fbpx
CrossFitLudzieO wszystkim

Sędziowska twarz CrossFitu

dodany przezKamil Timoszuk 23 czerwca 2015 7 komentarzy

Pomimo tego, że CrossFit jest stosunkowo nową rzeczą w naszym kraju, to środowisko związane z tym zjawiskiem jest pełne ciekawych ludzi. Ludzi, którzy nie tylko mają duża wiedzę i doświadczenie, ale także i talent w przekazywaniu go dalej. Takim kimś jest niewątpliwie Łukasz Wysocki vel „NoRep Man”!

Jakiś czas temu miałem okazję pogadać z ojcem chrzestnym polskiej sceny CrossFit czyli Bartkiem Mackiem. Rozmowa ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że wokół CF w tym kraju kręci się mnóstwo pozytywnych i ciekawych postaci, które warto poznać. A jak można kogoś lepiej poznać, jeśli nie przez rozmowę? Swojego dzisiejszego rozmówcę „śledziłem” w internecie (nie mylić ze stalkingiem 😀 ) i to co robi w crossfitowym kontekście już od jakiegoś czasu. Czułem, że jest to osoba otwarta i po prostu pozytywna. Ten fakt potwierdził się natomiast w Kopenhadze, podczas tegorocznych zawodów CrossFit Games Ragionals, gdzie ja byłem w roli kibica, a on pełnił rolę sędziego. To właśnie w Ballerup Arena przybiliśmy sobie przysłowiową piątkę i zamieniliśmy kilka słów. Kiedy po zakończeniu zawodów spotkaliśmy się na lotnisku, wiedziałem już wtedy, że będę chciał się umówic z nim na dłuższą rozmowę. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. I od planów do czynów, dokładnie tydzień później znalazłem się w jego boxie czyli CrossFit ELEKTROMOC, zrobiłem z nim trening, a następnie usiedliśmy sobie i pogadaliśmy dłuższą chwilę.

Dlaczego więc jednak ta rozmowa ukazuje się dopiero teraz? Powody są głównie dwa. Po pierwsze był to natłok innych zajęć i brak czasu na obróbkę tego materiału. Drugi zaś powód był bardziej prozaiczny. Mianowicie zebrany podczas rozmowy materiał był tak gorący, że dosłownie spalił mi się dysk, a razem z nim poszła też w powietrze obrobiona już niemal w całości rozmowa. Miałem chwile, kiedy myślałem, żeby sobie już odpuścić spisywanie jej po raz drugi. Jednak w tym samym też momencie doszło też do mnie, że byłoby to po prostu nie fair wobec mojego rozmówcy. I takim tez oto sposobem, zapraszam was na przeczytanie tej dosyć długiej, ale mam nadzieję, że całkiem ciekawej pogawędki. Zapraszam!

Ja Łukasz Wysocki

Jesteśmy już tydzień po zawodach CrossFit Regionals w Kopenhadze. Jakie są twoje wrażenia po tej imprezie?

– Bardzo fajna impreza. Chyba jest to też obowiązkowy punkt dla każdego crossfitera, pojechać, zobaczyć i mieć rozeznanie oraz porównanie. Tym bardziej jeśli jeździ się na jakieś lokalne imprezy, które zawsze są „najlepsze i najwspanialsze”. Szczególnie pod kątem organizacji i atmosfery.

No właśnie, czy pomiędzy Regionalsami, a innymi imprezami crossfitowym jest taka przepaść?

– Jest to zupełnie „inny kontynent” 😉

Łukasz Wysocki 3Na imprezie w Danii pełniłeś funkcje sędziego. Co trzeba zrobić aby być sędzią na takich zawodach?

