CrossFitO wszystkimZawody & Eventy

Rozstrzygnięcia ostateczne

dodany przezKamil Timoszuk 8 czerwca 2017 2 komentarze

Wszystko co dobre szybko się kończy. I tak też było w tym roku z Regionalsami, kiedy to trzy weekendy z rzędu uciekły nie wiadomo gdzie i kiedy. Na szczęście ten ostatni przyniósł na dobre zakończenie sporo emocji.

W przypadku polskich crossfitowych kibiców, ten ostatni weekend z Regionalsami był dla nich najważniejszy z wiadomego powodu. Meridian Regionals, to impreza w której regularnie już od kilku lat startują polscy zawodnicy, dzięki czemu w naturalny sposób ogląda się lepiej takie zawody. W tym roku nasz kraj reprezentowali po raz kolejny Bartek Lipka, Paweł Kozak oraz Marcin Szybaj. Swoje debiuty zaś zaliczyli Paweł Leśnikowski i Paweł Czaplicki.

Fotka pochodzi z fanpgae StrefaWOD

Śledząc te zawody z polskiej perspektywy, wiadomo było. że oczekiwałem fajnego występu naszych reprezentantów. Parę małych sukcesów jakie zdarzyły im się podczas tej trzydniowej rywalizacji, było naprawdę fajnymi momentami. Z tyłu głowy krążyło mi też gdzieś to pytanie, jakie zadawałem moim rozmówcom przed startem tego regionu, o tym jak wpłynie na naszą „reprezentację” brak typowych ciężarów. I im było bliżej było końca walki w Madrycie, tym ciężej było mi ocenić Polaków jako jedną całość. Bo oczywiście, każdy z zawodników walczył o swoje, i albo spełnił swoje własne oczekiwania bądź nie. Jednak w przypadku próby porównania ogólnego poziomu, wpadłem na jeden pomysł, a mianowicie zliczenia wszystkich miejsc z roku 2016 i 2017. W taki sposób, że pierwsze miejsce to jeden punkt. Czyli standardowo jak to się liczy na wielu crossfitowych zawodach w Europie. I co mi z tego wyszło? W roku 2016 Polacy uzyskali łącznie 122 punkty, a w 2017 o 2 punkty więcej czyli 124. Oczywiście to tylko jeden przykładowy wskaźnik, który by można by na pewno rozłożyć jeszcze na wiele różnych elementów. Takich jak chociażby to, że kadra z 2016 i 2017 roku różniła się od siebie, albo też to, że nie wszyscy w tym roku przystąpili do rywalizacji w pełni zdrowi. Jednak finalnie rzecz jasna żadnego dramatu nie ma. Marcin Szybaj po raz kolejny udowodnił, że oprócz siły i umiejętności fizycznych, ma też, a może i przede wszystkim silną głowę. To ona w dużej mierze dała mu 13, o jedno oczko gorsze miejsce niż rok temu. Czy jest to głowa, która kiedyś zaprocentuje awansem do upragnionej piątki Meridian Regionals? Tego pewnie nie wie w tej chwili nawet sam zainteresowany. Jednak brawa należą się tak samo jemu jak i reszcie zawodników z Polski.

Poza tym na czołowych miejscach, znaleźli się w większości już starzy wyjadacze dla których wyjazd na Gamesy nie będzie pierwszyzyną. Jedynym rodzynkiem w tym gronie okazał się Jason Smith, który finiszował na trzecim miejscu, startując z podobnie jak drugi Jonne Kioski z regionu Afryka. Największe emocje towarzyszyły jednak miejscom 5 i 6, kiedy ważyły się losy wyjazdu do USA. Najbardziej zainteresowani tym byli Frederik Aegidius i Lukas Högberg. Pierwszy z nich wyprzedził swojego rywala w końcowej klasyfikacji o… 2 punkty. Dwa małe punkty, które można by przeliczyć jako dwie sekundy w jednym z workoutów. Niby nic, a jednak w tym przypadku zrobiło ogromną różnicę.

