fbpx
O wszystkimOpinie

Skrajne przypadki filmowe

dodany przezKamil Timoszuk 3 listopada 2013 2 komentarze

Dziwny tydzień dobiega końca. Dziwny ponieważ po „niedzielnym” piątku były kolejne dwa dni weekendu. Pomimo, że niespecjalnie lubię takie kombinacje to była to dobra okazja by wybrać się do kina na kolejna dwa filmy. Tym razem nie tylko polskie.

Po ostatnich moich opisach polskich filmów na jakie się wybierałem miałem okazje odbyć kilka rozmów. W zdecydowanej większości było spowodowane to zdziwieniem co poniektórych, że chodzę na polskie produkcje. Otóż tak, chodzę. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że polska kinematografia bardzo często wypuszcza na światło dzienne gnioty, których nie poleciłbym największemu wrogowi. Czasem jednak trafiają się perełki, które rekompensują ten fakt. Czy film pod tytułem „Mój biegun” do takich perełek należy?

Mój biegun

Jasiek Mela to autentyczna postać, o której było głośno już jakiś czas temu z racji tego co przeszedł i osiągnął. Kwestią czasu było to kiedy powstanie film, na podstawie jego przeżyć. A co takiego się stało? Otóż w dużym skrócie kiedy był on mały w wyniku nieszczęśliwego wypadku na jego oczach utonął mu brat. Żeby tego było mało kilka lat później po porażeniu prądem stracił on rękę oraz nogę. Nie przeszkodziło mu to jednak w tym aby jakiś czas później zdobyć oba bieguny oraz wejść na kilka gór. O tym wszystkim ostatnio opowiadał on ostatnio w programu Kuby Wojewódzkiego, do którego został zaproszony. Nie wiem czy to kwestia jego osoby czy czegoś innego ale to jest jeden z lepszych odcinków Kuby w ostatnich sezonach jego programu. Zresztą jeśli ktoś chce niech sam zobaczy.

Wracając jednak do filmu to w moim odczuciu bardzo fajnie została pokazana droga jaką musiał przejść główny bohater. Napisać, że nie było mu łatwo jest sporym nadużyciem. Musiał się on zmagać nie tylko z dolegliwościami fizycznymi ale tez i czynnikami zewnętrznymi, jak na przykład ciężkie relacje z ojcem, którego zagrał w świetnym stylu Bartłomiej Topa. Jego starcia z Jaśkiem, granym przez Macieja Musiała są solą tego filmu. Zresztą przez długi czas klimat filmu jest dość mroczny i powiedziałbym napięty z racy wydarzeń jakie się tam dzieją. Mi zresztą najbardziej utkwiły w pamięci sceny szpitalne, które chyba z racji moich przygód z różnymi szpitalami, odciskały największe piętno. Film ten nie jest żadnym majstersztykiem jeśli chodzi o sztukę filmową. Jest za to fajną opowieścią o tym, że nie ma takich przeszkód jakich człowiek nie może pokonać. Trzeba tylko wyzwolić w sobie hart ducha jaki ma wielu ludzi, ale niewielu o tym jeszcze wie. To takie typowe kino ku pokrzepieniu serc.

Podczas wczorajszej wizyty w kinie liczyłem na dobrą, szybką, luźną rozrywkę w kinie. Czy jednak ją dostałem?

Bitwa roku

Odpowiem już na samym początku, że niestety nie. Niestety, ponieważ autorzy filmu „Bitwa roku” zmarnowali potencjał jaki ten film ze sobą niósł. Jako fan serii filmów tego rodzaju spod znaku „Step Up” muszę przyznać, że ta seria jest nadal niezagrożona. Battle Of The Year to coroczne zawody B-Boyów, które mają na celu wyłonić najlepszą światową drużynę taneczną. Po wielu latach klęsk ekipa USA, jakże by inaczej, zbiera swój Dream Team i jedzie na zawody do Francji. Niby standard. Jednak nawet taki samograj autorzy tego filmu sknocili kompletnie. Największymi dwoma zarzutami w stosunku do tej produkcji z mej strony są przewidywalność oraz zbyt mało tańca. Jeśli chodzi o to pierwsze to oczywiście nie można się było spodziewać nie wiadomo czego, ale bitch please, szanujmy się. Największym i nie wiem czy nie jedynym zaskoczeniem tej produkcji jest fakt, że zespół taneczny trenuje trener… koszykarzy. Ale o co chodzi? Może więc to dlatego, więcej jest w tym filmie gadania niż… tańczenia. Absurd. Takie produkcja powinny się też bronić ścieżką dźwiękową. Ten niestety także i tym się nie broni. Więc czy ta produkcja ma jakieś plus? Na chwilę obecną takowych nie widzę i raczej odradzałbym wybieranie się na ten film do kina. No chyba, że ktoś chce zobaczyć w akcji przez kilka sekund naszą polska aktorkę Weroniką Rosati. Szkoda jednak i na to waszego czasu i pieniędzy, szczególnie jeśli myśleliście o wersji 3D.

Zastanawia mnie tylko jedno. Jakim cudem ten film ma na największym polskim portalu filmowym czyli Filmweb, wyższą notę od choćby produkcji „Mój biegun”? Jakim cudem?