CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Słoneczny CrossFit z Krotoszynforni

dodany przezKamil Timoszuk 24 lipca 2018 0 Komentarzy

Odgrzewane kotlety to na pewno nie jest jest coś co lubicie jadać. Jednak są takie dni w których po prostu nie ma innego wyboru i trzeba się zmusić. A to że jest to ciężkostrawne i mało zdrowe to inna sprawa. Jednak jak mus to mus.

Nie lubię pisać tekstów o tym co widziałem i przeżyłem długo po fakcie kiedy to nastąpiło. Czasem jest jednak tak, że inaczej się po prostu nie da. Poza tym doskonale wiem, że sam czułbym się źle z faktem kiedy o pewnych zdarzeniach nie zostałby żaden ślad na blogu. Nawet w sytuacji kiedy o całym tym wydarzeniu większość biorących w nim udział ludzi już pewnie zapomniała. Tym razem mam na myśli imprezę LOGinLAB, która w ubiegły weekend odbyła się w Krotoszynie.

O tym co to jest LOGinLAB dla większości z was pisać nie muszę, ale być może trafią się też tacy, którzy nie wiedzą co to jest. LOGinLAB jest to bowiem w tej chwili już seria imprez crossfitowych rozgrywanych w różnych miastach w Polsce. Jednak tą najważniejszą z całego cyklu jest ta, od której to wszystko tak naprawdę się zaczęło czyli LOGinLAB w Krotoszynie pod Wrocławiem, lub jak kto woli Krotoszynforni 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z PIERWSZEGO DNIA LOGinLAB 2018

Tegoroczna edycja miała być tą największą, najlepszą i obfitującą w najwięcej atrakcji. Czy tak było? Z perspektywy tych kilku dobrych już dni jakie minęły od zakończenia imprezy, mam kilka wątpliwości. Jednak na wstępie już zdradzę to, że z własnej jak zwykle subiektywnej perspektywy, nie uważam tegorocznego LOGinLAB-u za imprezę złą. Do ideału jednak na pewno trochę zabrakło. Pierwszą podstawową dla mnie zmianą w stosunku lat poprzednich było to, że w tym roku udało mi się namówić dwójkę moich znajomych aby wybrali się na drugi koniec Polski razem ze mną. Dzięki temu mogłem poznać na szybko ich punkt widzenia, bo czasami mam już wrażenie, że z racji ilości takich imprez jakie widziałem już w swoim życiu, niektóre po prostu zlewają się w jedną i niespecjalnie różniącą się od siebie całość.

Powiedzmy też sobie szczerze, że stwierdzenie mówiące o tym, że LOGinLAB jest imprezą standardową jest co najmniej sporym nadużyciem. W tym roku zawody w Krotoszynie były rozgrywane na trzech arenach – tradycyjnie na basenie i krotoszyńskim rynku oraz jako nowość na hali sportowej. Z racji tego z harmonogramu wypadł Tartak Burkietowicz. Jak dla mnie była to zamiana na gorsze. Jestem jednak w stanie zrozumieć organizatorów, którzy szukają nowych rozwiązań i pomysłów. Tartak to jednak tartak, wiedzą ci co byli 😉

Jadąc do Krotoszyna miałem w tym roku założenie bardziej zobaczyć zawody jako kibic czy widz, aniżeli tradycyjnie latać jak poparzony z aparatem. No i trochę to nie wyszło 😉 Ale moi znajomi nadal ze mną gadają, a więc dramatu chyba nie było 🙂 Poza tym takie imprezy uzmysłowiają mi to, że z coraz mniejszą ochotą jeżdżę na crossfitowe eventy gdzie robię coś za darmo. Na szczęście jest ich z każdym kolejnym miesiącem coraz mniej, a więc czasem po prostu można się poświęcić. Żeby jednak zaraz ktoś nie pomyślał, że żalę się tutaj, to dodam jeszcze, że gdybym robił to co robię tylko i wyłącznie dla kasy, to chyba musiałbym w tej chwili rozważać jakąś inną niż ta obecna życiową ścieżkę 🙂 Póki co jednak nie planuję tego robić, bo szczerze wierzę, że to co robię idzie w dobrym kierunku i jeszcze sam sobie kiedyś za to podziękuję. Tymczasem zapraszam chętnych do współpracy w temacie zdjęć i nie tylko 😉