– W moim przypadku jest to już długa przygoda. Dawno temu zacząłem sędziować przy okazji pierwszych eliminacji Open. Wtedy też razem z Bartkiem Mackiem, Alkiem Pawłowskim czy też Pawłem Czaplickim, który do nas przyjeżdżał, sędziowaliśmy sobie wzajemnie. W 2012 roku poleciałem do Londynu na zawody London Throwdown, gdzie miałem przyjemność sędziować takie panie jak Samantha Briggs czy Andrea Ager. W międzyczasie była pierwsza, i jak na razie jedna z dwóch najlepszych crossfitowych imprez w tym kraju (wliczając w to Amarok East Side Challenge), czyli Reebok CrossFit Fitness Championship. Była to pierwsza prawdziwa okazja aby ludzie uprawiający już wtedy CrossFit w całej Polsce, mogli się spotkać w jednym miejscu i osobiście poznać.

Skąd jednak pojawił się u Ciebie pomysł bycia crossfitowym sędzią, a nie na przykład zawodnikiem?

– Zawsze odnajdywałem się przede wszystkim w byciu trenerem. Uważam, że bardzo ciężko jest pogodzić ze sobą bycie trenerem na 100% i w takim samym stopniu być zawodnikiem. Doba jest jednak ograniczona i możesz się rozwijać albo w kierunku bycia jak najlepszym zawodnikiem, albo zajebistym trenerem. Samodoskonalenie w tej materii wiąże się z eksploracją wiedzy i przeglądaniem masy różnych źródeł, w tym też książek wykraczających poza polskie wydawnictwa, bo te źródełko wyczerpałem już dawno temu. Natomiast w samym sędziowaniu czuję się bardzo dobrze. Uważam, że jest to bardzo ważna funkcja, która oddziela trenowanie rekreacyjne od trenowania sportowego. Czyli inaczej rzecz biorąc, mamy cały świat CrossFitu i jakimś jego malutkim wycinkiem są zawody. I żeby to były prawdziwe zawody, to muszą być one dobrze sędziowane. Możesz mieć wyczesane w kosmos nagrody, ale jeśli sędziowanie na takiej imprezie będzie słabe, to nikt na tą imprezę nie wróci. Mamy masę przykładów na to, że po skończonych imprezach pojawiają się jakieś obiekcje co do sędziowania, a to niewątpliwie pozostawia pewien niesmak. Sędziowanie moim zdaniem to jest coś takiego, do czego nie można mieć ani trochę wątpliwości – to musi być zrobione na tip top. Jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej i próbuje na tym oszczędzać, to przeważnie musi za to słono zapłacić.

Po niektórych polskich imprezach komentuje się organizację i sędziowanie zamiast skupić się na wspaniałych występach zawodników. Tego niestety chyba nie da się uniknąć.

– W sędziowaniu chodzi o to, że jesteś taką szarą eminencją. Innymi słowy ciebie nie powinno być widać, ty nie masz kibicować i wspierać, ty masz po prostu zrobić swoją robotę czyli policzyć prawidłowo wszystkie PRAWIDŁOWE powtórzenia. Jest to o tyle odpowiedzialna funkcja, że każdy z nas poczucie, że ci zawodnicy ciężko trenowali przygotowując się do startu. Nie jesteśmy w żaden sposób przeciwko nim – jesteśmy po to aby ocenić prawidłowe powtórzenia, przecież kolega obok także ciężko trenował. Aby wszystko było fair, to sędziowanie musi być przede wszystkim ujednolicone w taki sposób, że sędzia na stanowisku pierwszym w heacie pierwszym, sędziuje identycznie co sędzia na stanowisku piątym w heacie piątym. Dlatego też w EMC poszliśmy w kierunku stworzenia zespołu sędziowskiego, który aktualnie liczy około 15 osób. Każda z tych osób ma zrobiony kurs „Crossfit Judge”, który potrzebny jest do sędziowania np. podczas Open. Dodatkowo zrobiliśmy szkolenie wewnętrzne oraz zajęcia praktyczne, które polegały na sędziowaniu normalnych WOD-ów w boxie. I tak też przygotowana ekipa pojechała dopiero do Białegostoku na Amarok East Side Challenge. To są tacy sami ludzie jak chociażby trenujący u Ciebie w boxie, tylko po prostu dobrze przygotowani. Nie ma co z tego robić wielkiego halo, ale trzeba się do tego przyłożyć.

