CrossFitO wszystkim

Progres motywacyjny

dodany przezKamil Timoszuk 10 października 2013 0 Komentarzy

Różnych ludzi do działania motywują różne czynniki. Jednych motywuje krzyk, innych pobłażliwe traktowanie, a jeszcze innych na przykład widoczne efekty pracy. Ja chyba, a raczej na pewno, należę do tej ostatniej grupy bo nie ma chyba nic lepszego jak poczucie, że coś po prostu się udaje.

Kiedy na początku kwietnia postanawiałem zmienić trochę rzeczy w swoim życiu myślałem, że będzie to bolesny proces. Myślałem, że cały włożony wysiłek będzie okupiony wieloma wyrzeczeniami, poświęceniami czy też bólem – zarówno psychicznym jak i fizycznym. Czy tak właśnie było? I tak i nie.

Pisałem o tym nie raz ale myślę, że warto to powtarzać za każdym możliwym razem. Mianowicie to, że do pewnych rzeczy czy też decyzji trzeba najnormalniej w świecie dojrzeć. Bez tego wszelkie nasze starania czy próby przeważnie są tylko nagłymi zrywami, które nie przynoszą oczekiwanych efektów na dużą skalę. Przynajmniej nie na tak dużą jakbyśmy chcieli. Na szczęście i ja w końcu dotarłem do miejsca gdzie świadomie podejmuję decyzje, a nie liczę w dużej mierze na szczęście czy inne siły nadprzyrodzone. I powiem wam, że to całkiem dobra opcja ponieważ w końcu mam poczucie, że panuję nad tym co się dzieje ze mną i dookoła mnie. I nawet jeśli nie mam żadnego wpływu na wiele spraw to i tak czuję, że poradzę sobie niemal ze wszystkim. Żeby jednak do tego dojść potrzebowałem czasu oraz zmian.

Zmian, które są nie tylko widoczne gołym okiem ale takich bardziej wewnętrznych także. Ostatnio spotkałem się z koleżanką z którą nie widziałem się dobre kilka miesięcy (pozdrawiam ją serdecznie 😉 ) i ku mojemu zaskoczeniu zwróciła mi ona uwagę na jeden fakt. Mianowicie to, że nie tylko moje ciało i mój wygląd przeszedł już sporą przemianę. Według niej zmienił się też znacząco mój sposób bycia, ekspresja, oraz jak to nazwała „ogólna życiowa energia”. O dziwo każda z tych zmian według niej wychodzi na mój plus 😉 Szczerze powiedziawszy nie do końca to widziałem, pomimo pewnych przesłanek o tym mi mówiących. Jednak dobrze wiedzieć o czymś co w przyszłości także może zaprocentować. Zresztą jeśli ktoś z moich znajomych to czyta i ma podobne odczucia to chętnie posłucham, a być może dowiem się o sobie czegoś nowego.

Miało dziś być jednak o motywacji. A tę siłę, która mnie pcha cały czas do przodu w ostatnim czasie zapewnia mi progres jaki osiągam. To naprawdę budujące, kiedy przez długi czas walczysz z czymś i za cholerę nie możesz tego okiełznać, aż tu nagle bum! Coś po prostu przeskakuje w twojej głowie. Ni stąd ni zowąd po prostu wychodzi. Może nie bez kłopotów ale jednak wychodzi. Wszystkie dobre wskazówki od mądrzejszych ode mnie osób układają się w całość. Nagle ciało zaczyna komunikować się z głową, a co za tym idzie też współgrać. Człowiek dostaje pozytywnego kopa do dalszej pracy i wie, że to co robi ma naprawdę sens. W tym tygodniu takim kopem było w końcu ogarnięcie ćwiczenia zwanego Overhead Squat 30kg czyli spolszczając przysiadu ze sztanga nad głową.

Czasem zdarza mi się, rozmawiać z jakimiś postronnymi ludźmi czy nawet znajomymi, którzy nie rozumieją co robię i po co to robię. Nie oczekuję zresztą tego od nich. Dziwią się oni, że pomimo tego, że bardzo często bywam zmęczony czy obolały, niemal każdego kolejnego dnia zbieram się w sobie i zasuwam na kolejny trening aby dostać często jeszcze bardziej wpierdziel. Dla wielu z nich to jest tylko głupie przerzucanie żelastwa. Wręcz irracjonalna zabawa. Kiedy jednak na przykład nieznajomi dowiadują się o mojej historii i o drodze jaką już przebyłem ton rozmowy dość diametralnie się zmienia. Na mnie ten fakt jednak już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś. Teraz dla mnie jest to kolejny uświadomiony człowiek w tym, że warto walczyć o swoje cele i swoje własne motywacje. Jeśli oprócz samej czystej wiedzy dana osoba jeszcze postara się wyciągnąć coś dla siebie to po raz kolejny pomyślę, że warto było.

Tak więc kończąc dziś powoli ten bardziej osobisty wpis, powiem wam, że czuję się po prostu świetnie. To nic, że mnie coś ciągle boli. To nic, że znowu mi brakuje dziurek w pasku (od kwietnia 7 nowych i nadal za mało). To nic, że mam coraz mniej ciuchów które na mnie jako tako pasują i nie wyglądają jak spadochrony 😉 To wszystko jest nieważne, bo każda z tych zmian sprawia, że chcę więcej. Chcę zmieniać siebie, chcę zmieniać swój świat, chcę zmieniać być może w jakimś stopniu ludzi czy świat dookoła mnie. Dlaczego? Bo wiem, że można i nie wiem dokąd mnie to zaprowadzi. A to już jest w moim odczuciu ekscytujące…