Wracając jednak do samych zawodów, to już pierwszego dnia zawodów w Krotoszynie można było zobaczyć dwie niespotykane we wcześniejszych latach rzeczy. Pierwszą z nich był deszcz 🙂 Organizowanie imprez sportowych na otwartej przestrzeni w Polsce zawsze wiąże się z ryzykiem tego, że aura pogodowa nie będzie chciała współpracować. Pomimo tego, Krotoszyn w ostatnich latach miał kupę szczęścia, bo gdy tylko startował LOGinLAB to nad tym miastem zaczynało świecić piękne słońce. Nawet jeśli cały poprzedzający je tydzień lał deszcz. Tym razem piątkowe zmagania deszcz przerywał kilkukrotnie. Jednak nikt nie mógł się raczej czuć z tego powodu pokrzywdzony, bo dla każdego padał i uprzykrzał życie on tak samo. Ja zaś miałem okazję do zrobienia kilku nietypowych jak na zawody crossfitowe zdjęć. Drugą z innowacji zaobserwowaną pierwszego dnia były… dzwoneczki. Małe metalowe dzwonki umieszczone na drewnianych konstrukcjach do podciągania się na linie. Dzwonki były świetnym rozwiązaniem problemu jaki często się pojawiał przy okazji wspinania po linie czyli tego czy zawodnik dotknął na górze belki czy nie. Teraz jeśli to zrobił to wszyscy z sędzią na czele to po prostu słyszeli. Niby mała rzecz, a jednak trochę zmieniała.

Drugi dzień zmagań miał jedną podstawową zaletę. Mianowicie taką, że nie był on maratonem trwającym od wczesnego ranka do późnej nocy. A jeszcze jakiś czas przed zawodami miałem wrażenie, że tak właśnie będzie gdy widziałem wypchane po brzegi zawodnikami listy startowe. Na szczęście Dawid Kujawski i spółka tym razem zafundowali sobotnie emocje w dwóch porcjach. Najpierw porannej zorganizowanej na rynku oraz hali, a także wieczornej ponownie na hali, pod nazwą „Night Show”. Trochę kontrowersji wzbudził u niektórych ludzi fakt, że ta wieczorna impreza była płatna w wysokości 30 złotych. Moim zdaniem nie było to jednak nic specjalnie dziwnego. To, że środowisko crossfitowe nie jest przyzwyczajone do płacenia za takie imprezy to jedna rzecz. Druga jednak sprawa to fakt, że za oglądanie na żywo większości wydarzeń sportowych na całym świecie się po prostu płaci i takie są fakty. Jeśli chodzi o CrossFit to w Polsce płaciło się już za Amarok East Side Challenge, Medieval Games, a teraz za jedynie część LOGinLAB. Taka kolej rzeczy jeśli chcemy mieć profesjonalizację CrossFitu w Polsce. Ja osobiście nie widzę w tym nic dziwnego do czasu, kiedy organizatorzy oprócz pobierania opłat będą dawali także coś w zamian. Problemy zaczną się wtedy, kiedy ktoś będzie chciał kasę za oglądanie widowisk marnej jakości. Będzie to jednocześnie strzał w stopę samego organizatora, jak i całej sceny CrossFit, która w takiej sytuacji będzie uchodzić za organizacyjnie niepoważną.