Wśród pań natomiast na najwyższym stopniu podium stanęła maszyna Kristin Holte. Ta sama Kristin, która jeszcze w listopadzie 2016 roku musiała przejść operację nadgarstka. Jednak jak sama mówi, „ta operacja wiele jej dała, ponieważ dochodząc do siebie, miała czas na wykonanie innej pracy niż do tej pory”. I jak ewidentnie widać, przyniosło to wymierny skutek. Podobnie sytuacja ma się z Samanthą Briggs, która uplasowała się na drugim miejscu i także przechodziła rehabilitację po zabiegu na bark. Szybko też rozmyła domniemania tego, że w Madison wystąpi w kategorii Masters 35-39 słowami „I don’t even think of it.” Na pozostałych miejscach byłoby co najmniej dziwnie, gdyby nie było nazwisk kończących się na dottir. W tym roku są dwa 😉 Zaś rywalizację zespołów wygrał CrossFit JST z Anglii, w składzie którego występuje Steven Fawcett. Jest to więc kolejny z zawodników, który przejdzie w tym roku do historii jako uczestnik Gamesów, zarówno indywidualnie jak i też zespołowo.

Men

1. Björgvin Karl Guðmundsson
2. Jonne Koski
3. Jason Smith (D)
4. Lukas Esslinger
5. Frederik Aegidius

Women

1. Kristin Holte
2. Samantha Briggs
3. Annie Thorisdottir
4. Jamie Greene
5. Thuridur Erla Helgadottir

Team

1. CrossFit JST
(Jonathan Bullough, Jak Cornthwaite, Jayne Eadie, Steven Fawcett, Laura Hughes, Megan Lovegrove, Benjamin Massey, Oakley Woodhouse)

2. CrossFit Fabriken
(Sara Armanius, David Santa Cruz Borgstrand, David Carlsson, Karin Dike, Tobias Ekelund, Philip Rylander, Pernilla Skoglosa, Rebecka Vitesson)

3. CFXY
(Hjördís Óskarsdóttir, Ingvar Birgisson, Haraldur Holgersson, Kjartan Hrafnkelsson, Rakel Jónsdóttir, Sigurður Hafsteinn Jónsson, Johanna Julia Juliusdottir, Stefania Juliusdottir)

4. Maxpuls Spartans
(Morten Almaas, Ingelin Garmann, Synne Krokstad, Jonas Hetland Mong, Martin Ramberg, Mari Rotmo, Jørgen Skevik, Sol Anette Waaler)

5. CrossFit Reykjavik
(Birna Aradottir, Hilmar Arnarson, Stefan Helgi Einarsson, Stefán Jóhannsson, Throstur Olason, Solveig Sigurdardottir, Harpa Dögg Steindórsdóttir, Birna Blöndal Sveinsdóttir)

Dwoma pozostałymi regionami, które kończyły w tym roku zmagania były to West oraz Atlantic. W tych dwóch regionach było także kilka historii, które dla mnie osobiście wydają się ważne do przytoczenia. W Atlantic Regionals jedną z ciekawszych rywalizacji była ta pomiędzy braćmi Smith. Panowie widać, że pomimo łączących ich więzów krwi, nie mieli zamiaru w żaden sposób odpuszczać. Bo niby dlaczego? Momentami wręcz wyglądało to tak, jakby to ich jeszcze bardziej napędzało. Na swój sposób pogodził ich Noah Olsen, który wygrał ten region. Na drugim zaś miejscu co ciekawe uplasował się Alec, a nie Ben Smith, dla którego impreza w Madison będzie debiutem. Myślę też, że tam jego starszy i bardziej doświadczony brat, weźmie srogi rewanż 🙂

Tydzień temu pisałem o kobietach, u których wiek to tylko liczba, i którym kompletnie nie przeszkadza to awansować do finałów. W tym tygodniu mógłbym napisać podobnie, tylko… odwrotnie. Co to znaczy? To oznacza, że w Atlantic Regionals, startowała Haley Adams. Dziewczyna, która w tamtym roku w kategorii 14-15-latków w Carson zajęła drugie miejsce. W tym roku mając lat 16, z jednej strony została najmłodszą zawodniczką regionalsów w historii, a z drugiej uplasowała się na wysokim debiutanckim 14 miejscu. Idzie młodość, nie ma co 🙂

Całą rywalizację trochę starszych koleżanek, wygrała Cassidy Lance-Mcwherter i wyprzedziła na podium Emily Bridgers i Mekenzie Riley. Ostatnia z pań rok temu zaliczyła swój debiut na Gamesach w zespole, a w tym roku jak sama mówi, „ciężko pracowała i nie pozwoli aby cokolwiek jej przeszkodziło”. Typowe amerykańskie podejście.

