fbpx
O wszystkimOdżywianie

Słodkie liściaste szczęście

dodany przezKamil Timoszuk 24 października 2014 1 Komentarz

Występują w naturze takie zielone liście, które potrafią dać człowiekowi trochę szczęścia. I o dziwo nie są to te liście, o których pomyślało w tej chwili paru z was. Mam tu na myśli zdrowe listki, które są idealnym zastępstwem jednej z największych trucizn jaką faszerujemy się niemal każdego dnia czyli cukru. Do niedawna sam nie wiedziałem co to jest, a teraz…

Jak pewnie wielu z was wie, od pewnego czasu zacząłem zwracać znacznie większą uwagę na to co wkładam każdego dnia do garnka, czy też serwuję sobie na talerzu. Zmiana nawyków żywieniowych to jedna z większych świadomych rewolucji w moim prawie 30-letnim życiu, jaką zafundowałem sobie w 2013 roku i trwa ona po dziś dzień. Wszelkie zmiany jakie chciałem, a nawet wręcz musiałem, zaprowadzić w swojej kuchni oraz w dużej mierze w swojej głowie, były dość gruntowanie przemyślane. Zanim zdecydowałem o tym, że w końcu czas ustabilizować swoje życie pod tym kątem, musiałem przeszukać sporą część internetu aby mieć jakiekolwiek rozeznanie. Znacznie więcej dały mi jednak rozmowy z ludźmi, którzy już od dłuższego czasu starają się żyć zdrowo, a co za tym idzie jeść czysto. Co oznacza stwierdzenie „jeść czysto” to temat na zupełnie inny tekst, ale w skrócie można to podsumować tym, żeby jeść produkty jak najmniej przetworzone przez człowieka.

W swoich poszukiwaniach różnych rozwiązań, sposobów czy nawet sztuczek na to, aby zmienić swój codzienny jadłospis natrafiłem na parę produktów, o których albo wcześniej nie słyszałem nic, albo moja wiedza była bardzo ograniczona. Wiedziałem jednak, że cukier czyli tak zwana przez żywieniowych nazistów „biała śmierć”, z mojego jadłospisu musi raczej zniknąć. Był to dla mnie o tyle kłopot, że ja należę do tej grupy ludzi, którzy w chwili gdyby postawiło im się przed nosem dwa talerze, gdzie na jednym z nich był na przykład kawałek tłustego mięsa, a na drugim kawałek ciasta, to sięgnąłbym zdecydowanie po ciasto. Cóż poradzić, taka karma 😉 Dlatego też chciałem znaleźć jakiś zamiennik, który czasami by rekompensował mi odstawienie normalnego cukru w jakiś inny słodki sposób. Nie wiem dlaczego ale do wszelkich sztucznych słodzików od początku miałem jakiś uraz i nie chciałem za bardzo ich stosować. Jednak buszując kiedyś po półkach sklepowych natrafiłem na coś co się zwie stewia. Byłem o tyle tym zaskoczony, że po pierwsze nigdy o tym nie słyszałem, a po drugie na półce był dość spory wybór pomiędzy różnymi rodzajami i formami tego słodzika. Wtedy jeszcze nie skusiłem się aby go kupić i spróbować ale wiedziałem, że muszę o nim poczytać w internecie.

Stewia

Pierwszy pobieżny rekonesans tego tematu uzmysłowił mi, że stewia nie jest żadną nowością czy niedawno odkryty wynalazkiem. To bardziej ja jestem pod tym kątem zacofany i nie zwracałem wcześniej uwagi na istnienie naturalnych zastępstw cukru w jadłospisie. Gdy wpiszecie w Google hasło stewia to na dzień dobry wyskoczy wam mnóstwo stron gdzie albo dowiecie się co to jest albo będziecie mogli to kupić. Ja, żeby nie powielać informacji i nie pisać od nowa co to dokładnie jest ta cała stewia, to pozwolę sobie skopiować i wkleić fragment tekstu ze strony www.stewia.info.pl w postaci najważniejszych cech tej rośliny.