GALERIA ZDJĘĆ Z DRUGIEGO DNIA LOGinLAB 2018

Sama sobotnia impreza w hali natomiast była zorganizowana z pomysłem. Niby nic, a jednak w kontekście innych imprez tego typu to jednak już coś. Można było tam zobaczyć jakiś scenariusz, a także jakiś zamysł tego jak ma to wyglądać. A wyglądało całkiem OK i dla większości ludzi, którzy jednak poświęcili te 30 złotych się raczej podobało. Ciekawym przerywnikiem, który nigdy wcześniej nie miał chyba miejsca, był spontaniczny pojedynek pomiędzy dwoma spikerami prowadzącymi 3-dniowe zawody. Jednak tak sobie myślę, że to jest też chyba dobry moment aby napisać też o temacie jaki był dość mocno obecny wśród rozmów pomiędzy zawodnikami i kibicami w Krotoszynie. Mam tu na myśli sędziowanie. Tak, wiem, kolejny odgrzewany kotlet. W tym jednak przypadku dla wielu osób był to kotlet dość mocno ciężkostrawny. Nie wiem jaki był system dobierania sędziów na te zawody przez odpowiedzialnego za to Marka Majewskiego, ale w tym temacie na tej imprezie coś ewidentnie poszło nie tak. Oceniam to z perspektywy dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest to, że sam na własne oczy widziałem kilkukrotnie jak sędziowie ewidentnie nie wiedzieli co robią, ile powtórzeń mają do wykonania zawodnicy lub o zgrozo jakie są standardy wykonywania poszczególnych ruchów. Druga sprawa to nie pamiętam aby na jakichkolwiek wcześniejszych zawodach, tylu zawodników nie zgadzało się mówiąc bardzo łagodnie z tym co robią sędziowie. W niektórych przypadkach byłem niemal pewny, że za chwilę komuś puszczą nerwy i ktoś tak czysto po ludzku dostanie w pysk. Zresztą mam uwiecznionych na zdjęciach przynajmniej kilka takich sytuacji, a jestem też pewny że to nie były wszystkie.

Ostatni dzień zmagań to oczywiście impreza na krotoszyńskim rynku, transmisja w TV i takie tam czyli standard. Fajny standard ale standard. Ja w tym roku dopiero w niedzielę zacząłem się pobieżnie interesować tym, kto w danej kategorii prowadzi, a kto jest daleko z tyłu. Przy 7 kategoriach i rozgrywaniu zawodów w kilku miejscach jednocześnie jest to z jednej strony trudne, a z drugiej też sorry ale bezcelowe. Tym bardziej, że finalnie w wielu kategoriach wygrali ci, którzy po prostu wygrać mieli i 99% ludzi śledzących imprezę na nich stawiało. Dlatego znacznie bardziej ciekawiły mnie tego dnia takie momenty jak pierwsze muscle upy czy też PR-y ustanawiane podczas drabiny snatchy. Swoją drogą to sporo zawodników narzekało też na programowanie treningów jakie w tym roku zastali w Krotoszynie. Tu jednak zawsze organizator ma decydujące zdanie i co by nie wymyślił, to jest raczej w stanie to jakoś uzasadnić. Choćby zwykłym widzimisię, które może nie jest jakieś głębokie, ale jest po prostu jego. Choć mam wrażenie, że można było trochę ciekawiej to wszystko poukładać. A zamiast tego postanowiono na arenie zmagań porozstawiać na przykład przeszkody/płotki, które w sumie bardziej przeszkadzały aniżeli stanowiły realne zastosowanie w zawodach. Domyślam się, że chodziło o wyeksponowanie w znaczącym miejscu sponsora, ale czy tej samej funkcji nie spełniłyby boxy, który w tych zawodach nie było wcale?

GALERIA ZDJĘĆ Z TRZECIEGO DNIA ZAWODÓW LOGinLAB 2018

Tak więc kolejny LOGinLAB już za nami. Czy była to impreza dobra. Tak, zdecydowanie! Nawet pomimo błędów i fakapów jakie przydarzyły się po drodze. Czy jest to najlepsza impreza w kraju? Moim zdaniem nie, ponieważ Medieval Games pomimo póki co mniejszego rozmachu, lepiej wykorzystuje swój potencjał. A i tak ma jeszcze zapas jak choćby w przypadku rozbudowy rywalizacji drużynowej, która w ich przypadku mam wrażenie, że jest lepiej przemyślana. Nie zmienia to jednak faktu, że krotoszyński LOGinLAB w skali tego kraju jest imprezą na którą warto przyjechać, samemu zobaczyć i ją po prostu przeżyć. Bo nawet jeśli komuś zawody niespecjalnie przypadną do gustu, to sam Krotoszyn niezmiennie od tych kilku lat daje możliwości fajnego spędzenia czasu. A to już zawsze coś 😉

Kolejna odsłona LOGinLAB odbędzie się już w dniach 22-23 września na warszawskich targach FIWE.