Men

1. Noah Ohlsen
2. Alec Smith (D)
3. Ben Smith
4. Travis Mayer
5. Ryan Elrod (D)

Women

1. Cassidy Lance-Mcwherter
2. Emily Bridgers
3. Mekenzie Riley
4. Whitney Gelin
5. Anna Tobias

Team

1. 12 Labours Lions
(Joshua Arcona, Ali Brill, Amanda Deller, Luke Espe, Madi Mansberger, Jeffrey Milam, Christopher Miller, Christen Wagner

2. HustleHard CrossFit
(Nicole Arcamonte, Eric Cardona, Ian Daniel, Matthew Franco, Lauren Herrera, Pierre-Henri Soero, Danielle Szpindor, Pamela Tambini)

3. CrossFit Balance
(Christy Adkins, Danielle Dionne, Evan Locke, Jordan McGillis, Emily Newton, Rachel Weiss, Jonathan Wier, Craig Williams

4. CrossFit Revamped
(Amanda Fillers, Alea Helmick, Gary Helmick, Kheon Hendricks, Matt Lutz, Elizabeth Mourges, German Niño, Chelsea Young)

5. 336 CrossFit
(Brian Crowder, Brock Ison, Maureen Koegel, Lora Naylor, Michael Priest, Meghan Root, Benjamin Sturgill, Casey Warmath)

Jednym z większych wygranych West Regionals w tym roku, mógł czuć się nie ten który je wygrał czyli Brent Fikowski, a ten który uplasował się na miejscu numer 5. George Sanchez, bo o nim mowa, przed finałowym szóstym eventem wiedział, że aby myśleć o awansie musi dać z siebie wszystko. I jak pomyślał, tak zrobił. Wykręcając niesamowity czas w finałowym workoucie, wygrał go, a tym samym zapewnił sobie ostatecznie 5 miejsce, wyprzedzając Mitchela Stevensona o zaledwie 4 punkty.

Swoją też drogą oglądając przez ostatnie 3 weekendy rywalizację we wszystkich regionach na świecie, w 8 różnych halach, widać niemal jak na dłoni, że na crossfitowe imprezy na ogromnych halach nie przyszedł jeszcze czas. Wystarczy sobie porównać jaka atmosfera panuje w podczas rywalizacji w takich kilkunasto lub nawet kilkudziesięciotysięcznych halach, a jak to wygląda w tych mniejszych. Jako człowiek wychowany na sporcie, który na wielu widowiskach sportowych na świecie był, zawsze będę milej wspominał te, gdzie hala/stadion żył danym wydarzeniem. Piknik lub generalnie teatr na trybunach wydarzenia jakby nie patrzeć sportowego, czyli w głównym swoim założeniu budzącego emocje, jakoś średnio mnie kręci. I tu nawet nie chodzi do końca o aspekt finansowy. Bo w przypadku CrossFitu widać gołym okiem, że hala sama w sobie widzów nie przyciąga, a na tych większych kamerzyści robią co mogą aby nie pokazywać tych gołych placków bez ludzi na trybunach. Jednak rzeczywistości nie oszukają. Dlatego tak jak już rok temu nie podobało mi się przeniesienie europejskich Regionalsów z Kopenhagi do Madrytu, tak mam szczerą nadzieję, że gdy po 2018 roku skończy się kontrakt, to impreza powędruje gdzieś dalej. Na Polskę raczej nie liczę, choć miło by było 😉

Men

1. Brent Fikowski
2. Samuel Kwant
3. Cody Anderson
4. Cole Sager
5. George Sanchez (D)

Women

1. Carleen Mathews
2. Regan Huckaby
3. Emily Abbott
4. Carly Fuhrer
5. Casey Campbell (D)

Team

1. CrossFit Fort Vancouver
(Justin Ahrens, Jessica Core, Allan Dunlap, Nathan Loren, Kristina Metz, Adam Neiffer, Andrea Roozen, Betsy Simser