Łukasz Wysocki 2OK, ale ekipa z CrossFit ELEKTROMOC jest jakby pierwszą tego typu inicjatywą w naszym kraju, która chciała się zająć sędziowaniem bardziej na poważnie. Czy ten projekt będzie w jakiś sposób rozwijany?

– Nasz projekt w dużym stopniu był zrobiony pod białostocka imprezę AESC. Czy będzie ciąg dalszy? Bardzo chętnie, ale ja wychodzę z założenia, że jeśli każdy z sędziów ma poświęcić swój weekend czyli praktycznie piątek, sobotę i niedzielę, żeby gdzieś tam pojechać i coś takiego zrobić, to fajnie by było aby zwróciły im się przynajmniej koszt podróży i przeżycia tam na miejscu. A powiedzmy sobie szczerze, że nikt w chwili obecnej nie chce w to inwestować bo to jest „tylko” sędziowanie. Zawsze przecież mogą posędziować koledzy z boxa. Ale spoko, nie oceniam tego, choć mam swoje zdanie na ten temat. Kto chce mieć dobre sędziowanie na zawodach, to się po prostu do nas zgłosi i tyle.

Największe zaskoczenie na CrossFit Games Regionals?

– Pod kątem organizacyjnym to na pewno fakt, że wiele rzeczy podczas tej imprezy jest zorganizowanych stricte pod telewizję. Wiele standardów wykonywanych ćwiczeń, czyli przyznawania repów lub no repów, jest związana nie tylko z prawidłowym wykonywaniem ćwiczeń, ale z tym, że to ma dobrze wyglądać w telewizji. Mam tu na myśli na przykład to, że dane powtórzenia muszą być wykonane w danym kierunku. Jeśli zawodnik z jakiegoś powodu wykona dane powtórzenie tyłem do „toru”, to już nie jest mu ono zaliczane. Przed zawodami każdy z atletów na spotkaniu organizacyjnym jest instruowany o tym jak to musi wyglądać w praktyce. Czy coś jeszcze? Chyba wszyscy, którzy tam byli mogą powiedzieć jedno – ekran poszerza! 😉 Do tej pory od wielu kobiet słyszałem, że nie chcą one wyglądać jak zawodniczki z Regionalsów. Moje drogie panie – CHCECIE wyglądać jak te atletki. BARDZO 🙂 I powie wam to każdy, kto widział je na żywo na tej imprezie. Każda z nich wygląda zupełnie inaczej niż na ekranie czyli po prostu „Fit As Fuck”. Zresztą dziewuchy na takiej imprezie także mają niezłą ucztę dla oczu.

Łukasz Wysocki 9A pod kątem sportowym? Będąc sędzią na takich zawodach jesteś w stanie obejrzeć sobie jakąś część zawodów?

– Tak, zdecydowanie. Sędziów w Kopenhadze było 40 i podzieleni byliśmy na cztery 10-osobowe zespoły. To pozwalało też niejako nacieszyć się samą imprezą będąc blisko tych zawodników. Zauważalna jest duża różnica pomiędzy tymi zawodnikami, którzy na Regionalsach są po raz kolejny, a nowicjuszami. To doświadczenie robi robotę, czego dobrym przykładem jest Bartłomiej Lipka. Ten chłopak oczywiście bardzo ciężko przepracował ubiegły rok, ale jego koledzy także nie próżnowali. Pomimo trudności i małych niepowodzeń na zawodach, zaliczył on ogromny postęp. Ja osobiście jestem dumny z tego, że w ubiegłym roku mieliśmy tylko jednego reprezentanta, a w tym roku jest ich już trzech. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby za rok było ich jeszcze więcej.