– Stewia to w pełni naturalny słodzik
– Ma zero kalorii
– Jest słodszy do 250-450 razy od cukru (sacharozy)
– Rozpuszczalny w wodzie i alkoholach
Odporny na wysoką temperaturę (do 200 °C) – może być używany do pieczenia i gotowania
– Stabilny w kwaśnych i zasadowych płynach (pH 3-9)
– Może być długo przechowywany
Stewia nie powoduje próchnicy zębów
Stewia jest bezpieczna dla diabetyków – nie podnosi poziomu cukru we krwi
– Stewia jest bezpieczna dla osób chorych na fenyloketonurię (PKU)
– Stewia jest nietoksyczna – testowana na zwierzętach i stosowana przez ludzi od wielu lat bez niepożądanych efektów
– Słodziki ze stewii nie ulegają fermentacji
– Stevia może być uprawiana samodzielnie: przez cały rok w domu lub latem w ogrodzie

Tyle więc byłoby teorii, a jak to wygląda w praktyce? Zachodząc do pierwszego lepszego sklepu praktycznie już w każdym z nich można na półkach natrafić na stewię. Dwie najbardziej popularne sprzedawane formy to w liściach oraz w proszku. Ja zdecydowałem się przetestować na sobie obie te formy i uważam, że obie z nich sprawdzają się bardzo dobrze. Z małym jednak zastrzeżeniem, że stewia w liściach nie nadaje się zbytnio do dodawania do posiłków o stałej konsystencji, które nie mogą wyciągnąć z niej całej słodyczy. Jednak jeśli ktoś pije herbatę to stewia do osłodzenia jej jest perfekcyjna. Sproszkowana zaś wersja rozpuszcza się w praktycznie wszystkim i to w moim odczuciu jest jej przewaga nad liśćmi. Poza tym, na początku trzeba też przywyknąć do jednej różnicy pomiędzy stewią, a cukrem. Mianowicie stewia w swoim smaku jest jak najbardziej słodka, ale pod koniec smaku zostawia taki jakby gorzkawy posmak na języku. Nie jest to w żaden sposób niedobre czy też nieprzyjemne, bo w naturalny sposób łączy się z tą wcześniejszą słodyczą, ale na początku może to być trochę zaskakujące i dziwne. Największa jednak zaletą tej rośliny w odróżnieniu od cukru, to jest jej niewielka wartość kaloryczna. Powinno to ucieszyć głównie ludzi, którzy już liczą lub zaczynają dopiero liczyć ilość wszelkich makroskładników w posiłkach.

Stewia 2

Na początku zgłębiając wiedzę na temat tej rośliny z każdą kolejna stroną gdzie ja zachwalano, coraz bardziej byłem ciekaw czy ma ona jakieś wady. I szukając w dużej mierze na siłę, znalazłbym trzy. Pierwsza z nich to tak jak wspomniałem wcześniej smak. Nie jest on zły, ale jest on na pewno inny, pomimo, że słodki. Dla większości ludzi, którzy się niemal wychowali na normalnym cukrze, ten smak na początku będzie zaskoczeniem. Jedni się do niego przekonają, a inni pewnie nie. Drugą wadą, której ja nie zaobserwowałem pisząc szczerze to fakt, że podobno stewia potrafi zmieniać kolory niektórych potraw. Nie znalazłem jednak nigdzie informacji dlaczego tak jest, i konkretnie jakie potrawy mogą z nią się „gryźć”, a testowałem stewię na wiele sposobów. Tak więc jak dla mnie jest to w tej chwili wada czysto teoretyczna. Praktyczną zaś wadą może być jej cena. Ja kupuję stewię w proszku za niecałe 12 złotych za 150 gram. Porównując to w linii prostej do cukru, który kosztuje niewiele ponad 2 złote za kilogram to wychodzi drogo. Ale według mnie takie porównanie jest pozbawione większego sensu. Dlaczego? Ponieważ inwestując w stewię, po pierwsze inwestujesz w siebie i swoje zdrowie. Po drugie stewii nie sypie się do potraw czy też kawy i herbaty tyle samo co normalnego białego cukru. Przez to, że smak tej rośliny jest znacznie bardziej intensywny, to i dawkowanie zmniejsza się diametralnie. Przez to też taki 150-gramowy słoik wystarcza na tyle samo co przykładowa torba cukru, a nawet i więcej. Zresztą starając się żyć choć odrobinę zdrowiej, warto ograniczać wszelkie słodycze bez względu na to czy będzie to „biała śmierć” czy też stewia.

Nie mniej jednak, roślina ta weszła przebojem do mojego jadłospisu już na stałe i raczej szybko się z niego nie wyniesie. Jeśli więc i wy szukacie nowych fajnych rozwiązań kulinarnych w kuchni, to ja właśnie opisałem jedno z nich. Całego świata i całego zła jaki nam on serwuje w pożywieniu, nie wyeliminujemy w dzisiejszych czasach. Jeśli jest jednak szansa aby to zminimalizować, to dlaczego by tego nie zrobić?