2. Cascade CrossFit
(James Bevan-lee, Tamara Diles Lissandrello, Hannah Heil, Trina Huarte, Kyle Jacobson, Nick Martindale, Caitlyn Paus, Paul Zavaglia)

3. CrossFit Marysville
(Aaron Beatty, Jenna Gracey, Ashleigh Moe, Kelsey Nagel, Stephanie Nikolaisen, Noah Pester, Ryan Swobody, Nick Thomas)

4. Work Hard Live Fit
(Drew Barquist, Anthony Chiarelli, Chrysandra Darby, Alanna DeBell, Jeremy Donner, Andre Jordan, Lauren Stevens, Talitha Stivers)

5. Lane 5 Athletics
(Kendall Burnham, Sean Connolly, Tyler Fox, Taylor Johnston, Heidie Ortega, Roslyn Overstake, Billy Pappas, Kim Reinhardt)

I tak też sposobem dobrnęliśmy do końca tegorocznego cyklu Regionalsów. Podobało się wam? Bo mi ogólnie rzecz biorąc tak. Było kilka fajnych historii, które na pewno zapadną w pamięć. Było też kilka czysto sportowych występów godnych odnotowania. Na szczęście jednak po „drugim, obfitym daniu” został jeszcze „deser” czyli CrossFit Games w Madison. Deser, na którym naszą polską, biało-czerwoną wisienką na torcie, będzie drugi Polak w historii tej imprezy czyli Szymon Urbański. Jest więc zdecydowanie na co czekać.

  • Nie zgadzam się z teorią co do hali. W sobotę i niedzielę obłożenie dolnego poziomu było 100% i otworzyli górne trybuny – jakby nie patrzeć to kilka tysięcy ludzi, którzy dzięki temu cokolwiek widzą i mają zapewniony minimalny komfort oglądania zawodów (a pamiętajmy, że przestoje między workoutami są spore). Dużo bardziej wolę te wolne sektory niż amerykańskie kurniki w których czasami organizują zawody

    Przy tym tempie, za 3-4 lata Caja Magica to będzie mało jeśli Europa pozostanie jednym Regionem.

    • W tamtym roku kiedy byłem osobiście na Regionalsach, brak atmosfery dużego sportowego eventu, spowodowany był w dużej mierze właśnie halą i jej ogromem, gdzie praktycznie tylko w niedzielę udało się zebrać więcej ludzi aniżeli ten dolny poziom. W tym roku z relacji moich znajomych, którzy dotarli do Madrytu niewiele się zmieniło pod tym kątem. A nie może być tak, że zawody są zawodami samymi w sobie. Kto jak kto, ale akurat Amerykanie wiedzą jak robić fajne sportowe eventy i jak animować publiczność. Na przykładzie Regionalsów tego akurat kompletnie nie widać. Ale tak, zgodzę się z tobą, że z dwojga złego lepsza taka Caja Magica niż te rzeczywiście kurniki w niektórych regionach. Albo jeszcze lepiej hala Alamodome w San Antonio mogąca pomieścić ponad 70 tysięcy ludzi, gdzie rozgrywany był South region.

      Jakiś czas temu podobny problem miały mistrzostwa Europy koszykarek w Europie. Kilka lat temu ta impreza była rozgrywana w naszym kraju w takich halach jak katowicki Spodek, bydgoska Łuczniczka czy łódzka Atlas Arena, zwana potocznie lotniskiem. Halach generalnie za dużych na taką imprezę, bo nawet mecze najlepszych reprezentacji plus naszych czyli gospodarza nie były w stanie zapełnić trybun. Dlatego też ktoś z osób decyzyjnych poszedł po rozum do głowy i kolejne mistrzostwa zorganizował w halach już tylko kilku, a nie kilkunastotysięcznych. To też sprawiło, że wielu ludzi potrafiło nie zdążyć kupić biletów, ale to sprawiało też że tworzył się popyt na takie widowisko. I w dalszym okresie ma to sprawić, że ta impreza wróci do większych hal ale już ze znacznie większym zapotrzebowaniem. I tego też bym życzył Regionalsom.

      A to, że przydałyby się dwa regiony w Europie to zupełnie inny temat i zarazem koncepcja którą zdecydowanie popieram.