Wróćmy na polskie podwórko. Czy uważasz, że polski CrossFit dociąga do europejskiej czołówki?

– Są takie miejsca w Polsce, gdzie ten CrossFit dojrzewa. Jest to bardzo młoda dyscyplina w naszym kraju, i nie ma co ukrywać, że na początku przychodzi takie zachłyśnięcie się nową zajawką. Objawia się to tym, że wszyscy chcą szybko, dużo i jeździć na wszystkie możliwe zawody. W EMC wierzymy, że do pewnych miejsc i wyników trzeba dojść ciężką i systematyczna pracą, a nie robić wszystko na hura. Ważne jest zdobycie doświadczenia i pokory, którą można zdobyć niekoniecznie wygrywając kolejne zawody i stając się kolejnym Richem Froningiem. Ćwiczymy głównie dla zdrowia, czego ja jestem żywym przykładem. Mając malutką córeczkę, moim głównym celem treningowym jest to, aby być jak najdłużej jej ojcem. I to słyszysz od gościa, który ma 27 lat i już myśli takimi kategoriami. CrossFIt to moja ambrozja długowieczności. Tomek Ferenc jest u nas trenerem, a zaczynał jako uczeń, który miał problem z wykonaniem prawidłowego przysiadu. CrossFit doprowadził go jednak do takiej sprawności, jakiej nigdy wcześniej nie miał, chociaż całe życie był bardzo aktywny np. trenował Capoeirę i wyczyniał na rękach prawdziwe cuda.

Łukasz Wysocki 8Czyli zgadzałoby się to z moją prywatną tezą, że „CrossFit ratuje życie” w tym rozumieniu, że potrafi on zmienić czyjeś życie o 180 stopni. Czy macie w boxie jeszcze inne tego typu historie?

– (tutaj do rozmowy włącza się na chwilę Tomek) Tak oczywiście, w boxie jest kilka osób, które przed przyjściem na pierwsze zajęcia miały problem z własnym ciałem, z jego akceptacją, z jedzeniem, a przez to wszystko także i z samopoczuciem. Jednak po jakimś czasie regularnego trenowania okazywało się, że to wszystko można ogarnąć. Poza tym szczególnie panie zaczęły rozumieć, że gdy w pewnych miejscach na ciele jest czegoś mniej, a na innych więcej, to też jest fajne. Mamy tutaj takiego aparata – Kacpra J, który przychodząc do boxa był lekko zaokrąglony, a w tym roku przebiegł Rzeźnika (bieg na dystansie 77,7 km na pokonanie którego ma się 16 godzin). Gość po prostu przyszedł, zaczął regularnie i sumiennie trenować, i ten cały fitness doprowadził go właśnie do tego. Poza tym wiele osób, które zaczynały ćwiczyć w ELEKTROMOCy nie wyobrażało sobie tego aby przebiec 5, 10, 21 czy 42 km. Teraz zaś mamy taką 6-osobową ekipę, która przygotowuje się do triathlonu olimpijskiego w przyszłym roku. (do rozmowy wraca Łukasz) Mamy dziewczynę, która zrzuciła na przykład 30 kilogramów. Nie jest to może tak spektakularny wynik jak twoje 120, ale to dalej jest ogromny wyczyn i dla niej równie ważny.

Zdecydowanie tak! Ja uważam, że mój ubytek 120 kilogramów, jest tak samo ważny jak zrzucenie przez kogoś 10 czy 15 kilogramów.

– Dokładnie! W boxie są dziewczyny, które nigdy się nie podciągały na drążku, a teraz się podciągają i robią strict handstandpushupy, a do tego są np. małą drobną blondyneczką. Wydaje mi się, że wszystkie wyniki jakie ludzie osiągają w ELEKTROMOCy są dla Nas równie ważne i wspólnie celebrowane. Każdy kto pobije jakiś swój PR, dzwoni dzwonem PRów i dostaje brawa, bo to jest dla nas znak, że pokonał on swoją kolejną barierę. W boxie naturalnie trzymamy wszelkiego rodzaju medale bądź puchary, które staramy się eksponować, aby upamiętniać każdy z sukcesów naszych podopiecznych. Dla jednego to będzie Rzeźnik, a dla drugiej osoby 800m na treningu. Skala jest bardzo subiektywna.

