Foto & VideoO wszystkimOpinie

Snowboardowy przedsmak zimy

dodany przezKamil Timoszuk 18 października 2013 0 Komentarzy

Tydzień, tyle dokładnie minęło od momentu kiedy przynajmniej (na szczęście) na kilka godzin zawitała w Białymstoku zima. Wszystko to za sprawą pokazu filmowego Winter Is My Love 2013. Czy jednak 7 dni to nie za późno aby pisać o tym wydarzeniu? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

Argumentami przemawiającymi za tym, żeby ten dzisiejszy tekst w ogóle powstał było kilka spraw. Po pierwsze sam chciałem zachować pewną swoją tradycje i podzielić się własnymi wrażeniami kolejny rok z rzędu. Poza tym w tym tygodniu już kilka osób dopytywało się mnie czy taki tekst powstanie. Ja jednak czekałem przede wszystkim na jedną rzecz, a mianowicie zdjęcia z tego wieczoru. Sam swoich nie robiłem bo nie mam odpowiedniego sprzętu aby robić je w tak ciemnym pomieszczeniu jak sala kinowa. Bez zdjęć moim zdaniem taki tekst stracił by wiele na swoim uroku. Tym bardziej dla osób, które nie dotarły do kina. Mają czego żałować bo jak zwykle było świetnie.

Dwoma rzeczami jakie zawsze przyciągają mnie do kina na tę imprezę to atmosfera czyli ludzie oraz oczywiście filmy. Ten pierwszy aspekt nie mógł nie dopisać. W końcu jesteśmy w Białymstoku, a ludzie stąd zawsze i wszędzie dają radę 🙂

WIML1

Oczywiście jak zawsze był konkurs, a do wzięcia były różnego rodzaju naklejki i tym podobne historie. Ten kto też chciał mógł się zaopatrzyć w koszulkę z miśkiem, a co 🙂

WIML2

Jednak najważniejszym punktem tego wieczoru były filmy. I tu muszę napisać, że niewiele bo niewiele ale jednak byłem trochę zawiedziony. Dlaczego? Głównie dlatego, że dla mnie czyli dla zwykłego laika w tym roku pierwsze 3 filmy zlały się niemal w jedną całość. Gdyby teraz ktoś zapytał co z nich pamiętam, to na pewno bym wymienił dwie rzeczy. Pierwsza to występ naszego snowboardowego rodzynka z Polski czyli Wojtka Pawlusiaka. Drugą rzeczą byłby zaś jeden trick z któregoś z filmów. Mianowicie akcja działa się w lesie, kiedy to któryś ze snowboardzistów poszybował wyciągnięty pionowo jak struna między dwoma drzewami. To było naprawdę coś!

WIML3

Cała reszta niestety zlała się trochę w jedną całość. Szczególnie utknęło mi to w głowie głownie za sprawą tego, że w poprzednich latach ta różnorodność była znacznie większa. Nie oznacza to jednak, że przez to cały pokaz był do bani. Co to to nie 😉 Tym bardziej, że ostatnia produkcja była pełna tego na co ja osobiście zawsze czekam czyli wielkich gór, otwartych przestrzeni, wysokich skoków i dłuuuugich lotów . Fajna filmowa wisienka na torcie tego wieczoru.

Poza tym już drugi rok z rzędu miała miejsce kolaboracja snowboardu z CrossFitem. Po raz kolejny w szybkich konkurencjach mogli się ze sobą zmierzyć wszyscy chętni. Co do pilnowania standardów poszczególnych ćwiczeń czepiać się nie będę bo nie o to tu chodzi. Miał być fun i rozruszanie się w trakcie pokazu i tak też było.

WIML4

Największym powodzeniem cieszyła się walka o wejściówki na imprezę w Rejsie dzień później. Trening tak zwanego stability w najczystszej postaci.

WIML5

Organizatorzy już przed przyjazdem obiecywali też sporo nagród do zgarnięcia podczas pokazu i słowa dotrzymali. Na przykład aby otrzymać koszulkę trzeba było postarać się jeszcze bardziej i wykazać się inwencją, tak aby publiczność nie zasnęła w fotelach 😉

W moim prywatnym rankingu wygrał chłopak układający kostkę Rubika oraz kręcący jojo. Aczkolwiek ludzka fala też dała radę.

WIML6

I takim oto sposobem dobrnęliśmy do końca. Niestety. Niestety kolejne takie spotkanie dopiero za jakieś 12 miesięcy. Wszystko jednak na to wskazuje, że z głównym sprawcą tego zamieszania czyli Arielem spotkam się już niebawem i to chyba nie raz. Najpierw powody będą czysto CrossFitowe z racji otwierających się boxów do uprawiania tego sportu w Białymstoku jak i Lublinie. Później być może będą to zawody w Łodzi. Punktem kulminacyjnym może być jednak fakt, że Ariel chce się podjąć (o ile się nie rozmyśli 😉 ) małego mission imposible, a mianowicie nauczyć mnie jeździć na desce. Nie wie facet w co się pakuje 😉

WIML7

Jeśli jednak do tego dojdzie to już za rok na Winter Is My Love 2014 zawitam jako wprawdzie początkujący, ale jednak snowboardzista. I nie powiem, ale ta perspektywa sprawia, że micha mi się cieszy. Teraz pozostało tylko czekać na pierwszy śnieg.

Wszystkie fotki z tego tekstu są autorstwa Inari Snowboards, które jakimś cudem ogarnęło tą ciemną salę. Brawo!