O wszystkim

Przedwyborcze politykowanie

dodany przezKamil Timoszuk 29 października 2014 0 Komentarzy

Polacy to taka nacja, która już od małego ssąc pierś swojej matki, wysysa z niej nie tylko potrzebne do rozwoju wartości odżywcze. Polacy wraz z mlekiem matki wysysają też wiedzę i poglądy na równego rodzaju tematu, z naciskiem na kilka z nich. I takim oto właśnie sposobem w tym kraju mamy niecałe 40 milionów znawców piłki nożnej, medycyny oraz polityki.

Kiedy rozpoczynałem działalność tego bloga, to nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę poruszę tutaj choćby jeden jedyny raz dzisiejszy temat. Jednak wydarzenia ostatnich dni, a nawet i godzin spowodowały, że naszła mnie ochota aby skomentować otaczającą mnie rzeczywistość. Ta natomiast, w ostatnim czasie ma barwy jakby trochę polityczne, głównie z racji zbliżających się niebawem wyborów. Pomimo, że zostało do nich jeszcze trochę ponad 2 tygodnie, to już teraz walka wyborcza rozpoczęła się na dobre.

Wybory samorządowe są moim zdaniem znacznie ważniejsze niż wybory na przykład prezydenckie, głównie z racji tego, że to lokalni politycy mają większy wpływ na nasze codzienne życie. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że lokalni politycy są w stanie zrobić dla lokalnych społeczności więcej dobrego, niż posłowie na Wiejskiej w Warszawie. Tamci raczej są kojarzeni z uprzykrzaniem życia obywatelom w całym kraju. No ale zarówno jednym jak i tez drugim, musi się najpierw chcieć albo co gorsza opłacać, aby sprawić „by żyło się lepiej… wszystkim”. Ja osobiście miałem już w swoim życiu taki okres, kiedy polityka mnie bardzo interesowała i zajmowała. Każdymi nadchodzącymi wyborami czy innymi tego typu wydarzeniami byłem żywo zainteresowany, jak na świadomego obywatela teoretycznie przystało. Nie ukrywam jednak, że już jakiś czas temu przeszło mi to, widząc co się w tym kraju dzieje i że tak na prawdę większość osób, które mają służyć społeczeństwu bardziej mu szkodzi.

Nie ma jednak co ukrywać, że od polityki, a szczególnie w okresie przedwyborczym ciężko jest całkowicie uciec. Ja w ostatnim czasie walkę polityczną w Białymstoku obserwuje głównie z pozycji… roweru. Roweru, którym przemierzam przez miasto i obserwuje plakaty wyborcze kolejnych kandydatów, którzy agitują w ten sposób o poparcie lokalnych środowisk. Można by powiedzieć, że to jest normalka. Nienormalne jest jednak w tym roku to, że widząc wiele z tych bilboardów lub plakatów na mieście, widzę nadspodziewanie często znajome twarze. Nie mam tu jednak na myśli na przykład sportowców, którzy po skończeniu karier szukają mniej lub bardziej udolnie swojej nowej życiowej drogi. Bardziej mam tu na myśli znajomych, ze szkoły, pracy czy jeszcze kilku innych okoliczności. Widząc niektóre z tych twarzy nie wywołują u mnie żadnych emocji – ani pozytywnych ani też negatywnych. Przy niektórych zaś pojawia się u mnie zdziwienie.

Poczucie zaskoczenia dopada mnie wtedy, kiedy widzę dawnego kolegę lub koleżankę, którzy o ile mnie pamięć nie myli, to nigdy nie zdradzali żadnych zapędów politycznych. Dałbym sobie nawet rękę uciąć, że paru z nich nawet jeszcze kilka tygodni/miesięcy temu nie myśleli o tym aby „pójść w politykę”. Jednak wizja wygrania wyborów oraz wiążące się z tym później profity to afrodyzjak, któremu oprzeć się nie jest łatwo. Ja jednak autentycznie takich ludzi z plakatów wyborczych się niemal boję, a jako wyborca wystrzegam. Bo nawet jeśli jeden mój głos niewiele zmieni, to nie chce mieć świadomości, że oddaję go na kogoś, kto startuje w wyborach z nie do końca pro społecznymi motywacjami. Tak samo jak też wystrzegam się propozycji jakich dostałem w ostatnim czasie dokładnie sztuk dwie. Propozycje te miały na celu zachęcić mnie do napisania jakiegoś „swobodnego tekstu” na temat obu tych kandydatów. Pomijam już fakt, że ja mieszać się w to nigdy nie zamierzałem i nadal nie zamierzam. Jednak ciekawszym aspektem takiej propozycji jest to, w jaki sposób ona została złożona. Jedna z nich była oficjalna i nazwana po imieniu, druga zaś była tak zawoalowana, że dopiero pod koniec naszej niby przyjacielskiej rozmowy dowiedziałem się o co dla mojego rozmówcy tak naprawdę chodzi. W obu przypadkach moja odpowiedź była taka sama.

W taki też oto sposób miałem kontakt w tym roku z wyborami. Czy za 17 dni będę miał kolejny w postaci mojej wizyty miejscu, gdzie stanie urna, a ja skreślę krzyżyki przy nazwiskach jakichś kandydatów? Szczerze mówiąc na chwilę obecną nie wiem. Was, czyli moich czytelników, którzy tu zaglądają i poświęcają swój czas, namawiać specjalnie nie będę. Niech zrobią to być może za mnie dwa powyżej wklejone filmy, które nie do końca odnoszą się do tegorocznych wyborów ale generalnie motywują do politycznego działania. Przykre jest jednak to, że w tak dużym kraju, kiedy przychodzi do jakichkolwiek wyborów, to brakuje kandydatów na których można by oddać głos z niemal 100-procentową pewnością. Nie jest to specjalnie wesoła świadomość.