Łukasz Wysocki 1Wracając jeszcze na chwilę do CrossFitu w Polsce to jak wygląda on twoim zdaniem od strony organizacyjnej? Zarówno chodzi mi o boxy, jak i też zawody.

– Idzie to w kierunku pt. im dłużej będzie CrossFit w Polsce, tym będzie lepiej wyglądał 🙂 Głównie dlatego, że wszyscy nabieramy doświadczenia. Z każdym miesiącem i rokiem na pewno będzie zauważalna poprawa. W naszym kraju to zjawisko występuje już piąty rok, a w takiej Skandynawii trwa to przynajmniej dwa razy dłużej. W naturalny sposób tamtejsze środowisko jest znacznie bardziej doświadczone. To jest tak samo, jak z występem naszych reprezentantów na Regionalsach. To nie chodzi o to, że są oni mniej „fit” od swoich kolegów ze Skandynawii czy USA, tylko o to, że oni to po prostu krócej robią. To nie jest tak, że ludzie z północy mają zajebiste DNA wikingów, które zapewnia im ciągle pierwsze miejsca. Wydaje mi się jednak, że za tym idzie systematyczne trenowanie, dobre odżywianie czy też dobrzy trenerzy. Szczególnie widać to na przykładzie Islandii, gdzie jest to po prostu dyscyplina sportowa, która rządzi się podobnymi zasadami jak większość innych. Do osiągania sukcesów potrzebne jest zaplecze w postaci właśnie trenera, odnowy biologicznej czy też mocnych partnerów treningowych. Tak to się dzieje w przypadku Islandii, gdzie ci odnoszący sukcesy zawodnicy trenują ze sobą w jednym boxie. Zresztą przed Regionalsami naszych trzech panów także zaczęło to robić. Doświadczenie to coś, co będzie w największym stopniu procentować w przyszłości.

OK, a co z zawodami w naszym kraju?

– Nadal uważam, że w Polsce jak na razie odbyły się dwie świetne imprezy crossfitowe – Reebok CrossFit Fitness Championship oraz Amarok East Side Challenge. Co do reszty? Oczywiście o zawodach np. w Gdańsku czy Wrocławiu słyszałem różne opinie, ale nie byłem na nich więc się nie wypowiem. Liczę na to, że będzie kolejna edycja białostockiej imprezy i być może jakiś większy event w Warszawie. Nie ma co liczyć na to, że ktoś w Polsce zorganizuje zawody na miarę Regionalsów. To jest zupełnie inna półka, poza świetną organizacją są to przede wszystkim zawody pięknie wyreżyserowane.

Łukasz Wysocki 7To zdecydowanie potwierdzam. Sam byłem w szoku, kiedy na rozpiskach dostępnych na hali Ballerup Arena planowany koniec zawodów był przewidziany na 16:48 i o tej właśnie godzinie event się skończył!

– Dokładnie tak. Naszymi zespołami zarządzali byli wojskowi, więc nic dziwnego, że wszystko było zapięte na ostatni guzik. Większość moich kolegów z ekipy sędziowskiej, to byli trenerzy ze staffu, który szkoli kursantów na seminariach CrossFit level 1 czy też level 2, tak więc to byli ludzie z ogromnym doświadczeniem. Ale żeby nie było, zachęcam wszystkich do organizacji zawodów w Polsce, bo gdzieś jednak przecierać się trzeba. Zarówno organizacyjnie, jak i sportowo. Żeby pojechać na największe zawody, trzeba mieć też zaliczone tak zwane starty próbne. To właśnie podczas nich sprawdzasz i tym samym uczysz się tego jak w dniu zawodów jesz, śpisz, jak pracuje z tobą fizjoterapeuta, jak rozgrzewasz się przed swoim startem i co robisz zaraz po jego zakończeniu. Tego nie można robić na wyczucie. Trzeba skrupulatnie zaplanować i przetestować w „akcji”. Każdy zawodnik musi mieć przygotowany swój scenariusz na dane zawody. I nie są to moje słowa tylko Matta Chana i Chrisa Speallera, których większość osób uprawiających ten sport raczej kojarzy 🙂 Im więcej dobrych zawodów będzie organizowanych w naszym kraju, tym więcej dobrych zawodników będzie przyjeżdżać z zagranicy, co tylko wpłynie na nas wszystkich pozytywnie.

