fbpx
O wszystkim

Red Bull i jego grzechy główne

dodany przezKamil Timoszuk 27 października 2016 0 Komentarzy

Red Bull to potentat na rynku napojów energetycznych, chciałoby się powiedzieć. I w takim stwierdzeniu nie będzie zasadniczo żadnego kłamstwa. Z tym, że nie tylko na rynku napojów “wyskokowych” marka z bykami w logu rządzi. Tym drugim polem jest marketing i budowanie swojego wizerunku w sieci.

Jeśli ktoś śledzi mój fanpage na Facebooku ten wie, że od czasu do czasu wrzucam tam różnego rodzaju materiały filmowe, które najogólniej pisząc – robią na mnie wrażenie. Tak się też jakoś składa, że dosyć często są to filmy produkcji firmy z Austrii, która od wielu już lat “dodaje skrzydeł” zawodowym sportowcom oraz zwykłym Kowalskim. Po jednym z takich materiałów odezwał się do mnie Krzysiek, który śledzi mój fanpage. Podesłał mi on link do filmu, który ukazuje markę Red Bull i kulisy ich działań marketingowych z trochę innej strony. Jeśli ktoś ma ochotę go zobaczyć to zapraszam.

https://www.youtube.com/watch?v=Mvs_McxdEeA

Osobom leniwym streszczę jednak, że dokument ten opowiada o kilku przykładach śmierci podczas kręcenia różnego rodzaju materiałów reklamowych przez Red Bulla. Podejmowane są też w nim bezskuteczne próby uzyskania informacji od samej firmy, która w wielu przypadkach stara się tuszować te zdarzenia, jak gdyby nigdy nic. Z tego wszystkiego wyłania się zaś obraz cynicznej firmy, która dosłownie po trupach dąży do zamierzonych celów, bez patrzenia na konsekwencje.

Krzysiek wysyłając mi ten film zapytał mnie krótko – co ja na to?
A ja na to, że mówiąc szczerze nie jestem specjalnie zszokowany. Dlaczego? Zacząłbym od tego, że o śmierciach podczas tworzenia materiałów dla austriackiego potentata czytałem już jakiś czas temu. I może jestem jakiś znieczulony albo nawet cyniczny, ale kurde! Czy wy widzieliście te filmy, które oni robią? Przecież cała masa z nich wygląda niemal jak materiały filmowe z nieudanych prób samobójczych. Jakieś zjazdy z dziewiczych gór na nartach lub snowboardach, skakanie z dziwnych miejsc ze spadochronem, w kombinezonie lub nawet bez czy moje ulubione filmy rowerowe takiego typu jak ten poniższy.

Jak dla mnie jest to ewidentne ryzykowanie życiem. Jednak ustalmy też inną rzecz. Osoby, które się tego podejmują są dorosłe i muszą sobie zdawać sprawę na to na co się porywają. Nie da się też ukryć tego, że dostają za to niemałą kasę. Jaką? Tej informacji Red Bull bardzo strzeże jednak myślę, że w przypadku tych czołowych kaskaderów-sportowców kwoty są siedmiocyfrowe. Poza tym jak jest mowa o tym w filmie, dla wielu z tych ludzi Red Bull autentycznie pomaga spełniać marzenia. Robi to w sposób dyskusyjny i trochą balansujący na krawędzi, ale jednak pomaga. Oczywiście można stwierdzić, że pomaga mniej więcej tak samo jakby dawał kolejną dawkę kokainy narkomanowi. Ja to widzę jednak bardziej na takiej zasadzie, jakby osobie uwielbiającej podróże, Red Bull fundował ekstremalny trip dookoła świata. Trip podczas którego po prostu może coś się stać.

I tu także dochodzimy do najważniejszego. A mianowicie tego, na ile te wszystkie wyczyny, a w konsekwencji też śmiertelne wypadki, są pod naciskiem osób trzecich. W podesłanym przez Krzyśka dokumencie, nikt jasno tego nie mówi i nawet nie jest bliski uzyskania takiego stwierdzenia. Aczkolwiek ten główny wypadek w postaci śmiertelnego skoku z wieżowca, jest dość zastanawiający. I to z mojej perspektywy jest jedna z niewielu rys na całym obrazie Red Bulla. Bo gdyby ktoś udowodnił to, że jakaś śmierć nastąpiła w wyniku pochopnego wymuszenia na sportowcu skoku czy ewolucji, to wtedy można mówić o “krwi na rękach” zarządzających austriackim gigantem.

Poza tym bardzo spodobało mi się jedno zdanie użyte w tym dokumencie w kontekście rynku amerykańskiego w który przede wszystkim celuje Red Bull. Mianowicie “Amerykanie kochają bohaterów, nawet tych martwych”. I trudno odmówić prawdy temu stwierdzeniu. Dlatego mam poczucie, że jeśli firma z Austrii nie robiła tego co robi, to ktoś inny zajął by ich miejsce. Ale jako, że byczy potentat odjechał stawce już bardzo daleko pod wieloma względami, to póki co nawet nikt nie próbuje go gonić.