszechnie wiadomo Sokółka metropolią nie jest 😉

Sokolka 6

Tak więc nic dziwnego, że przemieszczanie się do kolejnych punktów planu wycieczki nie było zbytnio pasjonujące. Nie ujmuję jednak w tym miejscu żadnemu z przewodników, którzy mówiąc kolokwialnie w perspektywie całego wyjazdu po prostu „dali radę”! A już w samej Sokółce mieli oni możliwość wykazania się, podczas opowiadania o miejscach w których byliśmy. Te miejsca to kościół św. Antoniego, gdzie miał miejsce oficjalny cud, Muzeum Ziemi Sokólskiej, gdzie nastąpiło oficjalne otwarcie pierwszego w Sokółce punktu informacji turystycznej, a także XIX-wieczna cerkiew, która mówiąc szczerze na mnie nie zrobiła jakiegoś wielkiego wrażenia. Ale to może też kwesta tego, że wychowując się na Podlasiu, jestem jakby w naturalny sposób oswojony z myślą, że katolicyzm to nie jedyna istniejąca wiara, a inne wiary to też niekoniecznie tylko i wyłącznie sekty 😉 Przyglądając się jednak od pewnego momentu innym uczestnikom rajdu, widać było, że coraz więcej osób zaczęło przebierać nogami w nadziei, że w końcu pojedziemy dalej. Po chwili nasze prośby zostały wysłuchane i nareszcie ruszyliśmy!

Sokolka 2

Wprawdzie nie najechaliśmy się zbyt wiele, ale trafiliśmy do miejsca tak samo ciekawego, co malowniczo położonego. Tym miejscem okazał się cmentarz prawosławny w Sokółce, gdzie leży na przykład para porównywana do „polskiego Romeo i Julii”. Szkopuł w tej historii jest jednak taki, że owa para umawiając się na to, że oboje zakochanych weźmie truciznę w tym samym czasie, okazało się, że tylko mężczyzna ją zażył, a kobieta nie. Czy kogoś to specjalnie dziwi? Bo mnie niespecjalnie 🙂 Poza tym w czasie kiedy przewodnicy opowiadali o tym miejscu, można było też pstryknąć kilka ciekawych zdjęć, na co pozwalało zastane tam otoczenie. Zresztą jak się później okazało, wszystkie cmentarze jakie zobaczyliśmy tego dnia, były fajnie położone.

Sokolka 3

Jako, że pora obiadowa zbliżała się z wolna, niemal że się prosiło aby zawitać w miejsce związane z jedzeniem. I tak też trafiliśmy do gospodarstwa agroturystycznego państwa Zaniewskich, a w szczególności do pani Grażyny – mistrzyni w pieczeniu chleba. Prawdziwego swojskiego chleba, a nie jakiejś popierdółki podszywanej ze sklepu. To, że pani Grażyna dodaje do swojego chleba oprócz naturalnych składników także i serce, to czuć już po pierwszym kęsie jej wyrobu. Jeśli do tego doda się naprawdę malownicze okoliczności przyrody, w jakich to wszystko się odbywało, to nie jednej osobie mógł zaświtać w głowie pomysł powrotu w to miejsce. Prawdziwą zaś „kropką nad i”, był niezapowiedziany poczęstunek nie tylko swojskim chlebem, ale i kapitalną babką ziemniaczaną, swojską słoniną marynowaną na kilka sposobów czy też piernikiem. Dziwnym też trafem po takim posiłku, ochota do dalszej jazdy paru osobom, jakby nagle zaczęła przechodzić 😉

Sokolka 4

Czas jednak gonił i kolejne punkty wyprawy czekały. Po przejechaniu w sumie niewielu kilometrów w tym regionie, mogę jednak stwierdzić, że mijane krajobrazy są naprawdę przyjemne dla oka i umilają podróżowanie. Jak też podpowiedział w trakcie jazdy nasz przewodnik, w tych okolicach jest wiele malowniczych tras, gdzie asfalt jest gładki i o dziwo brak jest samochodów. Brzmi to tak nierealnie, że aż trzeba to będzie sprawdzić 😉 Póki co jednak między innymi dzięki takiej drodze, mogliśmy dotrzeć w miejsce zwane mizar czyli na muzułmański cmentarz, a także do meczetu. Drewnianego meczetu, w którym gospodarzem jest bardzo „wyluzowany” imam, od którego można było dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy. Potem zaś po raz kolejny przyjęto nas tatarskim posiłkiem, z bardzo słodkim zakończeniem.

Sokolka 5

Tak nasyceni, napojeni i usatysfakcjonowani zbliżaliśmy się do zakończenia tego ciekawego dnia. Zanim jednak to nastąpiło, swoje 5 minut otrzymał jeszcze pan Jan Zajkowski, właściciel ogromnego gospodarstwa bartniczego. Innymi słowy, było bardzo słodko. Opowieść o pszczołach, pasiecie na 600 uli oraz wyrobie miodu, którego produkuje się w tonach (!) rocznie była połączona z degustacją miodów wszelkiego rodzaju. Przyznaję się nawet bez bicia, że nie wiedziałem nawet, że tak wiele rodzajów miodu jest. Tę wiedzę, podobnie jak inni współtowarzysze wyprawy, będę sobie mógł jednak utrwalać w domu, dzięki podarunkom w postaci próbek kilku rodzajów miodu w fajnie zapakowanych słoiczkach.

Sokolka 7

I takim też sposobem wyjazd naprawdę chylił się już ku końcowi. Jeszcze tylko szybki postój nad zalewem i trzeba było obrać kierunek stacji kolejowej, gdzie stał czekający na nas pociąg. W nim natomiast do ostatniej chwili trwała zażarta dyskusja i wymiana poglądów na różne tematy. Nie tylko te związane z Sokółką i jej okolicami 🙂 Jednak jeśli zaś chodzi o samą Sokólszczyznę, to ja osobiście zostałem przekonany i wręcz zaciekawiony tymi okolicami. Szczególnie ciekawią mnie te trasy, jakie można by przebyć rowerem po fajnych drogach, ale bez uciążliwego towarzystwa samochodów. To jest zdecydowanie w mojej opinii największa wartość jaką wyniosłem z tego dnia. Czy to jednak oznacza, że cała reszta była co najmniej słaba? W żadnym wypadku! Po prostu każdy musi poszukać w tym regionie czegoś co mu najbardziej pasuje, a wybór jak się okazało jest naprawdę spory.

FOTORELACJA Z RAJDU ROWEROWEGO