Nic nie stoi na przeszkodzi abyśmy byli taką „małą Skandynawią”. Niewątpliwie w naszym kraju przeżywamy prawdziwy BUUUM! jeśli chodzi o CrossFit, i jeżeli to wszystko będzie szło w dobrym kierunku, to poziom na pewno będzie rósł. Nie mówię tu jednak o sytuacji, kiedy w danym boxie będzie jedna osoba, która będzie wygrywać wszystkie Łódź Garage Games, tylko o sytuacji gdy ogólny poziom ludzi w każdym boxie będzie wysoki. Ja osobiście jestem dumny z tego, że ludzie, którzy na co dzień trenują w ELEKTROMOCy jadą gdzieś do innego boxa w Polsce lub za granicą i są chwaleni przede wszystkim za swoją technikę wykonywania ćwiczeń. Poza tym, jeśli ja pozwalam sobie na ocenę jakiegoś boxa, to głównie na podstawie tego jak ćwiczą typowi bywalcy takiego miejsca, a nie jakich zawodników mają na zawodach.

Łukasz Wysocki 5Wasz box działa w specyficznym bo warszawskim „crossfitowym ekosystemie”, gdzie box jest niemal na każdym rogu. Jak sobie z tym radzicie?

– Uważam, że w Warszawie spokojnie mogłoby się otworzyć drugie tyle boxów i wszyscy by sobie spokojnie dali radę. Głównie dlatego, że boxy to są bardzo lokalne miejsca. Nasza ELEKTROMOC jest na Bielanach i ludzie, którzy tu uczęszczają są właśnie z Bielan lub niedalekich okolic. Jedynie ja i mój przyjaciel Boguś dojeżdżamy z Wilanowa… jeszcze Ola z Mokotowa… pewnie ktoś się jeszcze znajdzie. Natomiast inne osoby, które są z dalszych regionów Warszawy trenują tutaj, bo na przykład nieopodal pracują. Poza tym box to nie tylko miejsce, ale przede wszystkim ludzie i tworzona przez nich atmosfera. Można mieć nawet 4 ściany z dykty i słaby sprzęt, ale jak masz dobrą kadrę trenerską, to ona sobie poradzi ze wszystkim. I na to w EMC stawialiśmy od samego początku. Mamy 4 osoby z kursami level 2, ja za chwilę chcę zdawać level 3, dwie nowe osoby mają level 1 plus kursy specjalistyczne typu CrossFit Kids czy też Gymnastics, a za chwilę jeszcze Weightlifting organizowane przez CrossFit HQ. Można nie chcieć wydawać kasy uważając, że jest to drogie, ale jeśli masz taki klimat w boxie, że wszyscy chcą się szkolić i uczyć, to się niemal samo dzieje. Oprócz tego, że mamy taką 9-osobową kadrę trenerską, to jeszcze około 15 regularnych klubowiczów ma level 1. Mają go głównie dlatego, że zrozumieli to co im tłumaczyliśmy od początku ich przygody z CF, tzn. że ten kurs to jest tak naprawdę wprowadzenie w świat CrossFit.

No właśnie, jak jest twoja prywatna opinia o tym kursie CrossFit level 1? Wiele osób zadaje sobie pytanie – robić czy nie robić?

– W przypadku kiedy chcesz czy nie chcesz być trenerem?

I tak i tak.

– Jeśli w przyszłości nie chcesz być trenerem, a chcesz go zrobić tylko dla siebie, to podpisuję się pod tym rękoma i nogami – zrób! A jeżeli chcesz być trenerem to nie masz innego wyjścia i po prostu musisz go zrobić. Oczywiście level 1 nie zrobi z ciebie świetnego trenera, tylko doświadczenie, praca trenerska i przeczytanie pierdyliarda innych książek! Każdy wieczór przy lampce z książką w ręku, a do tego tysiące przepracowanych z ludźmi godzin. My gdy zaczynaliśmy z Sebkiem EMC, to ja byłem już po level 2 i razem mieliśmy przepracowanych tysiące godzin jako trenerzy. Dopiero prowadzenie boxa przez grubo ponad rok i praca niemal każdego dnia, zrobiła ze mnie i z Sebastiana prawdziwych trenerów CrossFitu. Tak więc wracając jeszcze do pytania głównego: WARTO zrobić Level 1, bo ma on dużą wartość dla twojego życia. Wiedza na kursach jest przekazywana w bardzo przystępny sposób i kadra zmienia sposób myślenia ludzi – otwiera głowę.

Łukasz Wysocki 4Zapytałem o te kursy głównie dlatego, że istnieje bardzo dużo sprzecznych opinii na ich temat.

– Oczywiście, możesz robić swoje kursy, w swoich boksach i nazywać je nie wiadomo jak, i tak naprawdę wymyślić co tylko chcesz, a i tak nie zrobisz nawet w jednej dziesiątej tego kursu tak, jak robi to CrossFit HQ. Tak więc Level 1 to taki typowy „must have”. Kiedy my robiliśmy swoje kursy Level 1 na początku 2012 roku, to dla nas był to taki typowy święty Graal. My Guide’a przeczytaliśmy po kilka razy i po angielsku znaliśmy go na wyrywki. A teraz nie chce się ludziom przeczytać go w oryginale, powalczyć trochę ze słownikiem, to wspierają się tymi tłumaczeniami z czapy. Ludzie nie szanują tego co mają i że mają to pod nosem, kiedy my musieliśmy na swoje levele najzwyczajniej w świecie „pozapierdalać”. Może też jednak dlatego, dużo z tego wynieśliśmy. Aczkolwiek pracując jako tłumacz na takich seminariach, wyniosłem z nich jeszcze dużo, duuużo więcej. Tym bardziej, że ekipy szkolące na Europę bardzo często się rotują, a więc za każdym razem masz niemal styczność z zupełnie nowymi ludźmi i ich osobniczym podejściem do CrossFitu.

Jakie są twoje najbliższe plany, nazwijmy to crossfitowe?

– Ten najbliższy to uruchomienie w boxie zajęć CrossFit Kids. Ale takich z prawdziwego zdarzenia tego typu zajęć! Jak sam widziałeś mamy specjalnie przygotowaną do tego salę (potwierdzam), 4 trenerów z kursem CrossFit Kids, a do tego bazę ponad 300 klubowiczów, z których spora część ma jakieś dzieci 🙂 Tak więc domyślamy się, że część z nich będzie chciała je przyprowadzić do nas na treningi. Uważam, że jest to bardzo odpowiedzialny projekt, dlatego też trzeba go bardzo dobrze przygotować.

Kolejna rzecz to wypuszczenie jakichś zawodników z boxa na zawody? 😉

– My ich specjalnie mocno nie trzymamy 🙂 Jeżeli oni sami dojrzeją do tego aby startować to niech startują. Wiesz, to jest też kwestia tego, że część z tych ludzi trzeba zachęcić do startów, a jak będą jakieś fajne zawody, to część z nich chętnie wystartuje. Cały czas jednak promujemy to, że najważniejsze zawody w roku to są eliminacje Open i nasza ekipa już zaczęła się przygotowywać właśnie do Open w przyszłym roku. Jest też jakiś pomysł, aby wystawić ekipę na zawody drużynowe. Jednym z takich wniosków jakie przyszły mi do głowy podczas sędziowania właśnie zawodów teamowych w Kopenhadze to to, że nie licząc ścisłej czołówki, która wygrywa przede wszystkim doświadczeniem, to wiele ekip to drużyny składające się ze „zwyczajnych” CrossFiterów, wśród których my także jesteśmy w stanie powalczyć.

Łukasz Wysocki 6Co do reszty moich planów crossfitowych, to jednym z nich jest to, żeby znaleźć trochę więcej czasu na trening. Mam dwójkę dzieci – małą Wiktorię w domu i ELEKTROMOC 🙂 Jedno i drugie jest rodziną, a więc jednym i drugim trzeba się dobrze zająć, a każdy ojciec wie, że w takiej sytuacji często i bez wahania trzeba poświęcić swój trening na rzecz domu i rodziny.

Wracając jeszcze na koniec do Regionalsów to czy jakieś doświadczenia lub obserwacje poczynione w Kopenhadze będziesz przenosił na nasz polski grunt do twego boxa?

– Kurczę, stary, to jest strasznie obszerny temat. Każde takie doświadczenie w jakiś sposób cię zmienia i wzbogaca. Wracając do boxa starasz się oddawać swoim ludziom całego siebie i w naturalny sposób, to czego się nauczyłeś lub to jakie doświadczenie zdobyłeś, przekazujesz klubowiczom. Ja się podczas Regionalsów utwierdziłem w tym, że to co robimy w EMC, robimy po prostu dobrze. Zawsze po tym, gdy się czegoś nauczysz, gdzieś w głowie pozostaje takie pytanie – czy aby jednak na pewno robimy to dobrze? Ja w tej chwili nie mam już takich wątpliwości i wiem, że idziemy w dobrym kierunku. W temacie tego jak trenujemy „szeregowych” członków EMC i w temacie tego jak zarządzamy zawodnikami, którzy chcą startować w największych zawodach. Uważam też, że raz na mniej więcej pół roku, warto polecieć gdzieś za granicę i poprzebywać jakiś czas w innym środowisku crossfitowym. Głównie dlatego, że to w bardzo fajny sposób naładowuje nasze baterie. Po powrocie z takich zawodów jak w Danii, człowiek wraca z energią, którą później oddaje ludziom na treningach, opowiada jak było i stara się to wszystko przekazać w taki czy inny sposób. Nasz wyjazd staraliśmy się przez długi czas utrzymać w tajemnicy. Wszystko po to aby zorganizować event wspólnego oglądania Regionalsów i żeby przynajmniej kilka osób pozytywnie zaskoczyć, że na Regionalsach jest jakiś koleś podobny do Łukasza 😉 Do pewnego stopnia udało się to utrzymać w tajemnicy. Myślę, że oprócz tego, że zebrani ludzie kibicowali Polakom, to także kibicowali po części mnie i „Surdiemu”. Z tego co wiem, dostałem gromkie brawa po tym jak już w pierwszych 30 sekundach pierwszego heata, przyznałem pierwszego no repa 🙂

Wybierasz się na Regionalsy za rok?

– Na pewno! Albo jako sędzia albo jako ojciec rodziny z moją Agatą i córeczką. Myślę też, że dałem dobry przykład ludziom w swoim boxie, że są to zawody na które warto pojechać. I to, że warto już zbierać kasę od Wielkanocy, aby wydać ją tam na miejscu, bo nie ma co ukrywać, że są ku temu możliwości. Bo każdy wyjazd można zaplanować zarówno w wersji ekonomicznej, jak i też premium. 😉

Zdecydowanie tak! Dzięki wielkie za rozmowę.

– Ja również dziękuję i pozdrawiam